ver: 0.33

Dwór cierni i róż. Tom 2. Dwór mgieł i furii

(okładka miękka)

Autor:
(63)
  • Czytaj fragmentFragment
44,99 zł
36,99 zł
Oszczędzasz
Wysyłamy w 24h. DARMOWA DOSTAWA do salonów empik
dostępność w salonie
Opis produktu
Dane szczegółowe
Opinie klientów (33)
Dodaj recenzję
Oceń produkt:
*
*
Dodaj recenzję Powrót
W przypadku naruszenia Regulaminu, Twój wpis zostanie usunięty.
  • 5
03.06.2017
Paulina Wojciechowska
Absolutnie bezbłędna, wciągająca i intrygująca powieść. Kolejne wspaniałe dzieło S. J. Maas. Przyznaję, że pierwszy tom nieco mnie rozczarował - nie z powodu braku umiejętności literackich Maas, a z powodu sztampowości charakterów. Druga część w pełni to rekompensuję. Polecam każdemu, kto lubi rozkoszować się dobrą i skłaniającą do rozmyślań lekturą.
  • 5
02.06.2017
Kaśka Dudek
Na polskie wydanie „Dwóru Mgieł i Furii” czekałam caluśki rok. Nie miałam żadnych wątpliwości, że będzie to świetna książka, patrząc na ogromny talent Sahry J. Maas i na to jaki sukces odniósł „Dwór Cierni i Róż”, ale książka przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Jest to najlepsza seria jaką kiedykolwiek czytałam! Książka tak mnie porwała, że czytałam ją z zapartym tchem. Akcja jest tak wartka, że nie ma czasu na odłożenie książki, po prostu musisz, MUSISZ wiedzieć co dalej. Sarah J. Maas nie daje nam chwili wytchnienia, jest mistrzynią zaskoczenia i stawiania wszystkiego na głowie. W życiu nie wpadłaby na to, że cała historia TAK się potoczy. A im mniej stron zostawało do końca tym większa ogarniała mnie rozpacz, że to już koniec i znowu będzie trzeba czekać na następny tom 🙁 A co u bohaterów? No cóż. Dzieje się wiele. Nie chcę Wam zdradzać co dokładnie będzie się działo, bo nie chcę Wam psuć przyjemności czytania 🙂 W każdym razie wydarzenia spod Góry pozostawiają ślad na każdym z bohaterów, na każdym związku. Tamlin z miłości do Feyry popada w obsesję sprawowania nad nią kontroli. Pod pretekstem dbania o jej bezpieczeństwo zamyka ją w złotej klatce. Feyra natomiast zaczyna się dusić w tym związku, ma dość odsuwania jej od wszystkich spraw i traktowania jej jak marionetki. Do tego próbuje uporać się ze swoją mocą oraz z tym, że niedługo przyjdzie jej spłacić dług u Rhysanda. Lucien jak to Lucien, niby stara się pomóc Feyrze, ale z drugiej strony nie chce się sprzeciwiać swojemu władcy. No a Rhysand, jak zwykle pojawia się w najmniej spodziewanym momencie, hah… to już musicie przeczytać, bo nie da się tutaj nic dodać bez spojlerowania 😉 Pojawia się również kilka nowych postaci, które niesamowicie polubiłam i to bez wyjątków. To Wewnętrzny Krąg Rhysanda – Morrigan (Mor), Amrena, Azriel i Kasjan. Każde z nich to niezłe ziółko, ale nie da się ich nie lubić. Poznajemy nie tylko ich histroię, ale także niesamowitą historię Rhysanda oraz Dworu Nocy. Podsumowując „Dwór Mgieł i Furii” to istne mistrzostwo świata. Ta książka jest gwarancją niezłej zabawy, miliona emocji i zaskoczeń. W życiu bym nie wpadła na to, że sprawy potoczą się właśnie TAK. Nie sądziłam też, że aż tak zmienią się moje preferencje odnośnie bohaterów. A książkę zakończyłam z trzema opadami szczęki o 3 w nocy. Oby do maja i do trzeciego tomu „A Court of Wings and Ruin„.
  • 4
28.05.2017
To Read Or Not To Read
Pełna recenzja: https://toreador-nottoread.blogspot.com/2017/05/rhysand-mym-bogiem-dwor-mgie-i-furii.html Akcja ACOMAFu nie zaczyna się od razu po ostatnich scenach ACOTARu, ale dostajemy małe streszczenie, co się działo pomiędzy jedną a drugą książką, na czym stoją nasi bohaterowie i ogólnie, co się aktualnie dzieje. Paradoksalnie wychodzi to nam na wielki plus, bo nie musimy patrzeć, jak Feyra adaptuje się do swojej nowej roli i nowego świata. Przeczuwam, że rozwlekły opis jej uczuć i wątpliwości byłby dość nużący. Podczas lektury towarzyszyło mi kilka pytań. O co chodzi z Rhysem? Dlaczego wszyscy tak nie cierpią Tamlina? Na to drugie odpowiedziałam sobie już w pierwszym rozdziale. Teraz oficjalnie przyznam wszystkim rację, bo im dalej w las, tym było gorzej. Tamlin to bezczelny, irytujący dupek. Co śmieszniejsze, nawet nie ma go tutaj tak dużo, a i tak działał mi na nerwy. Za to jeśli chodzi o Rhysa… Pojęcie fenomenu jego postaci zajęło mi trochę dłużej, ale efekt został osiągnięty i dołączam do #TeamRhys. Pierwsza część była zainspirowana baśnią o Pięknej i Bestii, czego się w żadnym momencie ukryć nie dało, jednak ja mało zwracałam na to uwagi. ACOMAF także dużo czerpie z tej francuskiej historii ludowej, ale w innym aspekcie. Może nadinterpretuję, ale sposób, w jaki mówi się o układzie Feyry z Rhysem zawartym w pierwszym tomie, przypomina mi trochę inny punkt widzenia na baśń. Ale na tym autorka nie poprzestała. Mitologia grecka także dorzuciła tu swoje trzy grosze, szczególnie mit o Korze i Demeter. Chociaż to też nie rzuca się za bardzo w oczy, chyba że pragnie się dostrzegać wszystkie szczegóły i z uwagą ich wypatruje na każdej stronie. Bo po jakimś czasie ja się przyzwyczaiłam i stało się to czymś normalnym. Albo po prostu o tym zapomniałam. Powieść ma dwie bardzo duże wady. Niestety, ale bardzo czuć, że została napisana przez Maas, bo utrzymana została w typowym dla niej stylu, czyli w książce mającej blisko 800 stron przez 500 dzieje się wszystko, ale w sumie to nie dzieje się nic, przez kolejne 200 zawiązują się wszystkie ważne wątki powieści, a przez ostatnie 100 autorka wszystko zakańcza w taki sposób, że czytelnik musi sięgnąć po kolejny tom. W tym wypadku podczas tej pierwszej połowy Maas postawiła na historię krainy Fae, poznanie hierarchii rządzącej tamtym światem, rozwinięcie relacji pomiędzy wszystkimi głównymi bohaterami, trochę kłamstw i intryg, czemu nie umniejszam w żaden sposób, ale jednak odnoszę wrażenie, że zostało to wszystko zbyt rozwleczone i poprzeplatane scenami, które nie mają na nic wpływu, a są zwykłymi zapchaj-dziurami. Dwór mgieł i furii jest bardzo dobrą kontynuacją serii, ale nie uznałabym go za arcydzieło, bo według mnie nie pobił pierwszej części. Maas utrzymała wszystko na jednym poziomie, także nie rozumiem wszystkich zachwytów pod tym względem, jakoby miał być lepszy. Chyba, że chodzi o Rhysa, w takim razie to ma sens, bo to Rhys gra tu główne skrzypce i bez niego to już nie byłoby to samo. Książka liczy sobie prawie 800 stron, ale gwarantuję ci, że nawet nie zauważysz, jak ją skończysz i będziesz chcieć więcej. Ja już nie mogę się doczekać kolejnej części, bo zaczynam powoli tęsknić za Rhysem. Nie spodziewałam się, że skradnie moje serce, a jednak, książkowe crushe nigdy nie wybierają, prawda?
  • 5
26.05.2017
Bookish Madeleine
Kiedy za granicą ukazał się „Dwór cierni i róż”, byłam przekonana, że jest to typowa jednotomowa powieść, napisana przez Maas jako odskocznia od „Szklanego tronu”. Zaskoczyła mnie więc informacja, że planowane jest wydanie kontynuacji i szczerze mówiąc początkowo nie zamierzałam po nią sięgnąć. ACOTAR spodobał mi się, ale nie była to książka, w której się zakochałam i którą zakwalifikowałabym do grona tych najbardziej fenomenalnych. Kiedy jednak za granicą zaczęły się pojawiać tysiące opinii pełnych ochów i achów na temat „Dworu mgieł i furii” zdecydowałam się go przeczytać z czystej ciekawości, żeby dowiedzieć się, o co tyle szumu. Bardzo się cieszę, że to zrobiłam, bo już od pierwszych stron wciągnęłam się w dalsze losy Feyry. A po połowie byłam już całkowicie zakochana w tej książce i wiedziałam, że będzie ona jedną z tych najlepszych. Najlepszym elementem ACOMAFU są z całą pewnością bohaterowie. Jeśli czytaliście którąś z powieści Sary J. Maas to wiecie, jaki typ postaci ta autorka najczęściej kreuje w swoich książkach. I o ile nie jestem przekonana do niektórych z serii „Szklany tron”, to w „Dworze mgieł i furii” sytuacja ma się zupełnie inaczej. Nie mogę powiedzieć, że ich wszystkich pokochałam, bo w przypadku części bohaterów po prostu nie da się tego zrobić, ale tych, którzy w tej powieści grają najważniejszą rolę uwielbiam. Muszę tu szczególnie wspomnieć o Feyrze, która przeszła wyraźną przemianę i stała się w końcu silna, odważna i niezależna. Co najważniejsze – przestała mnie irytować, jak to momentami bywało podczas czytania pierwszej części. Jej postać została ciekawie skonstruowana, posiada zarówno wady jak i zalety, przez co wydaje się bardziej realna. Próbuje walczyć ze swoimi słabościami, z nawracającymi ją koszmarami i wyrzutami sumienia. Nie jest też – jak to często bywa w literaturze tego typu – niepokonaną bohaterką, która mimo braku treningu potrafi pokonać wszystko i wszystkich, tym samym ratując świat. Feyra kształtuje swój charakter, sposób myślenia, uczy się nowych rzeczy i to wszystko zajmuje jej czas, tak, jak ma to miejsce w rzeczywistości. Już za samo takie pokierowanie fabuły na początku autorka zyskała sobie u mnie dużego plusa, a potem było jeszcze lepiej! Uwielbiam też Sarę J. Maas za resztę bohaterów, którzy pojawiają się w tej książce. Mamy tu do czynienia z grupą zupełnie nieznanych nam wcześniej postaci, odgrywających w „Dworze mgieł i furii” dość ważną rolę (wewnętrzny krąg <3). Kocham ich za tę różnorodność, siłę charakteru i poczucie humoru, które często w trakcie lektury wywoływało uśmiech na mojej twarzy. W tej części lepiej poznajemy też osoby, o których wcześniej zbyt dużo nie wiedzieliśmy. Ich historia (mówię tu m.in o Rhysandzie <3) staje się pełniejsza i bardziej klarowana. Dowiadujemy się wiele nowych faktów i jesteśmy w stanie porównać informacje na ich temat z kilku różnych źródeł. W porównaniu do pierwszej części, największą różnicę można dostrzec analizując świat przedstawiony w obu powieściach. W „Dworze cierni i róż” większość wydarzeń miała miejsce na Dworze Wiosny i to tę krainę poznaliśmy. W drugim tomie zagłębiamy się o wiele dalej w głąb Prythianu i odwiedzamy inne, nowe tereny. Okazuje się, że miejsce akcji pierwszej części było tylko małą częścią tego, co przygotowała dla nas autorka w tej serii. ACOMAF pod tym względem znacznie góruje nad poprzednikiem. W trakcie akcji książki podróżujemy po całym kontynencie, co niebywale przypadło mi do gustu. Liczę na to, że w następnej części poznamy kolejne ciekawe miejsca, bo coś czuję, że ta kraina ma bardzo dużo do zaoferowania <3 ACOMAF niesamowicie wciaga. Już od pierwszego rozdziału prawdziwie wczułam się w historię i przeczytanie tej liczącej ponad 750 stron powieści nie zajęło mi dużo czasu. Strony praktycznie przewracały się same 🙂 W każdym rozdziale tej książki coś się dzieje, nie ma miejsca na nudę. Pod koniec autorka swoim zwyczajem funduje czytelnikom emocjonalny rollercoaster, po którym naprawdę trudno było mi się pozbierać. Jedynym, czego pragnęłam po skończeniu lektury, była kontynuacja, na którą niestety tak długo przyjdzie nam czekać… „Dwór mgieł i furii” to powieść, która całkowicie podbiła moje serce. Uwielbiam każdy jest aspekt. Zarówno nieprzewidywalna fabuła, jak i charyzmatyczni bohaterowie i świat wykreowany przez autorkę to po prostu cuda <3. Zaliczam tę książkę do grona moich ulubionych, tak samo, jak całą serię. Wydaje mi się, że to jedna z najlepszych młodzieżowych fantasy ostatnich lat. Niezależnie od tego, czy lubicie taką literaturę, czy sięgacie po nią tylko okazjonalnie: „Dwór mgieł i furii” Sary J. Maas to powieść, którą polecam każdemu niezależnie od preferencji czytelniczych. Jest tu wszystko, o czym tylko może marzyć czytelnik: duża ilość intryg, nieoczywista akcja i bardzo dobrze napisany wątek romantyczny, który jednak nie gra w całości głównej roli. Jak dla mnie – książka idealna <3 Recenzja pochodzi z bloga readwithpassion.it27.pl
  • 5
29.04.2017
Corvus Lupus
niesamowity-swiat-ksiazek.blogspot.com "Miłość potrafi być trucizną." Czy Dwór Mgieł i furii zadowolił mnie tak samo jak poprzednia część? O nie, ta część była bardziej emocjonująca i wciągająca, działo się trochę mniej, ale za to autorka nadrobiła w wartkiej akcji. Feyra przeszła naprawdę wiele i jej charakter uległ znacznej modyfikacji, przyznam, że podobała mi się ta zmiana, nie jest już dziewczynką, która leci na chwilę luksusu, a potem aby ocalić miłość swojego życia posuwa się do ostateczności. Oczywiście nie mogło zabraknąć najbardziej irytującej postaci... UWAGA., ten tytuł otrzymuje Tamlin. Zdziwieni? Tak, tak ja też się zdziwiłam, ale przyznaję, że w niektórych momentach miałam ochotę go zdzielić łopatą, tak łopatą, bo nie mogłam zdzierżyć jego idiotycznego zachowania. Jego chorobliwa chęć bronienia była strasznie irytująca, a nawet brzydko mówiąc wku***ająca, ponieważ nie wyobrażam sobie jak można kogoś tak osaczać i ograniczać, bo nam się coś wydaje. Dobra, dobra odbiegam od tematu. Skoro mamy najgorszą postać, to wiadomo, że jest też ta najlepsza, tam da ra dam, Rhysand, tak kolejne zaskoczenie. Jak to się mówi "Nie taki diabeł straszny, jakim go malują", choć tu lepszym stwierdzeniem byłoby "Mówią", pozory potrafią mylić i tak było w tym wypadku, ale nie zdradzam nic więcej, aczkolwiek musicie wiedzieć, że trudno się powstrzymać. Druga część okazała się być przepełniona humorem, zwłaszcza, ze strony Rhysa, który nie żałował sobie ironicznych ripost. "Kiedy leje, strzyka mi w prawym kolanie. Roztrzaskałemje podczas wojny i od tej pory ciągle mnie boli." Książę Domu Nocy okazał się być idealnym bohaterem do zakochania się, a jego postawa i trochę moje wyobrażenie nie pomaga mi o nim zapomnieć, uważam, że wam też może się to przydarzyć. Tak, Rhys się okazał, to przejdę do tego, że ta część okazała się o wiele lepsza od drugiej, choć zwykle jest tak, że ta pierwsza jest najlepsza, niemniej jednak Dwór Mgieł i Furii zasłużył na tytuł tej lepszej części szybkim rozwojem akcji, a także bardzo ciekawym połączeniem niektórych wątków z poprzednią częścią, przede wszystkim wyjaśniła się masa rzeczy, o których nie mogłam zapomnieć, ale także tych, o których nawet nie pomyślałam. Przyznaję, że domyśliłam się zakończenia, niemniej jednak dalej byłam zaskoczona tym, jak bardzo mi się podobało, ale przejdźmy do konkretów. Lekka i przyjemna w czytaniu, bez zbędnych opisów czy zapożyczeń. "Kiedy spędzasz tak wiele czasu uwięziony w ciemności, Lucienie, odkrywasz, że ciemność zaczyna patrzeć na ciebie." Autorka postawiła na minimalizm, który opłacił się jej w więcej niż stu procentach, bo dodał powieści swoisty klimat. Książka wymaga od czytelnika bieżącego łączenia wątków, a także domyślania się przeróżnych rzeczy umieszczonych w najmniej spodziewanych momentach. Przechodząc powoli do podsumowania, bardzo podoba mi się styl autorki i to, jak dobrze potrafi wykreować świat wraz z bohaterami tak, aby nie znudzić czytelnika, tylko żeby zaczął błagać o więcej. Wysublimowane uniwersum z niebanalnymi postaciami wywindowały powieści Sarah J. Maas na same szczyty, któż o nich choćby nie słyszał? Jeśli choćby raz ten tytuł rzucił się wam w oczy, ale jeszcze po niego nie sięgnęliście to polecam z całego serca. Chyba całej wieczności nie wystarczy, aby mnie posklejać z powrotem. Króciutko podsumowując autorka tej części zachwyciła mnie jeszcze bardziej niż w poprzedniej, a do obu podchodziłam z rezerwą, a zobaczcie co to ze mną zrobiło. Trafiłam do kolejnych wielbicieli nie tylko książek, ale także samej autorki. Niezbyt wymagające myślenia, aczkolwiek niezwykle wciągające, dla wymagających czytelników, na pewno się nie zawiedziecie. Pozdrawiam, Sara❤
  • 4
29.04.2017
Magdalena Mrózek
