ver: 0.33

Manwhore. Tom 2. Manwhore + 1

(okładka miękka)

Autor:
(46)
  • Czytaj fragmentFragment
36,90 zł
30,99 zł
Oszczędzasz
Wysyłamy w 24h. DARMOWA DOSTAWA do salonów empik
dostępność w salonie
Opis produktu
Dane szczegółowe
Opinie klientów (31)
Dodaj recenzję
Oceń produkt:
*
*
Dodaj recenzję Powrót
W przypadku naruszenia Regulaminu, Twój wpis zostanie usunięty.
30.03.2017
Aleksandra Szoć
www.stanzaczytany.pl Po poprzedniej części, gdzie wszystko zakończyło się tragicznie dla czytelników, nie mogłam opuścić kolejnego tomu, w którym Saint mógłby przywrócić naszą wiarę w lepsze zakończenie. Autorka dopiero przy Real zadebiutowała na polskim rynku, więc nie każdy z nas jest w stanie określić, co dzieje się w jej umyśl. Poprzednia seria różni się od tej, które Wydawnictwo Kobiece dało nam do rąk. Czy lubi zaskakiwać czytelnika niespodziewanym, a może i złym zakończeniem? Czy lubi happy ending? W jaki sposób druga część będzie wyróżniać się od pierwszej? Zapraszam do przeczytania recenzji. Przyznam szczerze, że nie wiedziałam czego się spodziewać. Romanse erotyczne zwykle mają charakterystyczną cechę, bowiem zazwyczaj spotykamy klasyczny wzór: seksowny mężczyzna, pożądanie, obsesja, miłość, problematyka i pierścionek lub nieplanowana ciąża. Zachwyt nad zachwytami. Na rynku możemy spotkać tysiące takich książek, więc autorki muszą dobrze zastanowić się nad unikatową fabułą. Muszą dać nam na tacy coś, czego jeszcze nie próbowałyśmy. Coś, czego jeszcze nie zwiedziliśmy. I choć Manwhore nie dało nam z początku czegoś nowego - ,,seksiak" i dziennikarka (przyp.) - to i tak pierwsza część miała coś w sobie. Coś takiego, co nie pozwoliło nam oderwać się od lektury i powstrzymywaliśmy się ostatkiem sił od tego, aby odwiedzić Wydawnictwo Kobiece i zażądać natychmiastowego wydania kolejnej części. W końcu wydały. Jaka więc jest druga część? Właściwie to trzymająca w napięciu. Jak cholera. Z powodu pierwszej części bałam się, że w drugiej znowu znajdą u siebie nawzajem jakiś powód, dla którego będą chcieli się rozdzielić. Nie ufałam nikomu. Śmierdziało mi podejrzliwością, intrygą. Rozmyślałam nawet o tym, czy Saint (czyt. mój mąż) przypadkiem nie chce się zemścić. Dodatkowym bonusem był jego ojciec, który również pojawił się w książce. Rozsadzało mnie. Niby to lekka lektura, lekki romans, ale siedziałam jak na szpilkach, obawiając się tego, co mogę zastać dalej. Taki niby thriller. Ale było również kolorowo. Cukierki, kwiatki, barwy tęczy fruwały, kiedy czytałam o tym, jak ich serca zbliżały się do siebie. Tak bardzo pragnęłam, aby oboje zobaczyli w sobie przyszłość. Dlatego też przy każdym zbliżeniu mój wzrok pieścił kartki. Moje serce się uśmiechało. Powieść napisana jest lekkim piórem, dzięki czemu szybko pochłania nas świat Manwhore. Zarówno pierwsza, jak i druga część należą do grupy powieści, które mogłabym czytać wielokrotnie. I z całą pewnością to uczynię, bo historia niesamowicie mnie wciągnęła. Spędzony wieczór z Manwhore to idealny powód, przez który musiałam oczyścić się z nerwów dnia codziennego. Odizolowana od zewnętrznego świata żyłam w fikcyjnym świecie. Wiem, że pojawiły się różne opinie - między innymi na temat głównej bohaterki. Co prawda, trochę była irytująca, ale każde jej działanie uzasadniałam napływającymi emocjami. Dlatego też nie miałam żadnych uwag odnośnie charakterystyki postaci. Każda strona była dla mnie intrygująca. Mało się działo, jedynie (jak już wcześniej wspomniałam) obawiałam się o rozwój sytuacji, ale mimo wszystko bardzo podobało mi się zestawienie wydarzeń. Po nerwach przy pierwszej części, druga stanowczo uciszyła nasze serce. Szczerze polecam miłośniczkom romansów erotycznych. Ocena: 5+/6
  • 5
16.03.2017
Manwhore
Heather
Po niezwykle emocjonującym zakończeniu pierwszego tomu, za nic nie mogłam przepuścić przeczytania kontynuacji. Znacie ten problem, gdy finał doprowadza niemal do szału, bo za nic nie wiadomo co wydarzy się dalej, a do premiery drugiej części pozostało jeszcze trochę czasu? Tak właśnie było w moim przypadku, gdy sięgnęłam po pierwszy tom serii Manwhore. Katy Evans nieźle namieszała mi w głowie, bo pozostawiła mnie w rozsypce po tym, jak zakończyły się losy Malcolma i Rachel. Przyznaję, że nie tego spodziewałam się sięgając po jej serię - miała to być przyjemna lektura do poczytania, odłożenia na półkę i pewnie zapomnienia w późniejszym czasie. A jednak Evans naprawdę mnie zaskoczyła pisząc powieść miłosną z zabarwieniem erotycznym, która przede wszystkim ciekawiła swoją treścią i wydarzeniami. Losy bohaterów wciągnęły mnie do tego stopnia, że całą historię przeczytałam w jeden wieczór, podobnie z resztą jak i drugi tom, który okazał się kontynuacją na dokładnie takim samym poziomie. W całej historii największym atutem bez wątpienia są bohaterowie. O dziwo role się odwróciły i to nie postać męska okazała się tą złą, bo główną winowajczynią wydarzeń z pierwszego tomu była Rachel. I to ona miała za zadanie odpokutować w kontynuacji. Oczywiście Malcolm miał swoje za uszami, okazał się typowym bohaterem, który przypomina odrobinę Greya - wycofany, ale waleczny i dążący do swoich celów biznesmen, który ma kieszenie pełne pieniędzy. I który ma wszystkie kobiety świata na zawołanie. A jednak decyduje się obdarzyć pierwszą i niepodważalną miłością właśnie Rachel, która nie wyróżnia się niczym szczególnym na tle innych kandydatek startujących do roli jego księżniczki. Właśnie taka kreacja tych bohaterów mnie do siebie przekonała - proste osobowości, które popełniają błędy, ale które zostały obdarzone przez autorkę takimi charakterami, które nie drażnią czytelnika a zdobywają jego sympatię. Polubiłam Malcolma, który jest chyba moim ulubionym męskim charakterem w powieściach erotycznych, bo wie czego chce i jednocześnie nie zamęcza swoim nabuzowanym testosteronem. To samo dotyczy Rachel - dziewczyna popełniająca błędy, która reflektuje się i reorganizuje swoje cele, ale nie nudzi, nie drażni i nie irytuje. Miło czyta się o losach takich bohaterów, którzy doskonale odnaleźli się w fabule i zostali przyjemnie wykreowani. Ale to dopiero połowa sukcesu. Żeby wrzucić dobre postacie do jeszcze lepszej fabuły, trzeba się trochę napracować, a Evans postawiła raczej na grey'owy schemat (bogaty biznesmen i zagubiona dziennikarka). Jednak ten był widoczny mocno w pierwszym tomie, bo "Manwhore +1" to historia prowadzona już w innym świetle. Wydarzenia praktycznie opierają się tylko na odbudowie relacji między dwójką głównych bohaterów i szukaniu wzajemnego porozumienia. W tle przejawia się wątek problemu z redakcją magazynu "Edge" w którym pracuje Rachel, ale to jedynie krótki wątek bardziej wprowadzający przeszłość Malcolma do fabuły niż jakiś nieoczekiwany obrót wydarzeń. Dlatego uważam, że drugi tom utrzymany jest stylem i kreacją bohaterów na równie dobrym poziomie co część pierwsza, ale już fabułą tym razem bardziej zyskuje w oczach czytelnika. I co najważniejsze - same sceny erotyczne nie balansują na granicy i nie gorszą, są bardziej przerywnikiem niż centralnym punktem. "Manwhore +1" to przyjemna kontynuacja, która usatysfakcjonowała mnie rozwojem wydarzeń. To dla wstrzymującego dech zakończenia sięgnęłam po drugi tom, ale wciągnęłam się do historii tak bardzo, że już wyczekuję trzeciego - finałowego tomu. To naprawdę dobra seria, może nie idealna, bazująca na znanych schematach, ale bardzo przyjemna i umilająca wolny czas. Intrygujący bohaterowie (to najważniejsze!), przemyślane rozwinięcie wydarzeń i ciekawa fabuła to połączenie dobrej serii, po którą naprawdę warto sięgnąć. Ze swojej strony - polecam!
  • 5
09.03.2017
Manwhore +1
magdalenamarciniak@op.pl
Przedstawiam Wam dziś jedną z bardziej wyczekanych kontynuacji serii, „Manwhore +1″ Katy Evans od Wydawnictwo Kobiece. Pierwsza część cyklu zakończyła się w takim momencie, że ciekawość i oczekiwanie na dalsze losy Rachel i Malcoma Sainta niesamowicie się dłużyła. Jednak w końcu nasza cierpliwość została nagrodzona. Po rozczarowaniu jakiego najbardziej pożądany mężczyzna doznał panną Livingstone żaden ze scenariuszy ich dalszej historii nie wydaje się pewny. Jest jednak pewna siła, która ciągnie tą dwójkę do siebie. Siła, która nazywana jest przez naszych bohaterów uzależnieniem czy nawet obsesją na swoim punkcie. Czy będą w stanie zacząć swoją przygodę od nowa? Czy Saint, który może przebierać w kobietach zaryzykuje i zaufa Rachel? Przekonajcie się sami. Często w róznych seriach możemy spotkać się z pewnym trendem, że po rewelacyjnym otwarciu serii drugi tom jest słabszy. Jednak to nie dotyczy „Manwhore +1″, autorka zdecydowanie nie daje nam odczuć znużenia historią. Wręcz przeciwnie cały czas trzyma nas w niepewności i nerwowym oczekiwaniu co dalej? Dreszczyk pożądania, bardzo zmysłowe lecz nie wulgarne sceny erotyczne plus niezwykle plastyczny i lekki przekaz to niewątpliwa siła tej książki. Wykreowani bohaterowie urzekają czytelnika, chętnie przenieślibyśmy sie do ich świata i choć przez chwilę potowarzyszyli im w codziennym życiu. Kto z nas nie chciałby choć raz odbyć rejsu „Zabawką”? Świetna, lekka, zmysłowa historia, która pobudza zmysły i dodaje pikanterii codzienności. Serdecznie polecam. Świetna wiadomość jest taka, że już 25.05.2017 premiera ostatniego tomu „Ms. Manwhore”.
