ver: 0.33

November 9

(okładka miękka)

Autor:
(68)
39,90 zł
33,49 zł
Oszczędzasz
Wysyłamy w 24h. DARMOWA DOSTAWA do salonów empik
dostępność w salonie
Opis produktu
Dane szczegółowe
Opinie klientów (44)
Dodaj recenzję
Oceń produkt:
*
*
Dodaj recenzję Powrót
W przypadku naruszenia Regulaminu, Twój wpis zostanie usunięty.
30.04.2017
I tak i nie
Edyta Trzeciak-czyrnek
Warta przeczytania Nie zmęczyłam sie , akcja była Jednak brakowało mi czegoś .... czytałam lepsze
  • 5
21.04.2017
Rewelacja!
Linka
Świetna, wzruszająca. Zreszta jak każda książka Colleen Hoover.
  • 3
06.03.2017
Raczej nie dla panów
Iceman
Tytułowy 9 listopada jest dla dwójki nastolatków dniem, którego oboje woleliby nigdy nie pamiętać - zarówno dla Fallon, jak i dla Bena jest to rocznica osobistych tragedii. Jest to również dzień, w którym ich drogi oficjalnie się krzyżują, stając się początkiem wielkiej miłości. Z pozoru przypadkowe spotkanie kończy się planowaną wcześniej przeprowadzką Fallon z Los Angeles do Nowego Jorku. Młodzi jednak nie dają ledwie tlącej się iskierce miłości zgasnąć ot tak sobie i postanawiają, że przez najbliższe pięć lat spotykać się będą co roku w umówionym miejscu, a w międzyczasie nie będą utrzymywać ze sobą żadnego kontaktu. W czasie tej rocznej rozłąki Ben jako początkujący pisarz ma za zadanie napisać książkę o tym dziwnym romansie... "November 9" jest powieścią pisaną w narracji pierwszoosobowej; na przemian - raz oczami Fallon, raz oczami Bena - przyglądamy się ich corocznym spotkaniom. Co widzimy? Nie jest fanem romansów, nie jestem fanem "ochów" i "achów", dlatego pierwsze 125 stron nie zaciekawiło mnie prawie w ogóle. Romantyczne scenki, wzdychania, nijakie dialogi - e..., to nie dla mnie. Nutka zainteresowania zabrzmiała jednak dosłownie stronę dalej, kiedy to autorka mgliście daje do zrozumienia, że miłość Fallon i Bena ma ukryte drugie dno. Na przełom w powieści i odkrycie szokującej tajemnicy musiałem jednak czekać kolejne ponad sto dłużących się stron (czy przeciętny czytelnik będzie równie cierpliwy jak ja?). Dopiero wtedy książka wkracza na grunt zdecydowanie ciekawszy, wciągający i (no wreszcie!) emocjonujący. Oczywiście nie zdradzę tu szczegółów fabuły, ale powiem, że ostatecznie warto było nad tą książką posiedzieć do samego końca. Dosłownie ze strony na stronę historia Fallon i Bena staje się całkiem inną powieścią. Płytki romans przemienia się w niezwykle życiową, szokującą, poruszającą serce historię; tragedia sprzed lat przyjmuje całkiem inne oblicze, stając się nie tylko piętnem odbitym na ciałach i duszach dwojga zakochanych, ale elementem scalającym ich teoretycznie kilkuletni, ale w praktyce trwający zaledwie nieco ponad dobę związek. Nasi bohaterowie dojrzeli z dnia na dzień, jałowa fabuła dojrzała wraz z nimi, a moje podejście do tej książki zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni. Szkoda, że tylko jedna trzecia powieści zasługuje na ocenę bardzo dobrą; reszta jest niestety przeciętna, zbyt leniwa fabularnie i naciągana. Ale paniom być może się spodoba, zwłaszcza tym młodym. I tym, które uwielbiają szczęśliwe zakończenia skąpane w potoku łez :)
  • 5
20.02.2017
Zapiera dech w piersiach
Aleksandra Chrostek
Kolejna książka Colleen Hoover, która czyta sie jednym tchem. Po raz kolejny udowodniła, że jest niesamowita pisarka.
  • 5
16.02.2017
Kochała mnie w cudzysłowie Całowała mnie pogrubioną czcionką
Patrycja Wołowicz
Dla zwykłych ludzi 9 listopada to kolejna nic nie znacząca data w kalendarzu. Dla Fallon i Bena to data, która odmieniła ich życie na zawsze. Jeden dzień, budzi zarazem radość, smutek, jak i gniew. Choć los pragnął rozdzielić tych dwoje, oni się nie poddali. Każdego 9 listopada starają się pokonać wszelkie trudności, by się zobaczyć. Ona pokrzywdzona przez los aktorka i on skryty pisarz. Podobno każda historia miłosna powinna zakończyć się happy end'em, ale czy na pewno ? Jestem zakochana w powieściach Colleen Hoover i jej stylu pisania, ale ta książka szczególnie podbiłą moje serce. Niezwykła historia już od pierwszych stron mnie wciągnęła. W końcu coś nowego i świeżego w nurcie New Adult. To nie jest kolejna taka sama książka o dziewczynie z problemiami i chłopaku, który niczym królewicz na białym koniu ją uratuję. Tutaj rzeczywitość miesza się z fikcją. Główny bohater jest pisarzem, więc niezabraknie fragmentów jego powieści, każdy rozdział rozpoczyna się cytatem z jego książki. Oprócz niezwykłych postaci, nie brakuje tu galopującej akcji. Jeśli myślisz, że wszystko jest w porządku następuję przewrot, a twoje serce ledwie wytrzymuje napięcie. Powieść wzrusza, wciąga, dostarcza czytelnikowi emocji. Jest to moja ulubiona powieść napisana przez Colleen. Uwielbiam tę okładkę, idealnie pasuje do klimatu książki. Nie mogę nie wspomnieć o pięknym grzbiecie świetnie prezentującym się na półce. Komu może się spodobać ? Powieść dla miłośników New Adult i nie tylko. Polecam ją każdemu, coś świeżego i wartego zachodu. ,,Nigdy nie będziesz w stanie się odnaleźć, jeśli zatracisz się w kimś innym.'' ,,Bo kiedy kogoś kochasz, to musisz pomóc mu być najlepszą wersją siebie, jaka może być.'' Kochała mnie w cudzysłowie Całowała mnie pogrubioną czcionką PRÓBOWAŁEM JĄ ZATRZYMAĆ wielkimi literami zostawiła mnie z wielokropkiem.'' BENTON JAMES KESSLER Ocena: 10/10 Podsumowanie: Powieść warta uwagi, zdecydowanie warta uwagi. Coś nie do opisania, przeczytaj i się przekonasz. http://fluff-my-life-my-amazing-story.blogspot.com/2017/02/73-november-9-colleen-hoover.html
  • 5
16.02.2017
,,Nigdy nie będziesz w stanie się odnaleźć, jeśli zatracisz się w kimś innym.''
Patrycja Wołowicz
Informacje szczegółowe : tłumaczenie: Piotr Grzegorzewski wydawnictwo: Otwarte tytuł oryginału: November 9 data wydania: 9 listopada 2016 liczba stron: 320 cykl:---- cena z okładki: 39,90 zł Kilka słów o fabule: Dla zwykłych ludzi 9 listopada to kolejna nic nie znacząca data w kalendarzu. Dla Fallon i Bena to data, która odmieniła ich życie na zawsze. Jeden dzień, który budzi zarazem radość, smutek, jak również gniew. Choć los pragnął rozdzielić tych dwoje, oni się nie poddali. Każdego 9 listopada starają się pokonać wszelkie trudności, by się zobaczyć. Ona pokrzywdzona przez los aktorka i on skryty pisarz. Podobno każda historia miłosna powinna zakończyć się happy end'em, ale czy na pewno ? Moja opinia: Jestem zakochana w powieściach Colleen Hoover i jej stylu pisania, ale ta książka szczególnie podbiłą moje serce. Niezwykła historia już od pierwszych stron mnie wciągnęła. W końcu coś nowego i świeżego w nurcie New Adult. To nie jest kolejna taka sama książka o dziewczynie z problemiami i chłopaku, który niczym królewicz na białym koniu ją uratuję. Tutaj rzeczywitość miesza się z fikcją. Główny bohater jest pisarzem, więc niezabraknie fragmentów jego powieści, każdy rozdział rozpoczyna się cytatem z jego książki. Oprócz niezwykłych postaci, nie brakuje tu galopującej akcji. Jeśli myślisz, że wszystko jest w porządku następuję przewrot, a twoje serce ledwie wytrzymuje napięcie. Powieść wzrusza, wciąga, dostarcza czytelnikowi emocji. Jest to moja ulubiona powieść napisana przez Colleen. Oprawa graficzna: Uwielbiam tę okładkę, idealnie pasuje do klimatu książki. Nie mogę nie wspomnieć o pięknym grzbiecie świetnie prezentującym się na półce. Komu może się spodobać ? Powieść dla miłośników New Adult i nie tylko. Polecam ją każdemu, coś świeżego i wartego zachodu. Cytaty: ,,Nigdy nie będziesz w stanie się odnaleźć, jeśli zatracisz się w kimś innym.'' ,,Bo kiedy kogoś kochasz, to musisz pomóc mu być najlepszą wersją siebie, jaka może być.'' "Kochała mnie" w cudzysłowie Całowała mnie pogrubioną czcionką PRÓBOWAŁEM JĄ ZATRZYMAĆ wielkimi literami zostawiła mnie z wielokropkiem.'' BENTON JAMES KESSLER Ocena: 10/10 Podsumowanie: Powieść warta uwagi, zdecydowanie warta uwagi. Coś nie do opisania, przeczytaj i się przekonasz. http://fluff-my-life-my-amazing-story.blogspot.com/2017/02/73-november-9-colleen-hoover.html
  • 5
15.02.2017
,,Nigdy nie będziesz w stanie się odnaleźć, jeśli zatracisz się w kimś innym.''
Patrycja Wołowicz
Informacje szczegółowe : tłumaczenie: Piotr Grzegorzewski wydawnictwo: Otwarte tytuł oryginału: November 9 data wydania: 9 listopada 2016 liczba stron: 320 cykl:---- cena z okładki: 39,90 zł Kilka słów o fabule: Dla zwykłych ludzi 9 listopada to kolejna nic nie znacząca data w kalendarzu. Dla Fallon i Bena to data, która odmieniła ich życie na zawsze. Jeden dzień, który budzi zarazem radość, smutek, jak również gniew. Choć los pragnął rozdzielić tych dwoje, oni się nie poddali. Każdego 9 listopada starają się pokonać wszelkie trudności, by się zobaczyć. Ona pokrzywdzona przez los aktorka i on skryty pisarz. Podobno każda historia miłosna powinna zakończyć się happy end'em, ale czy na pewno ? Moja opinia: Jestem zakochana w powieściach Colleen Hoover i jej stylu pisania, ale ta książka szczególnie podbiłą moje serce. Niezwykła historia już od pierwszych stron mnie wciągnęła. W końcu coś nowego i świeżego w nurcie New Adult. To nie jest kolejna taka sama książka o dziewczynie z problemiami i chłopaku, który niczym królewicz na białym koniu ją uratuję. Tutaj rzeczywitość miesza się z fikcją. Główny bohater jest pisarzem, więc niezabraknie fragmentów jego powieści, każdy rozdział rozpoczyna się cytatem z jego książki. Oprócz niezwykłych postaci, nie brakuje tu galopującej akcji. Jeśli myślisz, że wszystko jest w porządku następuję przewrot, a twoje serce ledwie wytrzymuje napięcie. Powieść wzrusza, wciąga, dostarcza czytelnikowi emocji. Jest to moja ulubiona powieść napisana przez Colleen. Oprawa graficzna: Uwielbiam tę okładkę, idealnie pasuje do klimatu książki. Nie mogę nie wspomnieć o pięknym grzbiecie świetnie prezentującym się na półce. Komu może się spodobać ? Powieść dla miłośników New Adult i nie tylko. Polecam ją każdemu, coś świeżego i wartego zachodu. Cytaty: ,,Nigdy nie będziesz w stanie się odnaleźć, jeśli zatracisz się w kimś innym.'' ,,Bo kiedy kogoś kochasz, to musisz pomóc mu być najlepszą wersją siebie, jaka może być.'' "Kochała mnie" w cudzysłowie Całowała mnie pogrubioną czcionką PRÓBOWAŁEM JĄ ZATRZYMAĆ wielkimi literami zostawiła mnie z wielokropkiem.'' BENTON JAMES KESSLER Ocena: 10/10 Podsumowanie: Powieść warta uwagi, zdecydowanie warta uwagi. Coś nie do opisania, przeczytaj i się przekonasz. http://fluff-my-life-my-amazing-story.blogspot.com/2017/02/73-november-9-colleen-hoover.html
08.02.2017
November9
maria
Cudowna książka przejmująca,wzruszająca,wspaniale napisana wciąga bez reszty na koniec nie można przestać o niej myśleć .Polecam te i wszystkie inne tego autora są świetne.
  • 5
10.01.2017
Przeczytana!
rozyckamarika
Kolejna boska książka Colleen! Uwielbiam ją! Piękna historia i jeszcze lepsze zakończenie. Polecam ;)
08.01.2017
November 9
Aneta Zimnowoda
Książka bardzo ciekawa, nie można się od niej oderwać. Bardzo ciekawi co będzie się działo dalej.
Dużo śmiechu i dużo wzruszeń.
  • 5
25.12.2016
November 9
marcelinawinkiel@gmail.com
Książka zaskakuje w każdym momencie. Jestem zachwycona, trudno było się od niej oderwać. Nie spodziewałam się takiego zakończenia. Polecam ją każdemu :-)
19.12.2016
November 9
ezylka
Wspaniała książka. Po więcej zapraszam: redgirl_books: November 9
http://redgirlbooksbloguje.blogspot.com/2016/12/november-9.html?m=1
  • 4
07.12.2016
Kolejna bomba Colleen Hoover
Smooky
Colleen Hoover już po raz kolejny udowodniła, że doskonale wie, co robić ze swoimi czytelnikami, by niczym doświadczony dyrygent wygrać na strunach ich duszy dokładnie taką melodię, jaką pragnie usłyszeć, konsekwentnie robiąc z ich serc totalną miazgę.
Coś, co bowiem, na pierwszy rzut oka wydaje się być zwykłym romansem, idealnie wpasowującym się w ramy mocno oklepanego i bijącego rekordy poczytności, nurtu New Adult, gdzie młodzi dorośli stojąc u progu dorosłości, walczą o siebie, rodzące się między nimi uczucie i własną przyszłość, na którą cień zawsze rzuca dramatyczna przeszłość, w ostatecznym rozrachunku okazuje się być czymś zgoła innym. Trzeba jednak zajrzeć pod powierzchnię, zanurzyć się w stronicach tej powieści, by dostrzec ciekawy pomysł, niekonwencjonalne rozwiązania i powiew świeżości, którego łakną miłośnicy NA, tacy jak ja.
November 9 to historia zbudowana na tajemnicy, o istnieniu której nie do końca zdajemy sobie sprawę, odkrywając kolejne karty w tej grze wraz z bohaterami.