Sarah J. Maas odkryła żyłę złota - retellingi. Ludzie kochają baśnie i mity. Czytają je wielokrotnie i zastanawiają się jak wydarzenia w nich opisane mogłoby wyglądać w innych realiach. To nieskończony pokład inspiracji na książek, z którego warto korzystać. W pierwszej części serii Dworu cierni i róż autorka postawiła na baśń o Pięknej i Bestii. Jednak w kolejnej zrobiła coś czego kompletnie się nie spodziewałam. Połączyła historię zakochanych z mitem o Persefonie i Hadesie. Sam pomysł na książkę jest czymś naprawdę niezwykłym. Jednak nic nie jest idealne i mam małe zażalenia co do wykonania. Opisanie o czym jest ta część bez jakiegokolwiek spoileru do poprzedniego tomu jest chyba niemożliwe, albo po prostu ja tego nie potrafię. Zdecydowałam więc, że to co mam w zwyczaju nazywać “recenzjami”, już nawet w minimalnym stopniu nie będzie się odnosić do definicji tego słowa. Napiszę więc bardzo luźną opinie o tej książce, która będzie zawierać jedynie odczucia i mgliste nawiązania do fabuły. Osobom, które nie czytały jeszcze tej serii - a planują - radzę żeby unikały tekstów o Dworze mgieł i furii jak ognia. Jednak zacznijmy od początku. Chyba wszyscy znają historię Persefony? W skrócie chodzi o to, że dziewczyna zostaje porwana przez Hadesa, a jej matka rusza dziewczynie na pomoc. Udaje jej się to, jednak jest jeden warunek - jej córka nie może zjeść nic z świata podziemnego. Niestety na pożegnanie kosztuje owoc granatu. Sprawia to, że każde sześć miesięcy roku musi spędzać z Hadesem w jego królestwie. Autorka ma talent do wplatania baśni i mitów do swoich książek, jednak nie robi tego dosłownie. Mamy lekkie inspiracjd, ale tak naprawdę nie jest to widoczne na pierwszy rzut oka. Kształtuje je w taki sposób, że mamy wrażenie jakby były stworzone dla tej serii. Tak jak w pierwszym tomie miałam wiele zażaleń do skonstruowanego wątku opartego na baśni, tak w tym mogę jedynie powiedzieć, że było to coś genialnego. Nie spodziewałam się, że tak to się rozwinie i z każdą stroną byłam pod jeszcze większym podziwem. Do tradycyjnej historii, o której uczymy się w szkołach, dodała fae, magię i tajemniczego, mrocznego księcia ciemności. Jeśli to was nie zachęca do tej książki, to chyba nie polubicie twórczości Maas. W tym tomie zmienia się sceneria i mamy okazję poznać inne zakamarki Prythian. Jeśli uważaliście, że Dwór Wiosny jest piękny, idealny i ogólnie najlepszy, to czeka was miła niespodzianka. Jest on jedynie namiastką świata pełnego magii, niezwykłych istot i intryg stworzonego przez Maas. Każdy kolejny zakamarek królestwa, który ukazuje się nam z kolejnymi rozdziałami, jest czymś całkowcie innym. Każdy ród Fae ma też swoje tradycje i tajemnice, którym chcemy przyjrzeć się z bliska. Myślę, że kreacja świata to jedna z największych plusów tej serii. Mam wątpliwości do niektórych scen, czy bohaterów, ale nie mam kompletnie nic negatywnego do powiedzenia na temat tła wydarzeń. Mówiąc o wątpliwościach co do bohaterów, to w tej części wydarzyło się coś czego nadal nie mogę zrozumieć. Charakter jednego z bohaterów został całkowicie zmieniony. To tak jakbyśmy w poprzedniej części mieli dobrego bliźniaka, a w drugiej nagle został on podmieniony na swojego złego sobowtóra. Rozumiem, że wydarzenia, który miały miejsce w tej historii mogły jakoś na niego wpłynąć, ale nie aż tak. W moim odczuciu wygląda to tak, że autorka potrzebowała złego charakteru i wylosowała jego, bo w sumie pasuje. Nie darzyłam tej postaci wielką miłością, ale za to jak go potraktowano mam ochotę napisać bardzo niemiłego maila do autorki. Kolejną męczącą postacią była Feyra - czyli główna bohaterka książki. Tak jak i w przypadku wielu bohaterów, ona również wiele przeżyła co sprawiło, że musiało się to odbić na jej osobowości. Jednak na początku książki była ona męcząca i irytująca. Z dzielnej kobiety, Maas stworzyła jęczące kluchy, które nie mają własnego zdania. Na szczęście dość szybko Feyra wraca do siebie, bo nigdy nie spotkałam tak źle skonstruowanej cierpiącej bohaterki. Jednak spokojnie, ta książka to nie tylko Feyra. W Dworze mgieł i furii pojawia się wiele nowych postaci. Każda z nich opowiada swoją własną historię i zostaje porządnie opisana. Nie są tylko tłem dla akcji, ale to oni ją tworzą. Do tego pojawia się wiele interesujących faktów o bohaterach, których znamy z poprzedniego tomu. Tworzy to ciekawe zestawienie. Z jednej strony widzimy jak postacie chcą być widziane, a z drugiej to co nimi kieruje i jacy są naprawdę. Do tego mamy wgląd w to jak wydarzenia, które zawładnęły krainą, ukazało ich najlepsze i najgorsze cechy. Co do samej fabuły, mogę powiedzieć wam jedno - nie będzie się nudzić. Tak jak wspomniałam, tym razem zmienia się wielokrotnie tło akcji, co samo w sobie jest niezwykle interesujące. Poznajemy lepiej cały świat i prawa nim rządzące. Jest też wyjaśnione wiele kwestii, który były rzucone mimochodem w poprzednim tomie. Może nie ma w niej wiele akcji, ale gdy już coś zaczyna się dziać to nie można oderwać się od k
  • 4
28.04.2017
Magdalena Mrózek
Według opisu Dwór cierni i róż miał nawiązywać do Pięknej i Bestii. Cóż, nawiązanie to bardzo mocne słowo w tym przypadku. Lekka inspiracja tą baśnią była, jednak jeśli ktoś liczy na powieść wiernie oddaną oryginałowi - zawiedzie się. Mamy za to w niej element ze Szklanego Tronu - nieśmiertelne fae. Mają one wiele wspólnych cech, dlatego nie rozumiem czemu autorka zdecydowała się w obu seriach na te same istoty. Osoba, która dopiero co przeczytała Królową Cieni przed sięgnięciem po tę pozycję, może się nieźle zgubić i zirytować. Jednak mimo tego dość znaczącego faux pas, należy pochwalić panią Maas za uniwersum, które stworzyła. Ludzie dzielący ziemię z tajemniczymi istotami ukrytymi za murem, który ma ich chronić. Prythian, skrywający dwory pełne nieśmiertelnych fae z niezwykłymi mocami. Wszystko to tworzy idealne tło dla wydarzeń, które przygotowała dla nas autorka. Razem z główną bohaterką odkrywamy nowe miejsca pełne magii, koloru i drapieżnych stworzeń. Fabuła rozpoczyna się dość typowo dla gatunku. Dziewczyna, musi opiekować się swoją rodziną, która straciła wszystko. W tym celu podejmuje się zdobywania pożywienia w lesie. Jednak pewnego wieczoru trafia tam na fae - największego wroga ludzi. Uzbrojona w swój łuk decyduje się na coś, co zmieni całe jej życie. Trochę trąci Katniss z Igrzysk Śmierci, prawda? Później większość akcji rozgrywa się w Dworze Wiosny, a jako że jest to akurat ta część fabuły, która raczej nie obfituje w przełomowe dla historii momenty, to mamy okazję poznać dobrze bohaterów i świat, w którym przyszło im żyć. Chociaż nie wiem czy poznawanie aż tak dogłębnie postaci jest dobrym pomysłem, gdyż są przejaskrawione i po prostu w większości irytujące. Jedynie Rhys i Feyra (która na szczęście nie została obdarzona podobnymi cechami do Aelin) ratują nas przed wyrzuceniem tej książki przez okno. Jednak mimo dość leniwej pierwszej części, w końcu w drugiej zaczyna się coś dziać. I jak już się dzieje, to na całego. Zaczyna się mroczna część opowieści, akcja przyśpiesza, a czytelnik wkracza nagle w mroczny świat. Czas zmierzyć się z prawdziwym złem i nie jest to walka pozbawiona drastycznych scen, śmierci, bólu i ciężkich decyzji. Do tego w książce nie brakuje erotyzmu, który został opisany na tyle wyraziście, by nie można było go uznać za nudny, ale na tyle subtelnie, że nie przypominało to sceny z typowego erotyka. Ciekawym zabiegiem w tej historii jest to, że tak naprawdę do momentu rozwinięcia akcji nie mamy pojęcia, kto będzie czarnym charakterem. Wkracza też lekka inspiracja mitem o Hadesie i Persefonie co sprawia, że magia wkracza na pierwszy plan historii. Dwór cierni i róż spodoba się z pewnością fanom fantasy. Wady i zalety w tej książce są tak zrównoważone, że każdy znajdzie w niej powód by coraz bardziej zagłębić się w opowieść. Miłość przeplata się w niej z brutalnością, intryga goni intrygę, a odkrywanie wraz z Feyrą tajemnic nieśmiertelnych Fae sprawi, że czytelnik przeżyje niesamowitą przygodę.
  • 5
13.04.2017
Natalia-06
O ile poprzednia część mnie oczarowała, w tej totalnie się zakochałam. To jeden z tych cyklów, które czyta się w każdej wolnej chwili, nawet w nocy. I kwestia tego, że ma więcej niż 400 stron, nie ma tu totalnego znaczenia, naprawdę. Nie wiem, czy warto się powtarzać, bo moje zdanie nie zmieniło się od przeczytania Dworu Cierni i Róż, chociaż sądzę, że Maas podszkoliła swój warsztat i właśnie kolejny tom to udowodnił. Fabuła została bardziej dopieszczona, pojawiło się mnóstwo innych wątków, które dużo bardziej mnie zainteresowały, to samo tyczy się postaci. Nadal są wyraziste i każda ma w sobie charyzmę, to jednak ich różnorodność trafiła do mnie totalnie. Każdy ma przypisaną własną historię, o której jest chociaż parę słów, tak, żeby nikt nie pozostał obojętny na ich los. A medal na najlepszą postać powieści dostają Rhys oraz Azriel. Akcja pędzi od początku, ale nie jest to coś, z czym czytelnik miałby problem, w każdym razie sądzę, iż dynamika w tym utworze została trafnie dopasowana. I tak jak już wspomniałam, pomimo dużej objętości powieści, lecimy przez nią stosunkowo szybko, a nawet na koniec pozostaje niedosyt. Bardzo podoba mi się język jakim posługuje się autorka. Jest prosty, ale nie banalny, ma w sobie pewną subtelność, ale także charakter. I mogę tu wspomnieć o pewnych różnicach, jakie zaszły pomiędzy właśnie tym cyklem, a Szklanym Tronem. Nie wiem z jakiego powodu, ale w tamtej serii język jest dużo gorszy, nie mam co do tego wątpliwości... Od zawsze byłam fanką czarnych charakterów, dlatego tak bardzo cieszę się, że w tym tomie mogłam je poznać, choć Ci, co już przeczytali tę pozycję, dobrze wiedzą, że nic nie jest czarne, albo białe. Dwór Mgieł i Furii to nieprzewidywalna i dobrze rozbudowana powieść, z interesującym i dopracowanym światem stworzonym przez autorkę. Kontynuacja tego cyklu zdecydowanie wyszła lepiej, choć już tom pierwszy mnie oczarował. Postacie są wyraziste i umiejętnie wykreowane, każdy znajdzie tam swojego faworyta. Z pewnością ten cykl różni się od innych cyklów fantastycznych dla młodzieży, chociażby ze względu na bardziej odważne sceny, choć nie są one niesmaczne, jedynie dodają charakteru tej powieści. A Maas jak zwykle zgotowała czytelnikom takie zakończenie, że zostaje tylko czekać na kolejną część... Jak na razie to najlepsza powieść 2017 roku, zobaczymy co będzie dalej. Recenzja pochodzi z osobliwe-delirium.blogspot.com
  • 5
09.04.2017
Gandalfka
http://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2017/04/niesmiertelna-o-duszy-smiertelniczki.html Druga część nie ustępująca poziomem pierwszej! Fanki Rhysa będą miały tutaj używanie! Polecam :)
  • 5
03.04.2017
Dominika Jachimowska
Po tym, jak Feyrze udało się ocalić Prythian i wyjść cało ze starcia z Amaranthą, już jako nieśmiertelna fae trafia z powrotem na Dwór Wiosny. Wkrótce ma poślubić Tamlina i wieść długie i szczęśliwe życie u jego boku. Wszystko to, o co Feyra walczyła, w końcu stało się prawdziwe, jednak ona sama nie czuje się szczęśliwa. Nigdy nie chciała żyć jak księżniczka, uwięziona w ogromnym pałacu. W dodatku wciąż męczą ją koszmary, które nie dają jej zapomnieć o zbrodni, jaką popełniła, aby wyzwolić Prythian. Książę Dworu Nocy, Rhysand, nie zapomniał także o zawartej umowie - Feyra musi spędzać cały tydzień każdego miesiąca jako gość lub niewolnica na jego dworze. Tej książki nie można zignorować. Pojawia się ostatnio w każdym najodleglejszym zakątku blogosfery i zdobywa opinie co najmniej tak pochlebne jak Dwór cierni i róż. Słyszałam nawet niemało głosów o tym, że zdecydowanie przerasta poziomem pierwszy tom serii. Przez te wszystkie ohy i ahy nie miałam najmniejszych wątpliwości, że ta książka będzie czymś niezwykłym. Nawet nie przyszło mi na myśl, że będę miała z nią jakikolwiek problem. A jednak - początkowo miałam. Fala uwielbienia nie nadeszła, akcja mnie nie porwała, a historia przewijała się przed moimi oczami bez większego efektu. Książka nie była zła, o nie, po prostu zabrakło mi tego, o czym wszyscy mówili - szaleńczego tempa, gorącego romansu oraz mrocznego i kradnącego serce Rhysanda. Taki stan maleńkiego rozczarowania trwał mniej więcej do... 500 strony. Jest mi naprawdę bardzo przykro, że musiałam czekać tak długo na rozwój akcji, bo gdyby od samego początku porwała mnie ona tak, jak stało się to później, mielibyśmy niekwestionowaną kandydatkę na najlepszą książkę roku. Ale jeszcze zanim przejdziemy do zachwytów... Po lekturze Dworu cierni i róż byłam w znacznie mniejszym, w porównaniu do zwolenników Rhysa, kręgu wielbicieli Tamlina. Naprawdę dziwiłam się tym, którzy zachwycali się Księciem Nocy, a Tamlin wydawał mi się doskonały, warty całej walki i poświęcenia, jakie wykonała dla niego Feyra. Ale w drugim tomie serii bohaterowie się zmienili. Tamlin stał się nieczułym i apodyktycznym draniem, w którym ciężko było ujrzeć czarującego Księcia Wiosny. Feyra, zapewne przez przebywanie w zamknięciu, chwilowo utraciła swoją wolę walki i butność. Na samym początku czułam więc tylko głęboką irytację zachowaniem Tamlina i ogromne współczucie dla Feyry. W takiej sytuacji nie wiedziałam już kogo lubić, a kogo nie. W dodatku pojawił się tajemniczy Rhysand, który tak mnie ostatnim razem irytował... Zdecydowana większość czytelników była pod ogromnym wrażeniem bohaterów, a przede wszystkim Rhysa. A ja, owszem, kiedy już przyzwyczaiłam się do nowego porządku wśród bohaterów (w końcu miałam na to ponad 700 stron, nie?), to zaczęłam zauważać wiele ich znakomitych cech. Feyra znów dała pokaz niezwykłej waleczności i po raz kolejny udowodniła, że jest gotowa poświęcić wszystko dla tych, których kocha. Rhysand okazał się dużo głębszą i bardziej złożoną postacią niż się spodziewałam. Pełen mroku, pełen tajemnic, z ogromem dobra skrywanego pod maską złego księcia. Każde z osobna - Feyra i Rhys - zrobili na mnie ogromne wrażenie. Ale oboje razem? Już niekoniecznie. Za każdym razem, kiedy wyobrażałam sobie Feyrę i Rhysanda razem, jako władców Dworu Nocy, coś mi nie grało. Czy ktokolwiek miał podobne odczucia? Teraz czas w końcu, aby posypały się pochwały. Racja, pierwsze 500(!) stron mnie nie powaliło, ale kolejne 250 zrobiło to znakomicie. Aż tak, że jestem gotowa wybaczyć autorce niemrawy początek, bo druga część książki była po prostu zachwycająca. Sarah J. Maas ma to do siebie, że potrafi zaskakiwać. Jakiekolwiek wcześniejsze przewidzenie losów bohaterów jest w zasadzie niemożliwe, pisarka zwyczajnie rzuca nam w twarz zapierającymi dech w piersiach wydarzeniami. Chyba najgorszymi rzeczami w książkach są przewidywalność i mało wyraziste postacie, ale żadnej z nich nie znajdziecie w Dworze mgieł i furii. Nie mogę się jeszcze nazwać znawczynią twórczości Sarah J. Maas, bo jej Szklany Tron stoi nietknięty na mojej półce, ale za każdym razem, kiedy zbliżam się do końca książki jej autorstwa, pochłania ona cały mój świat i odwraca uwagę od rzeczywistości. Dosłownie, kiedy czytam czy to Dwór cierni i róż, czy Dwór mgieł i furii, mogłabym nie oddychać, nie spać i nie jeść (co jest zdecydowanie najtrudniejsze!), dopóki nie dotrę do ostatniego słowa tej historii. Czy tom drugi przebił poziomem tom pierwszy? Nie sądzę. Dwór cierni i róż wprowadził mnie w magiczny świat fae i stał się jedną z najlepszych książek zeszłego roku. Jego kontynuacja miała momenty gorsze i lepsze, co nieco zaważyło na mojej ocenie. Ale nie zapominajmy, że w dalszym ciągu jest to powieść absolutnie fenomenalna! Ta książka ma w sobie wszystko, czego poszukuje spragniony czytelnik: wyraziści bohaterowie, mroczne charaktery, walka światów, a nawet wątek romantyczny (który wprawdzie mnie nie przekonał, ale tak, istniał). Sarah J. Maas nie rozczarow
  • 5
12.03.2017
Niesamowitych wrażeń ciąg dalszy
Kinga Recenzuje