  • 5
08.03.2017
http://www.wachajac-ksiazki.pl/2017/03/katy-evans-manwhore1.html
Wąchając książki
Naprawdę rzadko zdarza mi się czytać książki, których kontynuacji wyczekuję ze zniecierpliwieniem. A właśnie tak było przy Manwhore+1, którego byłam niezwykle ciekawa i postanowiłam, że przeczytam kontynuację jak najszybciej. Chciałam więcej i więcej, zresztą nadal chcę. A jednak trochę się obawiałam, ponieważ zakończenie pierwszego tomu zbiło mnie z tropu oraz złamało serce. Jak się później okazało, nie było się czego bać i Evans rozniosła wszystkie stereotypy i ckliwe powroty, o których czytałam do tej pory. Dla osób, które miały już do czynienia z pierwszym tomem, wiedzą, jak burzliwie zakończyła się historia Sainta oraz Rachel. Natomiast osobom, które nie poznały jeszcze Manwhore, oczywiście nic nie zdradzę na ten temat. Skuszę się jednak i uchylę rąbka tajemnicy: lepszego rozwinięcia nie mogłam sobie wymarzyć. Evans osiągnęła idealną równowagę między złamanym sercem, tęsknotą, pożądaniem, szczęściem, smutkiem i tęsknotą. Akcja rozgrywa się spokojnie, ale również nie jest przeciągana w nieskończoność. Autorka zaskakuje, igra z ogniem i wpuszcza swoich bohaterów w sam środek uczuciowego huraganu. Jak już wspomniałam przy okazji recenzji pierwszego tomu, Rachel jest jedną z moich ulubionych postaci żeńskich. Nie jest zbyt wyidealizowana, lecz wykreowana jako kobieta z wadami jak również wieloma zaletami. Szczerze zaskoczyła mnie jej przemiana, ale również uczucia. Zazwyczaj w podobnych sytuacjach autorzy starają się wszystko obrócić tak, żeby płeć piękna była jak najmniej winna, a Katy Evans zaprezentowała to zupełnie z innej strony, nie owijając w bawełnę. O Malcolmie Saintcie nie będę pisać za dużo, ponieważ tego bohatera trzeba poznać samemu. Nie jest schematyczny, święty ani zbyt nieosiągalny i niedościgniony. Sytuacja z przyjaciółkami Rachel znacznie się poprawiła, zresztą ich relacja była nieco odsunięta na bok, bardziej niż w Manwhore, za co jestem ogromnie wdzięczna autorce, ale jednocześnie brakowało mi znajomych Sainta. Powieść Evans czyta się bardzo szybko, niezwykle przyjemnie i lekko. Relacje między bohaterami nie są wymuszone, wydarzenia są bardzo skrupulatnie przeprowadzone, a sceny miłosne gorące i barwne. Manwhore+1 to nie tylko kontrowersyjny tytuł, ale również tematyka i pomysł, bo przecież jak może winna być czemuś kobieta? Polecam niezwykle gorąco i namawiam do wyczekiwania kolejnych niesamowitych historii spod pióra Katy Evans, która naprawdę mocno mnie zaskoczyła!
  • 4
04.03.2017
Zanurz się w książkach rodem z Niebios mówi, że..
Natalia Zdziebłowska
Rachel popełniła błąd - zakochała się. Nieodpowiednio ulokowane uczucie okazuje się niekorzystne dla obojga stron. Malcolm odcina się od kobiety i nie pozwala jej na ponowne zbliżenie. Czy Rachel zdoła ponownie wkroczyć do życia Sainta? Czy mężczyzna zdoła wybaczyć jej zdradę? Oto nowa historia Malcolma i Rachel, która ponownie oczarowuje czytelnika. Przyznam się, że tę część książki czytało mi się znacznie mniej łapczywie, niż jej poprzedniczkę. Co prawda z wielką niecierpliwością czekałam na tę kontynuację, lecz mimo wszystko nieco mnie zawiodła. Akcja na początku rozgrywa się dość intensywnie, lecz później nieco słabnie i przygasa. Dopiero zakończenie zbudziło we mnie ponowną ekscytację. Malcolm Saint jest typem mężczyzny, którego otacza wianuszek wiernych fanów. Po sytuacji jaka go spotkała ze strony Rachel, Saint zamyka się w sobie i tym samym odcina się od społeczeństwa. Podobnie jest z Rachel. Kobieta po rozstaniu staje się drwiną i otoką nienawiści przez liczne osoby. Każdy kto zna i uwielbia Malcolma, jest wrogiem Rachel. Cały świat zwrócony jest na tych dwojga, a miłosna gra pomiędzy nimi dopiero się rozpoczyna… Bardzo się cieszę, że pomimo lekkich minusów powieść została przeze mnie doczytana. Lekturę czytało mi się długo, lecz mimo tego, mogę dodać ją do polecanych. Styl i język autorki to pozytyw sam w sobie. Są to jedne z tych elementów, które działają na plus w powieści. Pomimo wszelkich minusów mam ochotę na dokończenie serii. Czuję, że ostatnia część tej trylogii może okazać się bardzo interesująca, ponieważ wiązać się będzie z wielką niewiadomą. Niby wiem, czego można się po niej spodziewać, ale czuję, że będzie to miła przygoda.
  • 5
02.03.2017
rewelacyjnie
Natalia
kontynuacja tom II jest rewelacyjna! nie myślałam. ze tego typu książki mi się spodobają kupiłam. pod wpływem impulsu i o matko mój impuls był szybszy czytając.....
  • 5
01.03.2017
Polecam
Beata Matuszewska
Jakiś czas temu wpadła mi do rąk książka Manwhore, której nie mogłam się oprzeć. Powieść ta wzbudziła na nowo wiele uczuć „nawet te dawno zapomniane”. Niedawno swoją premierę miała „Manwhore +1”. Oczywiście nie mogłam postąpić inaczej jak przeczytać następną część losów Rachel i Malcolma. Rachel nie może wybaczyć sobie, że podjęła się napisania artykułu, ale drugiej strony nie poznałaby ukochanego. Od dnia publikacji artykułu w magazynie „Edge” minęło cztery długi tygodnie. Rachel zjawia się w M4 na spotkanie, ale nie wie, co tak naprawdę ją tam czeka. Malcolm zachowuje dystans do dziewczyny, ale czy potrafi wybaczyć ukochanej? Zrządzenie losu i pojawienie się ojca Malcolma na drodze tych dwojga może wywołać chaos w ich życiu. Czy tym razem dziewczyna da się wplątać w dziwny układ? A może druga szansa od ukochanego pozwoli Rachel się zrehabilitować i weżnie los w swoje ręce? Jesteście gotowi na kolejną wybuchową i ekscytującą książkę Katy Evans. Bo ja zaryzykowałam a co będzie dalej sami się przekonajcie. Katy Evans wraz z mężem, dwojgiem dzieci i trzema leniwymi psami mieszka w Południowym Teksasie. W wolnych chwilach chętnie chodzi na wycieczki, czyta, piecze i spędza czas z rodziną i przyjaciółmi. Więcej informacji na temat Katy Evans i jej kolejnych książek możemy znaleźć na https://www.facebook.com/AuthorKatyEvans. Uwielbia kiedy czytelnicy do niej piszą. "Podobnie jak tysiąc kobiet przede mną, zakochałam się w ulubionym kawalerze tego miasta. I już nigdy nie będę taka jak wcześniej." Autorka książki zafundowała nam kolejną fenomenalną książkę, która rozpala i porusza nawet te najtwardsze serca. Poruszane są trudne tematy o miłości i zaufaniu a na to ostatnie naprawdę trzeba sobie bardzo zapracować, aby je odzyskać. Tak właśnie chce postąpić Rachel, aby odzyskać miłość Malcolma. Katy Evans kolejny raz napisała powieść pełną emocji, która kipi erotyzmem. Książka jest napisana ze smakiem a każda scena zbliżeń jest tak opisana, że nie trudno obie wyobrazić zamykając oczy i snuć fantazje. Czytając doświadczamy zmiany, jakie następują w Malcolmie z gorącego playboya zmienia się przy ukochanej kobiecie u swego boku. "Jesteś jedynym niebem, które dla mnie istnieje Rachel. A nawet gdybyś była piekłem, grzeszyłbym całe moje życie, żeby tylko być z Tobą." Malcolma i Rachel pokochałam już od samego początku i od pierwszej strony kibicowałam, aby wszystko potoczyło się tak jak powinno. Podoba mi się również styl i język, jakim jest napisana książka, co bardzo dobrze i szybko czyta się. Muszę jeszcze wspomnieć o okładce książki, która jak najbardziej zwróciła moją uwagę. Przyciąga wzrok i elektryzuje snułam domysły, że zastanę wiele scen erotycznych i znalazłam, ale nie to, na co liczyłam. „Manwhore +1” jest to jedna z nielicznych książek, po które jeszcze nie raz przeczytam. Historia zapada w pamięci i mogę z czystym sumieniem polecić ją każdemu. Jeśli nie czytaliście pierwszej "Manwhore" część to musicie nadrobić, aby można dowiedzieć się, o co toczy się akcja książki. Jeśli jesteście gotowi na gorący romans z lekką nutą uniesień na spokojne wieczory to ta książka jest właśnie dla ciebie. Serdecznie polecam :) www.recenzje-beaty.blogspot.com
  • 5
28.02.2017
Manwhore +1
Królewskie Recenzje
Losy Sainta i Rachel poznaliśmy już w poprzednim tomie. Połączyła ich gorąca miłość, jednak nie wszystko potoczyło się tak, jak oboje tego chcieli. On poczuł się oszukany przez jedyną kobietę, której zaufał. Ona czuje się okropnie z tym jak go zraniła. Ich drogi się rozeszły. Ale mają szansę się po raz kolejny połączyć bowiem Malcom po czterech tygodniach rozłąki proponuje spotkanie. Rachel wiąże z tym wielkie nadzieje. Jednak Saint wcale nie chce się spotkać po to, by porozmawiać o tym co zaszło, ale ma dla niej zupełnie inną propozycję... Rachel nie tak wyobrażała sobie to spotkanie. Saint stał się bardzo zimny. Na dodatek nie zamierzał rozmawiać o nich, ale... zaproponował jej pracę. Rachel jednak nie poddaje się i planuje walczyć o swoje uczucie, o mężczyznę, którego kocha. W tej części wszystko toczy się bardzo spokojnie i harmonijnie. Bohaterowie są bardzo ostrożni, nie chcą się zranić nawzajem, pragną odbudować swój związek. Ponadto Saint boi się ponownie zaufać, bo Rachel już raz go zawiodła, a dla niego zaufanie jest czymś najważniejszym. Rachel z kolei boi się odrzucenia. Przez to wszystko, cała akcja początkowo wolno się rozkręca, a czytelnik z niecierpliwością czeka jak ułożą się losy tej pary. Nie można jednak powiedzieć, że początek książki jest nudny. Wręcz przeciwnie. Obfituje w piękne, magiczne sceny, które aż kipią od romantyzmu. Nie są za to skupione na seksie, co jest wielkim plusem. Przez zbyt wiele takich scen książka straciłaby na wartości i stałaby się zbyt schematyczna. Trzeba przyznać, że ostatnio jest zbyt wiele książek, w których nic się nie dzieje poza łóżkiem. Tutaj jednak autorka pokazała różne aspekty związku i za to należą jej się ogromne brawa. Pierwsza część zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. A zakończyła się w takim momencie, że aż można uznać to za zbrodnię. Na dodatek na kontynuację musiałam czekać bardzo długo, zbyt długo... Ale w końcu doczekałam się. Trochę się jednak obawiała czy po tak fenomenalnym początku, Manwhore +1 nie okaże się totalna klapą. Ku mojej ogromnej radości, książka sprostała moim oczekiwaniom. Ba! Nawet je przerosła, bowiem drugi tom jest o niebo lepszy od poprzedniego. Zawiera w sobie jeszcze piękniejsze sceny, wspaniałe dialogi i te reakcje Rachel- po prostu cudowne! Nic tylko czekać na kolejny tom!
  • 4
28.02.2017
@donka.reads
Dominika P.
