ver: 0.33

Chemik

(okładka miękka)

Autor:
(19)
  • Czytaj fragmentFragment

Monotonny głos nad ich głowami obwieścił stację Penn Quarter. Poczuła ulgę. Bo zrobiło jej się trochę smutno. Owszem, spędzi wieczór na mieście z Danielem Beachem, ale dla żadnego z nich nie będzie to wielka przyjemność.

 

Zganiła się. Nie było tu miejsca na smutek. Tyle niewinnych ofiar. Martwe dzieci, martwi rodzice. Dobrzy ludzie, którzy nigdy nikogo nie skrzywdzili.

 

– To dopiero dylemat – odparła cicho.

 

Pociąg znów się zatrzymał. Udała, że potrącił ją mężczyzna, który wychodził za nią. Właściwa strzykawka już była przygotowana w jej dłoni. Wyciągnęła ją, jakby chciała przytrzymać się poręczy, i wyuczonym ruchem, który miał udawać przypadkowy, schwyciła dłoń Daniela. Wzdrygnął się, zaskoczony, a ona przytrzymała go mocno, jakby chciała odzyskać równowagę.

 

– Och. Przepraszam. Przestraszyłam cię – powiedziała.

 

Puściła jego dłoń i sprawnym ruchem wsunęła maleńką strzykawkę do kieszeni żakietu. Często ćwiczyła kuglarskie sztuczki.

 

– Nie ma sprawy. Nic ci nie jest? Tamten facet mocno cię potrącił.

 

– Nie, w porządku, dziękuję.

 

Pociąg znów ruszył. Patrzyła na coraz bledszą twarz Daniela.

 

– Hej, dobrze się czujesz? – spytała. – Jesteś trochę blady.

 

– Hm, ja… co?

 

Rozejrzał się rozkojarzony.

 

– Wyglądasz, jakbyś miał zemdleć. Przepraszam – zwróciła się do kobiety siedzącej obok nich. – Czy mój przyjaciel mógłby usiąść? Kiepsko się czuje.

 

Kobieta przewróciła ogromnymi brązowymi oczami, a potem spojrzała w drugą stronę, jakby zobaczyła tam coś ciekawego.

 

– Nie – powiedział Daniel. – Proszę… Nie przejmuj się mną. Nic mi…

 

– Danielu? – spytała.

 

Chwiał się lekko, a jego twarz była trupio blada.

 

– Podaj mi rękę.

 

Speszony podał jej dłoń. Chwyciła jego nadgarstek, poruszając wargami w oczywisty sposób. Patrząc na zegarek, udawała, że liczy pod nosem.

 

– Medycyna – mruknął. – No tak, jesteś lekarzem.

 

Ta część była bliższa zaplanowanej wersji i sprawiła, że poczuła się swobodniej.

 

– Tak, i nie podoba mi się twój stan. Wysiądziesz ze mną na następnym przystanku. Świeże powietrze dobrze ci zrobi.

 

– Nie mogę. Szkoła… Nie mogę się spóźnić.

 

– Napiszę ci usprawiedliwienie. Nie sprzeczaj się ze mną, wiem, co robię.

 

– Dobra. Alex.

 

L’Endant Plaza była jedną z największych i najbardziej chaotycznych stacji na trasie tej linii. Gdy drzwi się otworzyły, Alex objęła Daniela w pasie i pomogła mu wysiąść. Otoczył jej ramię jedną ręką, aby się na niej wesprzeć. To jej nie zaskoczyło. Po tryptaminie, którą mu wstrzyknęła, ludzie robili się zdezorientowani, ugodowi i dość przyjacielscy. Narkotyk był daleko spokrewniony z grupą barbituranów, które laicy nazywali serum prawdy, a które dawało efekty podobne do tych po zażyciu ecstasy; oba z powodzeniem przełamywały zahamowania i skłaniały do współpracy. Daniel nie będzie w stanie samodzielnie podejmować decyzji i w związku z tym zrobi wszystko, co ona mu każe, o ile nie będzie go zbytnio przymuszać.