Każda kolejna książka Sary J. Maas jest lepsza od poprzedniej. Za każdym razem podnosi ona swoją poprzeczkę jeszcze wyżej i w pewnej chwili człowieka nachodzi myśl: "czy możliwym jest, aby ją przeskoczyła?". To właśnie pytanie zadawałam sobie po lekturze „Dworu cierni i róż", który wywarł na mnie ogromne wrażenie. Nie sądziłam, że da się napisać coś lepszego. Wierzyłam w moją ulubioną autorkę, jednak byłam przygotowana na to, że ten tom mógłby nie dorównać poziomem poprzedniemu. OGROMNIE SIĘ MYLIŁAM. I strasznie się z tego cieszę. Pani Maas nie tylko utrzymała poziom poprzedniego tomu i wszystkich innych jej książek. Oj nie. Ona go przebiła i po raz kolejny ustawiła poprzeczkę tak wysoko, że jest to coś niesamowitego. Żadna inna książka nigdy nie zaskoczyła mnie tak bardzo. Pokochałam ją już od pierwszych stron i jestem pewna, że niejednokrotnie powrócę do niej w przyszłości. Sarah J. Maas jest moją ulubioną autorką z wielu powodów. Między innymi dlatego, że historie przez nią tworzone mogą wydawać się stereotypowe, mogą być przewidywalne, a ona i tak za każdym razem potrafi nas zaskoczyć. Jej styl ma w sobie coś, co przyciąga, a jej powieści nie pozwalają o sobie zapomnieć. Bohaterowie, pomysł na fabułę i akcja, stanowią jedną, idealnie wyważoną całość. Czytelnik tak wciąga się w ten świat, że nie zauważa kiedy mijają kolejne godziny i kolejne strony. Mimo swej objętości powieść czyta się bardzo szybko, akcja jest wartka, dzięki czemu nie nudzą nawet dłuższe opisy. Autorka ma ten plus, że opisuje tylko rzeczy istotne dla fabuły, nie ma tutaj przydługich, niepotrzebnych informacji. A zakończenie wbija w fotel. I robi to tak mocno, że jeszcze przez jakiś czas po przeczytaniu, czytelnik siedzi na miejscu, wpatrując się w ścianę przed sobą. Nie da się opisać uczuć, jakie mi towarzyszyły podczas lektury. W jednej chwili byłam jednocześnie zauroczona i miałam ochotę krzyczeć. Niejednokrotnie musiałam na chwilę przerwać lekturę po to, aby przejść się po domu i ochłonąć z nadmiaru emocji. Tego nie da się opowiedzieć, to trzeba przeczytać. Moim zdaniem pozycja obowiązkowa dla każdego fana powieści fantastycznych. Po prostu rewelacja.
  • 5
09.03.2017
http://tysiac-zyc-czytelnika.blogspot.com/2017/03/120-dwor-mgie-i-furii-sarah-j-maas.html
Tysiąc Żyć Czytelnika
Freya ma przed sobą kolejne wyzwanie. Wie, że nadejdzie coś wielkiego. Idzie wojna, której najprawdopodobniej nie zdołają uniknąć w żaden sposób. Dziewczyna chce się przygotować, jednak Tamlin jej nie pozwala. Uważa, że nadal jest krucha i nie poradziła by sobie na polu walki. Dochodzi do tego, że pojawia się tajemniczy bad boy... yyy... Rhys - książę Dworu Nocy i upomina się o dopełnienie obietnicy złożonej przez Freyę. Tydzień z każdego miesiąca. Nic nie może zwolnić dziewczyny z przysięgi... Co jednak zmieni nadchodzące niebezpieczeństwo? Poza tym. Rhysand, Rhysand, Rhysand... Jeżeli chodzi o synonimy słowa 'kocham' to jego imię chyba wkroczy radosnym krokiem do mojego słownika. 'Rhysand cię!' Czyż to nie brzmi wspaniale i niesamowicie? A to dopiero smaczek, bo jedynie imię. Nie jesteście w stanie sobie wyobrazić, jak bardzo jest cudowny, nawet jeśli już za sobą macie pierwszy tom. A jeśli właśnie tak zrobiliście i nie jesteście przekonani do kupna drugiego... Większego błędu w tym roku nie popełniliście, uwierzcie mi. Żadne tutaj 'Czekam do polskiej premiery ostatniego tomu' nie pomoże. O nie, nie, nie. Wiktoria zaraz wam tutaj garścią słodyczy wyrzuci te niegodne i bezczelne myśli z głowy. Okej, czy to się opiera na romansie? NIE! (Chociaż w sumie to ja bym chciała...) Przygoda jest i to obecna, i nawet całkiem możliwe, że przez pierwszą połowę tej książki nie będą z waszych ust wyskakiwać serduszka jak bąbelki po zjedzeniu mydła. Potem? Ach, no przestańcie, kochana męska części widowni! My, kobiety, też musimy mieć dla siebie jakiegoś przystojniaka, którego słowa zawładną naszym sercem. No i na jakieś książki trzeba czekać tak mocno, by zapisywać ich daty premiery w kalendarzu... (Do premiery ostatniej części jeszcze niecałe 6 miesięcy! Ale pozycja już jest w moim kalendarzyku wpisana, o to to wy się nie martwcie.) Akcja jest idealnie rozplanowana. Nie brakowało mi niczego, w żadnym momencie książki. Szczególnie druga połowa książki przypadła mi do gustu, bo jestem starym romantykiem, ale wiecie - jak coś to pozostaje ta pierwsza, którą także kocham, ale już nie tak mocno... Przy tym wzrastają emocje. Też są tak zorganizowane, żebyśmy pod koniec mogli wrzeszczeć na pół wsi, że jeżeli premiera następnej części się nie przesunie o jakieś... pół roku to nie wytrzymamy nerwowo. Ale nie bój nic, kacyk książkowy będzie na następny dzień po przeczytaniu. Akurat tyle, ile potrzeba na nabazgranie zgrabnej i cudownej recenzji, napisanie do 20-30 osób o tym, że MAJĄ to przeczytać w ciągu godziny (chociaż wy zrobiliście to w parę dni) i umieranie z tęsknoty słuchając smutnych, rockowych lub też innych piosenek. Dobra, staram się skończyć, chociaż to strasznie ciężkie. Miłość moja do tej książki jest jak pasja. Cały czas się rozwija i pragnie więcej, i więcej przekazywać innym osobom. Dlatego też, nie czekajcie ani chwili. Piszcie w komentarzach i rozpływajcie się razem ze mną nad cudownością 'Dworu...'. A jeśli nadal nie przeczytaliście to możecie otworzyć słownik języka niemieckiego (na przykład na literce T, jak Tamlin), wybrać losowo trzy słowa i przysięgnąć na ich wartość, że a) przeczytacie tą książkę w jak najszybszym czasie i zakochacie się oraz b) przestaniecie uważać języka niemieckiego za mroczną magię. (Nie, no żartuję, b) to mój plan). Polecam, polecam, polecam, polecam i już nie umiem się doczekać, kiedy wam napiszę trzeci kilometrowy post - tym razem o ostatniej części i mam nadzieję, że książka ta okaże się najlepsza. Chociaż, jestem już tego pewna, rzeczywiście każda powieść pani Maas jest lepsza od swojej poprzedniczki. I tak trzymać!
  • 5
09.03.2017
Cudowna, rewelacyjna. Kocham!
Sol
Poprzedni tom "Dwór Cierni i Róż", podobał mi się bardzo, bardzo. W "Dworze Mgieł i Furii" jestem totalnie zakochana, aż się boję, co będzie z tomem III. Czuję, że totalnie mnie rozwali. A nawet mam pewność. Skąd ta pewność? Sarah J. Maas, pokazała jak potrafi coraz bardziej rozkochiwać czytelnika w swoich książkach, chociażby na przykładzie poprzedniej serii "Szklany tron", gdzie to z tomu na tom było lepiej i lepiej. Dlatego, nie mam żadnych obaw, co do tomu trzeciego, mam jednak pewność, że złamie mi serce. Tyle tematem wstępu. Przejdźmy do konkretów. A będą same konkrety. Na pełnowartościową i ponoć świetną recenzję zapraszam na bloga. Myślę, że warto zajrzeć :) http://sol-shadowhunter.blogspot.com/2017/03/dwor-mgie-i-furii-sarach-j-maas.html
28.02.2017
Kocham
Ewelina Anna Chojnacka
Moja opinia: Przepadłam… I chyba długo się nie pozbieram. Ta historia… Jest tak niesamowicie doskonała, że aż boli… Że aż rozrywa moje serce w pół, podsmażając je w płomieniach mrocznej namiętności. Boże, jak ja uwielbiam tę serię! I dlatego też mam dziś mega kaca. Dużego… Ogromnego… Gigantycznego kaca książkowego! Jejku…Jak ja bardzo pragnę już 3 tomu. Teraz… Już… Natychmiast :) Fabuła: Według mnie, fabuła serii „Dworu róż i cierni” zasługuje na książkowego Oskara. To co zrobiła ze mnie ta historia, zasługuje jednocześnie na chwałę, jak i na mroczne potępienie. Ta seria jest jak kwiat róży… Na początku kusi twe serce nutką miłości, marzeń i magii, aby po chwili móc je rozerwać ostrą ciernią smutku, bólu i cierpienia. Niezaprzeczalnie, ta historia ma w sobie nie tylko to coś co niesamowicie przyciąga zmysły, ale i także to coś co potrafi porusza nasze serca do granic ich możliwości. Coś jakby niebiańsko pięknego, a zarazem diabelsko okrutnego. Mrrr… Uwielbiam to :) Styl: Spójny… Barwny… I wciągający. A jednocześnie… Delikatny… Brutalny… Magiczny i ponadczasowy. Mrrr… Po prostu wulkan wypełniony dziką lewą niezapomnianych emocji i wrażeń. Ech… Jestem zakochana po uszy w tym lekkim i zmysłowym piórze Pani Maas. Bohaterowie: Autorka w sposób naprawdę wyśmienity i niepowtarzalny, wykreowała styl i charakter swoich głównych bohaterów. Jej postacie są nie tylko niesamowicie kreatywne, ale i również niezwykle charyzmatyczne. Niezaprzeczalnie… Powodują w moim sercu i duszy totalny chaos emocji i wrażeń. Feyra, Lucien, Rhystand, Tamlin, Mor, Kasjan… Wszyscy oni, bez wyjątku… Pochłonęli mnie bezgranicznie sprawiając, że nie potrafię o nich zapomnieć nawet na krótką chwilę. Szata graficzna: Według mnie, obie okładki z serii „Dwór cierni i róż” są po prostu F-A-N-T-A-S-T-Y-C-Z-N-E! Magiczne… Barwne… I pełne kreatywności. Kuszą czytelnika nie tylko swoją intensywną barwą, ale i także swoją niezwykłą siłą, która emanuje z głębi ich tajemniczego wnętrza. Niezaprzeczalnie… Mają one w sobie to coś, co niewątpliwie potrafi przyciągnąć do siebie każdy czytelniczy wzrok. Podsumowanie: Seria „Dwór cierni i róż” to pełna zmysłowej magii i mrocznej intrygi historia, która swą niebywałą siłą wyobraźni pochłonie nie tylko twoje serce, ale i twoja ludzką duszę. Ta historia jest tak niewiarygodnie piękna, że aż boli. I jestem wręcz pewna, że ta jej bestialska doskonałość na bardzo długo pozostawi w twej głowie pustkę – pełną książkowej tęsknoty. Polecam gorąco!
  • 5
25.02.2017
Przepadłam z kretesem
Klaudia Mordarska
Czasami, gdy wydaje się, że baśń dobiega końca... okazuje się, że to dopiero początek. Los płata figle. Mrok i przeszłość ciągną się jak kule u nogi, niszcząc wszystko, o co się z taką pasją walczyło. Całe to poświęcenie i mordercze wysiłki idą na marne... Stają się bezsensowne. A może to jednak nie była właściwa bajka? Co, jeśli przeznaczenie czeka w innym miejscu? Aż sama nie dowierzam temu, co ta powieść ze mną zrobiła. Miałam tak gigantycznego kaca książkowego, że przez kilka dni nie byłam w stanie się zebrać, by cokolwiek o niej napisać. Nie potrafiłam przelać na papier swoich myśli. A niektóre fragmenty były tak cudowne, że musiałam czytać je po parę razy. "Dwór cierni i róż" był dobry, ale kontynuacja to miazga. Całkowita miazga. Uwielbiam klimat tej książki. Jest magiczny, tajemniczy i całkowicie oszałamiający. Ze strony na stronę coraz bardziej zagłębiałam się w tej mrocznej i zachwycającej rzeczywistości, pełnej brutalności i bezwzględnych istot zdolnych do wszystkiego, aby spełnić swoje pragnienia. Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem tego, jak styl pisania autorki ewoluował na przestrzeni kilku książek. Całość została bardzo sprytnie obmyślona i dopracowana co do najdrobniejszego szczegółu. Przepadłam w Rhysie z kretesem. I to już w pierwszej scenie, w której się pojawił. Jeszcze nigdy żadna postać nie wywołała u mnie aż tylu emocji. Jestem zauroczona tym tajemniczym, dzielnym i niesamowicie oddanym fae, który ukrywał się za maską okrutnika, by chronić tych, których kochał. Miał bardzo złożoną osobowość. Były też momenty, kiedy siedziałam późno w nocy i zaśmiewałam się jak głupia, bo Rhysand zaserwował jeden ze swoich żartów, a ja miałam taki niedosyt jego osoby, że nie potrafiłam przerwać lektury, by pójść spać. Jeśli chodzi o Feyrę, to przeszła ogromną przemianę. To po części sprawka Tamlina (który strasznie mi podpadł) i jego decyzji. Ale największy wpływ na nią miał właśnie Rhys i kilka osób z Dworu Nocy. Feyra dzięki tym wszystkim trudnym doświadczeniom stała się silniejsza. I wreszcie odnalazła właściwą drogę, którą mogła podążać. Wątek romantyczny był istotnym elementem fabuły. Pojawił się motyw dwóch zbłąkanych dusz, które nieustannie zmagały się z mrokiem. Z wielkim podekscytowaniem śledziłam miłosne wzloty i upadki Feyry. Było pięknie i intensywnie. Momentami nawet zaskakująco. Ale dopiero końcówka kompletnie mnie rozwaliła. Byłam w takim szoku, że musiałam zbierać szczękę z podłogi. Dawno nie trafiłam na tak ogromny cliffhanger i nie mam pojęcia jak dotrwam do premiery kolejnej części. Podsumowując, "Dwór mgieł i furii" to oszałamiająca i niesamowicie wciągająca opowieść o poświęceniu, walce i miłości. Aż brak słów, by opisać co ze mną zrobiła. Nie mogłam się pozbierać z kaca książkowego. Autorka stworzyła całą gamę barwnych postaci, do których mocno się przywiązałam. A ileż emocji doświadczyłam! Chyba zaczynam się bać, co będzie w trzecim tomie... Gorąco polecam tę książkę każdemu fanowi fantastyki oraz historii miłosnych. Urzeka, zaskakuje i całkowicie uzależnia. Ja już przepadłam, teraz kolej na Was.
  • 5
07.02.2017
Świetna kontynuacja
Sayuri
I kolejna część za mną, i czuję po niej głęboki niedosyt. Tak samo jak poprzednia część i ta jest napisana w sposób, który wciąga swoją historią, aż po ostatnią kartkę i ostanie słowo. Wielkie zło na ziemiach fea zostało pokonane, a teraz każdy z dworów próbuje wrócić do normalności. Tak samo jest z dworem Wiosny gdzie wszyscy szykują się do ślubu swojego księcia i jego wybranki. Feyra poświęciła część własnej duszy, aby ratować ukochanego, a teraz koszmary wracają do niej każdej nocy. Dodatkowo wygląda na to, że jej książę sam nie może sobie poradzić z cieniami, które zaległy w jego sercu w zamku Amaranthy. Jednak, gdy odchodzi do tego szczęśliwego dnia pojawia się ktoś nieoczekiwany. Książę Dworu Nocy, Rhysand, który domaga się, aby Feyra wypełniła swoją część umowy, więc zabiera ją na swój dwór gdzie musi z nim spędzić tydzień każdego miesiąca. I w ten oto sposób przechodzimy do drugie tomu historii Feyry. Okazuje, się, że zło nie do końca zostało pokonane i Feyra musi stawić czoła jeszcze większym wyzwaniom. Ten tom moim zdaniem jest jeszcze lepsza od poprzedniej, tym razem na scenę wkracza Rhysand i muszę przyznać, że od samego początku ta postać przypadła mi do gustu, ponieważ okazało się, że nasz książę Dworu Nocy ma dwie twarze. O tym jakie musicie się przekonać i przeczytać książkę. W tej części jest o wiele więcej bohaterów, każdy z kryjący w sobie rany z przeszłości. Zdecydowanie Kasjan, Azriel, Morrigan i Amrena nadają tej historii pewien smaczek nawet większy niż Lucien. Tym razem autorka wykorzystała motyw z mitów o Persefonie i Hasie i kolejny raz pokazała, że potrafi doskonale wykorzystać potencjał takiej opowieści. Na końcu zaczynasz się nawet zastanawiać, czy naprawdę Hades był taki zły jak o nim pisano, czy też ukrywa drugą stronę. Sama historia również rozkręca się z czasem, aż w końcu nie masz ochoty odkładać książki choć na maleńki moment. Zastanawiasz się kto tak naprawdę jest zły w całej historii i kto tak naprawdę bardziej troszczy się o życie i bezpieczeństwo Feyry. Nie mogę się już doczekać, aż pojawi się kolejny tom, który na pewno momentalnie trafi w moje ręce. Polecam, polecam i jeszcze raz polecam.
  • 5
06.02.2017
Dwór mgieł i furii
dobra.ksiazka
