ver: 0.33

Antykwariat spełnionych marzeń

(okładka miękka)

Autor:
(20)
34,90 zł
24,43 zł
Oszczędzasz
Wysyłamy w 24h. DARMOWA DOSTAWA do salonów empik
dostępność w salonie
Opis produktu
Dane szczegółowe
Opinie klientów (25)
Dodaj recenzję
Oceń produkt:
*
*
Dodaj recenzję Powrót
W przypadku naruszenia Regulaminu, Twój wpis zostanie usunięty.
  • 4
23.05.2017
Carmen
„Antykwariat spełnionych marzeń” Doroty Gąsiorowskiej mieści się w urokliwym Krakowie, który jako Miasto Królów, jest wręcz obietnicą przeżycia czegoś niesamowitego. Doświadcza tego Emilia, absolwentka polonistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim, która najlepiej czuje się w antykwariacie, w którym pracuje. Jednak los nie lubi, gdy jest zbyt dobrze, chwyta więc za ołówek, wprowadza kilka zmian i czeka, cóż się wydarzy. Emilia niespodziewanie zaczyna odkrywać tajemnice swoich bliskich, poznaje nowych ludzi, ale przede wszystkim nieustannie wraca do przeszłości. „Antykwariat spełnionych marzeń” nie zmienił mojego życia, ale na dwa dni skutecznie odrywał mnie od wszelkich zajęć… dałam się wkręcić w świat Emilii, ciesząc się na każdą chwilę, którą mogłam poświęcić lekturze – czy to nie najlepiej świadczy o dobrej książce?
  • 5
22.05.2017
Marta Skrzypiec
“Antykwariat spełnionych marzeń” to ciepła, lekka i trochę nostalgiczne powieść. Akcja nie pędzi jak szalona, mimo że dużo się w niej dzieje. Emilia podróżuje między Krakowem a Gdańskiem, bohaterowie książki ujawniają swoje tajemnice, Emilia próbuje ich wszystkich jakoś poprowadzić, wesprzeć. W między czasie zapomina o sobie. Ale Szymon, mężczyzna jej marzeń, o niej nie zapomina. Jeśli lubicie takie klimatyczne opowieści, dające nadzieję i wiarę w lepsze jutro, gdzie romans jest tłem a głównym wątkiem jest po prostu życie, to ta książka skradnie wasze serca.
  • 5
21.05.2017
magdula
Dorota Gąsiorowska znowu zaproponowała nam przepiękną powieść. Autorka wprowadza nas w klimatyczny świat bohaterów. Poznajemy Emilię-młodą dziewczynę, która kocha książki i pracuje w antykwariacie oraz pana Franciszka-właściciela antykwariatu. Oboje lubią czytać i praca w antykwariacie daje im poczucie spełnienia. Ich życie toczy się spokojnym rytmem. Do czasu, gdy ciąg różnych wydarzeń sprawia, że zostaje wywrócone do góry nogami. Okazuje się, że ich bliscy mają przed nimi jakieś tajemnice i zaczynają zachowywać się w niecodzienny sposób. Wszystkim niezwykłym wydarzeniom towarzyszy tajemnicza książka, która czasami sama daje odpowiedzi na nurtujące jej właściciela pytania. W tej powieści znajdziemy przeplatające się miłość, przyjaźń, zdradę, lęk i tajemnicę. Jeżeli chcecie przeczytać lub podarować komuś dobrą książkę, to ta pozycja będzie najlepszym wyborem.
  • 4
17.05.2017
agata.wiederek
Główna bohaterka Emilia pracuje od wielu lat w antykwariacie wokół którego kręci się jej dotychczasowe życie, ale pewnego dnia wszystko się zmienia... Emilka wplątana w problemy matki, która pokazuje, że na córce nigdy jej nie zależało, ojca mieszkającego wraz z macochą setki kilometrów od niej, starszego pana Franciszka, który niedawno stracił ukochaną żonę (długoletnią nianię Emilii), a do tego dochodzą kłamstwa przyjaciółki i spotkanie mężczyzny, który zmieni jej życie. Książka z każdą kolejną stroną wciąga bardziej, wielobarwność opisów dodaje książce kolorytu i pozwala na wczucie się w klimat pięknego Krakowa, ale i pięknej nadmorskiej Modrzewiowej. Kolejna książka Doroty Gąsiorowskiej, napisana w podobnym klimacie jak poprzednie, myślę jednak, że każdy kto lubi ten typ książek, ale i samą autorkę jak zwykle się nie zawiedzie.
14.05.2017
Polecam!
Dorota Jaroszewska
Dorota Gąsiorowska "Antykwariat spełnionych marzeń" To czwarta powieść Autorki, którą przeczytałam - wg mnie najlepsza! Najmniej przewidywalna, najbardziej zaskakująca; praktycznie do ostatnich stron powieści czytelnik musi poczekać z rozwikłaniem wszystkich tajemnic z przeszłości, których Autorka umieściła w powieści kilka. Wielość wątków i bohaterów (ich uczuć, emocji, problemów i tajemnic), umieszczenie akcji powieści w Krakowie (m.in. w tytułowym antykwariacie, w czasach współczesnych, ale także powrót we wspomnieniach do okresu niemieckiej okupacji) oraz w nadmorskiej miejscowości (m.in.w opuszczonej latarni morskiej) sprawia, że czytelnik, podczas lektury, nie ma szans na nudę. Muszę przyznać, że poprzednia powieść p. Doroty Gąsiorowskiej ("Primabalerina") nie do końca mi się podobała - była zbyt idealna, zbyt bajkowa, zbyt przewidywalna, miałam więc pewne obawy przed sięgnięciem po "Antykwariat...", ale tym razem się nie rozczarowałam. W "Antykwariacie spełnionych marzeń" naprawdę dużo się dzieje, a książkę czyta się z prawdziwym zainteresowaniem.
  • 3
08.05.2017
Co warto przeczytać?
"Antykwariat spełnionych marzeń" to książka, na której lekturę skusiłam się, bo znałam autorkę z jej debiutanckiej powieści "Obietnica Łucji". Pierwsza książka pisarki mnie zachwyciła, dlatego też bez zastanowienia sięgnęłam po "Antykwariat". Okazało się, że najnowsza powieść Doroty Gąsiorowskiej jest zupełnie inna niż jej debiut, ale czy spełniła moje oczekiwania? Emilia wiedzie spokojne życie. Jej dni wypełniają książki i praca w antykwariacie. Pewnego dnia zupełnie przypadkiem poznaje tajemniczego Szymona. Kilka wspólnych chwil sprawia, że dziewczyna zakochuje się po uszy. Ukochany jednak znika, a ona nawet nie wie gdzie go szukać. Do tego wszystkiego okazuje się, że najbliżsi Emilii skrywają tajemnice, które zmienią jej postrzeganie świata. Szczerze przyznam, że z oceną tej książki miałam nie lada problem. "Antykwariat spełnionych marzeń" to zupełnie inna odsłona Doroty Gąsiorowskiej, niż w znanym mi debiucie. Muszę jednak przyznać, że "Obietnica Łucji" podobała mi się bardziej. Lektura "Antykwariatu" nie zaangażowała mnie emocjonalnie, nie potrafiłam utożsamić się z żadnym z bohaterów, a jedynymi osobami, które nie denerwowały mnie w tej książce była Emilia, jej ojciec, Mikołaj i Grześ. Pozostałe postacie pojawiające się na kartach powieści mnie irytowały, a przecież odgrywały znaczące role w fabule. Akcja "Antykwariatu" była dla mnie zbyt powolna, miejscami wręcz nużąca, a Emilia, choć sympatyczna, była też infantylna i momentami dziecinna. Jednak, żeby być uczciwą, przyznam, że powieść ma też swoje plusy. Dorocie Gąsiorowskiej doskonale udało się oddać klimat antykwariatu i krakowskich uliczek. Z pewnością warsztat pisarki ewoluował, język stał się bardziej kwiecisty, a opisy niezwykle obrazowe. Dlatego też nie mogę powiedzieć, że "Antykwariat spełnionych marzeń" to zła książka. Z pewnością znajdzie ona wielu czytelników, których chwyci za serce i zachwyci. Ze mną tak się jednak nie stało. Od tego typu lektur oczekuję, że mnie pochłoną, zaangażują i sprawią, że pokocham ich bohaterów. W przypadku tej powieści niczego takiego nie doświadczyłam. Z pewnością sięgnę po jeszcze jakąś książkę pisarki, aby ostatecznie ugruntować sobie opinię na temat historii przez nią stworzonych, tę jednak odkładam na półkę z poczuciem rozczarowania.
