ver: 0.33

Feed The Machine

(CD)

Wykonawca:
(9)
Bestseller
66,99 zł
60,99 zł
Oszczędzasz
Wysyłamy w 24h. DARMOWA DOSTAWA do salonów empik
dostępność w salonie
Opis produktu
Posłuchaj mp3
Dane szczegółowe
Opinie klientów (1)
Dodaj recenzję
Oceń produkt:
*
*
Dodaj recenzję Powrót
W przypadku naruszenia Regulaminu, Twój wpis zostanie usunięty.
  • 5
24.06.2017
Embalmer
NICKELBACK nie spuszcza nogi z gazu. Pomimo przerwanej, z powodów choroby wokalisty (Chad Kroeger dorobił się cysty na strunach głosowych), trasy koncertowej NO FIXED ADDRESS, zespół wraca i to z niemałą rekompensatą dla swoich fanów. Oto FEED THE MACHINE. Dziewiąty studyjny album NICKELBACK, który zespół wydał pod skrzydłami wytwórni BMG. To 11 utworów wśród których nie tylko fani zespołu znajdą coś dla siebie. Co ciekawe zespół zakładał, że na dziewiątym krążku pojawi się tylko 10 utworów, ale ostatecznie na koniec dodano smaczek. Absolutną nowość. Utwór instrumentalny, którego nie znajdziecie na żadnym wcześniejszym krążku zespołu. Maszyna ruszyła... Krążek rozpoczyna tytułowy kawałek "Feed the machine". Utwór mocny nie tylko pod względem muzyki, ale i tekstu. Wokalista nie zamydla nam oczu i nie przekarmia słodkimi jak cukierki słowami, tylko aplikuje gorzką prawdę o dzisiejszym świecie zarówno tym prawdziwym jak i wirtualnym. To krytyka warta wysłuchania i zrozumienia, bo całe życie nie będziemy w stanie patrzeć na wszystko przez różowe okulary. "Coin for the ferryman" spodoba się tym którzy lubią ostre, porywające do hipnotycznego tańca kawałki. Wszak utwór jest o ostrym imprezowaniu z małym "ale". Jeśli przesadzisz z imprezowaniem, lepiej abyś miał w kieszeni monetę dla Charona, który zabierze twoją nieszczęsną duszę na tamtą stronę. Skoro temperatura i ciśnienie już nam zdrowo podskoczyły wypadałoby wypić jakiś orzeźwiający napój. I tym orzeźwieniem na tym krążku jest "Song on fire". Ballada nie tylko o miłości, ale i o.... pisaniu piosenek. Świetnie nadaje się do słuchania dla tych mocno zakochanych (sam klip do utworu po prostu wyciska łzy), ale i dla pisarzy. Szanujmy nasze dzieła. W przyszłości może staną się hitami :) Skoro naładowaliśmy już akumulatory - pora się trochę poruszać. "Must be nice" to nie tylko skoczny utwór do pląsania po parkiecie, ale i złośliwa krytyka pod adresem bogatych. Wokalista bardzo dosadnie przedstawia nam zachowanie bogatych ludzi, którzy mają w nosie prawo i innych. A macie złoci ludzie :) Teraz trochę wolniej, ale można hipnotycznie się pohuśtać. "After the rain" kierowana jest do wszystkich lubiących podumać o życiu. Nie wszyscy jesteśmy dumni z tego co w życiu robiliśmy, ale wokalista, tym swoim chropowatym głosem, mówi byśmy pamiętali o tym, że po każdym deszczu czarne niebo przeciera się i wychodzi słońce. Więc zawsze jest nadzieja na to, że można naprawić swoje błędy. Ok, deszcz już spadł, a tu.. "For the river" mocnym, ostrym brzmieniem idealnie oddaje pościg o którym mowa w tekście. A więc skoro zrobiliśmy sobie wrogów wypadałoby przed nimi dać nogę. Nad rzekę. Żeby nas nie znaleźli. A teraz do domu.. "Home" jest typowo rockową balladą. Opowiada o zdradzie, której dopuścił się wokalista, gdy był w związku ze swoją pierwszą narzeczoną. Sam mówił o tym utworze, że nie stawia (utwór) on go w dobrym świetle, ale nie można mu zarzucić bycia genialnym kawałkiem. Taka rockowa lekcja aby jednak nie zdradzać swoich ukochanych. W pustym domu za wiele nie wskóramy. Skoro już przeszliśmy go niczym duchy, pora zastanowić się nad ideą zdrady. "The Betrayal" (Act III) to chyba najmocniejszy kawałek na tym krążku. Nie wpada on może w najmocniejsze brzmienie jakie może nam zaserwować zespół, ale do kołysanek bym tego nie zaliczyła. Wokalista, przy pomocy swojego charakterystycznego, chropowatego głosu, wspartego niezwykle klimatycznym intro wprowadza nas potem w tematykę zdrady, korzystając przy tym z obrazu Judasza, który za 30 srebrników sprzedał Jezusa. Mocne i dające wiele do myślenia. Podobnie jak kolejny kawałek. "Silent majority". Tu, przy akompaniamencie ostrzejszych dźwięków, panowie przemawiają za tych maluczkich, których cichutkie prośby czy nawoływania giną wśród gwaru tych najgłośniejszych krzykaczy. Warto i przy tym kawałku się zatrzymać i podumać. Może jak zbierzemy tych cichych i pozwolimy im w końcu dojść do głosu, w świecie będzie ciut lepiej? "Every time we're together" to z kolei kawałek nawiązujący w jakiś sposób do "Photograph". Z tą różnicą, że panowie już dorośli i zaczynają wspominać oraz patrzeć na wszystko z tego właściwego, dorosłego punktu widzenia. W tych ich wspomnieniach jest trochę krytyki, ale i sentyment. Wszak dzięki temu stali się tymi ludźmi, którymi są dziś. Ładne zamknięcie, ale nie absolutne. Skoro już przeszliśmy z nimi wyboistą drogę możemy spokojnie położyć się na kanapie i przemyśleć wszystko, delektując się jednocześnie.... "The Betrayal"(Act I) Dobre dla ducha. Wpada w ucho i szczerze powiedziawszy, czekam z niecierpliwością na wersje koncertowe. A co do albumu - polecam gorąco.
Zobacz też