Powieść Katy Evans obudziła we mnie wiele emocji. Zaintrygowała, rozśmieszyła, rozpaliła, znudziła i nieraz zaskoczyła. "Manwhore +1" jest to kultowy romans, którego początki możecie przeczytać w pierwszej części tej serii. W tym tomie miłość Rachel i Malcolma iskrzy dalej. Jest naprawdę gorąco i chociaż nie jestem wielką zwolenniczką literatury z wątkami pornograficznymi, ta bardzo przypadła mi do gustu. Nie czytałam pierwszej części, niemniej jednak nie przeszkodziło mi to w poznaniu bohaterów i odnalezieniu się w sytuacji. Całą powieść czyta się z zaskakującą łatwością więc polecam ją szczególnie osobom chcącym przeczytać "coś dobrego", a które niekoniecznie mają mnóstwo wolnego czasu. Tę książkę się po prostu w mgnieniu oka "pożera". Oczywiście główny bohater to bogaty do granic możliwości i tak samo przystojny playboy. Do tego niegrzeczny, tajemniczy i jednocześnie wrażliwy. Cóż, facet widmo. Ale jak to przystaje na romanse, postacie przeważnie są nieco podrasowane tak, aby zwyczajnie rozpalać nasze kobiece zmysły. Malcolm Saint zdecydowanie skradł moje serce. Uroczy, seksowny i posiadający cechę, którą uwielbiam u facetów- zdecydowany! Co do Rachel tutaj niemiłe zaskoczenie. Troszkę jak w przypadku "Grey`a" główna bohaterka jest tak zwaną szarą myszką. Nie wiem dlaczego autorki odbierają kobietom siłę i stanowczość ale chętnie przeczytałabym taką nieco inną wersję tych książek (ps: przeczytałam- jej premiera 20 marca). Wersję, w której to kobieta gra pierwsze skrzypce i nie pozwala sobie "wejść na głowę". Może ktoś podejmuje się napisania? Akcja powieści na samym początku gnała jak dziki koń. Z czasem nieco zwolniła, ale nie na tyle by krytycznie odczuwać skutki. Pomimo "myszkowatości" Rachel bardzo podobała mi się jej wytrwałość i determinacja. Nie każda kobieta jest w końcu gotowa poświęcić wszystko dla miłości. Walka o zaufanie, wspólne życie i to wszystko w magicznej, niesamowicie gorącej atmosferze! Musicie poznać tę historię. Sama czekam już z niecierpliwością na kolejny tom.
  • 5
27.02.2017
Zmysłowość w pełnej krasie.
xpaatrysskaax
KAŻDY MĘŻCZYZNA CHCIAŁBY NIM BYĆ. KAŻDA KOBIETA CHCIAŁABY STANĄĆ NA JEJ MIEJSCU. DWA RÓŻNE ŚWIATY, JEDNA, WIELKA MIŁOŚĆ I POŻĄDANIE SPAJAJĄCE TYCH DWOJE W JEDNOŚĆ. "Jesteś jedynym niebem, które dla mnie istnieje Rachel. A nawet gdybyś była piekłem, grzeszyłbym całe moje życie, żeby tylko być z Tobą." O tej powieści mówić można tylko w samych superlatywach. Zniewalająca, rozpalająca milion najgorętszych uczuć przepełnionych ekstazą, poruszająca tysiącami kobiecych serc. Przedstawiająca miłość - trudną, łaskawą i zaufanie, które nie raz potrafi pęknąć niczym rozbite szkło. Mówi się, że zaufanie raz utracone trudno jest odbudować. Tak jest i tym razem, wkraczając w drugą część historii Malcolma i Rachel nie wiemy, jak dalej potoczą się ich zawiłe losy. Książka rozpoczyna się w momencie, którym skończyła się część pierwsza, jak przekonujemy się po kilku stronach Rachel będzie musiała przebyć długą drogę aby na nowo zaskarbić sobie zaufanie Malcolma, które on mimo wielu wad ceni ponad wszystko. Dotąd pewna siebie staje się zagubiona tracą płynność w pisaniu, które od zawsze sprawiało jej wielką przyjemność. Pewnego dnia otrzymuję propozycję i to nie byle jaką.. Jesteście ciekawi? Czy ta dwójka ma jeszcze szanse być razem? Co oznacza "zaklepana"? ONA CHCIAŁA ODKRYĆ JEGO NAJTAJNIEJSZE SEKRETY. ON ODKRYŁ JEJ EROTYCZNE POTRZEBY I WRAŻLIWOŚĆ UTKWIONĄ W JEJ WNĘTRZU. Katy Evans stworzyła świetną powieść pełną emocji, która z każdej strony kipi erotyzmem w czystej postaci. Pierwsza część była bardziej brutalna tu natomiast strefa pożądania pokazana jest od strony uczuć i wrażliwości bohaterów. Każda scena zbliżeni opisana została ze smakiem nie sposób nie oblizać ust i nie snuć fantazji. Malcolm mimo typowej etykietki playboya tak naprawdę we mnie wzbudził wiele pozytywnych emocji. Sposób pokazywania uczuć poprzez gesty nadaje książce pikanterii i przyprawia o dreszcze. Mamy okazję przez większość książki obserwować ewolucję zarówno Malcolma, jak i raczkującego na nowo związku tych dwojga. "Jestem człowiekiem pełnym wad, nadziei i strachu, silnym i słabym, i niezależnym oraz zakochanym w nim tak, jak one z całą pewnością nie są. Jestem dumna z tego, kim jestem. Jestem dumna z tego, co sobą reprezentuję." Autorka stworzyła nietuzinkowych, nieszablonowych bohaterów, którym od samego początku bardzo kibicuję i jestem, jak najbardziej za ich wspólnym życiem. Zachwycona jestem także językiem i płynnością, z którą czytało się powieść. Tym razem wielką zmyłką okazała się okładka, która zapowiadała wiele scen erotycznych, co też wpłynęło na moje nastawienie. W miarę czytania zrozumiałam, że ta pozycja nie jest oparta na schemacie typowych erotyków. Katy Evans zdecydowanie wybrała swoją własną ścieżkę kreując doskonały styl i klimat książki zaskarbiając sobie moje pełne uznanie. "Zrobiłabym to jeszcze raz, byle przeżyć z nim jeszcze jedną chwilę. Wszystko bym powtórzyła. Wzbiłabym się ślepo w powietrze, nawet gdyby istniał tylko niewielki ułamek szansy na to, że on tam będzie czekał i mnie odnajdzie.” To zdecydowanie najlepszy erotyk, jaki przyszło mi czytać do tej pory. Z czystym sercem mogę polecić każdemu, kto lubi przebyć drogę i udać się w podroż ku pożądaniu i skrajnych emocji. Z wielkim niedosytem oczekuję na kolejną część tej wspaniałej serii. Autor: Katy Evans Tytuł: "manwhore +1" Liczba stron: 384 Data wydania: 17 luty 2017 rok Wydawnictwo: Kobiece Kategoria: Literatura obyczajowa, romans Moja ocena: 10/10
  • 3
26.02.2017
"Manwhore +1"
Lucecita
Rachel Livingston, ambitna i pracowita dziennikarka „Edge” nie sądziła, że przyjmując propozycję napisania demaskatorskiego artykułu o bezwzględnym i zabójczo przystojnym biznesmanie, Malcolmie Saintcie i próbując obnażyć jego mroczne sekrety, sama odkryje swoje najskrytsze pragnienia i straci głowę dla słynnego playboya, komplikując nie tylko jego życie, ale także i swoje. Gdy prawda o jej motywach w końcu wychodzi na jaw, dziewczyna jest zrozpaczona i wie, że nie będzie łatwo odzyskać zaufania mężczyzny, dla którego lojalność i wierność są najważniejsze, jednak jest zdeterminowana zrobić wszystko, by naprawić swój błąd i ponownie znaleźć drogę do jego serca. Gdy niespodziewanie Malcolm zaprasza ją do swojego biura na rozmowę, Rachel spodziewa się wszystkiego, tylko nie propozycji pracy. Dziewczyna nie zamierza mu jednak ulegać i postanawia udowodnić mu, że naprawdę go kocha i że zasługuje na drugą szansę. Po lekturze książki „Manwhore” Katy Evans, która zakończyła się chyba w najmniej odpowiednim momencie, z niecierpliwością wyczekiwałam kontynuacji, by przekonać się jak zakończy się historia Rachel i Malcolma. I gdy tylko drugi tom trafił w moje ręce od razu zabrałam się za czytanie. Muszę przyznać, że „Manwhore +1” nie sprostał do końca moim oczekiwaniom i zdecydowanie nie dorównał swojej poprzedniczce. Początek zapowiadał się naprawdę intrygująco i bez wątpienia trzymał w napięciu; podobało mi się to, że tym razem to kobieta popełniła błąd i musi walczyć o mężczyzną, a nie na odwrót, dlatego byłam ciekawa, w jaki sposób autorka rozwiąże główny problem między bohaterami. Niestety Katy Evans potraktowała ten wątek nieco powierzchownie, zbyt szybko godząc Rachel i Malcolma. Dalsza część historii nie była już tak ekscytująca i zaskakująca jeżeli chodzi o fabułę, jednak autorka bez wątpienia nie zawodzi w budowaniu seksualnego napięcia i pełnych namiętności, podnoszących temperaturę i pobudzających wyobraźnię zbliżeń między bohaterami, które czyta się z wypiekami na twarzy. Mimo kilku mankamentów, dzieło amerykańskiej autorki czytałam z przyjemnością i pozycja ta dobrze się sprawdziła w roli lekkiej, niewymagającej lektury, przy której można się odprężyć i oderwać od codzienności. „Manwhore +1” to bez wątpienia bezpruderyjna, elektryzująca i rozpalająca zmysły historia, pełna iskier i gorących scen, która będzie świetną propozycją dla fanów twórczości Katy Evans, jak również entuzjastek literatury erotycznej, które liczą przede wszystkim na coś niezobowiązującego i nieskomplikowanego. Jeżeli mieliście okazję zapoznać się z pierwszą częścią i przypadła wam do gustu, to zdecydowanie zachęcam do sięgnięcia po tom drugi, by przekonać się, jak potoczy się dalsza historia Malcolma i Rachel. Ja będę z niecierpliwością czekać na kolejne części serii „Manwhore” i mam nadzieję, że pojawią się u nas już niedługo! ;)
  • 5
25.02.2017
Uwodzi
PaulinaG
Manwhore+1, to druga część i zarazem kontynuacja Manwhore, w której poznaliśmy Rachel oraz Malcolma. Pierwsza część zakończyła się w okropny sposób dla czytelnika, zostawiając nas z bijącymi się myślami i rozczarowując. Jak Katy Evans, autorka, mogła nam to zrobić?! Zostawiła tak ogólne zakończenie... Rachel rozpadł się świat na kawałki, straciła coś ważnego, i coś dzięki czemu żyła pełnią życia – Jego. Przez jeden artykuł, strach przed wyznaniem prawdy straciła ukochanego, w którego zielonych oczach widziała coś więcej. Pozwolił jej wejść do swojego świata... Czy uda się jej odzyskać go po publikacji swojego artykułu? Stawia czoła i mierzy się z przystojnym Malcolmem Saintem, z którym spotyka się po czterech tygodniach. Długich czterech tygodniach. Liczy, że spotkanie po takim czasie otworzy przed nimi nowe możliwości i pozwoli na ponowne zbliżenie się do siebie. Czy tak się stanie? Po tym, jak przeżywa, kiedy straciła z nim kontakt zawiera w swoim artykule, cytuję: ,,Zrobiłabym to raz jeszcze, byle przeżyć z nim jeszcze jedną chwilę''. Jej plany legły w gruzach. Miała byś singielką i skupić się na pracy wspinając na kolejne szczeble kariery. A jak wyszło? Straciła głowę dla najbogatszego mężczyzny, do którego wzdycha chyba każda kobieta. Wspomina ich ostatnie spotkanie i wyobraża sobie jego zielone oczy, z których nie mogła nic wyczytać. Jej świat ma kolor jego oczu. Jego różne odcienie. Sin sprawia, że traci przy nim zmysły i pragnie go odzyskać. Odbudować zaufanie i chce znów być "zaklepaną." Jakie są szanse na to, że się im uda? Czy czas, który sobie dali, zaowocuje i przerodzi się z powrotem w namiętność i gorące uczucie? Oboje lgną do siebie od pierwszego spotkania, wejrzenia, dotyku... Malcolm Saint daje jej propozycję, nie do odrzucenia. Jeśli ją przyjmie będzie miała z nim częsty kontakt, którego chce. Ale pragnie czegoś innego. Nie chce być jak tysiące innych ludzi. Co oznacza +1 w tytule? Jeśli chcesz się dowiedzieć, sięgnij po książkę i poznaj ich historię... Traci swoją miłość przez jeden artykuł. Drugi może jej pomóc go odzyskać. Chcesz wiedzieć czy ich miłość rozkwitnie i spróbują zawalczyć o swoje szczęście? Naprawdę warto sięgnąć po tą książkę. Jest wciągająca i błyskotliwa, czyta się szybko i nie nudzi. Z każdą kartką ciekawość rośnie i grzech odłożyć książkę na bok. "A może jeszcze jeden rozdział..." Za każdym razem powtarzam przed odłożeniem Manwhore+1... I za każdym ten jeden jest za mało...