 

Dzięki temu nieoczekiwanemu tête-à–tête było łatwiej, niż zakładała. Planowała po prostu go ukłuć, a potem odegrać starą sztuczkę: „Czy jest tu lekarz? Ach, tak, przecież ja jestem lekarzem!”, aby zmusić go, by z nią poszedł. To by zadziałało, ale nie byłby tak spokojny i potulny.

 

– W porządku, Danielu, jak się czujesz? Możesz oddychać?

 

– Jasne. Oddychanie jest dobre.

 

Prowadziła go szybko. Ten związek chemiczny rzadko powodował wymioty, ale  lepiej nie ryzykować. Spojrzała na niego, by sprawdzić odcień jego cery. Nadal był blady, ale usta nie miały zielonego odcienia, wskazującego na wzbierające mdłości.

 

– Mdli cię? – spytała.

 

– Nie. Nie, w porządku…

 

– Obawiam się, że nie jest w porządku. Zabiorę cię do siebie do pracy, jeśli się zgodzisz. Chcę się upewnić, że to nic poważnego.

 

– Okej… nie. Mam zajęcia?

 

Bez problemu dotrzymywał jej kroku pomimo zdezorientowania. Jego nogi były prawie dwa razy dłuższe od jej nóg.

 

– Powiemy im, co się dzieje. Masz numer do szkoły?

 

– Tak, do Stacey… do sekretariatu.

 

– Zadzwonimy do niej po drodze.

 

To mogło ich spowolnić, ale nic nie mogła na to poradzić; musiała ukoić jego niepokój, aby pozostał potulny.

 

 