  • 3
05.05.2017
Anna Kaczmar
Z okładki książki spogląda na nas młoda rudowłosa kobieta z dodającymi jej dziewczęcego uroku piegami. Na jej twarzy maluje się skupienie i zainteresowanie czytaną książką. Taka okładka wzbudza w czytelniku konkretne skojarzenia i oczekiwania. Blurb z okładki oraz początek powieści zapowiadają doskonale spędzony czas oraz klimatyczną i wzruszającą opowieść. Niestety to, o czym czytamy w zapowiedzi odbiega od rzeczywistej zawartości powieści. Zaintrygował mnie przede wszystkim motyw przewodni dotyczący pewnej książce, która trafiając z rąk do rąk jest zdolna zmienić ludzi los. W wyniku zbiegu okoliczności trafia ona w ręce Emili w momencie, w którym bohaterka najbardziej potrzebuje wsparcia. Niestety owa książka ostatecznie zostaje wzmiankowana jedynie kilka razy, a jej dzieje nie są tak spektakularne, jak oczekuje odbiorca. Poza tym Emili otrzymuje ją już na początku opowieści. Manuskrypt stanowi sentymentalną pamiątkę po opiekunce i jest raczej talizmanem dziewczyny niż nośnikiem metafizycznych znaczeń. Również odmiennie niż oczekujemy przedstawiają się sylwetki postaci przewijających się na kartach powieści. Emilia przedstawiana jako rozsądna i niezwykle empatyczna okazuje się zachowywać jak rozkapryszone dziecko, któremu zabrano lizaka. Niezrozumiałe są dla mnie również wybuchy pana Franciszka, który z sobie tylko znanych powodów, nienawidzi przyjaciółki Emilii. Wielkim nieobecnym, o którym stale się mówi jest tajemniczy ukochany głównej bohaterki, Szymon. Ten charyzmatyczny mężczyzna o podobnych co ona zainteresowaniach stale znika i pojawia się nieoczekiwanie. Mówiąc szczerze nie darzyłam go sympatią, bo wydawał się skrywać jakieś grzeszki. Poza tym jego wytłumaczenia ciągłej nieobecności wydawały mi się mało przekonujące. Czy uwierzyłybyście, że facet nie zadzwonił do ukochanej, bo zgubił jej numer telefonu, a potem jakoś nie wpadło mu do głowy, by poprosić jej koleżankę o ten numer? Raczej wątpię. Mimo tych ewidentnych mankamentów należy się autorce pochwała. Dorota Gąsiorowska jest specjalistką w tworzeniu niezwykle plastycznych i działających na wyobraźnię czytelnika opisów. Czaruje czytelnika pięknem słowa, intryguje i umiejętnie tworzy atmosferę czarującej tajemnicy. Z dbałością o detale ukazuje nie tylko piękno jednego z moich ulubionych polskich miast, ale również pozwala poznać otoczenie głównej bohaterki, w tym dostosowany do charakteru bohaterki pokoju pełnego antycznych mebli, książek oraz innych pamiątek z przeszłości. Centralnym miejscem, które skupia uwagę odbiorcy jest oczywiście tytułowy antykwariat- miejsce niezwykłe pełne książek, z których każda byłaby w stanie opowiedzieć własną historię. W przybytku pana Franciszka nie brakuje arcydzieł literatury, książek specjalistycznych oraz powieści wydanych w XIX wieku. Atmosferę tego miejsca podkreśla nie tylko zapach książek, ale także aromat kawy z kardamonem, którą codziennie rano przygotowuje Emilia. Również wokół malowniczej Modrzewiowej położonej nad morzem roztacza się szczególna atmosfera. To urocze miejsce jest pełne wspomnień Emilii z lat wcześniejszych, w których była szczęśliwa z ojcem i jego żoną. To także miejsce, w którym poznała smak prawdziwej, nagłej miłości do Szymona. Położona w Modrzewiowej latarnia staje się niemym świadkiem schadzek kochanków, wybuchu ich gwałtownego uczucia oraz smaku goryczy, gdy ukochany nagle i bez słowa wyjaśnienia wyjeżdża. Fabuła tej powieści obfituje w różnorodność i wielość wątków. Pojawia się problem rozbitej rodziny, żalu po starcie bliskiej osoby, czy zbliżającej się starości (matka Emilii nie może pogodzić się z upływem czasu, dlatego za wszelką cenę stara się odmłodzić ubraniami, kosmetykami i romansami z chłopakami w wieku córki). Oprócz codziennych potyczek z losem Emilii musi zmierzyć się także z tajemnicami skrywanymi przez najbliższe jej osoby. Krok po kroku dowiaduje się o ich traumatycznej przeszłości związanej z bolesnymi doświadczeniami II wojny światowej. Z przykrością muszę przyznać, że miałam zbyt wygórowane oczekiwania dotyczące tej powieści. Spodziewałam się opowieści o wpływie książki na ludzkie losy, a owa książka została tylko kilka razy wspomniana. Pomysł autorki wydawał mi się bardzo interesujący, jednakże moje marzenia musiały zderzyć się z rzeczywistością. Byłam także przytłoczona ilością problemów, z którymi musieli zmierzyć się bohaterowie. Trochę za dużo bolesnych przeżyć autorka zafundowała swoim postaciom. Również główna bohaterka niezbyt przypadła mi do gustu. Początkowo uważałam ją za bardzo poukładaną osobę o nieco staroświeckich upodobaniach (w porównaniu ze współczesnymi trendami), by z czasem przekonać się, że zachowuje się jak rozkapryszone dziecko. Nie przekonała mnie również jej miłość do Szymona, który swoimi zniknięciami wzbudzał moją podejrzliwość i negatywne skojarzenia. Na szczęście przepiękne opisy uroczych miejsc nieco zrekompensowały mi ten ewidentny zawód.