Nasuwa się jednak pytanie, czy można zakochać się w kimś spędzając z nim zaledwie kilka godzin, tylko jeden raz w roku i tak na przestrzeni pięciu kolejny lat? Colleen Hoover pokazuje, że to jest możliwe, a do tego robi to niezwykle subtelnie i, trzeba przyznać, mimo wszystko przekonująco.

Cała recenzja na blogu, zapraszam :)
http://www.smooky.pl/2016/12/37-november-9-colleen-hoover.html
05.12.2016
November 9
bapio13@wp.pl
Kolejna książka tej autorki, która porywa. Nie można się od niej oderwać, jak zaczniesz czytać, musisz ją skończyć.
Polecam.
  • 5
05.12.2016
Uwielbiam twórczość Colleen Hoover
Wioletta Dobrzeniecka
http://timeofbook.blogspot.com/2016/12/41-november-9.html

9 listopada to data, która zmieniła życie Bena i Fallon. Dzień, w którym przypadkowe spotkanie zaważyło na ich dalszym życiu. Od tej pory postanowili widywać się tylko raz w roku, w tym samym miejscu, o tej samej porze.
Fallon to dziewczyna, która po pewnym wydarzeniu z 9 listopada przestała wierzyć w siebie i swoje zdolności, a Ben to chłopak, którego życie wywróciło się do góry nogami tego samego dnia.
Czy to, że poznali siebie nawzajem w dniu, który wcześniej nie przywoływał im dobrych wspomnień ma jakieś znaczenie? A może to przeznaczenie? Które bohater chce upamiętnić w książce, tylko co jeśli jej rozdziały przestaną pokrywać się z rzeczywistością?
  • 4
01.12.2016
9 listopada
leszczynska.weronika@wp.pl
Jest to moja pierwsza książka tej autorki, słyszałam wiele pozytywnych opinii na temat Colleen Hoover i nie zawiodłam się.
Książka ma kolokwialnie mówiąc fajny klimat, szybko się czyta, jest przyjemna dla odbiorcy.
Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to że historia wydaje się wręcz nieprawdopodobna ale i to można wybaczyć. Dwóch pisanych sobie ludzi, spotykających się co rok 9 listopada (data ta jest nieprzypadkowa zarówno dla Bena jak i Fallon) i to, iż mimo że żyją od siebie tysiące kilometrów bez wzajemnego kontaktu wciąż o sobie myślą i zakochują się w sobie. W książce podobają mi się coraz to nowe fakty wychodzące na światło dzienne, które wywołały u mnie szok i do końca nie mogłam domyślić się jaki będzie koniec. Szczerze polecam!
  • 5
29.11.2016
Powala i pozostawia niedosyt..
kchojnacka
naprawde warto poswiecic kilka godzin bo tyle potrzeba zeby pochlonac ja cala.. porywa, powala i pozostawia niedosyt na koniec
28.11.2016
Warto przeczytać!
galingm
Nigdy wcześniej nie spotkałam się z twórczością Colleen Hoover. Jest to pisarka, o której słyszałam wiele pozytywnych opinii, dlatego też zdecydowałam się sięgnąć po tę książkę. Teraz już wiek, dlatego wiele osób uważa, że jest ona doskonała. "9 listopada" to lektura, która pozwoli każdemu czytelnikowi poruszać się na płaszczyźnie świata rzeczywistego i fantastyki. Na pewno fabuła tej książki nie pozwoli Wam się nudzić. Wręcz odwrotnie dostarczy Wam niezapomnianych wrażeń. Dla mnie jest to numer jeden, wśród książek, które pojawiły się nie dawno. Polecam !
  • 5
27.11.2016
Najlepsza!
Martyna
Książki Colleen Hoover za każdym razem wywołują we mnie niezliczoną ilość emocji. Tym razem również się nie zawiodłam.
Rozumiem bardzo dobrze pojęcie miłości na odległość, dlatego ta książka była bardzo bliska mojemu sercu.

Dla Fallon 9 listopada był najgorszym dniem w jej życiu. Do czasu... po spotkaniu Bena z niecierpliwością czekała na ten dzień. Pomimo długiej rozłąki, braku kontaktu przez cały rok, spotykali się tego jednego dnia. Wiele osób może powiedzieć, że nie da się zakochać w osobie nie znając jej tak na prawdę. Jednak ja wiem, że to możliwe i Fallon również w to wierzyła. Znała Bena tak na prawdę jeden dzień i wiedziała od razu, że to coś wyjątkowego. Z roku na rok stawało się to jednak coraz cięższe, oboje byli świadomi swojej miłości i tęsknoty, żyli od 9 listopada do 9 listopada. Po ciężkich przeżyciach jakie spadły na Bena, ten nie mógł sobie poradzić z tą odległością....