39,90 zł
32,99 zł
Oszczędzasz
Wysyłamy w 24h. DARMOWA DOSTAWA do salonów empik
dostępność w salonie
Opis produktu
Dane szczegółowe
Opinie klientów (8)
Dodaj recenzję
Oceń produkt:
*
*
Dodaj recenzję Powrót
W przypadku naruszenia Regulaminu, Twój wpis zostanie usunięty.
  • 2
24.05.2017
krytyk.com.pl
http://krytyk.com.pl/literatura/recenzja-ksiazki-chemik-autorka-stephenie-meyer/ "...w początkowej fazie rozwoju akcji i wchodzeniu w świat „Chemika” postać Alex wydaje się zadziwiająco realistyczna. Niepozorna, inteligentna dziewczyna, która ma świadomość swojej paranoi, ale nie potrafi z niej zrezygnować. Rozkładająca i składająca śmiertelne pułapki każdego wieczoru; śpiąca w łazience za uszczelnionymi drzwiami, gdy w jej łóżku znajduje się uformowane specjalnie na jej kształt prześcieradło; unikająca przyzwyczajeń i zawsze podejmująca dodatkowe środki ostrożności. Swoją wiedzę czerpie z doświadczeń, obserwacji, a nawet filmów i powieści szpiegowskich. To nie superagentka, a pracownik laboratorium, który niby trwał w świecie tajniaków, a tak naprawdę znajdował się obok niego i w sytuacji zagrożenia stara się to wykorzystać. Niestety, wygląda to tak ciekawie wyłącznie do momentu, gdy w powieści pojawia się Daniel".
  • 4
19.05.2017
agusiaf31
A mnie się podobało. Tak, przyznaję się. Wartka akcja, żywe postaci, świetnie się czyta. No i co tak się czepiacie tego Zmierzchu. Za wyjątkiem pierwszej części, pozostałe są znacznie ciekawsze i nieco bardziej dojrzałe. No chyba, że ktoś wcale nie czytał tylko poszedł do kina ... A wersja kinowa jak to często bywa znacznie słabsza niż książki.
  • 4
15.05.2017
Miasto Książek
Alex, bo tak nazywa się główna bohaterka w tym czasie, musi po raz kolejny uciekać. Jej byli pracodawcy chcą ją wyeliminować. Podczas kolejnej ucieczki kontaktuje się z nią jej były współpracownik. Prosi ją, w imieniu rządu, o pomoc. Jak się okazuje, w rękach gangsterów jest śmiercionośny wirus. Alex w departamencie zajmowała się wydobywaniem od podejrzanego potrzebnych informacji za pomocą chemicznych tortur. Pomimo wahania zgadza się ten ostatni raz "ocalić świat". Porywa podejrzanego i zaczyna przesłuchanie. Jednak nie wszystko jest tak proste jak na początku się wydawało... "Nieuczciwi ludzie nie wierzą w istnienie uczciwych." Stephenie Meyer jest bardzo znana na całym świecie. Jej Zmierzch swojego czasu robił furorę wśród nastolatek. Tym zaraz autorka napisała coś zupełnie innego, z fantastyki przeszła w thrillery/sensacje. Czy jej się udało? Początek książki był okropny. Gdzieś do 100 strony naprawdę myślałam, że odłożę ją i nie będę kontynuować, ale od tej strony następuje pewien przełom. W końcu zaczyna się coś dziać. Autorka bardziej skupia się na akcji niż na podawaniu milion informacji, które przeciętny czytelnik raczej nie będzie rozumiał. Akcji, jako takiej nie ma. Oczywiście są sceny ucieczek, walk, postrzałów itp., ale jest ich tylko kilka. Poza tym jest bardzo delikatny wątek miłosny, dużo planowania i chemicznego języka. Osoba, która tego przedmiotu nie cierpi (jak ja) będzie miała po jakimś czasie tej powieści dość. Bohaterowie zaś to mocny punkt tej powieści. Tak jak w Zmierzchu postacie były raczej mdłe i płaskie, tak już jest na odwrót. Wydaje mi się, że autorka bardzo skupiła się właśnie na nich. Alex nie jest miss piękności, ale za to nadrabia umysłem. Jest pomysłowa, zwinna i przygotowana na każdą ewentualność. Potrafi zachowywać zimną krew i sytuacjach ekstremalnie niebezpiecznych. Naprawdę ją polubiłam i rozumiałam, dlaczego zachowywała się tak, a nie inaczej. Za to dwie postacie męskie były genialne! I nie chce zdradzać o nich wiele, by nie zepsuć Wam możliwości poznania ich samemu. Jednak podobało mi się to, że te nie były idealne, bo popełniali błędy! I to jak dla mnie zasługuje na jak największe uznanie. "Wszystko jest kwestią prezentacji." Moim zdaniem Stephenie