  • 4
03.05.2017
dzord100
Bohaterką „Antykwariatu...” jest dwudziestosześcioletnia Emilia, która ukończyła studia polonistyczne i pracuje w krakowskim antykwariacie, którego właścicielem jest Franciszek, mąż byłej opiekunki Emilki, często wspominanej w książce Zosi. To właśnie Zosia wychowywała dziewczynkę po rozwodzie jej rodziców, kiedy jej ojciec wyjechał do innego, odległego miasta, a narcystyczna i zadufana w sobie matka nigdy nie miała czasu i przede wszystkim miłości dla własnego dziecka. Emilia została ukształtowana przez Zofię i jej styl – opiekunka wpoiła jej wiele zasad, konwenansów, nauczyła ją życia i pozytywnego patrzenia na świat. Również mąż Zosi – Franciszek, pomimo swojego dystansu i na pierwszy rzut oka dość wyzutego z emocji podejścia do dziewczynki jest dla niej dobrym opiekunem, troszczy się o nią również po śmierci Zofii. Emilię poznajemy w chwili, gdy ma dwadzieścia sześć lat, jej ukochana opiekunka Zosia zmarła jakiś czas temu, a dziewczyna w dalszym ciągu mieszka w kamienicy z pretensjonalną i lubiącą rozrywkowe życie matką. Pan Franciszek kilkukrotnie proponował bohaterce, by zamieszkała w jego dużym i pustym domu, jednak do tej pory dziewczyna nie zdecydowała się zostawić matki, choć łączyła je dość specyficzna, zimna relacja. Emilia na początku wydawała mi się podobna do poprzednich bohaterek z powieści Doroty Gąsiorowskiej – nie mająca swojego zdania, uległa, poddająca się presji innych, dająca się wykorzystywać, a przede wszystkim – samotna. W miarę, jak akcja powieści się rozwijała, spotkała mnie miła niespodzianka – bohaterka wcale nie była bierna – miała swoje zdanie, bywała uparta, ale dążyła do wyznaczonego celu, nie poddawała się i spełniała swoje marzenia. Bardzo podobało mi się, że Emilia nie od razu wybaczyła Idze – najlepszej przyjaciółce – to, co ta zrobiła z jej napisaną w sekrecie powieścią. Dziewczyna wykazała się tu dużą siłą charakteru i to było ciekawe, takie prawdziwe. Trochę z mniejszym entuzjazmem podeszłam do wątku z Szymonem – tu raziła mnie naiwność bohaterki i wystawianie się na niebezpieczeństwo w obecności nieznanego mężczyzny (tu jak najbardziej zgadzałam się z Różą i jej podejściem do wycieczek w stronę latarni morskiej). Zdecydowanie bardziej polubiłam Mikołaja, w porównaniu z nim Szymon wypada blado, wręcz anemicznie (choć ostatecznie się do niego przekonałam pod koniec książki, gdy widziałam, że się stara i nie odpuszcza). Również Grześ był postacią, o której czytałam z ciekawością, choć oczywiście fortel z narzeczoną podczas wystawy zdjęć odjął mu trochę mojej sympatii. Artysta odzyskał ją jednak, dzięki trosce i pomocy, którą okazał Emilii, gdy ta przyszła do niego z Sarą. W powieści mamy naprawdę wiele wątków, kilka zagadek z przeszłości zostaje rozwiązanych, kilka bolesnych tajemnic i głęboko ukrytych sekretów wychodzi na światło dzienne. Wątki z historii przedwojennego Krakowa, jak również zdarzenia z czasów II wojny światowej sprawiają, że akcja powieści jest bogata, plastyczna, momentami zaskakująca. Ważnym elementem, wręcz atrybutem w „Antykwariacie spełnionych marzeń” są... książki, a w szczególności jedna, stara, która nie raz uratowała życie. Myślałam, że wątek z książką zostanie trochę bardziej rozbudowany, ponoć Zosia się z nią nie rozstawała, a Emilia zajrzała do niej raptem może ze trzy razy (i w zasadzie nawet zapomniała zabrać ją z domu swojego ojca, więc widocznie dla niej nie była taka ważna). Trochę szkoda, że wątek ten nie został bardziej dopracowany, bo mógłby być naprawdę interesujący. Każda z książek pani Gąsiorowskiej wypełniona jest jakimś elementem, który spina daną powieść niczym klamrę. W obu częściach o przygodach Łucji była to muzyka, Nina zachwycała się pięknem baletu, natomiast Emilia... ona czarowała zapachem kardamonowej kawy. Można stwierdzić, że książki pani Doroty Gąsiorowskiej pobudzają zmysły – słuchu, wzroku, a teraz także węchu... Moja ostatnia refleksja dotyczyć będzie pewnego szczegółu, który „rzucił mi się w oczy” po przeczytaniu wszystkich dotychczasowych powieści autorki. We wszystkich książkach pojawia się motyw matki nieobecnej, niekochającej, a jej rolę (dobrej opiekunki) zajmuje zawsze inna osoba. Zarówno Łucja miała trudną relację z matką, a jej dobrym „duchem” była Matylda, również Nina nie znała matki od urodzenia, a ze swoją przyjaciółką, mamą dorastającej córki i ze starszą panią z domu opieki czuła się naprawdę dobrze (tu faktu tej matki nieobecnej nie zmienia nawet odnalezienie owej po wielu, wielu latach i próba budowy relacji). W ten nurt wpisuje się też Emilia – Lili jako matka widniała jedynie w metryce urodzenia, w rzeczywistości kobiety podążały odmiennymi ścieżkami, natomiast Zosia i trochę też Róża były dla bohaterki prawdziwymi opiekunkami.
02.05.2017
agam
"Antykwariat spełnionych marzeń" Doroty Gąsiorowskiej to czwarta książka tej autorki i druga (po „Obietnicy Łucji”), po którą sięgnęłam, rzecz jasna z pewnym już wyobrażeniami i oczekiwaniami. Książka, nawet wyglądem okładki, nawiasem mówiąc bardzo uroczej, przypomina pierwszą powieść pisarki i tak jak ona potrafi wciągnąć w swój świat, pozwala odbiorcy się „zaczytać”. Historia opisuje losy Emilii – 26-letniej absolwentki polonistyki, pracującej w antykwariacie w Krakowie. Na początku bohaterka wydawała mi się zbyt sztampowa – jak by bowiem nie spojrzeć, polonistka ubierająca się jak szara, skromna myszka, pracująca wśród ukochanych książek, pisząca do szuflady i jakby „niedzisiejsza” jest obrazem dość stereotypowym. Nie zrezygnowałam jednak z dalszego czytania, ponieważ cechą stylu tej autorki jest otulanie czytelnika pewnym „ciepłem”, prezentowanie rzeczywistości w sposób przyjemny i przyciągający. Któż nie chciałby znaleźć się w starym antykwariacie, gdzie czas płynie wolniej, a w powietrzu unosi się zapach kawy i kardamonu? Niewątpliwą zaletą tej książki jest poza owym „ciepłym” klimatem także sama historia. Mimo wielości motywów (miłość, przyjaźń, więzy rodzinne, rodzicielstwo, śmierć, wątki wojenne) opowieść nie gubi się, nie traci spoistości, wszystko płynnie łączy się ze sobą, a przy tym potrafi zainteresować, a nawet skłonić do głębszej refleksji. Bohaterowie w większości budzą sympatię, ich losy nie są nam obojętne, ale bywają także momenty, gdy trudno zrozumieć ich motywację. Przykładem może być tutaj np. ciągłe znikanie Szymona czy problemy postaci we wzajemnej komunikacji. Muszę jednak wspomnieć, że choć książka reklamuje się jako „opowieść o tym, jak jedna książka uratowała życie wielu osób”, to motywu tego w całej powieści jest jak na lekarstwo, ledwie wplata się na jej temat drobne wzmianki. Dopiero zakończenie próbuje nadrobić jakoś ten brak. Mimo pewnych wad książka jest pozycją ciekawą, wartą uwagi, potrafiącą wiele zaoferować, zwłaszcza czytelnikowi, który szuka w literaturze wyciszenia, delikatności i nutki tajemnicy. Jest to całkiem udana powieść typowo obyczajowa i w tym gatunku bez wątpienia jest dobrym wyborem.
  • 5
30.04.2017
Anna K.
Na tę książkę czekałam od dawna. Zresztą, jak na wszystkie kolejne powieści Doroty Gąsiorowskiej, odkąd przeczytałam pierwszą z nich, „Obietnicę Łucji”. Autorka w swoim najnowszym utworze otwiera przed czytelnikami tajemniczy świat, który pachnie kawą z kardamonem, herbatą imbirową i życzliwością, pokonującą nawet najwyższy mur ludzkiego chłodu i niedostępności. „Antykwariat spełnionych marzeń” zabiera nas do ukochanych przez główną bohaterkę, Emilię, miejsc: magicznego Krakowa, wyglądającego uroczo w każdej porze roku oraz do małej miejscowości pod Gdańskiem. Pozornie poukładane życie młodej kobiety z dnia na dzień zaczyna się komplikować, a ona sama z każdą chwilą czuje się coraz bardziej zagubiona. Nagle ci, którzy do tej pory stanowili dla Emilii oparcie, sami potrzebują pomocy. Bohaterka wspiera najbliższych, a pomaga jej w tym tajemnicza książka, która dla czytających staje się drogowskazem. Pełna ciepła, trzymająca w napięciu do ostatniej chwili powieść Doroty Gąsiorowskiej nie przedstawia lukrowanego świata. Jej bohaterowie potrafią cieszyć się życiem, które niestety przeplata się z poważnymi problemami. Utwór pokazuje jednak, że miłość i dobro znajdujące się w ludziach ułatwiają znalezienie klucza do niejednej poturbowanej przez życie duszy.