Sięgając po tą książkę, byłam całkowicie świadoma, tego jak będę się czuła po jej przeczytaniu: całkowicie rozemocjonowana, jak po każdej książce Colleen Hoover. Ta książka jednak ma dla mnie jeszcze większe znaczenie. Colleen pokazuje, że nigdy przenigdy nie należy tracić nadziei, że prawdziwa miłość istnieje i nie jest najważniejsze to, czy osoba jest blisko nas, czy oddalona o tysiące kilometrów. Jeśli jest prawdziwa, przetrwa wszystko. Nie ważne jak się skończy, nie ważne czy dwoje ludzi będzie razem czy nie. Najważniejsze jest to, że się kochają i nigdy o sobie nie zapomną.
  • 5
24.11.2016
Najlepsza powieść tego roku!
werka060397
Colleen Hoover jest najlepsza! Zawsze z niecierpliwością czekam na kolejne jej książki i wiem, że będą ono najlepszymi książkami, które w życiu czytałam.
Colleen Hoover odkryłam dzięki książce "Pułapka uczuć", która wpadła mi w ręce, dzięki niskiej cenie i ciekawym tytule. Po przeczytaniu "Pułapki uczuć" od razu sięgnęłam po więcej. Od tej pory Hoover jest moją ulubioną autorką.
November 9 to książka o wielkiej miłości i przeciwnościach losu.
Dla Fallon data 9 listopada znaczy ma ogromne znaczenie. Nigdy nie zapomni tego dnia. To właśnie wtedy ucierpiała w pożarze w domu swojego ojca. Obrażenia były tak poważne, że pozostawiły po sobie widoczne blizny na jej skórze. Dwa lata po pożarze, Fallon spotyka się z ojcem. Obwinia go ona o wypadek oraz o to, że przez blizny nie musiała zrezygnować z kariery aktorki i nie wzbudza już zainteresowania chłopaków. Gdyby Ben, siedzący obok ich stolika w restauracji, słyszy to, dosiada się do nich i udaje chłopaka dziewczyny.
Fallon jest zainteresowana Benem, tak samo jak on nią. Chłopak pomaga Fallon odzyskać pewność siebie, którą straciła przez pożar. Spędzają ze sobą jeden dzień, lecz dziewczyna przeprowadza się do Nowego Jorku. Postanawiają nie utrzymywać ze sobą kontaktu, ale spotykać się co roku 9 listopada. I tak się staje.
Jednak nie zawsze jest kolorowo. Pewne sytuacje są zbyt skomplikowane...
Colleen Hoover po raz kolejny mnie nie zawiodła, lecz sprawiła, że uwielbiam ją jeszcze bardziej! Naprawdę polecam tę książkę każdemu. Nie będziesz żałował!
21.11.2016
November 9
Anna Nowak
Musiałam dać tej książce 5 gwiazdek :) dla mnie to jedna z jej najlepszych książek
  • 5
16.11.2016
November 9
AnnaCzaicka
Coś niesamowitego, nie mogłam się oderwać od książki ani na chwilę. Kocham wszystkie książki pani Colleen, ale ta po prostu jest mistrzostwem. Kocham z całego serducha.
  • 5
15.11.2016
Niedosyt
Natalia
Książka pt." November 9" jest najlepsza książka tej autorki, która dotąd czytałam. Z pozoru zwykla literacka miłość ma w sobie realizm ktory może dotyczyć każdego z nas. Możemy poznać jakie są konsekwencje działań i wypowiadania słów które nie koniecznie chcemy powiedzieć. Na końcu możemy czuć niedosyt, wręcz jest to pewne. Lecz warto przeczytać ta książkę w każdym wieku i każdej płci.
  • 5
14.11.2016
Dziewiąty listopada. I tyle w temacie.
Paulina Pierwoła
Czy da się zamknąć cały rok w jednym dniu? Czy można żyć w oczekiwaniu na ten jeden dzień w roku? Czy można kochać kogoś, kogo widzi się tylko parę godzin w ciągu trzystu sześćdziesięciu pięciu dni?
Dwoje ludzi naznaczonych całkowicie różnymi bliznami.
Jeden dzień.
Dziewiąty listopada.

Wyczuwam nową ulubioną książkę...
...a przynajmniej kolejną, którą mogę tak nazwać.

Szczerze mówiąc, sięgając po kolejną książkę Colleen Hoover, nie oczekiwałam niczego innego, jak kolejnego szoku czytelniczego, kolejnego powodu do "książkowego kaca". Każda powieść jej autorstwa zostawiała mnie całkowicie, przepraszam za określenie, ogłupiałą - zawsze miała w sobie to "coś", co powinna posiadać każda dobra lektura, a czego nie da się określić, zanim się tego nie znajdzie (książkoholicy wiedzą, o co chodzi).
Na "November 9" czekałam bardzo długo - kiedyś znalazłam opis angielski tej książki na LC, który to bardzo mnie zaciekawił, więc gdy tylko pojawiła się informacja o polskim wydaniu, zamówiłam ją przedpremierowo. Muszę przyznać - powieść okazała się o niebo lepsza niż ją sobie wyobrażałam. Już po przeczytaniu pierwszej części stwierdziłam, że rzucam wszystko, co miałam zrobić: muszę wiedzieć, co się dzieje dalej. Takim sposobem skończyłam tę książkę w jeden wieczór. Oczywiście, jak to zwykle się mi zdarza podczas czytania historii napisanych przez Colleen, nie obyło się bez wzruszeń, łez, śmiechu, zaskoczenia, a w pewnym momencie nawet zawahania.
JEŚLI NIE LUBISZ SPOILERÓW - NIE CZYTAJ TEGO AKAPITU! (choć nie jest on taki bardzo ważny... raczej...) Chyba nie ma nic przyjemniejszego dla książkoholika niż znalezienie połączenia między dwoma oddzielnymi książkami tej samej autorki (chodzi mi o to, iż nie należą one do jednej serii), a mówię tu o spotkaniu bohaterów z dwóch książek. Czy wystarczy, gdy powiem, że chodzi tu o pewnego pilota i pielęgniarkę? Myślę, że tak. Dodam też, że wywołało to u mnie wielki uśmiech na twarzy i takie cudowne uczucie.
Kończąc, podkreślę coś oczywistego: ta okładka jest przepiękna i, choć oczywiście najważniejsze jest to, co w środku, nie da się zignorować tej wspaniałej grafiki.

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/3705027/november-9/opinia/34939795#opinia34939795

Jeśli chodzi zaś o przebieg zamówienia, jak zawsze wszystko dotarło szybko i sprawnie, choć, niestety, parę kartek było odrobinę przygiętych. Taki szczegół. Niby mały, a jednak razi.
  • 5
12.11.2016
jesienny must read
Lucyna Tomoń
9 november to sto procent Hoover w Hoover :). Nawet jeżeli nie do końca wierzyłam w tę książkę na początku, z każdą kolejną stroną nie mogłam uwierzyć w to, co się dzieje. Kilka zwrotów akcji tak bardzo kwestionuje to, czego czytelnik dowiaduje się wcześniej, że naprawdę trudno się oderwać. Dobrze, gdyby spojrzeć na akcję w całości, wydaje się nieco naciągana, może w niewielkim stopniu...nierealna, ale...Czy nie taka jest istota fikcji literackiej?
Historia trudna, jak na Colleen Hoover przystało. Chociaż więcej tu intrygi, niemal kryminału, niż romansu. Do pochłonięcia w jeden wieczór. Niesamowicie jesienna. Dla stałych fanów Colleen, dla tych, którzy jeszcze jej nie znają ale przede wszystkim polecam tym, którzy do teraz nie mogli się do niej przekonać.
Cała recenzja dostępna na www.today-ornever.blogspot.com
  • 5
11.11.2016
November 9
KobieceRecenzje365
„Nowa książka Colleen Hoover to opowieść o młodym pisarzu, jego niezwykłej muzie oraz przeznaczeniu, które ukrywa między wierszami coś więcej niż miłość.”

9 listopada dla Bena i Fallon jest datą, którą najchętniej usunęliby z kalendarza. Jednak dwa lata później od tragicznych wydarzeń, które zmieniły na zawsze życie tej dwójki, ich drogi się krzyżują. Ben ratuje dziewczynę z opresji, a ta zostaje jego dziewczyną na „niby”. Po kilku godzinach, które ze sobą spędzają, oboje wiedzą, że między nimi coś iskrzy. Niestety nie mają szansy przekonać się, czy wyszło by z tego coś więcej, gdyż wieczorem dziewczyna przeprowadza się do Nowego Jorku. Zdesperowany Ben wpada na dziwny pomysł. Proponuje dziewczynie, że przez kolejnych pięć lat będą spotykać się właśnie 9 listopada. Fallon przystaje na ten pomysł, jednak by było im trudniej nie wymieniają się numerami telefonów i blokują się na wszystkich portalach społecznościowych. W tym czasie młody pisarz ma także pisać o nich książkę - książkę, która obnaży wszystkie jego tajemnice, które mogą pozbawić jej happy endu. 9 listopada – przekleństwo, czy wybawienie? O tym musicie przekonać się sami.

„Zagubiliśmy się między fikcją a rzeczywistością.
Nieważne, jaką wersję tej historii poznacie.
Nieważne, który z ostatnich rozdziałów okaże się tym prawdziwym.
Ważne jest tylko jedno: zawsze będę ją kochał.”

Kocham i wielbię twórczość Colleen Hoover, każda z jej książek jest jedyna w swoim rodzaju, po prostu niepowtarzalna. Za każdym razem autorka gra na moich emocjach, jak wprawny muzyk na swoim ukochanym instrumencie. Tych książek się nie zapomina, one wgryzają się w moją duszę i pozostawiają w niej trwały ślad. Oczywiście tak samo było w przypadku „November 9”, jest to historia niepowtarzalna i mocno chwytająca za serce, które momentami przestawało bić i rozsypywało się na tysiące kawałków.

Historia Fallon oraz Bena jest bardzo wzruszająca i przejmująca. Oboje noszą blizny – Fallon szpecą blizny na ciele, które powstały w wyniku wypadku, z którego cudem uszła z życiem, za to Ben całą swoją duszę pokrytą ma bliznami i tylko Fallon może ją uleczyć. Oboje potrzebują ocalenia. Czy ocalą się nawzajem? 9 listopada – data ich tragedii – data ich połączenia. Czy wykorzystają szansę?