  • 5
25.02.2017
Mężczyzna lekkich obyczajów
Wybebeszamy_książki
Najpierw było dzikie pożądanie. Moje. Tej książki. Potem poranione wargi i drżące dłonie. Tydzień przeminął, gdy próbowałam spętać swoje podekscytowanie. Czekałam na najbardziej dogodny moment. Dość długi okres czasu, w którym zdołam przeczytać całą książkę bez strachu, że będę musiała przerwać w najbardziej pikantnym momencie. I tak dotrwałam do soboty. Właśnie wtedy znikłam dla świata. MĘŻCZYZNA Jest coś naiwnego w nas, kobietach, które czytają romanse. Pożądamy mężczyzn będącymi wytworami naszej wyobraźni, pragniemy wcielić się w role głównych bohaterek. Choć na chwilę przenieść się do świata fantazji, pieniędzy, honoru i intensywnej, prawdziwej miłości. Przekształcenie szarej, nudnej codzienności w rycerski romans XX wieku wydaje się jedyną drogą do chwili rozpusty. Do dotyku jedwabiu i mocnych, silnych dłoni. Jak wszystkie romantyczki, chcemy więcej. Mocniej. Bardziej. Przede mną stoi ponad metr osiemdziesiąt idealnie kontrolowanej męskiej siły, odzianej w perfekcyjnie skrojony garnitur. Kwintesencja diaboliczności w Armanim: kwadratowa szczęka, błyszczące ciemne włosy, no i oczywiście to przenikliwe spojrzenie. Dlatego, z każdą przewróconą stroną, nasze oczekiwania rosną. Czytając "Manwhore" wiedziałam, że stanie się jedną z moich sztandarowych książek. Jednocześnie obawiałam się, czy nie pożałuję później tej deklaracji. "Manwhore +1" mogło okazać się rozczarowaniem, które bolałoby jeszcze przez długie lata. Odczytując pierwszą stronę już wiedziałam. Na skórze pojawiła się gęsia skórka. Źrenice rozszerzyły się. Oddech przyśpieszył. Drżącymi palcami przewracałam kolejne strony. Próbowałam nasycić się literami, słowami, a później zdaniami. Celebrowałam. "Manwhore +1" okazała się równie dobra jak swoja poprzedniczka. O ile w "Manwhore" podobała mi się zachowawczość tekstu, lekka powściągliwość przebijająca ze stron, która cechowała zarówno Rachel, jak i Sainta, o tyle część druga zaskoczyła mnie nagromadzeniem emocji i nieskrępowaniem. Pisałam o barierach, które oddzielały czytelnika od bohaterów. Tutaj one nie istnieją. Dotykamy, błądzimy dłońmi, odczuwamy razem z bohaterami. Wielu mogłoby założyć, że uznam to za wadę. Nic bardziej błędnego. Właśnie tej wolności i bezpośredniości bodźców potrzebowaliśmy. Relacja, która do tej pory była niewinnym romansem, musiała w końcu przekształcić się w coś poważniejszego. Posmak niedopowiedzeń już by nie wystarczył. Pragnęliśmy nieokiełznanych emocji. Evans nam je dała. LEKKICH Powiedzieć, że zaaprobowałam nowo dodaną swobodę, to za mało, ale trochę trwało zanim przekonałam się do zmian w relacji Rachel - Malcolm. Myślę, że wiele czytelniczek napotka barierę, gdy przyjdzie im zaakceptować rewolucję, jaką rozpoczęła autorka. Polecam Wam samym określić się w tej kwestii. Jestem człowiekiem pełnym wad, nadziei i strachu, silnym i słabym, i niezależnym - oraz zakochanym w nim (...). Jestem dumna z tego, kim jestem. Jestem dumna z tego, co sobą reprezentuję. Za każdym razem, gdy wzdychałam do Malcolma, zastanawiałam się, gdzie właściwie leży siła tego cyklu. W stylu? Bohaterach? Świecie przedstawionym? "Manwhore +1" jest bardzo dobrym romansem. Pełnym ulotnych pocałunków, śmiałych westchnięć i dzikich rozkoszy. Jednak każda z nas zdaje sobie sprawę, jak odległe jest prawdziwe życie, od tego, co czytamy. Mimo to, nie odkładamy książki, bo Evans zaoferowała nam interesującą fabułę rodem z bajki, niegłupią bohaterkę i silnego, seksownego bohatera. Osadziła ich w określonym miejscu i czasie oraz otoczyła barwnymi postaciami. Już samo to czyni książkę interesującą i wartą uwagi, ale mam także wrażenie, że w każdą ze swoich książek, Evans przelewa kilka kropel marzeń i nieuchwytnych pragnień. Że udaje jej się zwizualizować coś, co trzepocze w naszych umysłach. OBYCZAJÓW Minął już tydzień od chwili, gdy skończyłam "Manwhore +1" i wciąż wzdycham tęsknie na myśl o Saincie. Mam wrażenie, że żyje we mnie wychudzona, nieodkryta i zaniedbana romantyczka, która każdego dnia pragnie wyjść na wolność, ale świat jej na to nie pozwala. Na szczęście, istnieją książki. Myślę, że teraz mogę odetchnąć na najbliższe miesiące i ponownie poświęcić się lekturom bardziej wymagającym, choć do Evans wrócę kiedyś z rozkoszą. Na pewno nie będzie to rozczarowaniem.
  • 4
25.02.2017
Wciągająca
Czasem tak jest...
Erotyki, ach te erotyki. Potrafią sprawić, że zapominam o całym świecie i wszelkich smutkach. Jestem tam, w fabule, żyję życiem bohaterów... Lubię je, bo są tak różne od rzeczywistości, takie nierealne, a jednocześnie potrafią wzbudzić ukryte żądze... "Manwhore. Grzech, który zniewolił dwa serca" to druga część powieści Katy Evans. Opowiada ona o dwójce bohaterów, ona i on, dwa serca... Ona - Rachel, młoda dziennikarka, która myślała, że uda jej się zdobyć informację na temat tajemniczego milionera. Nie przewidziała jednak, że zdobędzie informacje, ale straci serce. W pierwszej części jej "niecny plan" wychodzi na jaw i młodzi się rozstają. On - Malcolm - mega przystojny, bogaty, wysoki, wysportowany mężczyzna z zielonymi oczyma, mroczny i tajemniczy. Jest właścicielem wielu przedsięwzięć, ale chyba najbardziej medialną jest jego nowa platforma, która jest konkurentka facebooka - Interface, i to jaka konkurentką... Owa platforma stała się w poprzedniej części pretekstem, aby Rachel mogła zbliżyć się do Malcolma i zbliżyła się i skradła jego serce, które zaraz potem zraniła. To było w pierwszej części. Nasza para rozstała się, jednak oboje nie mogą o sobie zapomnieć. Ona wszelkimi sposobami stara się więc mu udowodnić, że mimo wszystko można jej ufać, a on pragnie jej uwierzyć. Spotykają się więc po kilku tygodniach od rozstania, na kilka chwil, ale te chwile wystarczą, żeby uczucie zapłonęło na nowo, albo inaczej, żeby uczucie zapłonęło jeszcze większym ogniem. Powoli znajdują znów wspólny język i nie tylko język. Jednak kiedy on daje jej szansę, ona się waha, kiedy zaś ona jest pewna, to on ma opory i tak przez trzy czwarte książki. Oczywiście wśród tych wahań i oporów mają czas na seks... duuużo seksu. Żeby jednak nie było, że tylko seks, opisany dość szczegółowo, z jej punktu widzenia, bo to Rachel jest narratorem, to są także dialogi... dość skąpe, ale są. Książka skupia się raczej na przemyśleniach Rachel i jej uczuciach niż na zawiłej fabule czy długich rozmowach. Nie ma szybkiej akcji, nie ma skoków ciśnienia, ale za to jest przyjemnie spędzony czas na lekkiej lekturze. Mamy tutaj narratora pierwszoosobowego ( naszż bohaterkę) i bardzo jestem ciekawa punktu widzenia Malcolma. Kto wie, może i taka część serii powstanie. Autorka pisze ładnie i poprawnie literacko, opisuje tak, że wyobraźnie działa, jednak brakuje mi w tym pisaniu takiego WOW, czegoś specjalnego, co chwyciłoby za serce i nie pozwoliło długo zapomnieć o powieści. Bez tego WOW książka jest przyjemna, ale taka zwykła, niczym się nie wyróżniająca na tle innych erotyków czy romansów. Podsumowując - powieść jest typowa literaturą kobiecą i dobrze, bo nam też się taka należy w tym zdominowanym przez mężczyzn świecie. Jest literaturą łatwą w odbiorze, lekką, dla niezbyt wymagającego czytelnika.
  • 5
23.02.2017
Kolejne noce z grzechem
erin97
Ogólnie jestem pod wielkim wrażeniem. Książkę czytało mi się świetnie. Szybko i intensywnie. Z emocjami. Przeżywałam tę historię razem z bohaterami. Śmiałam się, cierpiałam, czułam ukłucie podniecenia. Czułam wszystko to, co chcę poczuć czytając dobry erotyk. Z każdą kolejną stroną zbliżałam się do bohaterów i mimo, że czuję, że Saint nadal jest dla mnie jakąś tajemnicą (mam nadzieję, że pojawi się trzeci tom, w którym okaże się, że czegoś o nim nie wiemy) cieszyłam się kiedy poznawałam ich bliżej. Oboje odkryli kolejne karty o sobie i mam nadzieję, że to nie koniec ich przygody. A skoro o końcu mowa to jest on tym co w tej powieści cenie najbardziej. Co jak, co, ale takiego finału się nie spodziewałam. Powiem, że nawet się wzruszyłam. W mojej głowie pojawił się dymek z napisem "Awww! Jakie to piękne". Ubóstwiam takie zakończenia. Pisałam, że książkę czyta się szybko i przykłada się do tego nie tylko styl autorki, ale też jej nowe pomysły. Dobrze, że co jakiś czas pojawiają się wpisy z portali społecznościowych to swego rodzaju urozmaicenie. Do tego sukcesu przyczynia się też samo wydanie. Uwielbiam czcionkę, którą te wpisy są wydrukowane i kocham 'serduszkowy' znaczek, który rozdziela części rozdziałów. Oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie powiedziała o okładce, a wspomnieć muszę, bo mi się bardzo podoba. Patrząc na ilustrację od razu widać pożądanie. Od razu chce się zacząć czytać i oddać się uczuciom, które ona przywołuje. Tak więc nie pozostaje Wam nic innego jak tylko spojrzeć na ten obrazek i zabrać się za czytanie. Ja gorąco zachęcam do spędzenia kilku nocy z Panem Saintem. Mnie się one bardzo podobały.