  • 3
29.04.2017
Mea Culpa
Gdy czytałam „Antykwariat...” czułam zapach starych książek. Autorka doskonale działała swoim słowem na każdy mój zmysł, kolorowała obraz, urzeczywistniała go. Emilka to młoda kobieta, która wciąż szuka siebie. Nie wie czego chce, ale ma marzenia. Marzy jej się wydanie własnej książki, która choć napisana – leży w szufladzie. Marzy jej się wyprowadzka od narcystycznej matki, za którą po części czuje się odpowiedzialna. A w końcu – marzy jej się książę na białym rumaku, inteligentny, oczytany, z wyczuciem stylu. Sama nie podąża za modą, woli staromodne ciuchu, klasykę literatury czy staroświeckie zachowanie. Pracuje w antykwariacie u Pana Franciszka, co zdaje się przynosi jej mnóstwo radości i satysfakcji. Mimo wszystko nie czuje się w pełni szczęśliwa. Pewnego dnia poznaje Szymona i otrzymuje w spadku tajemniczą książkę, która niegdyś uratowała życie wielu ludziom. W jej rzeczywistości wszystko zaczyna się zmieniać – okazuje się, że Emilia nie zna najbliższych jej osób. Ich sekrety powoli zaczynają wychodzić na jaw. Jak sobie z nimi poradzi główna bohaterka? „Wiesz, Emilko, ludzie często nie mogą zrozumieć jednej bardzo prostej sprawy: że przebaczając komuś, największą przysługę oddają sobie. Zwracają sobie wolność.” Pani Dorota ma niewątpliwie artystyczny i wypieszczony język, którym sprawnie manewruje. Rysowała w mojej wyobraźni obraz całej powieści, a gdy zamykałam oczy, mogłam go sobie automatycznie wyobrazić. I to jest dobre, nawet bardzo dobre. Jest wielkim plusem tej książki, ale niestety, we wszystkim trzeba znać umiar. Kiedy już udało mi się zobrazować całą sytuację, autorka potrafiła nadal o niej opowiadać. Czasami opisy ciągnęły się na kilka stron, co niestety spowolniało całą akcję. Ta książka jest wielowątkowa. Ma bardzo rozległe tematy: II wojna światowa, getto krakowskie, problemy rodzinne, przyjaźń, miłość, zdrada, zmory dawnych czasów. Jest to lektura przede wszystkim o wybaczaniu. Wybaczaniu sobie i innym, o godzeniu się z rzeczywistością, z utratą, z upływem dni. Czas przeszły, historia, a raczej wspomnienia – mieszają się z teraźniejszością. Nie jest stworzona na dwóch płaszczyznach czasowych, ponieważ przeszłość odżywa tylko i wyłącznie we wspomnieniach żyjących bohaterów, bez wyraźnych retrospekcji. Jeszcze przed przeczytaniem czułam, że zakocham się w bohaterach. Wyobrażałam sobie ten krakowski klimat, klimatyczne, stare uliczki i dojrzałe charaktery. Niestety, nawet przeczucie może mocno zmylić. Bohaterowie zachowywali się dziecinnie i po każdej ich ucieczce od problemu czułam konsternację. Nie potrafili ze sobą nawet rozmawiać, uciekali nie tylko od problemów, ale również od siebie nawzajem. Niekiedy przerywali dyskusję i obrażając się, umykali bądź zamykali się w sobie. Nawet jeśli byli pomysłodawcami takich rozmów! Jedyną osobą, którą byłabym w stanie pokochać – jest Pani Zosia. Szkoda tylko, że nie miałam okazji jej poznać, ponieważ istniała tylko we wspomnieniach pozostałych bohaterów. Do lektury zachęciła mnie nie tylko delikatna, urocza okładka, nie tylko tytułowy antykwariat, ale również motyw książki! A tymczasem tej wyjątkowej książki, ratującej życie, było zbyt mało w całej fabule. Miała stanowić jego integralną część, a stała się takim wątkiem pobocznym, raz na jakiś czas wplatanym do środka. Dopiero jakby pod koniec autorka się zreflektowała i pociągnęła ten wątek tak, by wpłynął na zakończenie. Jednak publikacja jako powieść obyczajowa zdecydowanie się broni. Porusza ważne, aktualne tematy, które dotykają książkowe społeczeństwo. Mamy realne uczucia, potrzeby ludzkie, pragnienia i marzenia. Pani Dorota wprowadziła wielu bohaterów, których z łatwością rozpoznajemy i zapamiętujemy, ponieważ mają specyficzny charakter. Jestem pewna, że znajdzie wielu zwolenników, którzy zwracają uwagę przede wszystkim na treść (i lubią długie, piękne opisy). Nie na opis wydawcy i jego związek z całością, nie na kwestie techniczne, ale na meritum. I niestety, ale także dla tych, którzy nie oczekują zwrotów akcji i dramatu. Recenzja znajduje się również na www.zksiazkadolozka.blogspot.com
  • 4
29.04.2017
Pinko
Życie Emilii toczy się według ustalonego przez Boga schematu- praca, dom, praca, dom. I tak w kółko. Kobieta pracuje w małym, acz niezwykle urokliwym antykwariacie, kryjącym się gdzieś pośród ulic Krakowa, gdzie zawsze pachnie kawą z kardamonem, a klienci mogą do zakupionej książki otrzymać uśmiech pana Franciszka. Jednak tego dnia było inaczej; bohaterka otrzymuje telefon od macochy, Róży, z informacją, iż jej ojciec trafił do szpitala. Rusza do Gdańska, nieustannie rozmyślając nad ostatnimi wydarzeniami- jej przyjaciółka, Iga, bez wiedzy Emilii wysłała jej książkę na konkurs, jednak... podpisała się jako jej autorka. Wydarzenia, jakie mają miejsce w Gdańsku, szybko sprawiają, iż zdrada Igi staje się mniej ważna. To tam Emilia poznaje Szymona, tymczasowego mieszkańca starej latarni, w którym zakochuje się od pierwszego wejrzenia. I choć zachowanie mężczyzny wobec niej również wskazuje na głębokie zainteresowanie, to miłosne perypetie znacznie się komplikują... również za sprawą Igi. "Wiesz, Emilko, ludzie często nie mogą zrozumieć jednej bardzo prostej sprawy: że przebaczając komuś, największą przysługę oddają sobie. Zwracają sobie wolność." Z twórczością pani Gąsiorowskiej miałam do czynienia już dwa razy, jednak przy każdym takim spotkaniu coś w tych książkach mnie raziło. Jak to mówią, do trzech razy sztuka, więc postanowiłam dać "nam" jeszcze jedną szansę. Warto było? Urokliwy Kraków, piękna zima i... zapach kawy. Pierwszym moim uczuciem po rozpoczęciu przygody z Antykwariatem... była... niechęć. Do jednej z bohaterek, a konkretnie Igi. Na wiele sposobów starała się wyjaśnić Emilii swoje postępowanie, choć jej argumenty na kilometr śmierdziały zwykłym egoizmem. I jeszcze próbowała przekonać przyjaciółkę, że powodem jest zakochanie w pewnym mężczyźnie. Cóż, miłość miłością, a przyjaźń przyjaźnią. Dwie sprawy, które nigdy nie powinny mieć na siebie nawzajem tak ogromnego wpływu. Już nie tak bardzo interesował mnie wątek miłości Szymona i Emilii, co właśnie ta pokręcona sytuacja między wspomnianą dwójką i Igą. "Miłość to największy z darów, jaki człowiek może dać drugiemu człowiekowi. To siła, która zjawia się nagle i burzy ustalony wcześniej porządek, zabiera nam to, co nieważne, a zostawia tylko blask." Zawsze zastanawiało mnie, dlaczego autorki/ autorzy mają tendencję do obsadzania w głównej roli niewinne/ staroświeckie/ ciche/ zahukane (niepotrzebne skreślić) dziewczę. Zawsze skromne, o wielkim sercu i ogromnych pokładach cierpliwości, acz mające pecha w miłości. Czy choć raz nie mogłaby to być przebojowa dziewczyna? To tak na marginesie. Z Antykwariatem... jest tak: czyta się szybko, jest przyjemna w odbiorze, jednak po pierwsze- trzyma się utartego schematu, po drugie -moim zdaniem- autorka "wlepiła" do niej zbyt dużo tajemnic z przeszłości, które nagle zaczęły wychodzić na światło dzienne. I okazuje się, że niemal każda osoba w otoczeniu Emilii ma jakiś mroczny sekret, niszczący przyjemność z obecnego życia. "To niesamowite, że człowiek, który dotychczas był nam prawie obcy, w ciągu zaledwie kilku dni, tygodni wkracza do naszego życia, a my stwierdzamy, że chcielibyśmy, by został z nami na zawsze." Podsumowując, powiem tak- przyjemna, relaksująca lektura na chłodne dni. Jednak w moim osobistym odczuciu nie jest to perełka wśród literatury. Ale zauważam znaczny postęp, gdyż to pierwsza książka pani Gąsiorowskiej, która w dużym stopniu przypadła mi do gustu. Aż naprawdę chciałabym uwierzyć, że istnieje miłość bez żadnych burz.