Gdy Feyra pokonała Aramanthę jej życie uległo zmianie. Zdjęcie klątwy z mieszkańców Prythianu sprawiło, że teraz uznawają ją za Wyzwolicielkę. Ponadto Tamlin, książę Dworu Wiosny poprosił ją o rękę i trwają wielkie przygotowania do zaślubin. Wszystko byłoby jak w bajce, gdyby nie to, że Feyra nigdy nie chciała takiego życia. Owszem, bardzo kocha swojego księcia, jednak okrutne doświadczenia go zmieniły i teraz chce ją przed wszystkim strzec. Nie pozwala jej polować, wyjeżdżać z rezydencji, a nawet oswajać się z nowymi i nieznanymi jeszcze dziewczynie mocami. Wszystko robi to z troski i obawy przed wrogami, jednak Feyra powoli zaczyna się dusić we dworze. Nie do takiej egzystencji jest przyzwyczajona, a rola salonowej lalki ani trochę jej nie odpowiada. Im bliżej ślubu, tym większy strach ją ogarnia, bo odtąd jej stałymi rozrywkami będzie planowanie przyjęć i wychowywanie dzieci. Ponadto wielki wróg Tamlina, Rhysand upomina się o swoją część umowy, którą zawarł z jego ukochaną pod Górą. Otóż książę Dworu Nocy każdego miesiąca na tydzień zabiera Feyrę do swojej posiadłości. Jednak pytanie, czy dla dziewczyny będzie to okrutna kara, czy może odpoczynek od dworskich etykiet i obowiązków? Nad świat Fae nadciąga straszna wojna, która zbierze liczne żniwo. Główna bohaterka będzie musiała wybrać, po czyjej stanąć stronie: Tamlina, który ma przed nią coraz więcej tajemnic, czy nieoczekiwanych sojuszników? "Dwór cierni i róż" kilka miesięcy temu totalnie mnie zachwycił, dlatego tak niecierpliwie wyczekiwałam kontynuacji. Z jednej strony tom pierwszy zakończył się w taki sposób, że mógłby to być satysfakcjonujący koniec baśni, lecz autorka już na samym początku pokazała, że na dworze Tamlina wcale nie jest tak kolorowo. Feyra umiera z nudów, dręczą ją koszmary związane z Aramanthą, a jej narzeczony ciągle odsuwa ją od ważnych spraw i pragnie by zajmowała się tylko ceremonią ślubną. Bohaterka chce brać udział w niesieniu pomocy mieszkańcom Prythianu i nie odpowiada jej zachowanie ukochanego. O ile wcześniej Tamlin był mi raczej obojętny, tak teraz całą swoją osobą niezmiernie mnie irytował. Traktował Feyrę przedmiotowo i nie jak równą sobie, przez co czułam do niego pogardę. Dlatego w pełni rozumiałam jej decyzję o porzuceniu Dworu Wiosny, gdyż w miejscu, do którego trafiła mogła w rozwijać swoje talenty i nie czuć się stłamszona. Moje życzenie się spełniło i ta część zdecydowanie należała do Rhysa. Książę Dworu Nocy już w pierwszym tomie skradł moje serce, a tutaj był wręcz zniewalający. Złoczyńca, kłamca, zabójca i niezwykle arogancki mężczyzna ma także inne oblicze, które tak skrzętnie ukrywał przed resztą świata. Razem ze swoimi najbliższymi przyjaciółmi ma zamiar powstrzymać nadciągającą wojnę, by uchronić przed zniszczeniem to, co kocha. Jego delikatniejsza strona była równie urocza, jak bezczelne docinki. Wśród jego współpracowników są niezwykle barwne postacie, których nie sposób polubić i im kibicować. Każdy z nich jest inny, jednak razem stanowią grupę nie do pokonania, która wzajemnie się uzupełnia. W tym tomie autorka skupiła się bardziej na politycznym, niż baśniowym aspekcie. Mamy wiele intryg, brutalnych starć i przede wszystkim magii, która towarzyszy bohaterom na każdy kroku. Poznajemy także bliżej zwyczaje innych dworów i mamy porównanie, co który sobą reprezentuje. Nie brakuje także akcji i nieoczekiwanych jej zwrotów. Mimo, że powieść jest obszerna, to nie uświadczymy tu momentów nudy, ciągle pojawiają się ciekawe wątki, które porywają czytelnika. Jestem także oczarowana wątkiem miłosnym, któremu kibicowałam już od pierwszej części, łącząc tych bohaterów Sarah J Maas sprawiła, że razem są lepsi i silniejsi. Książka została napisana w sposób plastyczny, oczami wyobraźni widziałam poszczególne dwory, a także potwory, z którymi musiały mierzyć się postacie. Mogę śmiało stwierdzić, że "Dwór mgieł i furii" to najlepsza powieść, jaka wyszła spod pióra Sarah J Maas. Miałam wobec niej duże wymagania, a dostałam o wiele więcej. Każdy wątek został przemyślany i dopracowany, przez co nie ma luk, czy niedopowiedzeń. Zakończenie było fenomenalne, przez co marzę, żeby już dorwać trzeci tom. Po moich licznych zachwytach nie macie innego wyboru, jak tylko sięgnąć po tę serię i tak jak ja się w niej zakochać!
  • 5
30.01.2017
Kiedy kończy się baśń i zaczyna się prawdziwa historia...
Dziewczyna z książkami
Każda baśń ma szczęśliwe zakończenie. Miłość oraz dobroć wygrywają, grzebiąc w przeszłości wszystko co złe i niegodziwe. Niegodziwcy upadają, książęta oraz księżniczki stają naprzeciw wspólnej, niewątpliwie wspaniałej przyszłości. Jednak, czy ktoś się zastanawiał co dzieje się po zakończeniu tej wzniosłej oraz szczęśliwej opowieści? Co jeśli nie jest już ona tak piękna, jak nam obiecywano? Co jeśli nikczemnicy wracają? Co jeśli nie oni są tymi, których należy się obawiać? No właśnie... co jeśli? Dawno, dawno temu, żyła Feyra - śmiertelna, która oddała życie w imię miłości. Jednak dzięki darowi siedmiu książąt, na nowo mogła spojrzeć na świat, jako nieśmiertelna - jedna z istot, które niegdyś, w innym świecie darzyła nienawiścią. Bajka zakończyła się szczęśliwie, lecz dała początek nowej opowieści - prawdziwej, mrocznej oraz pełnej bólu. Jeśli Dwór cierni i róż książką niezwykłą, jakie miano powinien otrzymać Dwór mgieł i furii, który nie tyle co dorównał poprzedniej części, co przewyższył ją o głowę a nawet dwie? Pamiętam zachwyt, jaki ogarnął mnie po zapoznaniu się z pierwszą częścią najnowszej serii Sarah J. Maas - był to piękny splot znanej całemu światu baśni oraz mrocznego, fantastycznego świata, którego kreacja zachwycała. Jednak kontynuacja tej opowieści sprawiła, iż odnalazłam pytanie na dręczące mnie od lat pytanie, dotyczące ulubionej książki autorki. Jest nią Dwór mgieł i furii, bezapelacyjnie, bezsprzecznie i nieodwołalnie. Podczas lektury, razem z bohaterami przemierzamy magiczny, a zarazem przerażający owoc wyobraźni autorki. Kroczymy jej meandrami, napotykając zarówno stworzenia rodem z koszmarów, jak i istoty będące ucieleśnieniem piękna oraz powabu. Odkrywamy pełną mroku, magii, niebezpieczeństw, tajemnic oraz namiętności historię, która niczym wir wciąga nas do swojego świata, nie pozwalając go opuścić nawet po odczytaniu ostatniego zdania. Ta książka przesiąknięta jest niepowtarzalnym klimatem, którego przedsmak, dane było nam poznać podczas lektury pierwszego tomu - części, która była dopiero początkiem, wstępem do prawdziwej, wyrwanej ze szpon baśni opowieści. W Dworze mgły i furii dowiadujemy się co dzieje się, po tym jak złoczyńcy zostają pokonani, a bohaterowie stawiają czoła mrocznej przeszłości oraz konsekwencjom swoich czynów... Bohaterowie w tej części wydają się przechodzić diametralną zmianę. Nie są już tymi samymi ludźmi, którymi byli przed wydarzeniami spod Góry. Czyni, których dokonali, ceny jakie zapłacili oraz obrazy, które ujrzeli nie znikają. Otaczają ich, atakując w najmniej odpowiednich momentach. Jakaś część ich zginęła, dając początek nowym obliczom. Największą zmianę czytelnik może zauważyć w zachowaniu głównej bohaterki, która z zakochanej, młodej dziewczyny stała się pewną, dojrzałą kobietą, gotową poświęcić wszystko dla bliskich jej osób. Jej zachowanie jest naturalniejsze - mimo uzyskanej nieśmiertelności, bitwy toczące się w jej wnętrzu są typowo ludzkie. Ewolucja Feyry, jej decyzje oraz zachowania poparte są rozsądnymi przemyśleniami. Łowczyni dostrzega świat takim jakim jest naprawdę, nareszcie odrzucając zniewalające ją ograniczenia. Niezwykłe krajobrazy Pyrthianu opisane przez autorkę przenoszą do innego świata. Zapełniają wyobraźnię oraz wzniecają marzenia dotyczące możliwości istnienia takich krain. Świat, który wykreowała Sarah J. Maas zachwycał już w części pierwszej, mimo ukazania jedynie jego kawałka. W tomie drugim wędrujemy po pozostałych Dworach, zaglądamy do mrożącego krew w żyłach więzienia, spotykając Rzeźbiącego w kościach oraz między innymi schodzimy do podziemi Dworu Nocy, zachwycając się bezgranicznością wyobraźni autorki. Wytworzyła ona bowiem wiele ciekawych wątków, do których może nawiązać w kolejnych tomach. Tyle miejsc, tyle postaci, tyle wątków, tyle możliwości. Rhysand. To jest moja ulubiona postać i myślę, że to nikogo czytającego tę serię wyznanie to nie zdziwi. Cała jego kreacja, poczucie humoru, historia z nim związana to mistrzostwo. Prawda jest taka, że zjawia się książę Dworu Nocy i kolokwialnie rzecz ujmując - kradnie całe show. Mimo, iż od dłuższego czasu uważałam, że wyszłam z okresu, w którym mogłam mieć taką obsesję na punkcie serii fantastycznej, to Rhysand, Feyra, cała historia pokazały mi jak bardzo się myliłam. Z tego się nie wyrasta. I Rhysandowi niech będą za to dzięki! A tumblerowi oraz innym stronom za masę fanartów, filmików oraz innych owoców obsesji społeczeństwa książkoholików na punkcie tej serii!
  • 5
30.01.2017
Genialna kontynuacja!!
Paulina11
Akcja w Dworze mgieł i furii rozpoczyna się trzy miesiące po wydarzeniach spod Góry. Nie ma tu tak, że Feyra po okropieństwach, które się tam wydarzyły – żyje normalnie. O nie. Feyra zmaga się ze stresem pourazowym. Ciągle próbuje się z tym uporać. Jednakże mimo tego, że prześladują ją koszmary tamtych wydarzeń – nie załamuje się. To mi w niej podobało. Nie stała się delikatną, wrażliwą dzieweczką, nie trzeba obchodzić się z nią jak z jajkiem. Bardzo mi się nie podobało jednak zachowanie Tamlina. Nie będę się tu rozwodzić, bo nie chcę niczego zdradzać, ale on wydawał się być ślepy na to, co jego ukochana potrzebuje. Jest jeszcze umowa między Rhysandem a Feyrą. Wydawać by się mogło, że Książę Dworu Nocy o tym zapomniał. Ale nie. Tydzień każdego miesiąca dziewczyna musi spędzić na Dworze Nocy. Tak jak to zostało ustalone pod Górą. Po przeczytaniu Dworu cierni i róż niby niezbyt lubiłam Rhysa, ale jednak nie potrafiłam wyrobić sobie o nim opinii. Ani dobry, ani zły. Jednak po kilku rozdziałach z nim, już wiedziałam, co o nim myśleć. I taka moja opinia – pokochałam go ;P „Prawda jest niebezpieczna. Prawda jest wolnością. Prawda potrafi łamać, naprawić i spajać” Często w seriach występuje motyw drugiej gorszej części. Wielkie brawa ode mnie dla Sarah, gdyż mistrzowsko to obeszła. Pierwsza część była genialna ale druga... druga powala ją na łopatki. Nie umiałam się oderwać. Chciałam czytać, czytać i jeszcze raz czytać. Jak dobrze, że zaczęłam to w ferie. Świetnie przemyślana akcja, fabuła. I o dziwo, gdyż wątek miłosny występuje tutaj w dużej mierze – jest on... idealny. Nie jest przesadzony, przesłodzony. Nie ma tak, że po jednej rozmowie, już są zakochani. Nie. W Dworze mgieł i furii pojawiają się nowe postacie. Których (mam nadzieję, że się ze mną zgadzacie) nie da się nie polubić. Wszyscy w Wewnętrznym Kręgu Księcia są świetnie wykreowani. Bardzo mi się podobały dialogi między nimi. A szczególne między Rhysem a Feyrą. Bardzo często parskałam śmiechem. „Kiedy spędzasz tak wiele czasu uwięziony w ciemności, Lucienie, odkrywasz, że ciemność zaczyna patrzeć na ciebie.” Podczas całej historii odczuwałam chyba wszystkie emocje. Radość, rozbawienie, ale też strach, przerażenie, żal i smutek. Cieszyłam, śmiałam się, smuciłam razem z nimi. Były też momenty, kiedy się o nich bałam. Gdy czytałam, wprost zapominałam, że czytam. Czułam się jakbym była częścią tych wydarzeń. Nawet jak odłożyłam książkę, moje myśli krążyły tylko wokół niej. Największą mieszankę emocji czułam jednak na zakończeniu. Ludzie. W jednym momencie myślałam, że skończy się dobrze, za chwile, że źle, a za chwile znowu, że dobrze. Masakra. Już chciałam płakać (znaczy... ja nie płaczę na książkach, ale byłam blisko) a tu ogromne zaskoczenie. To trzeba przeczytać, żeby zrozumieć. Ostatecznie zakończenie mnie zadowoliło. Mogło być lepsze, ale mogło być też gorsze. „Miłość – miłość mogła być zarówno lękiem, jak i trucizną” Teraz tak patrzę i widzę, że mi tu niezła lektura wyszła z tej recenzji. Wybaczcie mi, ale naprawdę starałam się zawrzeć tylko najważniejsze fakty, spostrzeżenia. I tak nie przekazałam Wam wszystkiego, co chciałam. Ale spokojnie - już kończę. Jeśli czytaliście Dwór cierni i róż i się wahacie czy przeczytać Dwór mgieł i furii... Ludzie, czytajcie! To jest takie genialne. Wiem, że się tu tylko zachwycam – ale takie jest moje wrażenie. Minusów w tej książce żadnych nie znalazłam. Tego się nie da opisać. To po prostu trzeba przeczytać. Całe szczęście, że trzecia część w Polsce ma wyjść jeszcze w tym roku, bo ja nie wiem, czy bym dała radę czekać rok, czy dłużej. zabookowanyswiatpauli.blogspot.com
  • 5
22.01.2017
Koniecznie trzeba przeczytać!
Anna
Z każdą kolejną stroną nie mogłam uwierzyć w to co się działo. Zaskakujący zwrot akcji i zachowanie bohaterów wywołały liczne emocje. Książka zdecydowanie bardziej wciąga niż pierwsza część, zostało mi jeszcze kilka stron, ale już niecierpliwie czekam na kolejną część. oby była szybko :)
  • 5
21.01.2017
Absolutnie niesamowita!! :)
myfairybookworld.blogspot.co.uk/
Absolutnie niesamowita! Dotychczas za moją ulubioną książkę Sary uważałam ''Dwór cierni i róż''. Po przeczytaniu ''Dworu mgieł i furii'' zmieniłam zdanie i to właśnie ta książka stała się moją ulubioną spośród książek autorki, jednocześnie stając się najlepszą przeczytaną przeze mnie książką. Nie jestem pewna, czy to, co o niej napisze, pokaże, choć ułamek tego, jaka jest cudowna. Jeśli mi się to nie uda, wybaczcie. Nie pamiętam, żebym miała takiego kaca książkowego po przeczytaniu jakiejś innej. Moje myśli bez przerwy błądzą wokół wydarzeń, które miały miejsce, a moje serce zostało podbite przez Rhysanda, wielkiego, niedocenionego księcia Dworu Nocy. Feyra oddała życie za miłość, za ukochanego. Ocaliła Prythian, została przywrócona do życia, stała się nieśmiertelna i zyskała moce. Wydawać by się mogło, że życie jej i Tamlina powinno przypominać sielankę. Jednak atmosfera panująca na Dworze Wiosny jest bardzo napięta. Tamlin okazuje się kimś innym, obsesyjnie stara się chronić Feyrę, zamykając ją jednocześnie w złotej klatce swoich uczuć. Dziewczyna nie potrafi poradzić sobie z wydarzeniami spod Góry, Amaratha wciąż nawiedza ją w koszmarach. Dodatkowym stresem jest zbliżający się ślub, który powinien być dla niej najszczęśliwszym wydarzeniem w jej nieśmiertelnym życiu. ''-Podejdź, panno młoda — przemówiła Iantha łagodnie — i połącz się ze swoim ukochanym. Podejdź i niech w końcu zatriumfuje dobro.'' Jednak Feyra dzień po dniu więdnie, niknie w oczach, w myślach błaga o ratunek, a jej ukochany nie robi nic, by jej pomóc. '' [...] ''Pomocy, pomocy, pomocy'' - błagałam kogoś, kogokolwiek. [...] ''Pomocy, błagam, ratunku. Niech mnie ktoś stąd zabierze. Niech ktoś to zakończy''. [...] '' Sarah J. Maas przygotowała w tej części masę niespodzianek dla czytelników. Większość postaci znamy z ''Dworu cierni i róż'', jednak po sprawie z Amaranthą, każdy z nich się zmienił. Feyra nie jest już tą niedoświadczoną, nieumiejącą czytać dziewczyną. Stała się kobietą, obrończynią, postanowiła wziąć życie w swoje ręce, chce decydować o swoich wyborach. Stała się twarda. Tamlin zmienił się bardzo, jednak jego przemiana nie przypadła mi do gustu. Już podczas wydarzeń pod Górą bardzo stracił w moich oczach. Nie potrafił zawalczyć o siebie, o ukochaną, o swoich poddanych. Wszystkie wątpliwości, jakie miałam wobec niego po pierwszym tomie, zostały rozwiane. Według mnie, od początku było w nim coś oślizgłego, odrzucającego co udowodnił w tej części. Nie będę więcej wyjawiać, przekonajcie się sami, kim naprawę jest książę Tamlin. Największą niespodzianką tego tomu jest, mój ulubieniec i nowy książkowy mąż — Rhysand. Nie mam zamiaru rozpisywać się na ten temat, pozwolę wam odkryć i na nowo poznać księcia Dworu Nocy. Nowi przyjaciele, sprzymierzeńcy, wrogowie. Sarah nie przestaje zaskakiwać a emocje, jakimi nas bombarduje, wyskakują z każdej przeczytanej strony. ''Dwór mgieł i furii'' to przejażdżka od miłości do nienawiści, od strachu do pewności siebie, od cierpienia do szczęścia. Pierwsza część książki jest spokojna, można wręcz powiedzieć, że relaksująca, lecz wraz z drugą częścią, akcja zaczyna pędzić, nie zatrzymując się, aż do zakończenia, które totalnie rozłożyło mnie na łopatki. Nie mogę doczekać się kolejnego tomu, mam nadzieję, że pojawi się w Polsce już wkrótce. Sarah J. Maas pokazała, że można stworzyć książkę idealną. Połączenie mitu o Persefonie, baśni o Pięknej i Bestii w powieść fantasy, dla dojrzalszych czytelników wyszło jej fenomenalnie. ACOMAF ma wszystko, czego szukam w książkach. Klątwa została złamana, maski zrzucone, jednak dopiero teraz Feyra przekona się, że jej bliscy, tak naprawdę cały czas mają na sobie maski, nie pozwalając jej ujrzeć ich prawdziwej twarzy. Jakich tajemnic strzegą? Przekonajcie się sami. Gorąco, bardzo gorąco polecam
  • 5
21.01.2017
Najlepsza książka!
Anita Gierak
Jeszcze lepsza niż poprzednia część, czyta się jednym tchem. Niesamowita, dawno mnie tak nie wciągnęła żadna książka.
  • 5
18.01.2017
Powieść doskonała: "Dwór mgieł i furii" Sarah J. Maas
Nemezis
Tyle miesięcy niecierpliwego czekania na tę książkę - od chwili, gdy przeczytałam ostatnie zdanie "Dworu cierni i róż" - wypatrywanie z utęsknieniem informacji o premierze, odliczanie miesięcy, dni, aż wreszcie wezmę ją do ręki i ponownie zanurzę się w świecie wykreowanym przez Maas. Kiedy dostałam odpowiedź od wydawnictwa, dosłownie skakałam z radości. Potem było długie wyczekiwanie na listonosza i... W końcu dostałam upragnioną przesyłkę i mogłam rozpocząć tę czytelniczą ucztę!