„[...] Usiłuję powstrzymać złość, która mnie ogarnia na myśl, z jaką łatwością wsiada do tej taksówki, chociaż wie, że nie zobaczy mnie przez cały rok. - Kiedy znajdujesz miłość, to ją trzymasz. Chwytasz ją obiema rękami i ze wszystkich sił starasz się jej nie wypuścić. Nie możesz tak po prostu odjechać, licząc, że przetrwa, aż będziesz na nią gotowa.”

Colleen Hoover genialnie skonstruowała swoich bohaterów, po prostu rozłożyła ich na czynniki pierwsze, obnażając ich całkowicie. Przeszłość Fallon poznajemy już na samym początku i niesamowicie współczujemy dziewczynie. Tragedia jaka ją spotkała, była piekłem na ziemi i pozostawiła na niej wieczny ślad. Za to Ben cały czas jest dla nas zagadką, stopniowo poznajemy jego losy i tragedię, która zmieniła całe jego życie. Autorka na sam koniec serwuje nam bombę atomową, która diametralnie zmienia bieg wydarzeń i niestety wszystko może zniszczyć. I choć przeszłość Fallon jest naprawdę bolesna, to jednak przeżycia Bena wywołały we mnie łzy, które nie chciały przestać płynąć, a wzruszenie ścisnęło w niewyobrażalny sposób moje serce. Na wiele rzeczy, które opisała autorka, sama nigdy bym nie wpadła, więc przygotujcie się na wiele zawirowań i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Uwierzcie mi na słowo, że tę powieść koniecznie musicie przeczytać i jestem przekonana, że Ben zostanie kolejnym Waszym ulubieńcem. To mężczyzna z pięknym i wrażliwym wnętrzem, który ma szczere serce na wyciągniętej dłoni.

Colleen Hoover pisze językiem, który ma w sobie coś magicznego. Każde słowo, każde zdanie trafia wprost do naszego serca i zostaje tam już na zawsze.

„November 9” to powieść, która hipnotyzuje i wciąga już od pierwszej strony, a my nieświadomie zatracamy się w tej historii, która jest niezwykle emocjonująca, pełna wzruszeń, łez a w tle znajduje się przepiękne uczucie jakim jest miłość, pomiędzy dwójką bohaterów, których tak dotkliwie poranił los.

Gorąco polecam! O tej historii nigdy nie zapomnicie!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Otwarte.


  • 5
06.11.2016
Wymiatacz!
turkusowa sowa
Cała recenzja na: turkusowa-sowa.blogspot.com

9 listopada to data znacząca wiele zarówno dla Fallon jak i Bena. Oboje co roku starają się przetrwać ten dzień, który swego czasu w ich życia wniósł wiele zmian i negatywnych emocji. Fallon i Ben poznają się przypadkiem w restauracji właśnie tego dnia. Oboje mają po 18 lat. Ona to początkująca aktorka, której kariera legła w gruzach wraz z pożarem, w którym doznała licznych poparzeń twarzy i reszty ciała. On to zapalony początkujący pisarz. Fallon jest na etapie przeprowadzki do Nowego Jorku i wyznaje zasadę, iż nie zakocha się w żadnym chłopaku dopóki nie skończy 23 lat. W związku z tym postanawiają nie wymieniać się numerami telefonów ani nie stosować żadnej innej formy kontaktu. Obiecują sobie natomiast widywać się co roku 9 listopada w tej samej restauracji, w której się poznali do momentu ukończenia przez Fallon 23 lat. Czy taki układ ma sens i szansę na przetrwanie rodzących się w nastolatkach uczuć? Co skrywa Ben i dlaczego 9 listopada jest i dla niego bolesną datą?

"A jeśli spotkamy się za rok o tej samej porze? A potem znowu za rok? I tak przez pięć lat? Tego samego dnia, o tej samej porze i w tym samym miejscu? Za rok zaczniemy tam, gdzie dziś skończymy."

"November 9" nie jest typowym romansidłem czy książką dla młodzieży. Niesie ona ze sobą znacznie głębsze przesłanie niż prostą historię dwojga nastolatków. Colleen Hoover przedstawia nam w powieści emocje związane ze stratą bliskiej nam osoby, a także brak akceptacji samego siebie. Pokazuje Czytelnikom jak trudno jest samemu poradzić sobie z niektórymi problemami. Fallon i Ben udowadniają jednak, że przy pomocy drugiej osoby znacznie łatwiej jest nam przebrnąć przez niektóre koleje życia. Wzajemne wsparcie, pomoc, motywacja i zachęta do działania - to istotne rzeczy, dzięki którym ani odległość ani czas nie mają znaczenia w nawet najbardziej pokręconym związku. Nie możemy jednak zapominać, iż podstawą każdej nowej relacji jest szczerość. Czy jeśli od początku jej brakuje, to można jeszcze coś zbudować, naprawić? Autorka pokazuje nam w książce, że nie wszystko jest zawsze czarno-białe. Czasem warto szukać głębiej i otworzyć się całkowicie na drugiego człowieka, by go dobrze zrozumieć i pojąć motywy jego działania.
  • 4
06.11.2016
November 9 - Dziewiątego dnia listopada
polska_joanna
Dziewiątego dnia listopada Fallon O'Neil po raz kolejny próbowała uciec wspomnieniami od smutnej rocznicy. Umówiona na obiad z ojcem, spotkała się z nim by poinformować o zmianie w swoim życiu. Fallon zostawia przeszłość w Los Angeles i przenosi się na drugi koniec kraju by spróbować swojego szczęścia w Nowy Jorku. Jej ojciec nie pamiętał jednak o rocznicy pożaru, w którym miał swój udział. To nie jego ciało zdobiły od tego czasu blizny i to nie jego kariera aktorska zakończyła się tego dnia. Na bezsilność dziewczyny niespodziewanie reaguje nieznajomy, który przychodzi jej z pomocą. Benton James Kessler przedstawia się jako jej chłopak, choć dopiero przed chwilą się spotkali. Wybawia ją z kłopotliwej sytuacji, a w dodatku proponuje niecodzienny układ. Od tej pory Fallon i Ben spotykać się będą raz do roku - w szczególnym dla obojga dniu dziewiątego listopada. Czy smutną rocznicę można zastąpić pozytywnymi wspomnieniami, umacnianymi co rok?

Idea spotykania się pary raz na rok, po to by mogli opowiedzieć sobie o swoich sukcesach i realizacji marzeń, to pomysł znany przede wszystkim z powieści "Jeden dzień" Davida Nichollsa. Colleen Hoover wykorzystuje ten wątek i przyznaje się do tego na kartkach swojej książki. Gdy znajomi Fallon i Bena poznają reguły ich znajomości, odwołują się właśnie do "Jednego dnia" czy "Bezsenności w Seattle". Ben (który pragnie zostać pisarzem) śpieszy z wyjaśnieniami, dlatego ich pomysł to jednak inwencja. Fallon uważała, że w wieku lat osiemnastu nie można się poważnie zakochać na całe życie, nie żałując tego, co mogłoby się jeszcze przeżyć. Jej matka wychowała ją w poczuciu, że trwałe związki zawiązują się po dwudziestym trzecim roku życia. Czy uczucie Fallon i Bena, aktorki z przekreśloną karierą i pisarza niechętnego by publikować swoje książki, wytrzyma próbę czasu, jeśli tak słabo i krótko się znali, zanim układ wszedł w życie?

Colleen Hoover dotrzymuje danego na wstępie do powieści (oraz w tytule książki) słowa i konsekwentnie opisuje coroczne spotkania dwójki bohaterów, zaczynając od ich pierwszego dnia, kiedy mają po lat osiemnaście. Choć parę dzieli odległość kontynentu, przybywają na kolejne rocznice do wyznaczonego miejsca spotkania. W międzyczasie nie kontaktują się ze sobą w żaden inny sposób i starają się dotrzymać danego sobie słowa by zrobić wszystko na drodze do realizacji marzeń: pisarstwa czy aktorstwa. Dziewiąty listopada okazuje się nie być zawsze szczęśliwym dniem, przypadając w przeróżnych (także trudnych) momentach życia. Wracając do siebie i odchodząc, rozstając się w zgodzie czy gniewie, ostatecznie bohaterowie dochodzą do punktu zwrotnego, w którym to Fallon poznaje kulisy ich pierwszego spotkania. O tym właśnie ma być powieść Bena zatytułowana "Dziewiąty listopada".

"November 9" to powieść inna, ale i podobna pod pewnymi względami do poprzednich książek amerykańskiej autorki. Fallon to miłośniczka romansów, Ben to osoba studiująca kreatywne pisanie, z czasem więc mamy tutaj wiele elementów powieści wewnątrz powieści. Bohaterowie analizie poddają najbardziej znane z romantycznych scen, oceniają pocałunki czy sceny rozstania na podobnej skali. To niewątpliwe źródło humoru tej historii. Jest też głęboko skrywany sekret, który w przeciwieństwie do większości powieści New Adult, akurat tutaj zdołał mnie bardziej przekonać do tego tytułu. Był to wątek, którego nie przewidziałam, a który diametralnie zmienił oblicze tej historii. Wskazówki były widoczne wcześniej w scenach i słowach niedopowiedzianych.

"November 9" to już ósma powieść Colleen Hoover, jaką czytałam. U amerykańskiej autorki pełno jest młodych i utalentowanych ludzi: muzyka w "Maybe Someday", poezja w "Pułapce uczuć" czy pisarstwo / aktorstwo w najnowszym tytule. Skomplikowane relacje rodzinne, które stają na drodze do realizacji ich uczucia (pośrednio lub bezpośrednio), napędzają akcję, każąc bohaterom szukać innych rozwiązań by uratować wspólną przyszłość. Właśnie ze względu na zaskakujący zwrot akcji w okolicach finału, "November 9" zaliczyłabym do najlepszych powieści spod pióra Colleen Hoover.

Całość recenzji na: http://zakladkadoprzyszlosci.blogspot.com/2016/11/november-9-dziewiatego-dnia-listopada.html
  • 5
06.11.2016
Przepiękna historia o miłości
miye.eu
Uwielbiam powieści spod pióra Colleen Hoover. Darzę je szczerą i pełną entuzjazmu miłością. Za każdym razem oczekuję po nich naprawdę wiele. Nic więc dziwnego, że do lektury długo wyczekiwanej, nowej książki zabrałam się z nadzwyczajnym zapałem.

