ver: 0.33

Ho! (Reedycja)

(CD)

Wykonawca:
(13)
DARMOWA DOSTAWA do salonów empik
produkt niedostępny dodaj do schowka ›
dostępność w salonie
Opis produktu
Posłuchaj mp3
Dane szczegółowe
Opinie klientów (11)
Dodaj recenzję
Oceń produkt:
*
*
Dodaj recenzję Powrót
W przypadku naruszenia Regulaminu, Twój wpis zostanie usunięty.
  • 4
11.10.2016
dobre bo polskie
anonymous
Ciąg dalszy hejomanii. Dużo lepsze brzmienie i realizacja niż na debiucie choć mniej przebojowo
22.09.2016
HO
beatam84
Pięknie jest wrócić do tych starych utworów. Brakuje tylko kasety i magnetofonu:)
03.06.2016
M
Michał
Nic dodać nic ująć po prostu Hey. Polecam !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
31.05.2016
Polecam
EMac
Jedna z moich ulubionych płyt Hey, świetne gitarowe brzmienia.
  • 5
24.07.2015
Tylko Hey!
drahcyr
Nie wyobrażam sobie nie posiadać tego albumu w płytotece! Znane i szanowane kawałki Hey. Dzięki za reedycję!
  • 5
10.07.2015
opinia
mariusz raczkowski
klasyka polskiego rocka w najlepszym wydaniu - polecam
02.06.2015
HO
VLAD TEPES


Po oszałamiającym sukcesie pierwszej płyty Hey stał się wielką gwiazdą polskiej sceny rockowej wczesnych lat 90-tych. Przykłady wielu zespołów z przeszłości pokazują, że nagranie drugiej płyty równie dobrej jak debiut to zadanie trudne i to nawet bardzo. Na wydanej rok po "Fire" (przeczytaj recenzję "Fire") dwójce szczecinianie potwierdzili jednak swój potencjał, a co najważniejsze - nie zamknęli się w jednej stylistyce, tylko zaczęli (wprawdzie ostrożne) poszukiwanie własnej drogi. Pewnie miał na to wpływ fakt, że Piotr Banach - autor muzyki na pierwszym krążku - dał tym razem szansę wykazania się reszcie kapeli. "O drugim policzku" napisał Marcin Żabiełowicz, natomiast "Have A Nice Day" i "That's A Lie" są autorstwa basisty Jacka Chrzanowskiego.

Nie ma się co jednak spodziewać zdecydowanej wolty stylistycznej. Znaczną część utworów ciągle da się określić mianem grunge'u w rodzimym wydaniu, wpływy są oczywiste. Takie utwory, jak "Empty Page" czy "That's A Lie" wydają się to potwierdzać. Ciężki riff, ostry śpiew Nosowskiej - wszystko na swoim miejscu można by rzec. Podobnie jest na przykład w "Between", najlepszym tak dosłownie grunge'owym numerze na płycie ( i chyba też najcięższym). Jednak mimo tego, że Hey nie zrezygnował z formuły grania zza oceanu, to dodał kilka elementów wyróżniających "Ho!" na tle niszy, w której się muzycy poruszali.

W takim "O drugim policzku" więcej mamy tradycyjnego rocka niż muzyki spod znaku Soungarden. W drugiej części utworu ucho można zawiesić na świetnej, choć strasznie krótkiej gitarowej solówce. "Ja, Sowa" to rasowa rockowa ballada z zagranymi na gitarach akustycznych zwrotkami i mocnymi refrenami, a nad wszystkim góruje silny jak zwykle wokal Nosowskiej. Połamany rytmicznie "Have A Nice Day" autorstwa Chrzanowskiego - poza nieco inną od innych kawałków strukturą - zwraca uwagę również dobrym solo. W "Cudownie" mamy do czynienia z odrobinę psychodelicznymi klimatami, które w połączeniu z wokalem robią duże wrażenie. Cały kawałek wykorzystuje orientalne motywy i taka jest też gitarowa solówka ? wciąga. "Is It Strange" przenosi muzykę Hey w stronę bluesa. Gdzieś wyczytałem, że Kasia brzmi w tym kawałku jak Janis Joplin i wcale nie ma w tym stwierdzeniu przesady.