Po wydarzeniach, jakie rozegrały się pod Górą, Feyra nie jest już tą samą osobą. Wciąż dręczą ją koszmary i wspomnienia traumatycznych wydarzeń, których nigdy nie uda jej się wymazać z pamięci. Musi więc nauczyć się z nimi żyć. Jest to jednak niezmiernie trudne, zwłaszcza gdy ukochany zdaje się nie zważać na jej lęki (choć sam jeszcze nie uporał się z własnymi). Tłumacząc się troską o bezpieczeństwo dziewczyny, próbuje zamknąć ją w złotej klatce i odizolować od wszelkich spraw świata zewnętrznego. Pozostaje jej jedynie błąkanie się po wielkim domu i organizacja przyjęć, w tym zbliżającego się wielkimi krokami ślubu... Nie znajdując w tych zajęciach żadnej przyjemności, o każdym szczególe pozwala decydować Iancie, przyjaciółce Tamlina i wysokiej kapłance. Członkowie Dworu Wiosny żyją w ciągłym napięciu - mijają już trzy miesiące bez żadnych wieści od księcia Dworu Nocy. Czy to możliwe, że Rhysand zapomniał o zawartym z Feyrą układzie?

Przygoda z "Dworem mgieł i furii" była jak spotkanie z dobrymi przyjaciółmi, których dawno nie widziałam. Niby ci sami, a jednak zupełnie inni. Żal ściskał mi serce, gdy miałam przed oczyma wyobraźni tę nową Feyrę - złamaną, zgaszoną, nie odczuwającą radości z życia. Stłamszona przez duet Iantha - Tamlin i pozostawiona sama sobie, gasła z dnia na dzień, a jej najbliższe otoczenie nic z tym nie robiło... Miałam ochotę potrząsnąć nimi wszystkimi i krzyknąć: "co wy wyprawiacie?!". Tamlin z księcia, którego darzyłam wielką sympatią, stał się... kimś, kogo nie poznawałam. I ciężko mi było pogodzić się z myślą, że aż tak się zmienił (albo może tak mało dał się poznać w pierwszej części). Lucien - bohater tylu zabawnych utarczek słownych z Feyrą - całkowicie stracił swój urok. Wszystkie te rozczarowania skutecznie zrekompensowała jednak postać Rhysanda, w tym tomie wykreowana wprost genialnie. Nie chcę nikomu psuć przyjemności odkrywania jego prawdziwego oblicza na własną rękę, krok po kroku, więc nic więcej na jego temat nie zdradzę. Pojawiają się też oczywiście bohaterowie dotąd nam nie znani. Jednak nieważne, czy spotykamy daną postać pierwszy czy kolejny raz - wszystkich musimy poznawać na nowo i muszę przyznać, że jest to fascynujące.