Meyer bardzo się rozwinęła przez ten czas. Zdecydowanie jej styl pisania uległ poprawie. W końcu postacie są z krwi i kości, nie było także żadnego trójkąta miłosnego! ♥ Za to za bardzo nie pasowała mi narracja trzecioosobowa. Meyer mogła bez problemu dać tą powieść z perspektywy Alex. Wydaje mi się, że wtedy byłaby ona jeszcze lepsza. Jednak dzięki temu zabiegowi mogłam ogarnąć, co w tym samym czasie dzieje się u innych postaci. Podsumowując, książka nie jest zła. Od połowy naprawdę się w nią wkręciłam, a końcówka sprawiła, że siedziałam jak na szpilkach. Mimo że książka nie cały czas jest dynamiczna, to i tak czytelnik się nie nudzi. Myślę, że osoby, które znają twórczość Stephenie Meyer tylko ze Zmierzchu będą mile zaskoczone :) Przy okazji chciałabym Was również zaprosić na oficjalną stronę tej książki, byście mogli ją jeszcze lepiej poznać! http://www.chemik.net/
  • 4
14.05.2017
barwinka
Nie byłam pewna czy autorka, która stworzyła cykl oparty na głębokim uczuciu dwóch bohaterów jest w stanie napisać książkę bez niego. Czas płynie, ludzie się zmieniają, ale okazało się, że mam rację, mimo bardzo trudnych warunków, ciągłych zwrotów akcji, śmierci i niepewności tutaj miłość też się pojawia, w najmniej spodziewanym momencie. Jak do niej dochodzi i kto jest tą drugą połówką, to już pewna tajemnica, którą możecie odkryć sięgając po ten tytuł. Zaczynimy jednak od początku. Alex poznajemy podczas rutynowego dnia, kiedy się ukrywa. Kobieta dba o każdy szczegół, co chwilę zmienia tożsamość, żyje z dnia na dzień myśląc o tym, jak odwlec wyrok śmierci, który został na nią wydany. Trzy lata ucieczki, dzień w dzień taki sam. Dopiero enigmatyczny mail sprawia, że kobieta postanawia zaryzykować. Oczywiście na własnych zasadach, wiedząc że to może być kolejna pułapka. Ta decyzja zmienia całe jej życie, zmusza do wielu zmian, jak ostatecznie się skończy, nikt nie ma świadomości. Bohaterowie dojrzewają wraz z pisarką. Tym razem nie czytamy już o nastolatkach, lecz osobach dorosłych - z pewnym bagażem doświadczenia i obciążeń - po trzydziestce. Przez różne wydarzenia życiowe głównymi bohaterami oprócz kobiety staje się dwóch mężczyzn, bardzo od siebie różnych choć w wielu kwestiach podobnych. Spotkają się w zaskakujących okolicznościach, połączy ich wspólny plan i do końca nie wiadomo czy wyjdą z niego żywi. Niestety zdradzenie czegokolwiek więcej niszczy przyjemność, jaką jest odkrywanie tej historii.
  • 3
09.05.2017
Paulina Lipka-Bartosik
Zabawne, że można stać się światową sensacją i sprzedać miliony egzemplarzy swych powieści, a jednocześnie - w oczach lwiej części odbiorców - uchodzić za grafomana i twórcę co najmniej żałosnej historii. Taką ambiwalencję wśród czytelników wzbudza od lat Stephenie Meyer, autorka bestsellerowej sagi "Zmierzch" i genialnego (acz wciąż niedocenianego) "Intruza". Autorka, która powoli wychodzi ze swojej pisarskiej strefy komfortu i właśnie przedstawia światu nową powieść, tym razem szpiegowską. Pytanie tylko - z jakim skutkiem? Lateksowe rękawiczki, strzykawka ze sterylną igłą i zmieniający się jak w kalejdoskopie wygląd - oto cała ona. Do niedawna zabójcza broń w rękach rządu, dziś umykająca przed śmiercią zwierzyna. Alex, Juliana, Jessie - nie wie, kim będzie jutro; wie za to, że nie pozwoli na zgładzenie tysięcy niewinnych osób. Kiedy więc świat staje w obliczu biologicznej zagłady, a śmiercionośny wirus przestaje być tylko legendą, Alex (bo powiedzmy, że właśnie tak się nazywa) decyduje się na być może ostatnią w swej karierze misję. Sprawy zaczynają się jednak komplikować - wytypowany na podejrzanego mężczyzna zdaje się być całkiem niewinny, a ktoś (ewidentnie!) chce ją zlikwidować. Rozpoczyna się gra i bardzo szybko przestaje być wiadomo, kto rzeczywiście jest w niej ofiarą i o co tak naprawdę się toczy. Nigdy nie należałam do grona osób wylewających na "Zmierzch" wiadro