ver: 0.33

Chemik

(okładka miękka)

Autor:
(12)
  • Czytaj fragmentFragment

Monotonny głos nad ich głowami obwieścił stację Penn Quarter. Poczuła ulgę. Bo zrobiło jej się trochę smutno. Owszem, spędzi wieczór na mieście z Danielem Beachem, ale dla żadnego z nich nie będzie to wielka przyjemność.

 

Zganiła się. Nie było tu miejsca na smutek. Tyle niewinnych ofiar. Martwe dzieci, martwi rodzice. Dobrzy ludzie, którzy nigdy nikogo nie skrzywdzili.

 

– To dopiero dylemat – odparła cicho.

 

Pociąg znów się zatrzymał. Udała, że potrącił ją mężczyzna, który wychodził za nią. Właściwa strzykawka już była przygotowana w jej dłoni. Wyciągnęła ją, jakby chciała przytrzymać się poręczy, i wyuczonym ruchem, który miał udawać przypadkowy, schwyciła dłoń Daniela. Wzdrygnął się, zaskoczony, a ona przytrzymała go mocno, jakby chciała odzyskać równowagę.

 

– Och. Przepraszam. Przestraszyłam cię – powiedziała.

 

Puściła jego dłoń i sprawnym ruchem wsunęła maleńką strzykawkę do kieszeni żakietu. Często ćwiczyła kuglarskie sztuczki.

 

– Nie ma sprawy. Nic ci nie jest? Tamten facet mocno cię potrącił.

 

– Nie, w porządku, dziękuję.

 

Pociąg znów ruszył. Patrzyła na coraz bledszą twarz Daniela.

 

– Hej, dobrze się czujesz? – spytała. – Jesteś trochę blady.

 

– Hm, ja… co?

 

Rozejrzał się rozkojarzony.

 

– Wyglądasz, jakbyś miał zemdleć. Przepraszam – zwróciła się do kobiety siedzącej obok nich. – Czy mój przyjaciel mógłby usiąść? Kiepsko się czuje.

 

Kobieta przewróciła ogromnymi brązowymi oczami, a potem spojrzała w drugą stronę, jakby zobaczyła tam coś ciekawego.

 

– Nie – powiedział Daniel. – Proszę… Nie przejmuj się mną. Nic mi…

 

– Danielu? – spytała.

 

Chwiał się lekko, a jego twarz była trupio blada.

 

– Podaj mi rękę.

 

Speszony podał jej dłoń. Chwyciła jego nadgarstek, poruszając wargami w oczywisty sposób. Patrząc na zegarek, udawała, że liczy pod nosem.

 

– Medycyna – mruknął. – No tak, jesteś lekarzem.

 

Ta część była bliższa zaplanowanej wersji i sprawiła, że poczuła się swobodniej.

 

– Tak, i nie podoba mi się twój stan. Wysiądziesz ze mną na następnym przystanku. Świeże powietrze dobrze ci zrobi.

 

– Nie mogę. Szkoła… Nie mogę się spóźnić.

 

– Napiszę ci usprawiedliwienie. Nie sprzeczaj się ze mną, wiem, co robię.

 

– Dobra. Alex.

 

L’Endant Plaza była jedną z największych i najbardziej chaotycznych stacji na trasie tej linii. Gdy drzwi się otworzyły, Alex objęła Daniela w pasie i pomogła mu wysiąść. Otoczył jej ramię jedną ręką, aby się na niej wesprzeć. To jej nie zaskoczyło. Po tryptaminie, którą mu wstrzyknęła, ludzie robili się zdezorientowani, ugodowi i dość przyjacielscy. Narkotyk był daleko spokrewniony z grupą barbituranów, które laicy nazywali serum prawdy, a które dawało efekty podobne do tych po zażyciu ecstasy; oba z powodzeniem przełamywały zahamowania i skłaniały do współpracy. Daniel nie będzie w stanie samodzielnie podejmować decyzji i w związku z tym zrobi wszystko, co ona mu każe, o ile nie będzie go zbytnio przymuszać.