  • 4
27.04.2017
Patrycja Kuchta
Antykwariat spełnionych marzeń”, to opowieść o odkrywaniu tajemnic przeszłości i pisaniu swojej własnej historii tu i teraz. To historia, w której przeszłość łączy się z teraźniejszością w bardzo płynny sposób dzięki cudownemu staremu antykwariatowi i uroczej, staroświeckiej Emilii. Historia splata ze sobą wiele wątków i mnóstwo sekretów różnych ludzi, nie zawsze eksponując te najbardziej intrygujące czytelnika. Choć dzieje się sporo całość jest bardzo leniwa, klimatyczna, i nawet mroczne sekrety nie są w stanie przytłoczyć jej sielskiego klimatu. Jeśli szukacie książki, przy której można się wyciszyć, zrelaksować i zapomnieć o całym świecie, ta pozycja nada się doskonale. http://beauty-little-moment.blogspot.com/2017/04/antykwariat-spenionych-marzen-dorota.html
  • 4
27.04.2017
Patrycja Kuchta
Antykwariat spełnionych marzeń”, to opowieść o odkrywaniu tajemnic przeszłości i pisaniu swojej własnej historii tu i teraz. To historia, w której przeszłość łączy się z teraźniejszością w bardzo płynny sposób dzięki cudownemu staremu antykwariatowi i uroczej, staroświeckiej Emilii. Historia splata ze sobą wiele wątków i mnóstwo sekretów różnych ludzi, nie zawsze eksponując te najbardziej intrygujące czytelnika. Choć dzieje się sporo całość jest bardzo leniwa, klimatyczna, i nawet mroczne sekrety nie są w stanie przytłoczyć jej sielskiego klimatu. Jeśli szukacie książki, przy której można się wyciszyć, zrelaksować i zapomnieć o całym świecie, ta pozycja nada się doskonale. http://beauty-little-moment.blogspot.com/2017/04/antykwariat-spenionych-marzen-dorota.html
  • 2
26.04.2017
Paulina Woźna
Co mnie skusiło abym sięgnęła po tę książkę? Chyba najbardziej opis z okładki, który gwarantował, że powieść Doroty Gąsiorowskiej to tajemnicza historia, która otuli mnie niczym ciepły koc i przeniesie w magiczny świat najskrytszych marzeń. Czy dała radę? „Antykwariat spełnionych marzeń” jest drugą powieścią Doroty Gąsiorowskiej z którą dane było mi się zapoznać. Autorka z pewnością udoskonaliła swój warsztat pisarski, gdyż szczegółowe opisy otoczenia twórczo oddziaływają na wyobraźnie, szczególnie wyjątkowa atmosfera tytułowego krakowskiego antykwariatu. Właśnie w tym niewielkim sklepiku wypełnionym zapachem kawy korzennej poznajemy Emilię, staroświecką dziewczynę żyjącą w świecie książek i marzeń. Główna bohaterka, początkująca pisarka, prowadzi spokojne życie, dopóki nie poznaje Mikołaja oraz Szymona. Dodatkowo osoby w jej najbliższym otoczeniu zaczynają dziwnie się zachowywać, co wskazuje na to, iż skrywają jakieś tajemnice. Jak Emilia poradzi sobie z uczuciem, które powoli kiełkuje w jej sercu? Jaką tajemnicę skrywa pan Franciszek, właściciel antykwariatu? Czy Róża, macocha Emilki, dopuściła się zdrady? Jaki sekret skrywa tajemnicza pani Sara? Tego wszystkiego dowiecie się sięgając po powieść Doroty Gąsiorowskiej. „Antykwariat spełnionych marzeń” nie jest książką, którą czytało mi się łatwo i przyjemnie. Jak dla mnie powieść jest napisana zbyt ozdobnym, kwiecistym językiem, co jak wspomniałam powyżej faktycznie potrafi wpłynąć na wyobraźnię, jednak niektóre opisy męczyły mnie albo po prostu nudziły. Były momenty, że chciałam odłożyć tę książkę na półkę i już do niej nie wracać, jednak ciekawość jakie tajemnice skrywają bohaterowie zatrzymała mnie przy tej pozycji. Miałam nadzieję że owe tajemnice okażą się nieco mroczniejsze, zaskakujące a może nawet krwawe (tak wiem, czytam za wiele kryminałów), niestety rozczarowały mnie, oczekiwałam czegoś więcej. Także wątek miłosny był przewidywalny i nieco mdły. Nie wierzę, że można pokochać drugiego człowieka, zupełnie go nie znając. Owszem, można się zauroczyć, ale pokochać? To także nie spodobało mi się w tej historii. Niestety, ale postanowiłam sobie, że nie sięgnę już po żadną powieść pióra Doroty Gąsiorowskiej. W literaturze obyczajowej szukam przede wszystkim autentyczności, realności opisanych zdarzeń. W „Antykwariacie spełnionych marzeń” spotkałam się z zbyt przesłodzoną historią z nieco infantylnymi bohaterami. Mnie historia Emilii nie przypadła do gustu, jednak wiem, że moja babcia uwielbia takie klimaty. Zatem polecam tę powieść osobom lubiące spokojne, ciepłe książki zapewniające szczęśliwe zakończenie.
  • 3
23.04.2017
Malwina Paś-Myszka
"Antykwariat spełnionych marzeń" jest moim drugim spotkaniem z twórczością Doroty Gąsiorowskiej - jej "Obietnica Łucji" zrobiła na mnie duże wrażenie i dlatego tym bardziej z niecierpliwością wyczekiwałam momentu, w którym zasiądę do lektury nowej powieści autorki. Okładka i tym razem mnie oczarowała, a tytuł obiecywał mile spędzony czas. Zacznę może od tego, że autorka posiada niezwykły dar malowania rzeczywistości. Pięknie czaruje słowem, tworzy atmosferę tajemniczości, intryguje i zachęca do przewracania kolejnych kartek. Wiele czasu poświęca na opisy rzeczywistości, co niektórych może denerwować, bo np. niekoniecznie musi wiedzieć, że bohaterka, zanim usiądzie do stołu, idzie umyć ręce, uprzednio oznajmiwszy to swojemu towarzyszowi. Zrozumiem też, jeśli ktoś powie, że znudziły go dwustronicowe opisy pomieszczeń z dokładną genezą każdego mebla. Autorka jednak niewątpliwie ma w tym swój cel, choćby jak najdokładniejsze przedstawienie każdej z postaci - ich charakterów i przyzwyczajeń. A bohaterów w niniejszej książce mamy naprawdę różnych. Jest oczywiście główna bohaterka Emila - 26-letnia dziewczyna po polonistyce, pracująca w antykwariacie pana Franciszka przy ulicy Siennej w Krakowie - dość staromodna, jak na czas, w którym przyszło jej żyć. Jej matka Lili - kobieta "w sile wieku", która nie potrafi za bardzo pogodzić się z upływającym czasem i która sama otwarcie przyznaje, że nie była gotowa na urodzenie Emilii. Wspomniany wcześniej pan Franciszek, który "z dziada, pradziada" prowadzi antykwariat, będący całym jego światem i który przed kilkoma laty pożegnał ukochaną żonę Zosię. Róża i Janek - macocha i ojciec Emilii, mieszkający w maleńkiej wsi nad morzem, która okazała się być ostoją i schronieniem dla głównej bohaterki. Są także Mikołaj, Szymon i Grześ - męskie trio, którego nie będę tutaj przedstawiać, żeby Was zaintrygować :) W książce przejawia się również Iga - przyjaciółka Emilii, do której pan Franciszek nie jest przychylnie nastawiony i czego nota bene nie ukrywa. Cała akcja książki dzieje się w Krakowie i okazjonalnie w Modrzewiowej - wsi, w której mieszkają Róża i Janek. Autorka pięknie oddaje krakowski i nadmorski klimat, aż chciałoby się usiąść na krakowskim rynku z pyszną kawą, czy pospacerować wraz z Emilią po plaży. Pomysł na fabułę jest interesujący, jednak odnoszę wrażenie, że jego opis z okładki a to, co wychodzi na pierwszy plan podczas lektury to jednak dwie zupełnie różne sprawy. Otóż na okładce czytamy, że pewnego dnia w życiu Emilii pojawia się tajemniczy Szymon. Pełne uniesień chwile nie dają o sobie zapomnieć, ale los ma dla Emilii również inne niespodzianki. Okazuje się, że ludzie, których od dawna zna i kocha, skrywają mroczne tajemnice. Gdy Emilia zaczyna się gubić w ich labiryncie, dostaje od losu cenny dar. Książkę, która przechodząc z rąk do rąk, zmienia życie tych, którzy zajrzeli w jej karty. Pomyślałam więc sobie, że "Antykwariat spełnionych marzeń" będzie w głównej mierze o tajemniczej książce i to właśnie ona będzie jakby motywem przewodnim, spajającym całą fabułę. Tymczasem główna bohaterka otrzymuje wspomnianą książkę już na samym początku wydarzeń - była to ulubiona książka zmarłej Zofii, z którą ta praktycznie nigdy od wielu lat się nie rozstawała. Emilia dopiero później poznaje Szymona i właściwie od tego momentu zaczynają wokół głównej bohaterki dziać się dziwne rzeczy. Jej przyjaciółka myśli, że oddaje Emilii przysługę, robiąc za jej plecami pewną rzecz, ojciec trafia do szpitala, macocha zaczyna się zachowywać zupełnie nietypowo, matka spotyka się ze znacznie młodszym mężczyzną no i pojawia się Mikołaj. I Szymon. Szymon, który przez całą książkę pojawia się i znika. Tak samo, jak Róża - bez żadnych wyjaśnień. Wprawdzie wszystko na końcu wskakuje na swoje miejsce, jednak irracjonalne zachowanie tych bohaterów lekko mnie irytowało - tak samo jak właściwie niewytłumaczona niechęć pana Franciszka do Igi (którą pan Franciszek wręcz emanował). Niestety te elementy spowodowały mały zgrzyt w odbiorze "Antykwariatu spełnionych marzeń". Ale zaraz - tyle już napisałam o tej książce, jednak właściwie słowem nie wspomniałam o fabule tej pozycji, prawda? No właśnie - bo to nie jest aż tak oczywiste. Jakby się tak zastanowić, książka porusza wiele tematów - rozbitej rodziny, nieumiejętnego rodzicielstwa, radzenia sobie po utracie bliskiej nam osoby, niepogodzenia się z upływającym czasem, starości, demonów powracających z przeszłości, trudnej przyjaźni, II wojny światowej, szukania własnego miejsca na świecie... Są to dość ciężkie tematy i jak dla mnie trochę za wiele z nich zostało poruszonych w tej książce. Sprawiło to, że po lekturze zupełnie nie odczułam swego rodzaju pociechy, że mimo wszystko na końcu losy bohaterów się prostują, lecz byłam przytłoczona ilością nagromadzonych problemów.