pomyj. Nie twierdzę, że jest to literatura wysokich lotów, która usatysfakcjonuje zaczytującego się w Dostojewskim dżentelmena, ale sama miałam kiedyś 12 lat i z autopsji wiem, że to świetna lektura dla nastoletnich istot płci żeńskiej; która nie dość, że wywoła rumieńce na twarzy, to jeszcze zasieje w sercu takiego dziewczęcia zalążek czytelniczej pasji. Śmiało mogę powiedzieć, że tak, lubiłam "Zmierzch" i wciąż przepadam za "Intruzem", i absolutnie nie jestem uprzedzona do pani Meyer - i dlatego też nie mogłam się doczekać jej najnowszej powieści. "Chemik" to coś pozornie innego niż poprzednie książki Stephenie - w założeniu mamy znaleźć w nim przemyślaną intrygę, sensację i fabułę, która powinna trzymać nasze nerwy w postronkach; akcję, gnającą na łeb, na szyję i emocje równe tym, które towarzyszą wiernym kibicom przy każdym golu naszej piłkarskiej Reprezentacji. Czy rzeczywiście to znajdujemy...? Może niekoniecznie w takim natężeniu, jakiego można oczekiwać po thrillerze szpiegowskim, ale hej, bądźmy wyrozumiali, w końcu - jakby nie było - autorka dopiero eksperymentuje z gatunkiem ;) Fabuła nie należy do najoryginalniejszych, bo tajnego agenta, którego nagle trzeba uciszyć/wyrzucić z siodła, bez większego trudu znajdziemy w co drugim filmie sensacyjnym czy w niemal każdej książce tego typu, ale Meyer całkiem nieźle kreśli i rozwija całą historię. Tworzy prześwietne relacje między bohaterami, a docinki, którymi ci się przerzucają, aż proszą się o głośny wybuch śmiechu. Co istotne, próbuje zerwać z marysuizmem, za który tak mocno oberwała od krytyków "Zmierzchu". Powoli stara się odejść od wyidealizowanych, czystych niczym łza postaci i dla każdej z nich, z precyzją godną szwajcarskiego zegarmistrza, odmierza pewną ilość wad. I chociaż oczywiście niektóre z nich wciąż są za doskonałe, za niewinne czy niemożliwie bezinteresowne (w czym prym wiedzie zwłaszcza jeden z mężczyzn), to swoją perfekcją nie rażą i nie oślepiają tak bardzo jak chociażby Edward C. Czego mi brakowało? Zdecydowanie jakichkolwiek (bo już nawet nie oczekuję zdumiewających i wywołujących pełnych zdumienia okrzyków) plot twistów. Opowieść toczy się nie tak dynamicznie, jakby mogła i nie tak jak powinna. Meyer zdecydowanie zbyt długo dochodzi do meritum i przesadnie przejmuje się jak największą objętością książki, czego efektem są przydługawe (i przynudnawe) opisy codziennych czynności czy elementów wystroju. Mam też przedziwne wrażenie, że nieco poniosła ją fantazja przy tworzeniu psich bohaterów. Nie kwestionuję inteligencji tych zwierząt (ba! wręcz przeciwnie, uważam, że są szalenie mądre), ale pani S. wykreowała wręcz armię cyborgów; załogę szczekających Einsteinów z własną hierarchią i tajnymi kodami :D Meyer nadto lubi też trójkąty - zdaje się, że trio "ona, on i drugi on" to jej przepis na sukces. I choć zgadzam się, że to schemat do cna przemielony w literaturze, to autorka "Zmierzchu" wychodzi z niego w miarę obronną ręką - ów trójkąt nie jest ani romantyczny, ani zbytnio irytujący. Zatem wybaczamy ;) "Chemik" nie jest złą powieścią. Bohaterowie nie są oderwani od rzeczywistości, a ich losy opisane są całkiem zgrabnym i przyjemnym językiem (pomijając oczywiście wyżej wspomniane kilometrowe i nic nie wnoszące do fabuły opisy ;) ). Co prawda nie jestem do końca przekonana, czy będzie on w stanie zachwycić starych wyjadaczy gatunku, już w kołysce sięgających po Folletta (pewnie nie), ale dla całej reszty czytelników, dopiero raczkujących w kryminalnym i pełnym agentów świecie, może być ciekawym przerywnikiem między romansem, a inną obyczajówką.
  • 3
08.05.2017
Bookendorfina Izabela Pycio