  • 5
23.02.2017
Manwhore+1
nika9495
Rachel Livingston jest dziennikarką magazynu "EDGE". Dostaje swój pierwszy poważny temat, aby napisać demaskatorski artykuł o Malcolmie Saincie. Rachel dostała zarówno zawodową jak i życiową. Zawodową, ponieważ poruszenie tak pożądanego mężczyzny w kraju-da jej szansę przebicia w wielkim świecie. I życiową szansę, ponieważ Rachel poznaje prawdziwego Malcolma. On się przed nią odkrywa, pokazuje jej swoje prywatne życie. Malcolm dowiaduje się dlaczego Rachel się z nim spotykała. Odkrywa całą prawdę.Artykul ukazuje się w gazecie, Rachel go jednak napisała, ale nie tak jak wyobrażało sobie to środowisko prasowe i Edge, bowiem napisała list miłosny! Po wielu próbach skontaktowania się Rachel z Saintem, w końcu udaje się jej z nim zobaczyć w jego gabinecie. Malcolm Saint zaproponował jej pracę, w najnowszym przedsięwzięciu-Interface. Czy Rachel chcąc odzyskać względy i zaufanie Sainta, zgodzi się u niego pracować ? Malcolm wybaczy Rachel kłamstwo ? Czy bohaterowie postanowią spróbować jeszcze raz być razem ? O tym wszystkim dowiecie się sięgając po książkę. Autorka Katy Evans znów mnie nie zawiodła. Zapewne innych czytelników również. Pierwsza książka zostawiła nas w pewnym zawieszeniu i od razu zapragnęłam przeczytać kontynuację. Książka różni się od innych erotyków. Autorka skupiła się bardziej na uczuciowych stronach bohaterów, co bardzo mi się spodobało. Oczywiście szczerzę polecam przeczytać! Książkę czyta się szybko, dla książkoholików za szybko ;), bo chciałoby się więcej i więcej.
  • 4
23.02.2017
http://wielbicielka-ksiazek.blogspot.com
Katarzyna Tuszyńska-Jąkalska
Całą opowieść tym razem również poznajemy z perspektywy Rachel, a szkoda, bo z chęcią poznałabym myśli i uczucia Malcolma (co stanowiłoby ciekawe urozmaicenie), który moim zdaniem zdecydowanie był postacią dominującą w obu tomach. Bez wątpienia przyćmił Rachel swoją postawą, siłą, charyzmą, autentycznością, poczynaniami i zachowaniem. To władczy, autorytarny, intrygujący, inteligentny, troskliwy, pewny siebie, zdecydowany, śmiało realizujący postawione sobie cele, doskonale radzący sobie w świecie biznesu, ostrożny, nieufny mężczyzna, twardziel o miękkim sercu. A poza tym naprawdę dobry i sympatyczny człowiek. Skupiał na sobie całą uwagę. Podobały mi się pewne jego zagrywki wobec Rachel, wyobrażałam sobie wtedy ten jego cwany uśmieszek. Miał plan, którego się trzymał i który powolutku, stopniowo, krok po kroku urzeczywistniał. Natomiast Rachel mnie niestety troszkę irytowała, a dokładniej mówiąc jej zachowanie. Kochała Sainta całym sercem i pragnęła z nim być, robiła co mogła, aby do niej wrócił, aby przede wszystkim jej wybaczył. Obawiała się też jego uczuć, nie była przekonana o jego miłości do niej. A mimo to podjęła walkę, nie poddawała się, nieustannie szukała z nim kontaktu. To zrozumiałe, była zakochana. Jednak w mojej ocenie jej niektóre czyny były zbyt nachalne, za bardzo się mu narzucała. Przyznaję, że po poznaniu drugiego tomu mam ambiwalentne uczucia. Powieść, owszem podobała mi się. Jej lektura była przyjemnością, tym bardziej, że napisana jest lekkim, łatwym, płynnym i specyficznym stylem niepozwalającym się od niej oderwać nawet na chwilkę. Aczkolwiek po zaznajomieniu się z "Manwhore" spodziewałam się podobnych bądź większych emocji, oczekiwałam nutki tajemnicy, elementów zaskoczenia, niepewności, uniesień, ekscytacji, wnikliwości, zainteresowania. Niestety nie doświadczyłam i nie doznałam aż takich uczuć jak w przypadku poprzedniego tomu. Najnowszą powieść mogłabym podzielić na trzy części: początek, środek i koniec. Szczerze mówiąc, początek mnie poniekąd wzruszył, a także obudził ciekawość tego, jak rozwiąże się sprawa artykułu Rachel oraz czy Malcolm jej wybaczy, a przede wszystkim czy stworzą udany i szczęśliwy związek, czy ich miłość przetrwa i pokona wszelkie trudności i przeszkody. Natomiast, kiedy już uzyskałam odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, kiedy wyjaśnione zostały w pewnym sensie wszystkie wątki (dotyczące relacji Rachel i Malcolma, wzajemnych stosunków Malcolma i jego ojca oraz przyszłości magazynu "Egde"), nagle dalsza część fabuły stała się monotonna i przewidywalna. Praktycznie nic szczególnego się już nie działo (poza namiętnymi, zmysłowymi i subtelnymi scenami intymnymi). Miałam nadzieję, że być może coś się wydarzy, że coś mnie zaskoczy, ale niestety nic takiego nie miało miejsca. Poczułam się rozczarowana. Nawet zakończenie mnie nie zaszokowało, choć nie ukrywam, że mnie w pewien sposób ujęło i sprawiło, że zrobiło mi się cieplej na sercu, a na mojej twarzy zagościł uśmiech. Podsumowując,"Manwhore+1" to bez wątpienia lekka, przyjemna i niewymagająca powieść, skierowana przede wszystkim do osób, które mają za sobą lekturę "Manwhore". Niestety ja po zapoznaniu się z owym tomem mam lekki niedosyt, zabrakło mi emocji, entuzjazmu, podekscytowania, podniecenia, elementów zdumienia. Jednak polecam serdecznie ową pozycję, bowiem jest idealną propozycją na miłe spędzenie czasu w pochmurne, ponure i deszczowe popołudnie. Stanowi bowiem doskonały przerywnik pomiędzy książkami angażującymi, poruszającymi trudne i skomplikowane zagadnienia. Zatem zachęcam do lektury, mimo wszystko.
  • 4
23.02.2017
http://wielbicielka-ksiazek.blogspot.com
Katarzyna Tuszyńska-Jąkalska
W grudniu ubiegłego roku miała wielką przyjemność przeczytać książkę "Manwhore", którą byłam zachwycona. To była piękna, zmysłowa i stanowiąca ogromny ładunek emocjonalny powieść. Oczarowała mnie opowiedziana w niej historia, a głównego bohatera (oczywiście mam na myśli Malcolma) po prostu pokochałam. Ledwie ukończyłam lekturę tejże powieści, a już tęskniłam za przedstawioną w niej opowieścią, za postaciami, za stworzonym klimatem, za niesamowitymi emocjami. Na szczęście wiedziałam, że losy bohaterów będą kontynuowane w kolejnym tomie, na który czekałam z niecierpliwością. Aż wreszcie nastał ten dzień, kiedy książka "Manwhore+1" do mnie dotarła, co sprawiło mi ogromną radość. Jakie wrażenie wywarł na mnie drugi tom? Całą opowieść tym razem również poznajemy z perspektywy Rachel, a szkoda, bo z chęcią poznałabym myśli i uczucia Malcolma (co stanowiłoby ciekawe urozmaicenie), który moim zdaniem zdecydowanie był postacią dominującą w obu tomach. Bez wątpienia przyćmił Rachel swoją postawą, siłą, charyzmą, autentycznością, poczynaniami i zachowaniem. To władczy, autorytarny, intrygujący, inteligentny, troskliwy, pewny siebie, zdecydowany, śmiało realizujący postawione sobie cele, doskonale radzący sobie w świecie biznesu, ostrożny, nieufny mężczyzna, twardziel o miękkim sercu. A poza tym naprawdę dobry i sympatyczny człowiek. Skupiał na sobie całą uwagę. Podobały mi się pewne jego zagrywki wobec Rachel, wyobrażałam sobie wtedy ten jego cwany uśmieszek. Miał plan, którego się trzymał i który powolutku, stopniowo, krok po kroku urzeczywistniał. Natomiast Rachel mnie niestety troszkę irytowała, a dokładniej mówiąc jej zachowanie. Kochała Sainta całym sercem i pragnęła z nim być, robiła co mogła, aby do niej wrócił, aby przede wszystkim jej wybaczył. Obawiała się też jego uczuć, nie była przekonana o jego miłości do niej. A mimo to podjęła walkę, nie poddawała się, nieustannie szukała z nim kontaktu. To zrozumiałe, była zakochana. Jednak w mojej ocenie jej niektóre czyny były zbyt nachalne, za bardzo się mu narzucała. Przyznaję, że po poznaniu drugiego tomu mam ambiwalentne uczucia. Powieść, owszem podobała mi się. Jej lektura była przyjemnością, tym bardziej, że napisana jest lekkim, łatwym, płynnym i specyficznym stylem niepozwalającym się od niej oderwać nawet na chwilkę. Aczkolwiek po zaznajomieniu się z "Manwhore" spodziewałam się podobnych bądź większych emocji, oczekiwałam nutki tajemnicy, elementów zaskoczenia, niepewności, uniesień, ekscytacji, wnikliwości, zainteresowania. Niestety nie doświadczyłam i nie doznałam aż takich uczuć jak w przypadku poprzedniego tomu. Najnowszą powieść mogłabym podzielić na trzy części: początek, środek i koniec. Szczerze mówiąc, początek mnie poniekąd wzruszył, a także obudził ciekawość tego, jak rozwiąże się sprawa artykułu Rachel oraz czy Malcolm jej wybaczy, a przede wszystkim czy stworzą udany i szczęśliwy związek, czy ich miłość przetrwa i pokona wszelkie trudności i przeszkody. Natomiast, kiedy już uzyskałam odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, kiedy wyjaśnione zostały w pewnym sensie wszystkie wątki (dotyczące relacji Rachel i Malcolma, wzajemnych stosunków Malcolma i jego ojca oraz przyszłości magazynu "Egde"), nagle dalsza część fabuły stała się monotonna i przewidywalna. Praktycznie nic szczególnego się już nie działo (poza namiętnymi, zmysłowymi i subtelnymi scenami intymnymi). Miałam nadzieję, że być może coś się wydarzy, że coś mnie zaskoczy, ale niestety nic takiego nie miało miejsca. Poczułam się rozczarowana. Nawet zakończenie mnie nie zaszokowało, choć nie ukrywam, że mnie w pewien sposób ujęło i sprawiło, że zrobiło mi się cieplej na sercu, a na mojej twarzy zagościł uśmiech. Podsumowując,"Manwhore+1" to bez wątpienia lekka, przyjemna i niewymagająca powieść, skierowana przede wszystkim do osób, które mają za sobą lekturę "Manwhore". Niestety ja po zapoznaniu się z owym tomem mam lekki niedosyt, zabrakło mi emocji, entuzjazmu, podekscytowania, podniecenia, elementów zdumienia. Jednak polecam serdecznie ową pozycję, bowiem jest idealną propozycją na miłe spędzenie czasu w pochmurne, ponure i deszczowe popołudnie. Stanowi bowiem doskonały przerywnik pomiędzy książkami angażującymi, poruszającymi trudne i skomplikowane zagadnienia. Zatem zachęcam do lektury, mimo wszystko.
  • 5
22.02.2017
polecam
Angelika
W końcu doczekałam się "Manwhore 1+", recenzja tej pozycji wydawniczej koniecznie musiała się pojawić na moim blogu.Uwielbiam gorące powieści,gdzie podczas czytania pojawiają się rumieńce na policzkach i z zapartym tchem po raz kolejny mogę śledzić losy bohaterów. Każda kobieta marzy o gorących pocałunkach i płonącej prawdziwej miłości,która pochłonie bez reszty.A kiedy w życiu pojawia się ten "wymarzony"inteligentny, przystojny mężczyzna wszystko zaczyna lawirować wokół pragnienia miłości.I tak było między Malcolmem i Rachel.Jednak nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli,a błędy z przeszłości nie pozwalają się rozwijać miłość.Czy obydwoje dadzą sobie szansę ,na odbudowanie tego, co było wyjątkowe? Autorka stworzyła nadzwyczajnych bohaterów,którzy na pozór nie pasują do siebie. Przeciwieństwa,które nigdy nie powinny się połączyć, stają się jednak jednością.Druga część książki dla mnie jako czytelnika jest bardziej dojrzała, zbudowana na solidnych fundamentach.Sądzę,że sami bohaterowie mający przykre doświadczenia za są również są dojrzalsi. Jeśli chodzi o pióro autorki ,to tutaj jest istne szaleństwo.Piękna erotyka,opisy wątków są jak najbardziej na wysokim poziomie.Nie jeden polski pisarz mógłbym uczyć się od Kate Evans sztuki pisania.Twórczość autorki bardzo przypomina mi powieści Sylvii Day. Jednym słowem ciepła książka z falami erotycznej ekscytacji.Polecam serdecznie Angelika.