"Dwór cierni i róż" skradł moje serce i nie spodziewałam się, że Sarah J. Maas zdoła stworzyć coś jeszcze lepszego, ale "Dwór mgieł i furii"... wprawił mnie w zachwyt. To dla mnie powieść doskonała. Cudowny, rozbudowany, magiczny świat (choć nadal pozostaje w nim wiele do odkrycia). Porywająca, trzymająca w napięciu fabuła, pełna niespodziewanych zwrotów akcji, pobudzająca ciekawość do granic możliwości. Do tego wyraziste, a zarazem złożone i tajemnicze postaci, które co rusz czymś zaskakują. Dość powiedzieć, że wśród tych mgieł nic już nie jest oczywiste. Każdy przyjaciel może okazać się wrogiem, a każdy wróg przyjacielem. Maas zafundowała nam historię, która pochłania bez reszty, wciąga niczym wir, by na koniec wreszcie wyrzucić czytelnika na brzeg. Oszołomionego i błagającego o więcej. To jak, jesteście gotowi?

Za egzemplarz z całego serca dziękuję Wydawnictwu Uroboros!
https://ogrodksiazek.blogspot.com
  • 5
14.01.2017
Rewelacja!!!
Martyna
"Dwór Mgieł i Furii" znokautował "Dwór Cierni i Róż". Choć tom 1 jest niesamowitą książką ,którą czyta się z przyjemnością, tak tom 2 jest o niebo wyżej, czytając go miałam wrażenie, że autorka spisała moje marzenia i modlitwy, które słałam czytając 1 tom i stworzyła wymarzoną przeze mnie kontynuacje. Choć książka ma ponad 760 stron mam niedosyt i wprost wychodzę z siebie że nie da się przeczytać książki kilka razy pierwszy raz.... Jedyne co mogę teraz zrobić to czekać na tom 3, umilając sobie czas czytając książkę jeszcze raz co właśnie czynię :D Gorąco polecam i ostrzegam jak już zaczniesz czytać to nie przestaniesz póki nie skończysz jej 2 razy XD
  • 4
13.01.2017
Powtórka z rozrywki?
Martha Oakiss
Wszyscy mówili, że będę zachwycona. Wszyscy powtarzali, że drugi tom Dworu Cierni i Róż od Sary J. Maas spodoba mi się jeszcze bardziej, niż tom pierwszy. Zakładam, że unoszący się w powietrzu smog ma na mnie zły wpływ, bo nie do końca mogę się z tym zgodzić.