 

Dzięki temu nieoczekiwanemu tête-à–tête było łatwiej, niż zakładała. Planowała po prostu go ukłuć, a potem odegrać starą sztuczkę: „Czy jest tu lekarz? Ach, tak, przecież ja jestem lekarzem!”, aby zmusić go, by z nią poszedł. To by zadziałało, ale nie byłby tak spokojny i potulny.

 

– W porządku, Danielu, jak się czujesz? Możesz oddychać?

 

– Jasne. Oddychanie jest dobre.

 

Prowadziła go szybko. Ten związek chemiczny rzadko powodował wymioty, ale  lepiej nie ryzykować. Spojrzała na niego, by sprawdzić odcień jego cery. Nadal był blady, ale usta nie miały zielonego odcienia, wskazującego na wzbierające mdłości.

 

– Mdli cię? – spytała.

 

– Nie. Nie, w porządku…

 

– Obawiam się, że nie jest w porządku. Zabiorę cię do siebie do pracy, jeśli się zgodzisz. Chcę się upewnić, że to nic poważnego.

 

– Okej… nie. Mam zajęcia?

 

Bez problemu dotrzymywał jej kroku pomimo zdezorientowania. Jego nogi były prawie dwa razy dłuższe od jej nóg.

 

– Powiemy im, co się dzieje. Masz numer do szkoły?

 

– Tak, do Stacey… do sekretariatu.

 

– Zadzwonimy do niej po drodze.

 

To mogło ich spowolnić, ale nic nie mogła na to poradzić; musiała ukoić jego niepokój, aby pozostał potulny.

 

 