Pora na hity bądź też kawałki, które najbardziej odbiegają stylistycznie od debiutu. Utrzymany w średnich tempach "Maliny się kończą" kojarzy się z niektórymi dokonaniami Alice In Chains, ale takiej piosenki na "Fire" nie było. A jest niezwykle udana. "Misie" to chyba najbardziej znana kompozycja z "Ho!". Śpiewana niskim głosem, ze świetnym, zapadającym w pamięć refrenem, jest jasnym punktem albumu. Trudno pozbyć się jej z głowy także ze względu na motoryczny riff i po raz kolejny solo gitarowe. W ogóle muszę przyznać, że w porównaniu z debiutem jakość solówek bardzo się poprawiła.

Cholernie zaraźliwa jest melodia "Niekoniecznie o mężczyźnie" - z lekka funkującej kompozycji, która może nie pasuje do reszty piosenek, ale mnie rozbraja. I ten tekst! Dużo poważniej robi się w dwóch kolejnych numerach. "Chyba" to taka mini ballada trwająca zaledwie minutę, z przejmującym (na swój sposób) romantycznym tekstem. Krótkie, ale rewelacyjnie się słucha. No i na deser piosenka tytułowa, która w zamierzeniu miała chyba być numerem podobnym do "Mojej i Twojej nadziei" z jedynki. Nie do końca się to udało, utwór jest przejmująco smutny, ale nie całkiem przekonuje muzycznie, choć tekst jest bardzo dobry.

Jeśli o tekstach mowa... Tym razem Nosowska skupia się na niezbyt wesołych sprawach - takich, jak problemy współczesnej rodziny ("Misie") czy cierpieniach miłości, dodajmy, że niekoniecznie spełnionej ("Chyba", "Maliny się kończą"). Wyjątkiem jest tu groteskowy i ironiczny tekst "Niekoniecznie o mężczyźnie" i "Cudownie".

"Ho!" ugruntował pozycję Heya na polskiej scenie i pokazał, że zespół nie ma zamiaru zamknąć się w jednej stylistyce, że stać go na eksperymenty. Moim zdaniem drugi album nie miał jednak takiej siły oddziaływania, jak "Fire" - i stąd moja ocena płyty to 8.
02.06.2015
HO
VLAD TEPES


Po oszałamiającym sukcesie pierwszej płyty Hey stał się wielką gwiazdą polskiej sceny rockowej wczesnych lat 90-tych. Przykłady wielu zespołów z przeszłości pokazują, że nagranie drugiej płyty równie dobrej jak debiut to zadanie trudne i to nawet bardzo. Na wydanej rok po "Fire" (przeczytaj recenzję "Fire") dwójce szczecinianie potwierdzili jednak swój potencjał, a co najważniejsze - nie zamknęli się w jednej stylistyce, tylko zaczęli (wprawdzie ostrożne) poszukiwanie własnej drogi. Pewnie miał na to wpływ fakt, że Piotr Banach - autor muzyki na pierwszym krążku - dał tym razem szansę wykazania się reszcie kapeli. "O drugim policzku" napisał Marcin Żabiełowicz, natomiast "Have A Nice Day" i "That's A Lie" są autorstwa basisty Jacka Chrzanowskiego.

Nie ma się co jednak spodziewać zdecydowanej wolty stylistycznej. Znaczną część utworów ciągle da się określić mianem grunge'u w rodzimym wydaniu, wpływy są oczywiste. Takie utwory, jak "Empty Page" czy "That's A Lie" wydają się to potwierdzać. Ciężki riff, ostry śpiew Nosowskiej - wszystko na swoim miejscu można by rzec. Podobnie jest na przykład w "Between", najlepszym tak dosłownie grunge'owym numerze na płycie ( i chyba też najcięższym). Jednak mimo tego, że Hey nie zrezygnował z formuły grania zza oceanu, to dodał kilka elementów wyróżniających "Ho!" na tle niszy, w której się muzycy poruszali.