  • 4
20.02.2017
Blog Kocham Czytać
Karolina Rybkowska
„Manwhore +1” rozpoczyna się dokładnie od tego momentu, w którym zakończyła się akcja poprzedniej części czyli od wizyty Rachel w biurze pana Sainta. Autorka buduje napięcie już od pierwszej kartki książki, gdyż tak naprawdę nie wiadomo czy Malcolm wybaczy Rachel kłamstwo i czy bohaterowie będą jeszcze kiedykolwiek razem. Tego tylko możemy się domyślać i mieć nadzieję na happy end. Jednak jak się okazuje Malcolm nie jest mężczyzną, który łatwo wybacza kłamstwa, a Rachel będzie musiała z całych sił pokazać, że jest on jedynym mężczyzną, na którym najbardziej jej zależy. Katy Evans i tym razem nie zawiodła swoich czytelników i stworzyła pełną emocji, trzymającą w napięciu, ociekającą namiętnością i pożądaniem powieść. Chociaż muszę stwierdzić, że „Manwhore +1” według mnie był nieco bardziej spokojny i nie wywołał we mnie tak skrajnych emocji jak pierwsza część. Tym razem nie czułam się „powalona na kolana” całą historią. Może wynika to z tego, że przeważnie pierwsze części są o wiele lepsze od kontynuacji, a może dlatego, że tym razem autorce nie udało się mnie zaskoczyć, a fabuła momentami przypominała mi wiele innych erotyków. Mimo to, cała historia bardzo mi się podobała i stanowiła miłe oderwanie się od rzeczywistości, chociaż na chwilę. Pan Saint ponownie sprawiał, że za każdym razem robiło mi się gorąco i cieplej na sercu, a to w jaki sposób traktował Rachel, powodowało, że w moich oczach stał się idealnym bohaterem książkowym. Malcolm pod wpływem uczuć do Rachel z bawidamka i playboya, zmienia się nie do poznania i dojrzewa do...monogamicznego związku. Uczucie pomiędzy bohaterami cały czas kwitnie i ewoluuje. Autorka w tej części bardziej skupiła się nie tyle na fizycznej co na emocjonalnej więzi pomiędzy bohaterami, co bardzo mi się spodobało. Oczywiście, i tym razem nie zabrakło pełnych namiętności, pobudzających wyobraźnie scen erotycznych, ale zostały one przedstawione w bardzo subtelny i „grzeczny” sposób. Dodatkowo Katy Evans wprowadza kilka zawirowań i problemów do życia naszych bohaterów przez co czytelnik nie czuje się znudzony, a wręcz przeciwnie z wypiekami na twarzy śledzi losy bohaterów. Podsumowując, „Manwhore+1” to książka, na którą czekałam z niecierpliwością i co ważniejsze, po lekturze której nie czuję się zawiedziona. Autorka po raz kolejny stanęła na wysokości zadania i stworzyła powieść, która nie tylko pobudza zmysły czytelnika, ale również bawi zabawnymi dialogami i trzyma w napięciu aż do ostatniej kartki książki. Jednym słowem polecam! Recenzja pochodzi z mojego bloga --> http://zaczytanabloguje.blogspot.com/2017/02/66-katy-evans-manwhore-1.htmlego bloga -->
  • 4
18.02.2017
Na zaufanie i miłość trzeba sobie zapracować!
dalena.ro
„Manwhore +1” należy do tych książek, które wciągają od pierwszej strony, czyta się je szybko i przyprawiają o rumieńce. Kolejna powieść Katy Evans jest po prostu przyjemną lekturą na jeszcze zimne i szare wieczory. Kontynuacja historii Rachel i Malcolma jest ciekawa choć nie zaskakująca. Nie wszystko jest takie kolorowe jak byśmy chcieli. Rachel na stracone zaufanie musi ciężko zapracować, ale dla miłości jest poświęcić teraz dosłownie wszystko. I choć początek historii jest obiecujący to późniejszy rozwój wypadków jest do przewidzenia. Jestem książką zauroczona, ale niestety zabrakło mi w niej jakiejś zagadki, intrygi i skandalu. Niemniej jednak polecam książkę, jako miłą odskocznie od codzienności i przyjemne zakończenie historii Rachel i Malcolma. Więcej recenzji na www.facebook.com/LiteraturaZmyslow
  • 5
17.02.2017
Manwhore +1
KobieceRecenzje365
„Manwhore +1” Katy Evans, to powieść na którą niecierpliwie czekałam. To już drugi i zarazem ostatni tom o perypetiach miłosnych Rachel, pięknej dziennikarce oraz Malcolmie, niesamowicie przystojnym milionerze. W poprzednim tomie autorka pozostawiła nas w ogromnym zawieszeniu i myślę, że wiele z Was nie mogło się doczekać, by poznać, jak ta historia dalej się potoczy. Jak wiemy Rachel swoim postępowaniem skrzywdziła Malcolma i nadużyła jego zaufania. Czy mają jeszcze szansę? Czy Malcolm kolejny raz zaufa ślicznej dziennikarce? Zapraszam na recenzję. „Grzech, który zniewolił dwa serca.” Malcolm Saint miał być dla Rachel kolejnym zadaniem. Miała napisać reportaż, który odsłoni wszystkie jego tajemnice. Nie wiedziała, że znajomość z tym przystojnym i skrytym mężczyzną poruszy jej serce i się w nim zakocha. Niestety nim zdążyła podzielić się z Malcolmem prawdą, on sam dowiedział się w jakim celu kobieta nawiązała z nim znajomość. Rachel nie wiedząc co robić, zamiast reportażu napisała list miłosny, w którym próbowała mu przekazać, że stał się dla niej kimś ważnym i zamieszkał w jej sercu. Teraz czeka ją walka o zaufanie oraz miłość. Czy Malcolm da jej kolejną szansę? Czy ulegnie kobiecie, która trafiła do jego serca i przed którą odsłonił prawdziwego siebie? Tego wszystkiego musicie dowiedzieć się sami. „Żałuję, że okłamywałam zarówno siebie, jak i jego; żałuję, że zabrakło mi doświadczenia, aby rozpoznać własne uczucia. Żałuję, że nie rozkoszowałam się bardziej każdą spędzoną z nim sekundą, gdyż te sekundy są dla mnie teraz najważniejsze na świecie. Nie żałuję jednaj tej historii. Jego historii. Mojej historii. Naszej historii. Zrobiłabym to jeszcze raz, byle przeżyć z nim jeszcze jedną chwilę. Wszystko bym powtórzyła. Wzbiłabym się ślepo w powietrze, nawet gdyby istniał tylko niewielki ułamek szansy na to, że on tam będzie czekał i mnie odnajdzie.” „Manwhore +1” to gorący i bardzo zmysłowy erotyk, który rozgrzewa czytelnika do czerwoności. Scen seksu jest naprawdę dużo, ale nie przytłaczają one fabuły książki, która de fakto, jest bardzo fajnie skonstruowana i wciąga czytelnika już od pierwszej strony. Katy Evans każdą z takich scen opisuje z niesamowity smakiem i sami odczuwamy pożądanie oraz namiętność, która pojawia się między bohaterami. Zostajemy przeniesieni do świata gorących uczuć, pełnego obaw i niepewności. Jestem przekonana, że nieraz zatracicie się w tym świecie, wasza krew zawrze, a myśli będą wędrować ku seksownemu Malcolmowi, namiętnemu grzesznikowi. Ten mężczyzna naprawdę potrafi rozpalić kobietę. ;) Autorka stworzyła niebanalnych bohaterów, bardzo wyrazistych i barwnych. Nawet po skończeniu tej powieści, moje myśli wiele razy powracały do tego niesamowitego mężczyzny, jakim jest Malcolm. To postać, która, jak kocha, to na zabój, jest niesamowicie szczodry oraz uczciwy. Malcolm, to także mężczyzna uparty, zawsze dążący do celu, twardy, nieustępliwy i bez wątpienia niebezpieczny. Myślę, że niejednej z Was zawróci w głowie, wkradnie się do serca i na pewno obdarzycie go uczuciem. Postać Rachel również jest wspaniała, autorka nie stworzyła kolejnej szarej myszki, które często spotykamy w tego typu powieściach. To kobieta przebojowa, która nieraz bierze sprawy w swoje ręce. Przytłacza ją splendor, który otacza Malcolma, no, ale czegóż nie robi się dla miłości. Dzięki Malcolmowi rozkwitła i poznała swoją kobiecość. „Manwhor +1 „, to wspaniała kontynuacja perypetii miłosnych Rachel oraz Malcolma. Pierwsza część mnie zauroczyła, a ta część zdecydowanie dorównuje swoje poprzedniczce. To powieść pełna pasji, namiętności, gorący emocji oraz uniesień. Polecam! Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.
  • 4
17.02.2017
Sin
ksiazkanawsi
Oddajesz komuś swoje serce, swoją duszę. Może jeszcze nie potrafisz tego przyznać sam przed sobą, a tym bardziej przed tą osobą, ale oddałbyś i zrobiłbyś wszystko, aby była szczęśliwa, ufała ci i widziała w tobie coś więcej niż płytkiego człowieka. Zmieniasz się dla tej osoby, zależy ci tylko na niej, pokazujesz i dajesz do zrozumienia, że pragniesz tylko jej, a następnie dowiadujesz się, że ona to wszystko wykorzystywała, aby napisać o tobie demaskatorski artykuł w swojej gazecie. Oszukała cię i zraniła. Wszystko spieprzyła. Rachel po czterech tygodniach w końcu ma możliwość aby zobaczyć się z Saintem. Gdy okazuje się, że zaprosił ją tylko dlatego, aby zaproponować jej pracę, czuje się trochę zawiedziona gdyż miała nadzieję, że może w końcu jej wybaczy. Dziewczyna jednak nie chce przyjąć tej propozycji ponieważ ciągle ma nadzieję, że ma u niego jakieś szanse. Od tego czasu stara się go odzyskać. Daje mu do zrozumienia, że żałuje tego co się stało oraz jak jej na nim zależy. "- Nie ufasz mi? Skocz w końcu, Rachel. W moim głosie pobrzmiewa nutka strachu, kiedy pytam: - Złapiesz mnie? - Gdybyś miała co do tego pewność, nie byłby to skok, ale zwykły krok. Aby skoczyć, trzeba mieć wiarę". Pierwsza część kończy się w takim momencie, że od razu chciałam więcej i nie mogłam się tego doczekać. I wiecie co się zmieniło? Gina przestała wkurzać! Ha! Evans jednak potrafi stworzyć główną bohaterkę, która nie wkurza. Rachel jest świetna. Cały czas się stara i udowadnia Malcolmowi, że jest dla niej całym światem. Mi osobiście ta część również się bardzo podobała. Na początku już nie mogłam się doczekać aż w końcu się pogodzą, moje serce się buntowało, bo chyba odczuwało emocje Rachel. Ale poprzedni tom bardziej trzymał w napięciu, w niepewności gdyż nie było pewności czy powstanie w końcu ten artykuł. To co mi przeszkadzało w 2 cz. to ilość scen erotycznych. Jak przez pierwsze 150 stron nie ma ich wcale, tak później jest ich zdecydowanie za dużo. W pewnym momencie zaczęłam je pomijać, bo już mnie trochę nudziły. W tym autorka zdecydowanie przesadziła. Poza tym fabuła i to się dzieje (pomiędzy seksem) jest na tyle interesujące, że ta część również mnie usatysfakcjonowała. Pomimo tego, że pierwsza część była lepsza, to Katy znowu mnie oczarowała. Emocje jakie towarzyszą przy czytaniu jej książek sprawiają, że chce się więcej i więcej. Ona zdecydowanie wie jak poruszyć serca i rozpalić w nich iskierkę żaru. A od iskry wszystko się zaczyna.