Fallon skończyła osiemnaście lat i nie jest pewna co chciałaby zrobić ze swoim życiem. Kiedyś marzyła o zostaniu zawodową aktorką, ale pożar, który odcisnął na niej swoje piętno już na zawsze przekreślił te plany - hollywoodzki świat bywa okrutny. Pewnego dnia, gdy w restauracji kłóci się z ojcem, przysiada się do niej nieznajomy chłopak, by ratować ją z opresji. Od samego początku okazuje się, że są sobie bliscy, ale żadne z nich jeszcze nie marzy o poważnym związku. Postanawiają, że co roku będą spotykali się w rocznicę poznania - 9 listopada, a po upływie pięciu lat okaże się co z tego wyniknie.

Przyznam szczerze, że konwencja powieści jest ciekawa, a fabuła wciągająca, ale jednocześnie wydarzenia okropnie mnie irytowały. Czytamy tylko i wyłącznie o spotkaniach Fallon i Bena oraz terminach do nich zbliżonych, nie śledzimy życia bohaterów jako takiego. To z pewnością intrygujący, a w dodatku świetnie zrealizowany pomysł. Drażnił mnie jednak fakt, że zakochani młodzi ludzie tak po prostu od siebie odchodzą i mimo że na kartach powieści ujęty został ból rozstania to jednak nie byłam w stanie zrozumieć ich decyzji i tego jak lekką ręką im przychodziła.

W cudowny i plastyczny sposób opisana została postać Fallon oraz uczucia, które na codzień targały okaleczoną przez los dziewczyną. Jej problemy, niepewność, to jak patrzyła na pewne sprawy wydało mi się niezwykle realistyczne i ważne. Nie tylko dlatego, że mogłoby zdarzyć się każdemu, ale również z powodu innych osób, obok których przechodzimy obojętnie, nie wiedząc o czym myślą, co czują, ani czy nasze zachowanie ich w jakiś sposób nie rani. To jak ujęła jej sylwetkę Colleen Hoover jest po prostu piękne. Od razu przypomniała mi się genialnie wykreowana bohaterka z „Hopeless”.

Nie rozumiem dlaczego amerykanie traktują seks lekką ręką. Czy w Polsce również tak jest? Przygodne zabawy Bena kompletnie nie przypadły mi do gustu i powieść wiele zyskałaby w moich oczach gdyby zwyczajnie ich nie było. Mógł próbować ułożyć sobie życie z innymi dziewczynami, a nie zapraszać je do łóżka, a potem się z nimi żegnać. Naprawdę nie lubię takiego sposobu myślenia i taki bohater sporo u mnie traci, a czy nie o to chodzi w romansach, żeby marzyć o głównym bohaterze? Żeby zazdrościć „tej dziewczynie”, że na niego trafiła?

Poza tymi drobnymi wadami, które zapewne wyłącznie mi przeszkadzają, powieść jest świetna. Genialny pomysł, jeszcze lepsze wykonanie, parę niespodziewanych zwrotów akcji, doskonale opisane postacie i ich przeżycia. To wszystko powoduje, że z niecierpliwością i dreszczem emocji czekam na kolejną książkę spod pióra Colleen Hoover. Najlepsza w tym oczekiwaniu jest pewność, że jedna z moich ulubionych pisarek ponownie nie tylko mnie zachwyci, ale również i zaskoczy. Nikt nie potrafi pisać tak pięknych historii romantycznych jak ona. „November 9” serdecznie wszystkim polecam - lekturą powieści z pewnością nie poczujecie się zawiedzeni.
  • 5
04.11.2016
9 listopada
kogellmogell
Mam już za sobą naprawdę sporo książek skierowanych głównie do młodzieży i ostatnio bardzo trudno jest mnie w nich czymś zaskoczyć, bo większość z nich jest bardzo schematyczna i przewidywalna. Jednak jeśli chodzi o Colleen Hoover to tak naprawdę nigdy nie wiadomo czego się spodziewać. Autorka ma niezwykły dar do tworzenia niebanalnych historii i kreowania świetnych bohaterów (szczególnie tych płci męskiej), których aż ma się ochotę spotkać w realnym życiu.

"November 9" to historia Fallon i Bena, których poznajemy niby w przypadkowej sytuacji, a dokładniej w restauracji w której dziewczyna umówiła się na spotkanie ze swoim ojcem. Fallon od dziecka marzyła o zawodzie aktorki, lecz wypadek sprzed 2 lat oszpecił nie tylko jej ciało, ale również duszę. Dziewczyna przeżyła pożar, który pozostawił na jej ciele - również na twarzy - sporo blizn. Mimo wszystko postanowiła wyjechać do Nowego Jorku, aby spróbować jeszcze raz spełnić swoje marzenie. Ben jest studentem, który w przyszłości chce zostać pisarzem i który w obecnej chwili próbuje pisać książkę. Jest świadkiem kłótni Fallon i jej ojca, który zamiast wspierać dziewczynę tylko podcina jej skrzydła i ją krytykuje. Chłopak ratuję Fallon z opresji udając jej chłopaka i razem z nią przeciwstawia się jej ojcu. Pierwsze spotkanie tej dwójki jest niezwykłe i będzie miało wpływ na całe ich życie. Razem postanawiają, że przez kolejne 5 lat co roku właśnie 9 listopada będą się spotykać w umówionym miejscu, lecz nie wymieniają się nawet numerem telefonu, aby nie kontaktować się ze sobą przez cały rok, aż do kolejnego spotkania. W tym czasie Fallon ma spróbować odbudować swoją karierę aktorską, a Ben będzie pisał książkę o nich samych i o tych corocznych spotkaniach. 5 lat to jednak dość długi okres czasu i bardzo wiele może się w tym czasie zmienić... Czy uda im się co roku spotkać ze sobą i jak te ewentualne spotkania będą przebiegać musicie przekonać się sami...

"November 9" to kolejna książka, która wywołała u mnie mnóstwo sprzecznych ze sobą emocji. Raz się śmiałam w głos i byłam zauroczona przebiegiem całej historii, a chwile później ocierałam łzy i strasznie współczułam głównym bohaterom książki. Macie moje słowo, że jak zaczniecie ją czytać to nie będziecie mogli się oderwać. A Ci którzy czytali "Ugly love" znajdą tu dla siebie również mały smaczek, co było moim zdaniem świetnym posunięciem autorki :)
"November 9" z pewnością wpisuje się na moją listę ulubionych książek na karty których będę bardzo chętnie wracać, chociażby co roku właśnie 9 listopada :)
  • 4
03.11.2016
Polecam!
jusssi
November 9 Colleen Hoover zasługuje na to, by być na szczytach list bestsellerów. Ta książka mocno angażuje, sprawia że cały świat przestaje istnieć, a co więcej porusza każdą cząsteczkę wrażliwości. Tej książki się nie czyta, ją się odczuwa. Jest wręcz naszpikowana emocjami, które rozładowuje fantastyczny, sytuacyjny humor. To jedna z tych książek, w której niewielka przewidywalność daje nadzieję i jest pokarmem dla spragnionej duszy czytelnika. Nie przeszkadza, a wręcz pomaga, by nie zwariować. Przy Colleen Hoover rzeczywiście można stracić zmysły.
  • 4
02.11.2016
http://ksiazkowyswiatpatrycji.blogspot.com/2016/10/przedpremierowo-november-9.html
Patrycja
9 listopada

Data jak każda inna można powiedzieć, a jednak... To właśnie wtedy Fallon zostaje ciężko poparzona w pożarze i to wtedy poznaje Bena. Podczas obiadu z ojcem udaje jej chłopaka i sprawia, że na nowo zyskuje ona pewność siebie. Postanawiają spotykać się co roku, właśnie tego dnia, jednocześnie wcześniej nie rozmawiając ze sobą w ogóle. Tylko 9 listopada i tak przez 5 lat, co miało być dla Bena materiałem na powieść, a dla niej szansą, by do 23 roku życia się nie zakochać...

Na nową powieść Hoover czekałam naprawdę mocno. Ucieszyłam się, gdy przedstawicielka wydawnictwa napisała do mnie w sprawie egzemplarza recenzenckiego i to tyle czasu przed premierą. Nie wiedziałam, czy na pewno uda mi się ją przeczytać, ale się udało i to sporo przed premierą, dzięki czemu recenzję November 9 czytacie nie 9 listopada, a właśnie w październiku.

Przyznam się, że przed lekturą nie czytałam opisu, ale spodziewałam się dobrej historii ze względu na nazwisko autorki. Powieść jest dobra i niestety dla mnie to tyle. Czytałam ją z ciekawością, dość szybko, ale nie czułam przymusu, by dowiedzieć się, co dalej. Powieść nie wywołała też huraganu emocji, którego się spodziewałam.

Historia Bena i Fallon nasuwała mi na myśl inne książki z podobnym motywem. Wielka miłość właściwie z dnia na dzień, ogromna fascynacja... Nie mogłam w to wszystko uwierzyć, szczególnie, że bohaterowie nie znali się. Ja również nie poznałam ich tak dobrze jak na to liczyłam, gdyż spędzałam z nimi właściwie po jednym dniu w roku. Ostatnimi czasy, co już widzieliście we wczorajszej recenzji, brakuje mi książek romantycznych, w których uczucie, by kiełkowało, a nie rodziło się z niczego, zbyt szybko.

Zdecydowanie lepiej autorka ukazała relacje łączące innych bohaterów, a także ich problemy. Naprawdę odczuwałam, że to może dziać się naprawdę i że bohaterowie przechodzą te problemy, mierzą się z nimi i próbują sobie z nimi poradzić. Najlepszym akcentem była wyjaśniająca wiele książka w książce, która jako jeden z nielicznych momentów mnie zaskoczyła i sprawiła, że powieść skończyłam szybciej. Akcent przeszłości doskonale zazębiał w niej się z teraźniejszością... Naprawdę mi się to spodobało.