  • 4
21.04.2017
_obsessionwithbooks_
Emilia to typ postaci, która przywodzi na myśl ducha powieści minionych epok. Kobieta wraz z panem Franciszkiem, którego spokojnie można nazwać jej przybranym ojcem, pracuje w antykwariacie - miejscu promieniującym aurą przyciągania każdego raz zaciągniętego tam klienta. Czy w takim razie słowa znajdujące się na okładce książki (Porusza. Pozwala marzyć. Daje nadzieję.) zostały trafnie przypisane do tego tytułu, czy też może lektura wywołuje całkiem inne emocje? ,,Antykwariat Spełnionych Marzeń'' jest przede wszystkim bardzo klimatyczną książką, która od razu rzuca nam cień podobieństwa do stylu ubiegłych czasów. Już na wstępie czujemy ciepło bijące z jej treści, co okazało się podczas czytania bardzo kojące, a sam tekst zyskał na łatwości czytania. Emilia, przedstawiona jako osoba staroświecka, na swój sposób przenosi czas akcji kilkadziesiąt lat wstecz, gdyż dzięki niej pomimo świadomości, że wydarzenia rozgrywają się w obecnych latach, doznajemy uczucia obserwacji ludzi i miejsc z zupełnie innej dekady. Ten element znacznie pobudza naszą wyobraźnię, a kolejne strony pozwalają puścić wodzę fantazji. Ciężko jest powiedzieć cokolwiek więcej o powyższej książce bez zdradzania fabuły. Ktoś mógłby spytać: Ale o czym tak naprawdę jest? To pytanie pozostawię do dowolnej interpretacji i odpowiedzi na własną rękę. Dla jednych będzie ona idealną formą relaksu, która przeniesie czytelnika w książkowy świat z dala od codziennych problemów, dla drugich być może czymś więcej. Bowiem nie brak tutaj mądrości życiowych wypływających z tekstu, równego tempa akcji, ciekawie wykreowanych bohaterów, a co najważniejsze niesamowicie urzekającego klimatu. Jedynym do czego mogłabym się przyczepić, jest zbyt szybko poprowadzona relacja Emilii i Szymona, która choć dojrzała, nabrała dziwnie młodzieńczego rozpędu, przez co uczucie, którym da dwójka się darzyła, wydało się przerysowane. ,,Antykwariat Spełnionych Marzeń'' z pewnością nie należy do książek z górnej półki, jednak plasuje się gdzieś po środku. To porządna polska literatura, w sam raz dla kogoś, kto chce sięgnąć po coś odbiegającego od reszty; przyjemnego i niewymagającego, z kilkoma ważnymi dla nas lekcjami, które swoim przekazem powinny skłonić nas do pewnych refleksji. Jestem przekonana, że w przyszłości z chęcią sięgną po inne dzieła pani Doroty Gąsiorowskiej, która po tym tytule, będzie mi się kojarzyć z niesamowitym klimatem i ciepłem wypływającym z wnętrza książki. ,,Ludzie często nie mogą zrozumieć jednej bardzo prostej sprawy: że przebaczając komuś, największą przysługę oddają sobie. Zwracają sobie wolność.''
  • 3
21.04.2017
szamanka
Nie lubię wystawiać mało pochlebnych opinii, ale też w tym przypadku nie sposób zmusić się do hurra-optymizmu. Książka przeciętna, na pewno nie must-read, ale w przypływie nudy do poczytania. Sytuacja wygląda tak, że pierwsza połowa ciągnie się jak przysłowiowe flaki z olejem. Autorka próbuje wzorować się na książkach Katarzyny Michalak i innych popularnych autorek, ale nieco nieudolnie. Ilość zaparzonych i wypitych aromatycznych kaw z kardamonem i imbirowych herbatek powala!!! To już było śmieszne, choć zamierzeniem pewnie było wprowadzić czytelnika w taki miły, romantyczny nastrój. Druga kwestia to postaci, mało wyraziste, niezbyt wiedzące czego oczekują od życia (szczególnie główna bohaterka) i ogólnie takie trochę infantylne. No, ale dość narzekania! Przechodzimy do drugiej części, gdzie pojawiła się AKCJA! :)) Tutaj rzeczywiście czytelnik nieco się przebudzi, zacznie być ciekawym kolejnych stron, rozwiązania tajemnic, ale zakończenie niestety nie daje pełnej satysfakcji. Po pierwszej przeczytanej książce Doroty Gąsiorowskiej miałam mieszane uczucia. Teraz nastawiłam się na lepszą jakość, ale niestety niewiele się zmieniło. Nikogo nie chcę zrażać, ale to po prostu nie moja bajka. Wielki plus za mega piękną okładkę!!!