Bestseller
39,90 zł
32,99 zł
Oszczędzasz
Wysyłamy w 24h. DARMOWA DOSTAWA do salonów empik
dostępność w salonie
Opis produktu
Dane szczegółowe
Opinie klientów (2)
Dodaj recenzję
Oceń produkt:
*
*
Dodaj recenzję Powrót
W przypadku naruszenia Regulaminu, Twój wpis zostanie usunięty.
  • 4
24.04.2017
Magdalena Mrózek
Lubię twórczość Stephanie Meyer. Tak napisałam to, znów przyznałam się publicznie. Jednak jestem świadoma braków i wad w jej książkach. Mimo wszystko bardzo cieszyłam się możliwością przeczytania Chemika. Ciekawy opis i całkowite odejście od literatury młodzieżowej dobrze prezentowało się na filmikach promocyjnych. Autorka z pewnością mnie zaskoczyła i to w pozytywnym sensie. Książkę należy podzielić na pierwsze sto stron i wszystko co dzieję się po nich. Na samym początku było po prostu nudno. Treść skupiła się na przedstawieniu nam bohaterki, jej życia i tym jak radziła sobie w sytuacji, w której się znalazła. Było to potrzebne, ale z pewnością można było umieścić te informacje w inny sposób. Niestety, przez to mamy kilka rozdziałów w których nie pojawia się żaden dialog, a opisywane są szczegółowo najdrobniejsze czynności. Można to przetrwać, ale jeśli ktoś szybko zniechęca się do książki i nie ma problemu z porzuceniem jej po kilkunastu stronach - w tym momencie z pewnością by to uczynił. Jednak jeśli przetrwamy ten kiepski początek, to zaczyna się naprawdę niesamowita historia. Cała fabuła robi się intrygująca i nie można się oderwać od książki. Cały czas czytasz dalej, żeby dowiedzieć się o co tak naprawdę chodzi. Akcja zaczyna się w momentach, w których kompletnie się tego nie spodziewasz. Dzięki temu nie ma szans żeby przy tej opowieści się nudzić. Autorka nadal szczegółowo opisuje proste czynności, ale według mnie nie jest to wada. Wręcz przeciwnie, przy tylu fachowych nazwach, wręcz chcemy żeby było podanych więcej szczegółów. Bardzo dobrym zabiegiem było, że Stephanie zaczerpnęła wiedzy z różnych źródeł i postawiła na konkrety. Sprawiło to, że fabuła jest jeszcze bardziej interesująca. Do tego intrygi, tajemnice rządowe i broń, która może zniszczyć cały kraj. Brzmi fascynująco, prawda? Jednak przejdźmy do największego plusa tej książki - bohaterki. Jest to kobieta, przyjmijmy z opisu, że nazywa się Alex. Jednak jej sytuacja zmusiła ją żeby swoją tożsamość zmieniała tak często jak bieliznę. Nie jest to typowa bohaterka, która ratuje świat. Nie jest też bezbronną małą dziewczynką, która potyka się o własne nogi. Mamy silną, logiczną bohaterkę, która znalazła się w trudnej sytuacji i poradziła z nią sobie najlepiej jak mogła. Cieszy mnie, że do końca książki ta postać nadal była logiczna. Nie jest to może najlepsze określenie postaci, ale w tym przypadku najlepsze i jak najbardziej pozytywne. Cechy, które poznajemy u Alex na początku, są konsekwentne ukazywane w dalszej części książki. Mimo wielu zmian w jej życiu, nadal jest to kobieta, którą poznaliśmy na pierwszych stronach powieści, po lekkich modyfikacjach, ale ludzie się przecież zmieniają. W książce jest też wiele innych postaci, choć akurat nie mamy co liczyć na całą ich galerię. Pojawia się jednak dwóch mężczyzn, którzy z czasem dołączają do grona głównych bohaterów. Jest też kilka postaci pobocznych, jednak są tylko tłem i nie poświęcono im za wiele uwagi. Myślę, że kilka słów należy też napisać o wątku romantycznym, bo przecież świat by się skończył jakby takiego nie było. Nie neguję go, ale też nie jest to też coś co mnie zachwyciło. Postać męska w nim jest zbyt idealna. To tak jakby spytać się nastolatkę jak według niej powinien zachowywać się ideał mężczyzny. Cechy, które wymieni opisują właśnie tego bohatera. Jest to ciekawe przeciwieństwo do bohaterki, ale nie do końca mi pasowało. Mimo wszystko może feministycznej części każdej kobiety spodoba się to, że to Alex nosi w tym związku spodnie i to ona nie raz ratuje mu życie. Myślę, że autorka z każdą kolejną książką pisze coraz lepiej. Nadal za bardzo rozwodzi się nad mało istotnymi rzeczami i opisuje wydarzenia, które kompletnie nie mają znaczenia dla fabuły. Jednak Stephenie Meyer dużo osiągnęła przez te lata i według mnie jest na dobrej drodze żeby napisać coś, co zachwyci najwybredniejszych czytelników. Mnie ta książka naprawdę się podobała. Po jakichś 150 stronach wydarzyło się już wszystko z opisu i dopiero wtedy możemy się dowiedzieć o czym jest naprawdę. Jednak nie dostajemy wszystkiego na raz. Z każdym rozdziałem wraz z bohaterami odkrywamy kolejną tajemnicę i dostajemy wyjaśnienia, które zmieniają fabułę o 180 stopni. Myślę, że nie warto patrzeć na tę książkę przez pryzmat Zmierzchu i na starcie się do niej zniechęcać. Możecie się naprawdę zaskoczyć. http://dwiestronyksiazek.blogspot.com/
  • 1
24.04.2017
Marcin Rutkowski
Boże jaki kał. Nie wiem, o co chodziło w tej książce, postaci totalnie bezpłciowe. Chaos, marność i bezsens. Jedynym plusem tej książki jest jej w miarę ładna okładka. Omijać z daleka.
Zobacz też