  • 4
16.02.2017
Manwhore +1
Michelle
Malcolm Saint miał być tylko zadaniem. Tematem na gorący artykuł. Przystojnym, tajemniczym mężczyzną, którego pikantne sekrety Rachel miała ujawnić całemu światu. Próbowała odsłonić jego karty, ale to on odkrył jej pragnienia. Serce zdobyło przewagę nad rozumem i nic już nie mogło ich powstrzymać. Rachel już wie, że tamto zadanie zakończyło się, teraz czeka ją coś o wiele trudniejszego – musi zdobyć zaufanie Sainta i udowodnić mu, że może być jego panią +1. Nie mogłam doczekać się kontynuacji historii Malcolma i Rachel. Niecierpliwie wyczekiwałam informacji o publikacji kolejnego tomu… i nagle pojawiła się zapowiedź… Choć pierwsza część była dużo bardziej dynamiczna i ekspresyjna… Ta urzeka pewnym rodzajem spokoju, pod którego osłoną czai się subtelny erotyk… Katy Evans po raz kolejny zachwyca plastycznym językiem i lekkością przelewania swoich pomysłów na papier. Książkę czyta się niezmiernie szybko, połykając ją dosłownie w kilka godzin. Tak jak w poprzedniej części, tak i tu zachowana jest równowaga między dialogami i opisami, co ma pozytywny wpływ na odbiór lektury… Autora postawiła na subtelne, acz działające na wyobraźnie i emocje czytelniczek opisy scen uniesień miłosnych. Niemniej w większości powieści skupiła się na poznawaniu się od nowa i docieraniu głównych bohaterów, gdzie sceny łóżkowy były miłym dodatkiem do tego, co działo się w życiu Malcolma i Rachel na co dzień, bo i tym razem nie zabrakło zawirowań zawodowych, które nabierają osobistego tonu… Kontynuacja historii Malcolma i Rachel jak już wspomniałam, jest dużo bardziej stonowana niżeli jej poprzedniczka. Oczywiście nie brakuje w niej pikantniejszych momentów, czy też bardziej dynamicznych… Niemniej nie spodziewajcie się, sięgając po tę pozycję, że będzie to emocjonalny rollercoaster… Zdecydowanie bardziej przypadnie do gustu tej części czytelników, która zdecyduje się na a) sięgnięcie po przeczytaniu poprzedniego tomu, b) lekturę lekką, niewymagającą i wysoce relaksującą… Dodać muszę, że tak jak okładka poprzedniego tomu krzyczała „Bierz mnie! A zobaczysz jakie pikantne sekrety skrywam wewnątrz!”, tak okładka Manwhore +1 idealnie oddaje jej wnętrze… Mniej krzykliwe, delikatniejsze, a mimo to pełne pozytywnych emocji… Podsumowując: Manwhore +1 to lektura, z którą spędziłam przyjemne kilka godzin, która pozwoliła mi się zrelaksować i odpocząć od książek, które wymagają pełnego skupienia. Kontynuacja losów Malcolma i Rachel na swój sposób urzeka, a uroku jej dodaje fakt, iż takie historie mogą wydarzyć się naprawdę… (pomarzyć można, czemu nie?)… Pytanie ,czy Wy skusicie się, by kolejny raz wkroczyć w świat tej dwójki… i poznać zakończenie tej historii… Polecam!
  • 4
16.02.2017
https://ktoczytaksiazki-zyjepodwojnie.blogspot.com/
werka777
ZARYS FABUŁY Nic dziwnego, że kłamstwo, w które brnęła Rachel, doprowadziło do rozpadu pełnego namiętności związku. Malcolm przekonał się, że wszystko co razem stworzyli było jedynie iluzją, krokiem do zdobycia celu i zawodowej kariery. Czy jednak aby na pewno? Młoda dziennikarka nie miała przecież pojęcia, jaki tak naprawdę jest słynny milioner. Nie mogła też przewidzieć tego, że sprawy wymkną się spod kontroli, a ona sama naprawdę się zakocha. Tylko czy można odbudować coś, co legło w gruzach? Czy da się odzyskać utracone zaufanie? Czy Malcolm będzie w stanie wybaczyć Rachel i czy stanie się ona jego „plus one”? DOMINUJĄCY ON I STOJĄCA W JEGO CIENIU ONA Smutek, ból, poczucie straty i bezsilności. Kolejny tom, który wyszedł spod pióra poczytnej autorki, rozpoczyna się tym, czego można się było spodziewać. Uzewnętrznieniem cierpienia. Główna bohaterka, ambitna i oddana swojej pracy dziennikarka, rozumie swój błąd. Jest w stanie zawalczyć o szansę na lepsze jutro, jednak czy będzie to w ogóle możliwe? Kroczy z podniesioną głową, ale i się łasi, upija i wypowiada na głos rzeczy, które wolałaby zatrzymać wyłącznie w swoim umyśle. Pomimo tego, że jej inteligencja i wdzięki budują obraz pięknej kobiety, wydaje się ona zaledwie cieniem Malcolma. Bo chociaż to jej zostały oddane stery narracji, on zajmuje całą scenę, kiedy tylko stawia na niej pierwszy krok. Malcolm, niemniej zniewalający aniżeli ostatnio, dominujący, trudny do złamania, a jednak bardziej ludzki. Tym razem za jego żelazną maską pojawia się cień prawdziwego uczucia, chociaż na jego przejaw trzeba trochę poczekać. Bez zastanowienia to jego postać uważam za bardziej udaną. Grzeszny Saint, który dopiero z czasem zaczyna pokazywać swoje niegrzeczne oblicze, przekonał mnie do siebie kolejny już raz. OCZEKIWANIE I SEKS Wyczekujący pikantnych scen czytelniczki nie mogą narzekać, ale autorka postawiła na cierpliwość. Jest obrazowo, subtelnie, odważnie, jednak dopiero w drugiej połowie. Potem gęsto usiana seksem akcja wynagradza początkowe braki, a namiętność bierze górę stając się jednym z głównych elementów fabuły. AKCJA Przyznam, że pośród tej całej historii miłosnej, pikanterii i drugoplanowych wątków dotyczących pracy Rachel i groźnego ojca Malcolma, pojawiały się momenty, które potrafiły mnie nudzić. I tak, jak na początku był smutek, ale i oczekiwanie na najlepsze, tak potem słodycz wzięła górę przeradzając się w mocno idealny koniec. Książka jest dobra, naprawdę, jednak nie tak dobra, jak poprzednia część. Nie obeszłabym się bez niej, choć spodziewałam się czegoś więcej. PLUSY I PODSUMOWANIE Plusem, tak samo jak i poprzednim razem, okazują się plastyczne opisy, wiarygodne dialogi, poruszająco przedstawione uczucia oraz oczywiście Malcolm. Myślę, że „Manwhore +1” to pozycja obowiązkowa dla czytelniczek poprzedniego tomu, chociaż jak już wspomniałam, kontynuacja nie zaangażowała mnie tak, jak poprzednia część. Mimo to przygoda u jej boku nie była stratą czasu. Według mnie, temat tej historii został już dostatecznie wyczerpany, a towarzysząc bohaterom w ostatecznej drodze całkiem miło się bawiłam.
  • 4
15.02.2017
Przyjemna
Czasem tak jest...
"Manwhore. Grzech, który zniewolił dwa serca" to druga część powieści Katy Evans. Opowiada ona o dwójce bohaterów, ona i on, dwa serca... Ona - Rachel, młoda dziennikarka, która myślała, że uda jej się zdobyć informację na temat tajemniczego milionera. Nie przewidziała jednak, że zdobędzie informacje, ale straci serce. W pierwszej części jej "niecny plan" wychodzi na jaw i młodzi się rozstają. On - Malcolm - mega przystojny, bogaty, wysoki, wysportowany mężczyzna z zielonymi oczyma, mroczny i tajemniczy. Jest właścicielem wielu przedsięwzięć, ale chyba najbardziej medialną jest jego nowa platforma, która jest konkurentka facebooka - Interface, i to jaka konkurentką... Owa platforma stała się w poprzedniej części pretekstem, aby Rachel mogła zbliżyć się do Malcolma i zbliżyła się i skradła jego serce, które zaraz potem zraniła. To było w pierwszej części. Nasza para rozstała się, jednak oboje nie mogą o sobie zapomnieć. Ona wszelkimi sposobami stara się więc mu udowodnić, że mimo wszystko można jej ufać, a on pragnie jej uwierzyć. Spotykają się więc po kilku tygodniach od rozstania, na kilka chwil, ale te chwile wystarczą, żeby uczucie zapłonęło na nowo, albo inaczej, żeby uczucie zapłonęło jeszcze większym ogniem. Powoli znajdują znów wspólny język i nie tylko język. Jednak kiedy on daje jej szansę, ona się waha, kiedy zaś ona jest pewna, to on ma opory i tak przez trzy czwarte książki. Oczywiście wśród tych wahań i oporów mają czas na seks... duuużo seksu. Żeby jednak nie było, że tylko seks, opisany dość szczegółowo, z jej punktu widzenia, bo to Rachel jest narratorem, to są także dialogi... dość skąpe, ale są. Książka skupia się raczej na przemyśleniach Rachel i jej uczuciach niż na zawiłej fabule czy długich rozmowach. Nie ma szybkiej akcji, nie ma skoków ciśnienia, ale za to jest przyjemnie spędzony czas na lekkiej lekturze. Mamy tutaj narratora pierwszoosobowego ( naszż bohaterkę) i bardzo jestem ciekawa punktu widzenia Malcolma. Kto wie, może i taka część serii powstanie. Autorka pisze ładnie i poprawnie literacko, opisuje tak, że wyobraźnie działa, jednak brakuje mi w tym pisaniu takiego WOW, czegoś specjalnego, co chwyciłoby za serce i nie pozwoliło długo zapomnieć o powieści. Bez tego WOW książka jest przyjemna, ale taka zwykła, niczym się nie wyróżniająca na tle innych erotyków czy romansów. Podsumowując - powieść jest typowa literaturą kobiecą i dobrze, bo nam też się taka należy w tym zdominowanym przez mężczyzn świecie. Jest literaturą łatwą w odbiorze, lekką, dla niezbyt wymagającego czytelnika.
  • 4
14.02.2017
Dominika Szałomska
Dominika Szałomska
Cała recenzja pod linkiem http://dominika-szalomska.blogspot.com/2017/02/144-przedpremierowo-recenzja-ksiazki.html Manwhore+1 to niesamowita historia o miłości, namiętności, pasji i robieniu tego co się kocha, a także pokonywaniu barier. Czyta się szybko, przyjemnie i nie żałujesz ani jednej minuty poświeconej tej książce. Może zakończenie zostawia niewielki niedosyt, trudno tego nie czuć, jeśli musimy rozstać się z Panem Saintem na kolejne miesiące nim doczekamy się kolejnego tomu. Katy Evans jest autorką, która potrafi zrobić ze zwykłego pomysłu na romans, genialną książkę, której się nikt nie opiera, czytelniczki walczą o to, czyj jest Malcolm, Ramy (seria Real), czy Matthew (seria Mr. President nie wydana w Polsce). Katy wie co zrobić, by kobiety na całym świecie pokochały jej książki i to robi genialnie, nie spuszcza z tonu, każda kolejna powieść jest lepsza od poprzedniej, a my czytelniczki cóż... błagamy o więcej.