Po Collen Hoover liczyłam na więcej emocji, jeszcze więcej doznań i choć powieść była intrygująca i czytało mi się ją dobrze, to jednak spodziewałam się czegoś bardziej innowacyjnego, oryginalnego. Mimo wszystko to dobra lektura, która zaostrzyła mi apetyt na kolejne książki pisarki.
Ocena: dobra [4/6]
  • 5
01.11.2016
jeden dzień w roku
Lustro Rzeczywistości
Chodzą słuchy, że November 9 to najlepsza książka Colleen Hoover, która wraca z niezapomnianą historią miłosną o młodym pisarzu i jego muzie. Czy rzeczywiście?

O czym jest książka?
Fallon spotyka się z ojcem, co do którego żywi nieszczególnie ciepłe uczucia. Świadkiem ich nieprzyjemnej rozmowy jest Ben, początkujący pisarz, który staje w obronie dziewczyny i mianuje się jej samozwańczym chłopakiem. To ważny dzień dla Fallon, ponieważ następnego dnia dziewczyna wyjeżdża z kraju, by rozpocząć nowe życie w Los Angeles, gdzie planuje kontynuować przerwaną karierę aktorską. Ojciec dziewczyny nie zgadza się na to, ponieważ uważa, że jego córka, oszpecona bliznami, nie ma szans na karierę.

Fallon i Ben postanawiają spędzić trochę czasu razem i okazuje się, że to jedna z ich najlepszych decyzji. Umawiają się, że co rok o tej samej porze, 9 listopada będą powtarzać swoje spotkanie i czekać, do czego to doprowadzi... A uwierzcie mi, będzie się działo.



November 9 to jedna z najbardziej uroczych historii, jakie czytałam. Może nie jest to najlepsza powieść Collen Hoover, a wielbiciele twórczości autorki znajdą w książce wiele wykorzystanych wcześniej motywów, jednak jest w tej historii coś, co sprawia, że zagnieżdża się ona w sercu na stałe tak jak Ugly Love, czy Hopeless. Przypuszczam, że gdybym należała do młodszych czytelniczek, albo do tych, którzy dopiero odkrywają New Adult, moje zachwyty nie miałyby końca. November 9 to bowiem historia wyjątkowo ciepła, nieco nostalgiczna, romantyczna, urocza, zabawna i wyjątkowo angażująca emocjonalnie. Łamie serce, by potem je uzdrowić, sieje zamęt w umyśle czytelnika i wystawia jego nerwy na próbę. Zawiera elementy dość nierealne do zrealizowania w prawdziwym życiu, ale za to kipi romantyzmem i pokazuje przecudną historię miłosną.

Dla zainteresowanych lekturą mam tradę – jak ognia unikajcie recenzji zawierających spojlery. Nie wczytujcie się w opinie, co do których nie macie pewności, że za wiele nie zdradzą. Nie odbierajcie sobie przyjemności odkrywania złożoności tej historii, bo tylko w wtedy macie szansę przeżyć kilka szokujących chwil i zmoczyć kilka chusteczek :)

Bardzo podobał mi się fakt, że Hoover stworzyła postać pisarza, o niecodziennej motywacji do pisania. Książka Bena to coś więcej niż tylko planowanie sukcesu literackiego, stanowi ważny element fabuły i sprawia, że łzy płyną nieprzerwanym strumieniem. A Fallon? Fallon jest jedną z najbardziej twardych zawodniczek w historiach tego typu. Nie jest idealna, dzięki zewnętrznym defektom staje się czytelnikowi bliższa niż jakakolwiek bohaterka o skrzywdzonej duszy. Młoda aktorka walczy z kompleksami, a sposób w jaki to robi, może okazać się inspirujący dla wielu młodych dziewcząt. Na uwagę zasługuje równiej kreacja bohaterów drugoplanowych, którzy choć nie mają dominujących ról, wpływają na całość fabuły w znaczący sposób i przyczyniają się do wytworzenia więzi między czytajacym, a postaciami.

November 9 to historia dość rozbudowana, mimo standardowej dla Hoover objętości. Tym razem autorka postawiła na kilka wątków komplikujących życie bohaterów, rzuciła im pod nogi kłody różnego rodzaju i nie oparła powieści na jednej, jedynej traumie z przeszłości, co działa odświeżająco (w końcu ile można czytać o molestowaniu, alkoholizmie, czy osieroceniu).

To wszystko sprawia, że książka mimo wykorzystania kilku znanych schematów, była wyjątkowa, chwytająca za serce, tak wciągająca, że przeczytałam ją za jednym podejściem, a do tego zapewniła mi mnóstwo dobrej zabawy i trochę łez – czyli to, czego potrzebowałam.

Poza tym opowieść ma wyjątkowo wartościowy przekaz – wszystkie błędy można naprawić, o ile motywacja jest dość silna, by przetrwać najgorsze. Bohaterowie muszą przejść długą drogę, by rozumieć istotę popełnionego zła i nauczyć się wybaczać, przede wszystkim sobie. A przy okazji znajdują bajkową, niczym nieograniczoną miłość.

Ksiażkę polecam wszystkim młodym czytelnikom, uwielbiającym New Adult i przecudne, nieoczywiste historie miłosne. Collen Hoover po raz kolejny pokazała, że zasługuje na miano bestselerowej pisarki – wierzę, że nie będziecie zawiedzeni.
www.lustrorzeczywistosci.pl
01.11.2016
Ten pierwszy listopad...
Klara
Ci, którzy mnie znają, po przeczytaniu tytułu recenzji mogą się zaniepokoić: redaktorka używająca mianownika w przypadku odmiany dat? Hmm... Nie martwcie się! Cel zamierzony. Pierwszy listopad to listopad szczególny, a pierwszy listopada – święto. Proste? Przejdźmy zatem do rzeczy...

Pewnie pomyśleliście sobie, że jestem jakaś nienormalna, gdyż we wstępie do recenzji napisałam o mianowniku, a kto o zdrowych zmysłach na każdym kroku mówi o przypadkach, języku polskim i gramatyce? OK, macie rację, ale nic na to nie poradzę, że po lekturze November 9 zebrało mi się na językowe refleksje. I nie, wcale nie ma w niej mowy o mianowniku ani dopełniaczu. Po prostu fabuła opiera się na listopadach. Dosłownie. Ale o co chodzi – musicie odkryć sami, ponieważ nie zamierzam wam zdradzać szczegółów.
Pewnego dnia 18-letnia Fallon spotyka się ze swoim ojcem w restauracji. Niestety, pechowo zaczynają się kłócić i dziewczyna nie jest w stanie znaleźć sensownych argumentów, które mogłyby zadziałać. Z pomocą przychodzi jej... „chłopak” Ben. Problem w tym, że widzą się pierwszy raz. Tak to wszystko się zaczyna...
Muszę przyznać, że od momentu przeczytania Ugly love dość sceptycznie podchodzę do kolejnych powieści Colleen Hoover. Za każdym razem jednak próbuję się przełamać, tłumacząc sobie, że przecież nie wszystkie książki są tak samo dobre albo tak samo złe. Przed sięgnięciem po November 9 obiecałam sobie, że nie skreślę jej i postaram się zapomnieć o wcześniejszym rozczarowaniu „brzydką miłością” i tym słynnym „nigdy, przenigdy”. Intuicja podpowiadała mi, że tym razem się nie zawiodę.
Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że z każdym rozdziałem coraz bardziej wsiąkam w tę opowieść. Fallon i Ben skradli moje serce niemal od początku. Śledząc ich losy utwierdzałam się w przekonaniu, że to jest to, czego chciałam, czego brakowało mi w tych dwóch niezbyt – moim zdaniem – udanych książkach. Wkręciłam się i ani trochę nie żałuję, że zaufałam Hoover.
To, w jaki sposób zostali wykreowani bohaterowie powieści, oraz pomysł na fabułę zasługują na gromkie brawa. Historia została przedstawiona niezwykle subtelnie i choć już na samym początku zostaliśmy wrzuceni w wir wydarzeń, które znacznie wpłynęły na nasze postrzeganie świata przedstawionego, nie zaburzyło to harmonii powieści ani nie wprowadziło zbędnego chaosu kompozycyjnego. Można by uznać, że jest to książka idealna. I właściwie chyba nie ma przeciwwskazań, żeby nadać jej takie miano. Tylko że idealne książki nie istnieją, więc ograniczę się do stwierdzenia, że jest bardzo dobra i że Hoover naprawdę pozytywnie mnie zaskoczyła.
Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jak dużo emocji wzbudziła we mnie ta książka. Wydawałoby się, że to zwykły romans, New Adult jakich dziś multum. A jednak nie. November 9 zachwyca prostotą, subtelnością i świeżością. Na pierwszy rzut oka może nie ma tutaj nic nowego – wszystko się już gdzieś pojawiło. Jednak po przyjrzeniu się z bliska dostrzeżemy wiele atutów tej książki. Książki w książce – można by również rzec.
Piękno uczucia, które rodzi się i dojrzewa zarówno w Fallon, jak i w Benie, aż razi w oczy. To niesamowite, jak zbiegi okoliczności wpływają na nasze życie. Mało tego – czynią z nas zupełnie innych ludzi: pewniejszych siebie, radosnych, empatycznych... Ale nie tylko o miłość tutaj chodzi. W dodatku nie tę od pierwszego wejrzenia. Najważniejsze jest dorastanie do przyjaźni, obudzenie w sobie skrytych głęboko emocji, a przede wszystkim zrozumieć siebie i swoje pragnienia.
November 9 nie ma nas uczyć, ona ma „odkopać” z naszego wnętrza te wartości, które powinniśmy pielęgnować. I niech mi tylko ktoś powie, że nie ma już na świecie ludzi gotowych do poświęceń w imię przyjaźni i miłości... Colleen Hoover – na przykładzie młodych ludzi – pokazuje, że wszystko zależy od punktu widzenia i naszego podejścia do życia. Życie potrafi zaskakiwać – to prawda. Ważne, żebyśmy potrafili mu się odwdzięczyć!
  • 4
31.10.2016
Obok książki Colleen Hoover nigdy nie mogę przejść obojętnie.
Jane Rachel
Niezależnie od tego, czy jestem pozytywnie do niej nastawiona, czy też nie, muszę po nią sięgnąć i koniec kropka. Po miłych wspomnieniach związanych z Hopeless i Maybe someday oraz po dość mieszanych uczuciach względem Ugly love i Never never kompletnie nie wiedziałam, czego się spodziewać. Co teraz, na wstępie, mogę powiedzieć o November 9? Było dobrze – zdecydowanie lepiej niż przy Never never – ale z kilkoma małymi zastrzeżeniami i lekkim niedosytem.