  • 5
21.04.2017
Estrella
Emilia mieszka w Krakowie i na co dzień pracuje w małym antykwariacie, który wypełnia aromatyczny zapach kawy z kardamonem. Emilia kocha swoją pracę tak samo jak książki. Snuje marzenia i historie, które zapisuje na papierze. Jednak nie ma odwagi pokazać ich światu. Młoda kobieta pewnego dnia otrzymuje książkę, która uratowała niegdyś życie bliskiej jej osobie. Tajemnicza książka przechodzi z rąk do rąk i odmienia życie tych, którzy do niej zajrzeli. Od czasu otrzymania książki, życie Emilii zaczęło płatać jej figle. Okazuje się, że ludzie, których od dawna zna skrywają mroczne tajemnice, a nawet potrafią zranić. Akcja powieści rozgrywa się w malowniczym Krakowie, ale także przenosi się setki kilometrów dalej nad morze do Modrzewiowej, gdzie mieszka ojciec i macocha Emilii. To właśnie tam podczas jednych ze spacerów, dziewczyna poznaje tajemniczego mieszkańca latarni morskiej. Emilia nie potrafi oprzeć się mężczyźnie w okularach, w kolorze kości słoniowej. Jednak czy taka znajomość ma szansę przetrwać? W powieści poznajemy mnóstwo osób, a każda z nich jest inna. Autorka zgrabnie i bez problemów wykreowała postaci, które różnią się od siebie charakterem i osobowością. Emilia jest skromna i uczciwa. Czeka na miłość. Uczucia przelewa na papier lecz swoją twórczość chowa do szuflady. Jest także nieco staromodna. Jej przyjaciółka- Iga, jest jej przeciwieństwem. Kobiety są jak ogień i woda. Natomiast Lili mimo upływu lat nie potrafi pogodzić się z rozpadem małżeństwa, a w stosunku do córki- Emilii jest oschła. Niektórzy bohaterowie skrywają jakąś tajemnicę, ale najbardziej spodobała mi się historia oraz sama postać Sary. Starsza kobieta powróciła do Polski po wielu latach nieobecności, jednak wraz z jej powrotem do Krakowa, powróciły demony przeszłości związane z życiem w krakowskim getcie. Sara jest więźniem dawnych czasów. Musi odnaleźć w sobie wystarczającą siłę, aby otworzyć się i wyrzucić z siebie gorzką przeszłość. "Słowa, nieważne, wypowiedziane czy zapisane, mają wielką moc. Potrafią niszczyć lub budować. Mogą cię utulić lub zaciągnąć na dno rozpaczy" Po raz pierwszy miałam do czynienia z twórczością Doroty Gąsiorowskiej. Styl pisania autorki jest bardzo dobry, dzięki czemu czytanie książki to sama przyjemność. Antykwariat spełnionych marzeń to powieść o codziennym życiu, miłości, przyjaźni, rozczarowaniu, skrywanych tajemnicach i kłamstwach osadzonych w malowniczym Krakowie. Niewątpliwie mocną stroną historii są bohaterowie. Emilia stała mi się bardzo bliska, gdyż podobnie jak ona przelewam myśli na papier, a antykwariat to doskonałe miejsce dla bibliofila. Antykwariat spełnionych marzeń to powieść wielowątkowa, w której każdy znajdzie coś dla siebie. Na słowa pochwały zasługuje także oprawa graficzna książki. Okładka jest piękna. Osobiście preferuję historie z nieco dynamiczniejszą akcją, ale to nie zmienia faktu, iż nowa powieść Doroty Gąsiorowskiej to bardzo dobra lektura. www.mowmikate.blogspot.com
  • 3
20.04.2017
kobietatrzechbarw
Emilia jest młodą kobietą, która pracuje w klimatycznym antykwariacie na jednej z ulic Krakowa. Wiedzie spokojne życie, zupełnie nie wyróżnia się z tłumu. Mimo, iż napisała książkę, boi się ją przedstawić światu. Ma tylko jedną przyjaciółkę, która pewnego dnia łamie jej serce, robiąc coś wbrew jej woli. Na horyzoncie pojawia się dwóch mężczyzn, którzy wyraźnie są zainteresowani tajemniczą, skrytą Emilią, czy bohaterka wybierze któregoś z nich? Co z życiem kobiety wspólnego ma tajemnicza książka od lat przekazywana z rąk do rąk? Powieść przypomina mi nieco moje prace dyplomowe i nie dlatego, że pisałam o systemie motywacji oraz o polskiej policji, ale dlatego, że pisząc je, zawodowo „lałam wodę”. „Antykwariat spełnionych marzeń” to piękna historia, ale jest jednym wielkim opisem otoczenia i niekończących się przemyśleń bohaterki, która jest niczym zraniona sarenka, łagodna, różna od innych, delikatna, jakby wyrwana z innej epoki, gubiąca się w świecie swojej fantazji. Jeszcze bardziej irytowały mnie postacie, które naburmuszały się z niewiadomych powodów, których nie chciały wyjawić: zaczynały mówić, nie kończyły, nagle stawały się oschłe, wstawały i bez słowa wychodziły, uciekały, wracały, zachowywały się irracjonalnie. Jakby całą książkę wypełniały mentalne nastolatki. Oczywiście wszystko na końcu się wyjaśnia, ale bohaterowie są równie wkurzający co czasem ludzie w realnym świecie. Ich konwersacje określiłbym na taki styl: „-coś się stało? – tak, -co? –nic”. Mam wrażenie, że autorka nieco zmieniła swój styl. „Obietnica Łucji” bardzo mi się podobała, potem czytałam „Primabalerinę”, która podobnie jak tym razem była bogata w opisy, a uboga w akcję. Myślałam, że tym razem będzie inaczej, niestety, ciekawie brzmiący blurb zapowiadał niezwykłą historię i na tym się skończyło. Może podobałaby mi się ona bardziej, gdyby nie była przepełniona miłością bijącą od wszystkich postaci i miała żwawszą akcję, zamiast przeszło czterystu stron potoków słów. Wiem, że gdybym ja miała pisać swoją powieść, byłaby ona napisana w podobnym stylu, dlatego też nie zdecydowałam się próbować sił w pisarstwie. Nie zrażajcie się jednak moim zdaniem, ja po prostu sceptycznie pochodzę do tego typu powieści. Najchętniej powstawiałabym w nie rozdziały i wprowadziła więcej konwersacji między bohaterami. Muszę jednak przyznać, że język Doroty Gąsiorowskiej jest plastyczny, autorka płynnie przechodzi między kolejnymi wydarzeniami, opisy są piękne i bez trudu można przenieść się oczami wyobraźni do opisywanego świata przedstawionego. Myślę, że zamiłowanie do danego stylu jest kwestią indywidualnego gustu, a o gustach się przecież nie dyskutuje. Wiem też, że książka ta bardziej spodobałaby się mojej babci, niż mi czy mojej mamie. Dlatego też zachęcam do sięgnięcia po nią osoby, które lubią powieści obyczajowe, literaturę piękną i delikatne romanse.
  • 5
19.04.2017
markietanka
Smaki i zapachy są dla mnie bardzo ważne i zawsze chętnie sięgam po książki, które wabią swoim klimatem, przepełnionych smakiem i zapachem. Główna bohaterka najnowszej powieści Doroty Gąsiorowskiej, Emilia, to młoda kobieta, która zupełnie odbiega od współczesnych standardów. Uwielbia spódnice, dawny styl, jest nieco staroświecka, jej oczy zdobią kreseczki, a ona sama kocha książki i pracuje w krakowskim antykwariacie pana Franciszka, którego żona Zofia ją wychowała. Emilia mieszka z matką Lili, artystką, a właściwie żyją bardziej obok siebie niż ze sobą. Ojciec mieszka w maleńkiej miejscowości nad morzem ze swoją drugą żoną Różą - Emilia uwielbia ich oboje i często ich odwiedza. Nasza bohaterka pisze powieści i chowa je do szuflady oraz marzy o swoim księciu z bajki. Póki co , codziennie maszeruje do ukochanego antykwariatu i parzy korzenną kawę, którą piją rankami z panem Franciszkiem. Po śmierci Zofii są sobie bardzo bliscy i w końcu Emilia decyduje się zamieszkać ze starszym panem, ponieważ matka ma nową miłość, Grzesia. W antykwariacie poznaje Mikołaja, z którym usiłuje zeswatać ją pan Franciszek. Jednak serce dziewczyny mocniej bije dla tajemniczego Szymona, którego poznała w latarni morskiej niedaleko domu ojca i Róży. Latarnia i nieznajomy mężczyzna zdecydowanie źle zadziałały na Różę, zamknęła się w sobie i widać było, że coś ją dręczy. Dodatkowo okazało się, że Iga, przyjaciółka Emilii, wysłała do Wydawnictwa jej powieść... Życie młodej kobiety gmatwa się... Do Krakowa przyjeżdża przyjaciółka Zosi, Sara, która jest Żydówką, uratowaną przez Zosię podczas wojny, a obecnie mieszka za granicą. Kobieta mierzy się w Polsce ze swoimi demonami, a w Emilii znajduje oparcie. Czy życie Emilii wyjdzie na prostą i w końcu poplątane ścieżki się wyrównają? Przeczytajcie - czeka was mnóstwo emocji i wzruszeń! "Antykwariat