Pierwszym tomem tej serii byłam rzeczywiście zachwycona. ACOTAR może nie był wybitnie genialny, ale oczarował mnie baśniowy klimat rodem z Pięknej i Bestii i zakochałam się w Rhysandzie. W drugim tomie, czyli w Dworze Mgieł i Furii, spodziewałam się znaleźć kontynuację tej opowieści urozmaiconą tym razem o motyw Persefony. Gdy w me ręce trafiło grube tomiszcze nie mogłam się doczekać, by znów spotkać się z postaciami, dzięki którym ten tytuł uplasował się na podium najlepszych książek przeczytanych w 2016 roku. Ale... hm... historia chyba straciła na swej świeżości i oryginalności, bowiem wcale nie jestem nią zachwycona.

Motyw Persefony rzeczywiście się pojawił, ale, co dla jednych stanowi wadę dla innych zaletę, jest tylko subtelnym zarysem. Główna bohaterka, Feyra, raz w miesiącu musi opuszczać swego ukochanego, by tydzień spędzić u demona (którego z kolei kocham ja). Jednak ten mitologiczny wątek został użyty jako zarys, by potem potoczyć się własnym torem. Jednocześnie główna bohaterka początkowo bardzo mnie irytowała i miałam ochotę potraktować plaskaczem jej twarz za każdym razem, gdy wypowiedziała kolejne zdanie. Pocieszył mnie jednak fakt, że ze strony na stronę przechodziła metamorfozę i nieco zmądrzała. Prawda jest też taka, że cała książka dziwnie mi się dłużyła i wciągnęłam się w nią dopiero jakieś 200 stron przed końcem.

Dziwne jest to o tyle, że DMIF naprawdę rządzi akcja i w porównaniu z wydarzeniami z tego tomu pierwsza część może wydawać się nudna. Owszem, Maas stanowczo przesadziła z liczbą i szczegółami scen erotycznych, przez które co u rusz zaliczałam facepalma, ale przymykając na to oko, nie mamy czasu się nudzić. Co chwila intrygi, walki, lejąca się krew i zdrady. W pewnym momencie człowiek gubi się w imionach i wydarzeniach, ale to sprawia, że całość jest bardzo emocjonalna, a zakończenie wbija w fotel i zapiera dech. Jeszcze bardziej człowiek chce zdobyć kontynuację, bo jak to? Co teraz? Ostatnie rozdziały sprawiają, że nie wiemy, co się dzieje, co wiemy tylko my, a z czego zdają sobie sprawę bohaterowie i jak wszystko potoczy się dalej. Pojawia się tu także znacznie więcej postaci i choć nie poświęca się im wiele czasu, wprowadzają do historii swój temperament. I z jakiegoś powodu darzę wielką sympatią Luciena od pierwszego tomu i wcale mi to teraz nie przeszło. Mam nadzieję, że w trzecim tomie doda oliwy do ognia. A i świat stworzony przez autorkę staje przed nami otworem pozwalając poznać jego różne, nieznane mam wcześniej zakamarki.

Jednocześnie drugi tom stracił w moim mniemaniu na świeżości. Wszystko dlatego, że w bardzo dużym stopniu przypominał mi Trylogię Czarnych Kamieni, a wiadomo, że Maas miała styczność z tą serią i, najprawdopodobniej, w dużym stopniu się nią zainspirowała. O podobieństwa wspomnę w jutrzejszym materiale na kanale.