Cała recenzja:
http://zanim-zajdzie-slonce.blogspot.com/2016/10/230-przedpremierowo-november-9-colleen.html
  • 5
31.10.2016
Spotkajmy się dziewiątego listopada...
Bujaczek
Wiecie co jest najgorsze kiedy po przeczytaniu kolejnej książki Hoover muszę zasiąść do napisania opinii? To, że w sercu i umyśle panuje jednocześnie chaos oraz pustka. Bo tak naprawdę nie ma w naszym języku słów, które pozwoliłyby mi opisać co teraz czuję i myślę. Nie wiem jak to Colleen robi, ale ponownie sprawiła, że nie byłam w stanie przewidzieć kolejnych wydarzeń. Fabuła została stworzona w taki sposób, że z miejsca pochłonęły mnie wydarzenia, zaskakująca akcja i emocje. Emocje wręcz wypływające z każdej strony, linijki tekstu, zdania... Powieściopisarka wymyśliła coś z początku nasuwającego myśl o Jednym dniu Dawida Nichollsa, ale to zupełnie coś innego, o wiele lepszego, wbijającego w fotel.

http://zapatrzonawksiazki.blogspot.com/2016/10/spotkajmy-sie-dziewiatego-listopada.html
  • 4
30.10.2016
Czytać, czy pisać?
Martha Oakiss
9 rzeczy, których (nie)wiesz o November 9: https://www.youtube.com/watch?v=EYZm-28wZ1s

RECENZJA:
Książka w książce. Fragmenty książki czytanej przez bohaterkę książki, którą czytamy. To prawdziwa książkowa incepcja. Dlatego też najnowsza powieść Colleen Hoover, November 9, ukaże się u nas (a jakże by inaczej) 9 listopada.

Fallon dwa lata temu przeszła okropny wypadek. Cudem przeżyła pożar domu, jednak jej ciało już na zawsze znaczyć będą blizny. Nic dziwnego, że dziewczyna tak bardzo wstydzi się - zarówno wspomnień o swojej rodzinie, jak i ciała, które skrzętnie ukrywa pod golfami i długimi spodniami. 9 listopada to dla niej data, którą chciałaby wymazać z kalendarza. Do momentu, gdy na swojej drodze spotyka Bena, pisarza-amatora. Oboje zawiązują umowę, na wskutek której 9 dzień listopada nabiera całkiem nowego znaczenia...

"Kochała mnie" w cudzysłowie
Całowała mnie pogrubioną czcionką
PRÓBOWAŁEM JĄ ZATRZYMAĆ wielkimi literami
Zostawiła mnie z wielokropkiem...

Zacznę od wad, by zakończyć na słodko. Pierwsze minusy, jakie rzuciły mi się w oczy, są związane z brakiem logiki w niektórych fragmentach. Przykładowo, gdy dziewczyna mówi, że spodziewała się złapania za rękę przez chłopaka, który na szczęście tego nie zrobił. Tak się składa, że robi to w kolejnym akapicie, co daje Fallon powód do szczęście. Niech się dziewczyna ogarnie i zdecyduje. Do tego bohaterka naczytała się romansów i wygląda na to, że teraz tego oczekuje od życia. Chociaż zapiera się, że jest wręcz przeciwnie. I w tych wszystkich romansowych scenach również wkradł się brak logiki. Jednocześnie powieść jest dość przewidywalna, przynajmniej w moim odczuciu. I jedna rzecz, która wychodzi dopiero pod koniec lektury, więc możecie sobie ten akapit podświetlić lub go ominąć: JAK ONA MOGŁA SIĘ ZAKOCHAĆ W CHŁOPAKU, KTÓREGO ZNA NIECAŁY TYDZIEŃ?! BO JĄ ŁADNIE OPISAŁ W KSIĄŻCE?!

Przejdźmy teraz do bardziej przyjemnych aspektów tej powieści. Jeżeli znacie już Ugly Love, to w November 9 znajdzie się coś, co wywoła uśmiech na Waszych ustach. Jeżeli jednak UL jest Wam obce, to nie będzie to przeszkadzało w zaznajomieniu się z lekturą. To tylko taki drobny smaczek, który postanowiła wkręcić autorka. W zasadzie Colleen musiała się nieco wysilić i niejako napisać dwie książki. Chociaż w sumie... No, zdradzać nie będę, ale to ta incepcja, o której wspominałam na początku.
W tej historii znalazło się coś (nie do końca dla mnie zrozumiałego), co bardzo mnie dotknęło. Z jednej strony w Fallon jako bohaterka niezwykle mnie irytowała, z drugiej czułam, że nawiązałam z nią pewną więź. Nie mam blizn, przynajmniej nie mam ich takich, jak ma dziewczyna. Jednak kiedy Ben tłumaczył jej o tym ukrywaniu własnych niedoskonałości, o tym, jak tylko ona te blizny widzi i zamyka się przed innymi, jak dziewczyna wiele straciła na wskutek wypadku i jej marzenia o przyszłości zostały zniszczone, to podświadomie czułam, jakby to w pewnym sensie była moja historia, jakby odnosiła się do tego wszystkiego, co ja kiedyś przeżyłam. I, w mordę, skąd Colleen Hoover zna te wszystkie ludzkie historie i w każdej książce potrafi opowiedzieć o życiu moim albo kogoś kogo znam.

Jeżeli ktoś z Was uwielbia new adult i kocha twórczość Colleen Hoover, to dobrze wie, że i tę powieść powinien przeczytać. Fabularnie umiejscowiłabym tę historię gdzieś pomiędzy młodzieżowym Maybe Someday, a dojrzałym Confess, chociaż biorąc pod uwagę moją ocenę, te dwa utwory przypadły mi do gustu nieco bardziej, niż November 9. To także coś dla fanów filmów a'la Jeden dzień, Bezsenność w Seattle czy Domek nad jeziorem (płaczę zawsze!). Książka nie jest idealna, ale nie jest także zła. Zresztą dobrze znacie mój problem z Colleen, od której, jako od królowej new adult, wymagam bardzo wiele.

I choć łamie mi to serce, najlepsza będziesz wtedy, gdy nie będziesz ze mną.

http://secret-books.blogspot.com/2016/10/czytamy-czy-piszemy-november-9-colleen.html
  • 5
29.10.2016
November 9
Monika Szulc
Pierwsze spotkanie Fallon i Bena jest pełne zaskoczeń i zmienia ich życie na zawsze.  Są sobą zauroczeni tak bardzo, że nawet przeciwności losu nie są im straszne. Raz w roku, dokładnie 9 listopada, spotykają się, by spędzić razem czas, porozmawiać i po prostu cieszyć życiem. On piszę książkę o nich samych, lecz czy jeden dzień w roku wystarczy, by poznać drugiego człowieka?

Colleen Hoover doskonale zna swoje czytelniczki i stworzyła bohatera niemal doskonałego. Piękny, zabawny, z odpowiednią dawką smutku w oczach, który znika, kiedy tylko jest blisko ukochanej. Jednak najważniejszy jest fakt, iż chłopak piszę. Oj tak, pisarz Ben to prawdziwy zdobywca serc. Fallon również łatwo obdarzyć sympatią. Przeżyła tragedię i teraz jest niepewną, zakompleksiona, młodą kobietą. Oboje świetnie się rozumieją i razem dopełniają.

Fabuła nie jest zaskakująca, lecz w wykonaniu Hoover wypadła naprawdę dobrze. Narracja jest pierwszoosobowa, co bardzo przypadło mi do gustu. Jeśli chodzi o romanse, uwielbiam poznawać myśli nie tylko jednego bohatera, a dwójki. Każda sytuacja ma dwie strony, a w tym przypadku, biorąc pod uwagę, że Fallon i Bena łączy dziwna relacja, to ich skryte przemyślenia są bardzo wartościowe.

Akcja jest zawrotna. Bohaterowie spotykają się tylko i wyłącznie tego szczególnego dnia, co czyni książę naładowaną spontanicznymi decyzjami i ciekawymi zdarzeniami. Nieustannie coś się dzieję i tak naprawdę, chciałabym poznać Fallon i Bena lepiej, bo czuję, że mogliby zafundować czytelnikowi jeszcze niejedną porywającą historię.

W dużej mierze jest to przyjemny romans, który czytałam z uśmiechem na ustach, co zawdzięczam głównie Benowi. Prawdziwy relaks dla duszy i ciała. Rozpływałam się i wzdychałam zauroczona. Wyczekiwałam podenerwowana, każdego ich nowego spotkania. Jednak pod tą otoczką szczęścia wyczułam szokujący sekret, który w istocie mnie zdumiał i powalił na kolana. Zaskakujący zwrot akcji, był niczym cios w policzek i wycisnął kilka łez. Pomysł genialny, lecz kumulujące się zbiegi okoliczności, czynią go również wątpliwym.

Najbardziej podoba mi się wątek samoakceptacji. Fallon nie może uporać się z przeszłością oraz konsekwencjami, które na zawsze odbiły ślad na jej ciele. Jej obawy i zachowanie jest w pełni zrozumiałe i wypadło realistycznie. Niejednego czytelnika poruszy jej los oraz hart ducha, który zachwyca od pierwszej strony. Ben w tej sytuacji odnalazł się zadziwiająco łatwo i zawszę mówi to, co powinien. Jego rady są po prostu mądre.  



Historia tej dwójki potrafi wzbudzić emocje, o których już dawno się zapomniało. Piękna i rozczulająca miłość, która mimo niepewności, jest ucieleśnieniem marzeń. Niektóre sytuację przyjęłam z przymrużeniem oko, ba jak dla mnie zbyt dużo spraw idzie po myśli bohaterów, ale wprowadzenie małego zamętu, z pewności jest wielkim plusem. Pomimo kliku małych niedociągnięć, które dla innych mogą okazać całkowicie nieistotne, książę odebrałam bardzo pozytywnie. Lubię lekkie pióro Colleen Hoover i to jedna z jej najlepszych książek, jakie czytałam.