  • 3
12.02.2017
Recenzja
Girl-from-Stars
Poprzednia cześć „Manwhore” zakończyła się w kulminacyjnym momencie. Zakończenie trzymało nas w ogromnej niepewności – nikt nie wiedział jaki będzie finał historii Saint’a i Rachel. Przyznam szczerze, że z niecierpliwością czekałam przez te kilka miesięcy na premierę kolejnej części. Nie cierpię, gdy jakaś książka urywa się w połowie i nie znamy jej zakończenia. W takich sytuacjach, (nawet, gdy książka jest słaba) muszę, po prostu MUSZĘ sięgnąć po dalszą część. Teraz już wiem, jak potoczyły się dalsze losy tej dwójki, ale spokojnie! Nie będę spojlerować. Ponownie zakochasz się w historii wpływowego i bogatego playboya bez skrupułów, który zdecydowanie jest przepełniony grzechem, a jego nazwisko Saint (tł. święty) nie jest ani trochę adekwatne… Jeszcze raz zobaczysz, że bezwzględność i silny charakter w interesach przekłada się na brak kompromisów w łóżku i nieustępliwość w dążeniu do spełnienia w erotycznej strefie… A co u naszej „niewinnej” Rachel? Cóż, Malcolm Saint miał być wyłącznie zadaniem. Misją dziennikarską. Interesem. Artykułem. Chociaż próbowała odkryć jego karty, to on odkrył jej delikatne wnętrze i instynktowne potrzeby. Serce wygrało z rozumem i nic już nie może powstrzymać Gwen w dążeniu do spełnienia nowej misji. Misji przeistoczenia się ze zwykłej dziennikarki w panią + 1 Malcolma Sainta. Czy poprzednie uwikłanie w intrygę i knucie nie odbiją się przykrym echem na drodze zdobycia zaufania najseksowniejszego biznesmena w mieście? Pierwszy tom spodobał mi się. Naprawdę. Może i nie zwalił mnie z nóg, ale był dobry. Klasyczny erotyk – facet idealny, kobieta, pragnąca zdobyć w życiu coś więcej, romans, namiętność, pożądanie … a na koniec tajemnice i sekrety, które „wychodzą” na światło dziennie i rujnują tę więź, która narodziła się między bohaterami. Klasyk. Czytało się to bardzo dobrze. Miałam nadzieję, że kolejna część będzie na podobnym poziomie. Czegoś mi jednak zabrakło … Po przeczytaniu „Manwhore +1” nasuwa mi się myśl, że autorka nie do końca miała pomysł na dalszy ciąg wydarzeń. W pierwszej części cały czas się coś działo – odkrywanie prawdziwego Malcolma, towarzyszące nam ciągłe napięcie i zaciekawienie, co się stanie, gdy prawda wyjdzie na jaw. W drugiej części nie było czegoś takiego. Kiedy w pewnym momencie nadarzyła się okazja, by odpalić bombę i wywołać burzę emocji u czytelnika, autorka zakończyła go w taki sposób, że … Uff! Zirytowała mnie niesamowicie. Od tego momentu książka ta, najzwyczajniej w świecie mnie nudziła, i nie mogłam doczekać się, kiedy zobaczę ostatnią stronę. Może zabrzmi to trochę dziwnie, ale w drugiej części było za dużo Malcolma i Rachel. Te ciągłe sceny seksu, (które tak w ogóle jak dla mnie zawsze były opisywane tak samo – zero kreatywności) po jakimś czasie robiły się dla mnie nużące. Autorka powinna rozwinąć wątki pozostałych bohaterów. Nie pamiętam dokładnie, ile uwago poświęciła przyjaciółkom Rachel w poprzedniej części, ale wydaje mi się, że na pewno więcej. Poza tym, w drugiej części została bardziej wyszczególniona postać ojca Saint’a. Chociaż słowo „wyszczególniona” jest mocno przedobrzona. Osobiście miałam nadzieję, że ta postać wprowadzi jakiś zamęt, chaos w tej powieści. Byłam naprawdę mocno zaintrygowana tą postacią. Niestety, autorka tą postać też „olała”. Autorka posiada ciekawy styl pisania. Jej książki czyta się naprawdę dobrze. Bywały momenty, gdzie uśmiechałam się sama do siebie, gdy Saint rzucał jakimiś żarcikami i początkowo, naprawdę czytałam tą książkę z zaciekawieniem i przyjemnością. Ale, jak już wcześniej wspomniałam, fabuła tej części (jak dla mnie) to porażka. Podsumowując, „Manwhore +1” było dla mnie małym rozczarowaniem. Nudna i nieprzemyślana fabuła, banalne i przewidywalne zakończenie, a do tego mało emocjonalne sceny współżycia, które za każdym razem brzmią tak samo. Jeśli jesteście ciekawi dalszych losów głównych bohaterów, to śmiało. Nie mniej jednak uważam, że lepiej poświęcić swój czas na coś ciekawszego. Moja ocena: 5/10 kochajacaksiazki.blogspot.com
  • 4
12.02.2017
Recenzja Czytaninki
Czytaninka
Zapewne pamiętacie, że w recenzji Manwhore zastanawiałam się jak się potoczą dalsze losy Malcolma i Rachel. Czy on będzie w stanie wybaczyć jej to co zrobiła? Odpowiedzi na te pytania otrzymujemy w Manwhore +1. Rachel, choć wie, że skrzywdziła Sainta bardzo chce go odzyskać. Tylko jak odzyskać kogoś, kogo się zawiodło i zraniło? Kogoś, kto kiedyś ufał jej bezgranicznie? Czy to w ogóle jest możliwe? Jednak ona jest pewna czego chce i zrobi wszystko, by on ponownie w nią uwierzył. Czy jej się to uda? Miała napisać artykuł demaskujący Malcolma, tymczasem jej artykuł okazał się listem miłosnym. Ale czy on go przeczytał? Katy Evans ponownie zabiera nas w świat pragnień. Uwodzi, zniewala, ale i też pozostawia tajemnicę, by czytelnik chętnie czytał to, co napisała. Zastanawialiście się kiedyś czy można pogodzić pracę z miłością, jeśli owa praca wiąże się właśnie z tą miłością? Co jest zatem ważniejsze? Osiąganie sukcesu w pracy, czy możliwość pogłębiania swego uczucia? "Zrobiłabym to raz jeszcze, byle przeżyć z nim jeszcze jedną chwilę. Wszystko bym powtórzyła. Wzbiłabym się na ślepo w powietrze, nawet gdyby istniał tylko niewielki ułamek szansy na to, że on tam będzie czekał i mnie odnajdzie." On, mimo tego, że czuje się zraniony, pragnie jej w swoim zespole w pracy. Ona jednak nie chce być jego pracownicą, ona chce więcej. Świadomość tego, że mogłaby go codziennie widywać, ale on nie zwracałby na nią uwagi, byłaby dla niej niczym katusze. Nie wytrzymałaby tego. Dlatego zbiera w sobie siły, by za wszelką cenę odzyskać jego zaufanie. Tylko czy tak potężny człowiek jak Saint daje komukolwiek drugą szansę? Powieść czyta się na jednym wdechu. Kibicowałam Rachel, by udało jej się odzyskać tego nieziemsko przystojnego mężczyznę, który potrafił być zimny niczym lód. Ale tak to właśnie w naszym życiu bywa, że spotykamy kogoś, kto okazuje się być dla nas tym jedynym i jesteśmy w stanie dla niego zrobić wszystko. Bo czy o miłość nie warto walczyć? Warto, zawsze i do samego końca, żebyśmy później nie żałowali, że nie próbowaliśmy odzyskać coś, co jest dla nas niezwykle cenne. Rachel zaparła się w sobie, i choć miała chwile słabości, musiała okazać się twardo stąpającą po ziemi kobietą, by on znów na nią zwrócił uwagę. "Leżymy tak, on nachylający się nade mną, silny i twardy, a ja słaba i rozgrzana. Leżymy tak, jakbyśmy się potłukli i zabrakło nam kleju, abyśmy mogli się poskładać, bez względu na to, jak bardzo tego pragnę... Ale nie potrafimy też się rozdzielić, jakby łączyło nas coś zupełnie innego niż klej." W tej części nasi bohaterowie próbują się poznać od nowa, dotrzeć. Walczą ze swoimi pragnieniami oraz pokusami. Malcolm wyznaje dziennikarce zarys swego dzieciństwa. Otwierają się na siebie. Ona jest w stanie zrobić wszystko, by on ponownie jej zaufał. A wtedy w ich związek wkracza ktoś trzeci... Noel Saint. Manwhore +1 to książka, która uzależnia czytelnika, uzależnia od czytania. To powieść, która uczy nas szacunku dla drugiej osoby i wzajemnego zaufania. Nie zabraknie oczywiście miłosnych uniesień, które autorka dawkuje z umiarem. Bohaterowie, których nie sposób polubić i wciąż rozwijająca się miłosna historia. Zachęcam do przeczytania.
  • 5
11.02.2017
Nikt nie jest Święty
Anna Jędrzejewska (Świat Książkowych Recenzji)
Tę oraz inne recenzje możecie przeczytać na www.swiat-ksiazkowych-recenzji.blogspot.com Autor: Katy Evans Tytuł: Manwhore +1 Cykl: Manwhore Premiera: 17 lutego 2017 Ilość stron: 384 Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece Cena: 36,90 zł "Jestem człowiekiem pełnym wad, nadziei i strachu, silnym i słabym, i niezależnym - oraz zakochanym w nim tak, jak one z całą pewnością nie są.Jestem dumna z tego, kim jestem.Jestem dumna z tego, co sobą reprezentuję." Nie mogłam się doczekać, aż w Polsce ukaże się kontynuacja Rachel i Sainta. Gdy tylko zauważyłam informację o tym musiałam mieć ją u siebie. Malcolm skradłeś mój umysł ;) Okładka jest interesująca. Zastanawiam się nad jakimś głębszym porównaniem, gdyż tamta była czerwona, a ta jest niebieska. Może ta kolorystyka coś oznacza? Ci co czytali już tę książkę wiedzą jak Rachel nazwała pewnego razu Malcolma, a raczej do kogo go porównała. Możliwe, że w tym leży większy i głębszy sens, bardziej metaforyczny (taką mam przynajmniej nadzieję). Rachel ma nie łatwe zadanie. Po tym jak cała prawda wyszła na jaw, że pisze artykuł na temat Sainta by go obnażyć jej życie traci sens. Trudno jej się pozbierać, nie wie co ma ze sobą począć. Aż któregoś ranka otrzymuje propozycję pracy... w M4! U samego Malcolma Sainta, tego samego który do niedawna był jej zadaniem dla pisma "Edge". Sama Rachel zastanawia się co to może oznaczać. Ona chce go odzyskać, ale nie do końca jej chodziło by pracować dla niego. Jaką decyzję podejmie Rachel? Czy uda jej się odzyskać miłość oraz zaufanie Sainta? Bardzo polubiłam Malcolma i Rachel. Są bardzo dograni oraz mają swoje cele. Owszem ta część bardziej porusza wyobraźnię i nasze bodźce. W poprzedniej części bardzo narzekałam na Ginę, jej przyjaciółkę. Jednak w tym tomie jest bardzo spokojnie i autorka bardziej skupiła się na Rachel oraz na Malcolmie. Na ich uczuciu oraz emocjach, które kipią z każdej strony tej książki. Polecam wam książkę, jestem ciekawa czy w Polsce wyjdą jeszcze książki z tego cyklu. Mam ogromną nadzieję, że tak się stanie.
  • 5
11.02.2017
Katy Evans trzyma poziom
Aleksandra Bartczak
Uważam że Manwhore +1 jest dobrą kontynuacją. Mnie ta książka przypomina dobrą powieść obyczajową, która jest urozmaicona niebanalnymi i obfitującymi w żar scenami erotycznymi. Bohaterowie są wykreowani w ciekawy sposób, a cała opowieść z każdą stroną nabiera tempa. Rachel i Malcolm to postacie, których chyba nie da się nie polubić. Niezaprzeczalnie Katy Evans skradła moje serce swoją twórczością. Zarówno seria Real, jak i Manwhore trzymają swój poziom, a fankom literatury kobiecej z całą pewnością przypadną do gustu. Ta książka elektryzuje, oszołamia, a w dodatku jest do bólu grzeszna. Niezależnie od pory dnia, mam nadzieję, że spędzicie miło czas przy tej książce, kiedy zdecydujecie się po nią sięgnąć. Całą recenzję można znaleźć tutaj: http://97books.blogspot.com/2017/02/112-manwhore-1-katy-evans.html
Zobacz też