"Ludzie tacy jak my, którzy wiedzą o rzeczach, o których nikt nie chce, aby wiedzieli, w końcu stają się niewygodni. Nie musisz zrobić nic złego. Możesz być w pełni godna zaufania. To im nie wolno ufać." Autorka ma lekki i przystępny styl pisania, przyjemnie tworzy klimat, chętnie mu ulegamy, jednak aby powieść określić jako porywającą trochę brakuje. Nie do końca udało się zdefiniować docelowego odbiorcę książki, sensacyjna intryga wykazuje aspiracje wciągnięcia starszego czytelnika, ale wątek romantyczny został dość naiwnie przedstawiony. Taki dysonans rozprasza od zajmującego zagłębiania się w fabułę. Wyjątkowo szczegółowe opisy, dzięki którym dostajemy doskonały obraz tła i sytuacji, niewątpliwie są atutami powieści. Oczekiwałam jednak intensywniejszego napięcia w scenariuszu zdarzeń, więcej zaskakujących zwrotów akcji i nietuzinkowych rozwiązań. Także kreacje postaci potraktowano zbyt powierzchownie, dlatego trudno jest się z nimi identyfikować i im kibicować. Początek książki mocny, zachęcający, podgrzewający atmosferę, składający obietnicę świetnej rozrywki czytelniczej. Wydaje się, że główna bohaterka Juliana będzie wiodącą kartą przetargową powieści, niesamowity profesjonalizm, zręczność walki z niezwykle trudnym przeciwnikiem, świadomość grożącego jej niebezpieczeństwa, a zatem wyostrzana obserwacja, zapobiegliwość i ostrożność. Jednak później, odnaleziona nieoczekiwanie miłość, odbiera jej sporo atutów, odziera z aury zagadkowości, choć wyjątkowe umiejętności wciąż wywołują imponujące wrażenie. Mocno odczuwalny kontrast między samotnym życiem a koniecznością wpasowania się w społeczne wzory. Mam wrażenie, że gdyby powycinać z książki romantyczne wątki, lub pozostawić je przez jakiś czas jedynie w sferze domysłów, a dopiero na końcu zgrabnie podać czytelnikowi, byłoby to z korzyścią dla odbioru przybliżanej historii. Finalna odsłona zdarzeń nie w pełni satysfakcjonuje, spodziewałam się bardziej spektakularnego zakończenia, wstrząsającego odkrycia tajemnicy i nieprzewidywalnego naznaczenia winnych. Jakby nie było, to sensacja, po której oczekujemy widowiskowej scenerii, także intrygującego przybliżenia postaci stojących po stronie zła. Takie są właśnie moje mieszane odczucia po przeczytaniu książki, chciałabym jednak podkreślić, że zaproponowaną przez Meyer przygodę czytelniczą nie trzeba uznawać się za nudną, drętwą czy monotonną. Gdyby ją podrasować, popracować nad równym poziomem prowadzenia wątków, nadać żywszej dynamiki, włożyć w osobowości bohaterów więcej wyrazistości, z pewnością bardziej angażowałaby uwagę czytelnika. Przykładowo, trzydziestoletni Daniel, nauczyciel, momentami wydaje się zbyt naiwny, rozumiemy, że nie ma on przygotowania do działalności szpiegowskiej, tym niemniej zdrowy rozsądek nakazuje pewne natychmiastowe decyzje i uniki, a tego niestety u niego brakuje. Sam pomysł na intrygę podobał mi się, zagrożenie epidemią, tajne informacje, skomplikowane śledztwo, ciche zasadzki, morderstwa na zlecenie i udział tajemniczej agencji rządowej. Powieść nie jest złą propozycją, ale też i nie zachwycającą czy fascynującą. Jeśli zaniżymy próg oczekiwań, podejdziemy do niej z mniejszą powagą, świadomością lekkiego potraktowania niektórych wątków, to prawdopodobnie stanie się przyjemną rozrywką czytelniczą. bookendorfina.pl
  • 4
24.04.2017
Magdalena Mrózek
Lubię twórczość Stephanie Meyer. Tak napisałam to, znów przyznałam się publicznie. Jednak jestem świadoma braków i wad w jej książkach. Mimo wszystko bardzo cieszyłam się możliwością przeczytania Chemika. Ciekawy opis i całkowite odejście od literatury młodzieżowej dobrze prezentowało się na filmikach promocyjnych. Autorka z pewnością mnie zaskoczyła i to w pozytywnym sensie. Książkę należy podzielić na pierwsze sto stron i wszystko co dzieję się po nich. Na samym początku było po prostu nudno. Treść skupiła się na przedstawieniu nam bohaterki, jej życia i tym jak radziła sobie w sytuacji, w której się znalazła. Było to potrzebne, ale z pewnością można było umieścić te informacje w inny sposób. Niestety, przez to mamy kilka rozdziałów w których nie pojawia