Nie zrozumcie mnie źle, ACOMAF nadal utrzymuje poziom, ale po tych wszystkich zachwytach myślałam, że będzie jeszcze lepszy. Tymczasem zachwycił mnie akcją, plot twistami i dużą ilością Rhysanda i podejrzewam, ze do gustu przypadłby mi jeszcze bardziej, gdybym nie znała serii Anne Bishop. Nie zmienia to jednak faktu, że czuć w piórze Sary lekkość i lepszy warsztat z każdą kolejną książką.

http://secret-books.blogspot.com/2017/01/drugi-tom-zawsze-lepszygorszy-dwor-mgie.html
  • 5
12.01.2017
Dwór Mgieł i Furii
Andżelika
Czytając pierwszą część Dwór Cierni i Róż byłam wstrząśnięta. Czytając już drugą część Dwór Mgieł i Furii byłam sparaliżowana. Ta książka pochłonęła mnie całą i nie wypuściła do ostatniego słowa. Długo na nią czekałam i się nie zawiodłam.
Feyra jak na nią przystało zaskakiwała mnie na każdym kroku, była coraz silniejsza. Poznałam także bliżej resztę bohaterów, ich historię, koszmary, które ich dręczą, tragedię i szczerze nikt lepiej by tego nie wymyślił niż Maas. Ona jest mistrzynią.
I kiedy już myślałam, że to wszystko zrozumiałam, choć z lękiem wierzyłam, że rozumiem co się dzieje autorka powaliłam mnie na kolona bo naprawdę nie spodziewałam się czegoś takiego, takiego rozstrzygnięcia. Byłam zła, smutna, wkurzona, wstrząśnięta, sparaliżowana, pełna sprzecznych emocji.
Z całego serca polecam Dwór Mgieł i Furii, ale także resztę dzieł Sarah!
  • 5
08.01.2017
piękna książka
agusiaf31
druga część znacznie lepsza od pierwszej, dopiero teraz zakochałam się w tych bohaterach i nie mogę doczekać się dalszych losów.
  • 5
07.01.2017
Dwór mgieł i furii
Monika Szulc
Feyra ocaliła Prythian, jednak by tego dokonać poświęciła swoje życie. Doświadczyła bólu i upokorzenia, dlatego tak bardzo liczyła na odrobinę wolności i spokoju. Niestety Kocioł nie jest łaskawy, bo Tamlin ma coraz więcej tajemnic, książę Dworu Nocy upomina się o spłatę długu, nowe moce Feyry są trudne do opanowania, a Prythian ponownie jest zagrożony. Tajemnice przytłaczają, walka przeraża, a miłość i przyjaźń mogą ocalić lub zburzyć świat.

Sarah J. Maas ma talent, który zachwycił wielu czytelników. Nie wiem jak Ona to robi, ale tworzy historie zawiłe i nieprzewidywalne, a bohaterowie zmieniają się i często szokują. Śledząc losy bohaterów dosłownie oniemiałam. Rzadko się zdarza bym znienawidziła jakiegoś bohatera, nawet tych złych potrafię zignorować, czy też zaakceptować, bo bez czarnego charakteru byłoby nudno. Jednak moja złość i mordercze zapędy rosły z każdą mijaną strona, a na końcu miałam ochotę rozszarpać Tamlina gołymi rękami. Autorka z bohaterami robi przedziwne rzeczy. Czytelnik pała do nich silnymi uczuciami. W przypadku Tamlina jest to złość i zniesmaczenie, choć każdy zapewne odbierze to inaczej. Rhysand rozkocha żeńskie grono czytelników, a w męskim wzbudzi podziw, ponieważ dla swojego Dworu jest on w stanie poświęcić wiele, nawet własną godność. Bohaterowie nie rozczarowują, a w tej części poznacie czwórkę nowych, którzy są wyraziści i szybko wkupią się w wasze łaski.



Bohaterowie mają zadanie do wykonania, do którego dążą powoli, jednak akcja nie jest nudna. Książka jest wypełniona walką, treningami, bolesnymi wspomnieniami i dialogami ostrymi jak nóż. Kiedy już wnikniecie w świat Feyry, trudno go opuścić. Rzeczywistość przedstawiona w powieści jest magiczna i piękna, lecz również przesycona okrucieństwem. Niektóre sceny są brutalne i zapadają w pamięci, dlatego iż krew nie przestaję płynąć, co raduje szerokie grono bohaterów i w pewnym stopniu również czytelnika. Wątek miłosny nie dominuję, lecz cały czas czułam napięcie między bohaterami, a towarzyszące temu wybuchy namiętności dodatkowo go podkreślały. Typowy romans z całą pewnością to nie jest, bo los Prythianu jest tu najważniejszy. Liczne gierki polityczne fascynują i zmuszają do przemyślenia każdej zawiłej wypowiedzi bohaterów. Połączenie romansu, przygody i polityki jest doskonałym pomysłem, a w wykonaniu Sarah J.Maas wręcz rewelacyjnym.


„Dwór mgieł i furii” całkowicie zdeklasował pierwszą część, co rzadko się zdarza, ale dawno nie czytałam tak dobrej książki. Nieprzerwana akcja i rozpalająca namiętność całkowicie mną zawładnęły i pragnę więcej Feyry, Rhysa, krwi i bólu! Powieść wyzwala pierwotne uczucia, szalone myśli i ogromny zachwyt nad Prythianem i jego magicznymi mieszkańcami. Polecam 6/6!
  • 5
06.01.2017
Jedna z moich ulubionych serii
Joanna Gawarecka
Uwielbiam Sarę i jej książki, ale ACOTAR pobiła wszystko. Kocham tę sagę, a Dwór Mgieł i Furii jest po prostu wspaniały. <3
  • 4
05.01.2017
Wśród mgieł i furii
Małgorzata Korba
Autorka ta od dłuższego czasu nie dawała mi spokoju, ponieważ słyszałam wiele dobrego o serii Szklany Tron i bardzo się na nią napaliłam, jednak ze względu na stos książek oraz brak funduszy musiałam jak zwykle odłożyć ten szczytny cel na później. Aż do pewnego dnia, kiedy otrzymałam informację o premierze Dworu mgieł i furii, która jest drugą częścią cyklu. Pierwszej (Dwór cierni i róż) nie czytałam, choć też wiele o niej słyszałam, ale ostatecznie postanowiłam skorzystać z okazji, w końcu nie pierwszy raz zaczynam serię nie po kolei.

Magicznie i fikcyjnie, czyli co ja o tym sądzę?
W przypadku jakichkolwiek cyklów czy serii decydujący wpływ na fabułę ma oczywiście pierwszy tom. W następnych częściach, bowiem trzeba zrealizować rozpoczęty ciąg akcji, a kreatywności często brak. Zapewne wielu z Was tak jak ja, nie raz zaczyna się nudzić i dusić w tym samym książkowym świecie, gdzie coś jest pisane na siłę i wiele można przewidzieć.
W tej książce póki co nie miałam tego problem, ponieważ tak jak wspomniałam na początku, nie miałam do czynienia z poprzednikiem i bardzo tego żałuję, ponieważ dużo wydarzeń nawiązuje do tego, co się tam wydarzyło, zwłaszcza na końcu i jest właśnie tym ciągiem. Pojawiają się też ci sami bohaterowie i było to dla mnie wielkim utrapieniem, nie wiedzieć o nich prawie nic, czy byli dobrzy czy źli. Niemniej jednak jakoś się połapałam.
Informacja świadcząca o tym, że wszystko może okazać się inne niż jest, była dla mnie kluczowa, ponieważ już przed rozpoczęciem czytania bardzo łatwo domyślić się tego, co się stanie. Miłym zdziwieniem była dla mnie obszerność książki - 766 stron - gdzie no po prostu musi wydarzyć się wiele. Pomimo tego większość książki opisuje drogę Feyry, podczas której odkrywa siebie i swój cel życiowy, a wojna, która miała być tematem przewodnim, pojawia się w postaci zalążka na samym zakończeniu, co trochę mnie zezłościło, a przez ten czas nie dzieje się tak naprawdę dużo.
O fabule mogę powiedzieć na pewno, że w całości mnie wciągnęła do swojego wnętrza, gdzie pojawił się powszechny problem książkoholika, a mianowicie chęć skończenia i nie skończenia książki. Dwór mgieł i furii niewątpliwie posiada magiczny klimat i urokliwość, choć akcja nie okazała się brawurowa. Dla mnie zbyt przewidywalna, autorka nie wykazała się tutaj zbyt wielką pomysłowością i zaskakującymi wydarzeniami, które sobie bardzo cenię, chociaż muszę przyznać, że w paru momentach czytałam w napięciu.
Niedosmak dopełniają świetnie wykreowani bohaterowie, a zwłaszcza mieszkańcy Dworu Nocy (Rhysand, Mor, Azriel, Kasian, a oprócz nich siostry Feyry, Tkaczka oraz tajemnicze królowe), którzy wprost chwytają za serce swymi historiami, ale głównie zachowaniem. Pokochałam ich z całego serca!

Wyjście z portalu - ocena
Sarah J. Maas niewątpliwie w swojej nowej książce chciała pokazać czytelnikom świat pełen magi i uczuć, gdzie niezwykle ważną rolę odgrywają przyjaciele i właściwy dobór uczuć. Cel ten został w większej części spełniony. Dwór mgieł i furii posiada nastrój, klimat, urok, a czasem nawet tajemniczość. W dużej dawce odczułam tutaj mój ukochany gatunek fantasy, a także całkiem pokaźną paletę emocji. Minusem, niestety jest fabuła, która jest zbyt przewidywalna, a pomimo tylu stronic, miałam odczucie jakby nie wiele się wydarzyło. Na moje szczęście w nieszczęściu, nadrabiają to cudowni bohaterowie oraz bardzo ciekawe zakończenie! Pozostaje mi tylko czytać szybko Dwór cierni i róż i oczekiwać na trzecią część.
A Wam moi drodzy książkomaniacy, z całego serca polecam przy filiżance czegoś dobrego!

Recenzja pochodzi z http://filizanka-ksiazkoholika.blogspot.com
  • 5
02.01.2017
"Dwór mgieł i furii" Sarah J. Maas
Fantasy World
Feyra wygrała ostatnim razem, jednak czy zło udało się ostatecznie pokonać?

Teraz, dziewczyna znajduje się na Dworze Wiosny i wkrótce będzie żoną niejakiego Tamlina - księcia Dworu Wiosny. Okazuje się jednak, że im więcej przebywa z ukochanym, tym bardziej zaczyna czuć się jak w złotej klatce - kochana, ale zamknięta na świat. A, po pokonaniu Amaranthy, dziewczyna wie jedno - nie chce być tylko pionkiem w grze. Poza tym, wciąż obowiązuje ją umowa z Rhysandem, księciem Dworu Nocy, który chce, by Feyra tydzień z każdego miesiąca spędzała na jego Dworze. W międzyczasie, do Prythianu docierają pogłoski o królu Hybernii, który grozi zarówno krainom fae, jak i śmiertelników wojną, w której zginąć mogę setki niewinnych osób, Feyra zdaje sobie sprawę, że nie może pozostawić biegu zdarzeń własnemu rytmowi. Komu powinna zaufać, by uratować Prythian?

Kiedy ostatni raz zaglądałam do Prythianu było tam niebezpiecznie i nieciekawie - rządy sprawowała bezwzględna i brutalna Amarantha, a jedyną szansą uwolnienia fae spod jarzma tyranki była niepozorna, ludzka dziewczyna. Feyra. Cudem, udało jej się pokonać władczynię, przywrócić spokój i wyzwolić lud spod niszczącej ręki królowej. Wracając do świata Prythianu, zdawałam sobie sprawę, że nic nie może wiecznie trwać - byłam jedynie ciekawa, jakie problemy tym razem zaserwuje swoim bohaterom autorka i z czym każe im się zmierzyć, by pokonać pradawne zło.

Więcej na: http://faaantasyworld.blogspot.com/2016/12/miosc-zdrada-i-przeznaczenie-dwor-mgie_31.html
  • 5
01.01.2017
Dominika Szałomska
Dominika Szałomska
Cała recenzja pod linkiem http://dominika-szalomska.blogspot.com/2017/01/136-przedpremierowo-recenzja-ksiazki.html

Najchętniej to bym Wam zaspoilerowała tak, że ho ho, jednak nie mogę, bo nie chce wam psuć radości z czytania, a wierzcie mi, musicie przeczytać ten tom. Gdy skończyła się pierwsza część, Feyra uratowała wszystkich, dostała nowe moce itd., myślałam, że to wszystko, bo co więcej można tutaj napisać, ale grubo się myliłam. Zaczęłam czytać drugi tom i im dalej szłam tym większy szok, emocje i szok i emocje i tak w kółko, a z każdą kolejną stroną to narastało, aż w pewnej chwili byłam gotowa rzucić tą książką o ścianę. Oczywiście tego nie zrobiłam, bo bym nie wiedziała jak się skończy, a to byłoby barbarzyństwem. A zakończenie.... po prostu Wow.
  • 5
31.12.2016
Warta przeczytania w 100%
kate_b
Świetna, intrygująca, nie można sie od niej oderwać.
Zobacz też