spełnionych marzeń" to ciepła i wzruszająca babska literatura, jednak nie można odmówić jej głębi. Oprócz miłości i przyjaźni, znajdziecie tutaj wojenne losy Zosi i Sary, traumę Róży i niesamowitą książkę z niedokończonymi aforyzmami, która dodaje kobietom sił i prowadzi je przez życie. To nie jest lekka powieść, którą się odkłada i zapomina. To ciepła i otulająca historia, do której na pewno wrócę któregoś zimowego wieczoru. Ona niesie ze sobą niesamowicie pozytywną energię i dodaje sił do zmierzenia się z losem. Pokazuje nam, że warto walczyć o szczęście, ale również warto słuchać, wspierać i wybaczać. Każdy z nas jest tylko człowiekiem i błądzi, ale to nie znaczy, że należy go skreślić. Autorka w piękny sposób pokazuje w swej powieści niełatwe tematy, a jej opowieść ma swój niesamowity klimat. Pachnie kawą i książkami, jak antykwariat Franciszka. Aromatyczna kawa i mnie towarzyszyła podczas lektury tej wzruszającej książki i przyznaję, że ciężko jest mi rozstać się z jej bohaterami, których bardzo polubiłam. Może pani Dorota da się namówić na napisanie kontynuacji losów swoich bohaterów?... Bardzo bym chciała :) http://markietanka-mojeksiazki.blogspot.com/2017/04/antykwariat-spenionych-marzen-dorota.html
  • 5
18.04.2017
Don Wito
W święta wielkanocne przeczytałem książkę Doroty Gąsiorowskiej „Antykwariat spełnionych marzeń”. Wcześniej nie miałem do czynienia z jej książkami i nie wiedziałem czego się spodziewać. Już od samego początku odebrałem język tej książki jako bardzo plastyczny i uderzający w uczucia. Ten język spowodował, że odbierałem bohaterkę – Emilię - jak znajdującą się w zaczarowanym świecie, trochę innym wymiarze. Być może wynikało to z tego, że miałem wrażenie, iż jej życie ma inne, znacznie wolniejsze od mojego tempo, choć z biegiem książki ulega to znacznej zmianie. Emilia i ludzie wokół niej zabierają w świat głębszych uczuć, nie tylko miłości, także przyjaźni, wierności, lojalności, ale również rozpaczy, zwątpienia, zagubienia i strachu. Widać jak wielu ludzi nosi w sobie jakieś tajemnice przeszłości i jak mocno dawne zdarzenia wpływają na późniejsze, pogmatwane losy, życiowe wybory, na ludzi wokół nich. Książka pokazuje jak skomplikowany jest proces otwierania się na innych, zaufania komuś, czy wyrzucenia z siebie, przed innym, własnego bólu lub okazania słabości. Z drugiej strony widać jak trudne jest zrozumienie innej osoby, a jeszcze trudniejsze wybaczenie. Książka przepełniona uczuciami, pełna ciepłego klimatu, trochę jak ze starej fotografii w tonacji sepii lub obrazu w pastelowych barwach i do tego ze Starym Miastem krakowskim w tle. Jeżeli ktoś ma ochotę na łyk ciepłych i pozytywnych emocji - polecam
15.04.2017
werka777
Skromna, uczynna, ceniąca spokój, chwilami wręcz staroświecka. Taka właśnie jest nierozpieszczana przez los Emilia, główna bohaterka tej książki. Pracująca w antykwariacie starszego, bardzo bliskiego jej człowieka, darzy go miłością, której nigdy nie potrafiła skierować w stronę oziębłej matki. Sympatyczna, przekonała mnie swoją nietuzinkową osobowością, podobnie jak drugoplanowe postaci tworzące całą paletę charakterów. Jest oszczędna w uczuciach rodzicielka, troskliwy opiekun, plącząca się w prawdzie przyjaciółka, ukrywająca przeszłość macocha czy enigmatyczny, młody mężczyzna. U boku tak licznej gromadki nie w sposób się nudzić, ale co najważniejsze, autorce udało się uniknąć chaosu. Tutaj od początku wiadomo kto jest kim, choć każdy z bohaterów niesie ze sobą zagadki, które odkrywa się z pełnym zaangażowaniem i ciekawością. Autorka postawiła na Kraków. To właśnie tutaj rozgrywane są najważniejsze wydarzenia tej powieści. Od czasu do czasu jednak akcja przenosi się nad morze, by w cieniu latarni oraz legendy o bogini wiatru zakosztować tajemnic losu. Stary antykwariat, pachnąca kawa, odnalezione zdjęcie nieznanej dziewczyny oraz niedokończone myśli na kartach jednej z ksiąg. Dorota Gąsiorowska wie jak zbudować wyłapywany wieloma zmysłami klimat. Składający się z emocji i nutki magii, muśnięty dotykiem przeszłości wciąga oferując całą gamę wrażeń. To jest to, czego oczekuję od literatury. „Antykwariat spełnionych marzeń” to wielowątkowa historia, w której każdy może odnaleźć coś dla siebie. Jest niebanalne uczucie, nieidealne rodzicielstwo, sztuka czy wystawiona na próbę przyjaźń. Chociaż na czele stąpa tutaj miłość, tuż za nią podążają skrywane sekrety i to na pewno nie jeden. Już dawno nie czytałam książki złożonej z tak wielu elementów, a zarazem potrafiącej tak sprawnie połączyć wszystko w spójną całość. Marzenia, nadzieja, szczęście i ból. Przeczytałam w dwa wieczory zachwycając się plastycznymi opisami, świeżością pomysłu i ostatecznie poskładanymi w całość puzzlami treści. A składać było co. Polecam wielbicielkom napawającej optymizmem literatury obyczajowej, fankom nieschematycznych historii, poszukiwaczkom książek z magicznym klimatem w tle. Każda z powieści Doroty Gąsiorowskiej ma w sobie coś niezwykłego i ta nie jest wyjątkiem. Ratująca życie księga, echo zamierzchłych lat, fałszywa i prawdziwa miłość. Chcecie wyruszyć w podróż krętymi ścieżkami losu? Nie wahajcie się. Ze swojej strony szczerze polecam.
13.04.2017
FayeWang
Najnowszą powieść Doroty Gąsiorowskiej dosłownie połknęłam w jedną noc i bez bicia przyznaję się: żal mi było, że tak szybko się skończyło. Wcześniej miałam już okazję przeczytać „Obietnicę Łucji” tej autorki i muszę powiedzieć: i tym razem nie zawiodłam się. Jest to książka naprawdę dobra w swojej kategorii. Ciepła, poruszająca, przyjemna. Napisana lekko, ale z sercem. Opowieść toczy się spokojnie, lecz nie jest to zarzut, ten rytm tworzy bowiem cudowny klimat. Sama historia jest dość prosta (rozwinięcia większości wątków dość łatwo się domyślałam), pełno tu jednak tajemnic i dosłownie można poczuć kawę z kardamonem! Do tego Kraków w tle i latarnia nad brzegiem Bałtyku. Głównej bohaterki nie da się nie lubić, przynajmniej zyskała moją sympatię. Emilka jest nieco staroświecka, kocha książki i przede wszystkim ma dobre serce. Ponadto spodobał mi się wątek z Szymonem, naprawdę poczułam to „coś”, co zaszło pomiędzy nim i Emi. A ich spotkania… autorka postarała się, aby w tej kwestii nie było nudno. Nie mogę także nie wspomnieć w tym miejscu o postaci starszej pani imieniem Sara. Jej historia pokazała mi, że przeszłość, z którą człowiek się nie rozliczył może być niczym demoniczny cień zżerający duszę i uniemożliwiający normalne życie. Wydawca na okładce (przez dłuższą chwilę nie mogłam oderwać od niej oczu) napisał: „Porusza. Pozwala marzyć. Daje nadzieję”. Zgadzam się. Osobiście polubiłam pióro Doroty Gąsiorowskiej. Szczerze polecam wszystkim fankom literatury dla kobiet!
  • 5
06.04.2017
ksuchorz
Powieści Doroty Gąsiorowskiej zaskakują czytelnika za każdym razem, gdyż jej historie owiane są tajemnicą, którą odkrywamy powoli, strona po stronie. Najnowsza książka, czyli „Antykwariat spełnionych marzeń” jest wzruszająca, pełna nadziei i szczęścia, jednocześnie przepełniona bólem, bagażem trudnych doświadczeń oraz pewną dozą tragedii bohaterów. Powiedziałabym, że fabuła jest raczej z gatunku obyczaju klasycznego i właśnie dlatego musisz ją przeczytać. Z początku nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Poznajemy mądrą i skromną, młodą kobietę Emilię, pracującą z Panem Franciszkiem w antykwariacie ze starymi książkami, gdzieś w centrum Krakowa. Dziewczyna jest tak dobra i uczynna, że zdobywa nasze serca już od pierwszej strony. Nie irytuje nas naiwnymi czy płytkimi dialogami, a wręcz zadziwia ogromnymi pokładami cierpliwości względem zwariowanej matki. Emilka prowadzi proste życie, które jednak szybko ulega zmianie... Reszta recenzji na: http://kate-with-books.blogspot.com/2017/04/antykwariat-spenionych-marzen-dorota.html
Zobacz też