się żaden dialog, a opisywane są szczegółowo najdrobniejsze czynności. Można to przetrwać, ale jeśli ktoś szybko zniechęca się do książki i nie ma problemu z porzuceniem jej po kilkunastu stronach - w tym momencie z pewnością by to uczynił. Jednak jeśli przetrwamy ten kiepski początek, to zaczyna się naprawdę niesamowita historia. Cała fabuła robi się intrygująca i nie można się oderwać od książki. Cały czas czytasz dalej, żeby dowiedzieć się o co tak naprawdę chodzi. Akcja zaczyna się w momentach, w których kompletnie się tego nie spodziewasz. Dzięki temu nie ma szans żeby przy tej opowieści się nudzić. Autorka nadal szczegółowo opisuje proste czynności, ale według mnie nie jest to wada. Wręcz przeciwnie, przy tylu fachowych nazwach, wręcz chcemy żeby było podanych więcej szczegółów. Bardzo dobrym zabiegiem było, że Stephanie zaczerpnęła wiedzy z różnych źródeł i postawiła na konkrety. Sprawiło to, że fabuła jest jeszcze bardziej interesująca. Do tego intrygi, tajemnice rządowe i broń, która może zniszczyć cały kraj. Brzmi fascynująco, prawda? Jednak przejdźmy do największego plusa tej książki - bohaterki. Jest to kobieta, przyjmijmy z opisu, że nazywa się Alex. Jednak jej sytuacja zmusiła ją żeby swoją tożsamość zmieniała tak często jak bieliznę. Nie jest to typowa bohaterka, która ratuje świat. Nie jest też bezbronną małą dziewczynką, która potyka się o własne nogi. Mamy silną, logiczną bohaterkę, która znalazła się w trudnej sytuacji i poradziła z nią sobie najlepiej jak mogła. Cieszy mnie, że do końca książki ta postać nadal była logiczna. Nie jest to może najlepsze określenie postaci, ale w tym przypadku najlepsze i jak najbardziej pozytywne. Cechy, które poznajemy u Alex na początku, są konsekwentne ukazywane w dalszej części książki. Mimo wielu zmian w jej życiu, nadal jest to kobieta, którą poznaliśmy na pierwszych stronach powieści, po lekkich modyfikacjach, ale ludzie się przecież zmieniają. W książce jest też wiele innych postaci, choć akurat nie mamy co liczyć na całą ich galerię. Pojawia się jednak dwóch mężczyzn, którzy z czasem dołączają do grona głównych bohaterów. Jest też kilka postaci pobocznych, jednak są tylko tłem i nie poświęcono im za wiele uwagi. Myślę, że kilka słów należy też napisać o wątku romantycznym, bo przecież świat by się skończył jakby takiego nie było. Nie neguję go, ale też nie jest to też coś co mnie zachwyciło. Postać męska w nim jest zbyt idealna. To tak jakby spytać się nastolatkę jak według niej powinien zachowywać się ideał mężczyzny. Cechy, które wymieni opisują właśnie tego bohatera. Jest to ciekawe przeciwieństwo do bohaterki, ale nie do końca mi pasowało. Mimo wszystko może feministycznej części każdej kobiety spodoba się to, że to Alex nosi w tym związku spodnie i to ona nie raz ratuje mu życie. Myślę, że autorka z każdą kolejną książką pisze coraz lepiej. Nadal za bardzo rozwodzi się nad mało istotnymi rzeczami i opisuje wydarzenia, które kompletnie nie mają znaczenia dla fabuły. Jednak Stephenie Meyer dużo osiągnęła przez te lata i według mnie jest na dobrej drodze żeby napisać coś, co zachwyci najwybredniejszych czytelników. Mnie ta książka naprawdę się podobała. Po jakichś 150 stronach wydarzyło się już wszystko z opisu i dopiero wtedy możemy się dowiedzieć o czym jest naprawdę. Jednak nie dostajemy wszystkiego na raz. Z każdym rozdziałem wraz z bohaterami odkrywamy kolejną tajemnicę i dostajemy wyjaśnienia, które zmieniają fabułę o 180 stopni. Myślę, że nie warto patrzeć na tę książkę przez pryzmat Zmierzchu i na starcie się do niej zniechęcać. Możecie się naprawdę zaskoczyć. http://dwiestronyksiazek.blogspot.com/
  • 1
24.04.2017
Marcin Rutkowski
Boże jaki kał. Nie wiem, o co chodziło w tej książce, postaci totalnie bezpłciowe. Chaos, marność i bezsens. Jedynym plusem tej książki jest jej w miarę ładna okładka. Omijać z daleka.
Zobacz też