W takim "O drugim policzku" więcej mamy tradycyjnego rocka niż muzyki spod znaku Soungarden. W drugiej części utworu ucho można zawiesić na świetnej, choć strasznie krótkiej gitarowej solówce. "Ja, Sowa" to rasowa rockowa ballada z zagranymi na gitarach akustycznych zwrotkami i mocnymi refrenami, a nad wszystkim góruje silny jak zwykle wokal Nosowskiej. Połamany rytmicznie "Have A Nice Day" autorstwa Chrzanowskiego - poza nieco inną od innych kawałków strukturą - zwraca uwagę również dobrym solo. W "Cudownie" mamy do czynienia z odrobinę psychodelicznymi klimatami, które w połączeniu z wokalem robią duże wrażenie. Cały kawałek wykorzystuje orientalne motywy i taka jest też gitarowa solówka ? wciąga. "Is It Strange" przenosi muzykę Hey w stronę bluesa. Gdzieś wyczytałem, że Kasia brzmi w tym kawałku jak Janis Joplin i wcale nie ma w tym stwierdzeniu przesady.

Pora na hity bądź też kawałki, które najbardziej odbiegają stylistycznie od debiutu. Utrzymany w średnich tempach "Maliny się kończą" kojarzy się z niektórymi dokonaniami Alice In Chains, ale takiej piosenki na "Fire" nie było. A jest niezwykle udana. "Misie" to chyba najbardziej znana kompozycja z "Ho!". Śpiewana niskim głosem, ze świetnym, zapadającym w pamięć refrenem, jest jasnym punktem albumu. Trudno pozbyć się jej z głowy także ze względu na motoryczny riff i po raz kolejny solo gitarowe. W ogóle muszę przyznać, że w porównaniu z debiutem jakość solówek bardzo się poprawiła.

Cholernie zaraźliwa jest melodia "Niekoniecznie o mężczyźnie" - z lekka funkującej kompozycji, która może nie pasuje do reszty piosenek, ale mnie rozbraja. I ten tekst! Dużo poważniej robi się w dwóch kolejnych numerach. "Chyba" to taka mini ballada trwająca zaledwie minutę, z przejmującym (na swój sposób) romantycznym tekstem. Krótkie, ale rewelacyjnie się słucha. No i na deser piosenka tytułowa, która w zamierzeniu miała chyba być numerem podobnym do "Mojej i Twojej nadziei" z jedynki. Nie do końca się to udało, utwór jest przejmująco smutny, ale nie całkiem przekonuje muzycznie, choć tekst jest bardzo dobry.

Jeśli o tekstach mowa... Tym razem Nosowska skupia się na niezbyt wesołych sprawach - takich, jak problemy współczesnej rodziny ("Misie") czy cierpieniach miłości, dodajmy, że niekoniecznie spełnionej ("Chyba", "Maliny się kończą"). Wyjątkiem jest tu groteskowy i ironiczny tekst "Niekoniecznie o mężczyźnie" i "Cudownie".

"Ho!" ugruntował pozycję Heya na polskiej scenie i pokazał, że zespół nie ma zamiaru zamknąć się w jednej stylistyce, że stać go na eksperymenty. Moim zdaniem drugi album nie miał jednak takiej siły oddziaływania, jak "Fire" - i stąd moja ocena płyty to 8.
27.02.2015
Opis
Krzysiek503
Świetna płyta. Polecam stare dobre piosenki. Najlepsza płyta zespołu Hey moim zdaniem
  • 5
21.02.2015
Klasyka
stachu_44
Na prawdę świetna płyta, reedycja to był doskonały pomysł
  • 5
04.10.2014
Klasyka
Krzysztof Florek
Hey to klasyczny polski grunge. Ich stare płyty miotą w podłogę. "Ho" jest tego dobrym przykładem. Czekałem długo na reedycję i się doczekałem :)
Zobacz też