Jak tę książkę się czyta? Jak marzenie! Od pierwszej do ostatniej strony w pełnym skupieniu, spijając słowa bohaterów, chłonąc emocje oraz podziwiając życie. Często jest ono okrutne, jednak pomimo trudności warto walczyć o szczęści. Niektórzy obawiają się ryzyka i tym samym tracą okazję na „petardę” swojego życia! Fallon i Ben się nie bali, oni zaryzykowali, ruszyli ku sobie z zamkniętymi oczami i wyszło to pięknie.

Polecam 5/6
  • 5
28.10.2016
Nigdy nie będziesz w stanie się odnaleźć, jeśli zatracisz się w kimś innym
Zatracona w słowach
Wszystko zaczęło się 9 listopada. Tego dnia marzenia Fallon przepadły. Tego dnia Ben doświadczył straty. Ta data połączyła ich ze sobą, jednak był to także dzień, w którym postanowili spotykać się raz w roku przez kolejne pięć lat. Choć ich życie dalej toczyło się swoim rytmem, to jednak obydwoje żyli dla chwili, dla każdego kolejnego 9 listopada, którego mieli się ponownie zobaczyć. Fallon stała się dla Bena muzą, która zachęciła go do napisania książki, natomiast on został jej ratunkiem, jedyną osobą, która potrafiła spojrzeć głębiej niż inni. Relacja, która zaczęła się dość dziwacznie, szybko przerodziła się w coś większego, co było zrozumiałe wyłącznie dla nich. Kiedy jednak fikcja literacka zaczęła się mieszać z realnym życiem, ich uczucie stanęło w obliczu zagrożenia.

Colleen Hoover jest jedną z moich ulubionych autorek romansów, jeśli nie ulubioną. Jej książki zawsze potrafią wzbudzić we mnie całą gamę emocji, a także uczuć i na długo po zakończeniu nadal pozostają w moich myślach. Z tego powodu z niecierpliwością czekałam na wydanie w Polsce jej kolejnej powieści, po której oczekiwałam czegoś wielkiego. Okazało się jednak, że „November 9” ma do zaoferowanie o wiele więcej.

Colleen Hoover nie pisze zwykłych romansów i również ta książka do przeciętnych nie należy. To historia dwójki osób, których połączył zarówno los, jak i przypadek. Na kartach powieści toczą się dwie historie, które ściśle się ze sobą wiążą. Jedna z nich to ta, w której śledzimy prawdziwe życie bohaterów, natomiast drugą przedstawia nam w swojej książce Ben. Obie opowieści wydają się niemal identyczne, do momentu aż okazuje się, że wcale takie nie są. Prawda może wyzwolić, jednak może także wszystko zrujnować, jak jest w przypadku Bena i Fallon.

„November 9” ma ponad trzysta stron, które przeczytałam zdecydowanie za szybko. Kiedy już zaczęłam lekturę, po prostu przepadłam i nie mogłam się od niej oderwać. Zatraciłam się w historii głównych bohaterów i całkowicie straciłam poczucie czasu. Ta powieść wzbudziła we mnie emocje i uczucia, których się po sobie nie spodziewałam. W niektórych momentach wybuchałam śmiechem, w innych natomiast ogarniała mnie frustracja i złość. Smutek i przygnębienie pojawiały się równie często, co radość i wzruszenie.

Colleen Hoover ma niezwykły talent do kreowania niesamowitych, do bólu prawdziwych bohaterów, przez co mamy wrażenie, że mogliby po prostu wyjść z kart książki i pojawić się tuż obok. Jej niezwykły styl sprawia, że każdą napisaną przez nią książkę czuję całą sobą. Każde słowo ma znaczenie, nic nie jest wynikiem przypadku. Raz za razem Colleen Hoover udowadnia, że może złamać moje serce, by za chwilę złożyć je w całość, aby rozpadło się po raz kolejny.

„November 9” to niesamowicie piękna i chwytająca za serce powieść, która jest kolejnym dowodem geniuszu Colleen Hoover. To historia o błędach, o kłamstwie, a także o porażkach, po których trzeba się podnieść i iść dalej. Nie pozostaje mi nic innego jak gorąco zachęcić was do sięgnięcia po tę historię, choć ostrzegam, „November 9” wbije się głęboko w wasze serca i nie da o sobie zapomnieć.

http://someculturewithme.blogspot.com/2016/10/nigdy-nie-bedziesz-w-stanie-sie.html
  • 5
25.10.2016
Pokochałam całym sercem!
Sol
Nie wiem od czego zacząć. Od tego, że pokochałam tę powieść? Niezbyt banalne? Może od tego, że jest to najlepsza (moim zdaniem) powieść Hoover, jaką do tej pory czytałam? A czytałam wszystkie, prócz jednej, więc mam wyrobione zdanie na temat jej książek. Dlatego nie myślcie sobie, że rzucam te słowa na wiatr. Kurczę! "November 9" zawładnęło moim sercem. Wzruszyło mnie kilka razy do łez - tak bardzo odebrałam tę powieść i tak bardzo zżyłam się z jej bohaterami. Dlatego jeszcze raz powtórzę - kocham tę powieść.

Jeden dzień w roku, który zmienił życie dwójki bohaterów na zawsze. W tym jednym dniu Ben przeżył coś ważnego, druzgocącego. Jeden dzień, jedna chwila i Fallon straciła szansę na przyszłość, o której zawsze marzyła. Straciła cząstkę siebie... Ten jeden dzień, każdego kolejnego roku będzie dniem wspomnień, dniem przeżyć... Dniem, na który oboje będą niecierpliwie czekać. 9 listopada - dniem, który wszystko zmienił.


"November 9" nie jest zwyczajną książką. Jest piękną opowieścią o miłości, przeznaczeniu, cierpieniu i wybaczaniu. O drugich szansach, pierwszych miłościach, rozczarowaniach... Jest taka prawdziwa i piękna. Zachwycam się nią, ponieważ skradła moje serce i nie znajdziecie w tej recenzji żadnego negatywnego słowa o niej. Jestem nią totalnie oczarowana - co na pewno widać!

sol-shadowhunter.blogspot.com
  • 5
19.10.2016
amandaasays.blogspot.com
Amanda
PIERWSZY ROZDZIAŁ, CZYLI SZTUKA UMIEJĘTNEGO ROZPOCZĘCIA
Niewątpliwą zaletą November 9 jest to, że autorka się z nami nie patyczkuje - już od pierwszej strony porywa nas w wir wydarzeń. Buduje zaciekawienie, przez co z nieskrywaną przyjemnością przewraca się kolejne strony i poznaje dalsze losy bohaterów. A im dalej, tym lepiej, wierzcie mi.

BOHATEROWIE
Już od samego początku Colleen Hoover daje nam pełny obraz sytuacji Fallon - głównej bohaterki i wszystko to sprawia, że całkowicie ją rozumiałam. Wydarzenie sprzed lat zachwiało nie tylko jej planami na życie, ale też pewnością siebie, co tylko potęguje dodatkowo brak wsparcia ze strony ojca. Gdy nagle legła w gruzach twoja kariera, a każde spojrzenie w lustro przypomina o tamtym feralnym wieczorze, trudno jest na nowo zacząć żyć i dostrzegać pozytywy. I przyznam, że łatwo było mi się utożsamiać z Fallon - w końcu każdy z nas ma w sobie coś, czego się wstydzi, przez co spuszcza wzrok. Po prostu u niektórych jest to widoczne na zewnątrz, a u innych ukryte w środku.
Bentom James Keller zdecydowanie ukrywa swoje błędy w środku. Jednak mimo wszystko bardzo polubiłam jego postać. Cieszę się, że autorka dała mu głos w narracji i pojawia się też jego perspektywa. Chłopak z poczuciem humoru i dozą wrażliwości, jednak nie pozbawiony wad i wstydliwych tajemnic. Jego rozmowy lepiej wychodzą w książkach, które pisze, jednak w realu również daje radę. Nie jest to żaden typowy bad boy, ani wyidealizowany przystojniaczek, a raczej chłopak, jakiego każda dziewczyna chciałaby spotkać na swojej drodze. Taki, przy którym czuje się piękna mimo swoich wad, dokładnie tak, jak nasza bohaterka.

MIŁOŚĆ
Między bohaterami wyczuwalna jest niesamowita chemia. I chociaż normalnie byłabym zła na to, jak szybko między bohaterami nawiązała się jakaś bliższa więź, to jednak tutaj nie mam zastrzeżeń, zwłaszcza, że sami bohaterowie śmieją się, że jest z nimi jak w romansach, które czyta Fallon. Jako pomocniczy argument przychodzi również fakt, iż akcja powieści obejmuje jedynie ten wybrany dzień w obrębie różnych lat. Tu nie ma czasu na powolny bieg zdarzeń. ;-)

9 LISTOPADA
Nie bez powodu właśnie ta data stała się tytułem powieści. Ten jeden dzień w roku, 9 listopada, jest kluczowym momentem dla obojga bohaterów. Właśnie wtedy ich całe życie zmieniło kierunek.
Także 9 listopada nasi bohaterowie się poznają i przez zakręcony splot wydarzeń wpadają na pewien pomysł. Co roku, dokładnie 9 listopada, Ben i Fallon spotykają się, by napisać kolejny rozdział ich powieści, która w końcu wymyka im się spod kontroli i przybiera nieoczekiwany zwrot.

KSIĄŻKA W KSIĄŻCE
Bardzo podobało mi się wplecenie w historię motywu książki. Czy to rozmów o czytanych przez bohaterów powieściach, czy też porównywaniu ich do rzeczywistości. Jednak przede wszystkim, podobało mi się to, że mieliśmy okazję przeczytać też fragmenty książki Bena, która pozwoliła nam poznać go w całości. Uważam to za naprawdę udany zabieg.

PODSUMOWUJĄC
November 9 to nietuzinkowa, zaskakująca i niezwykle wciągająca opowieść o miłości, życiu i przebaczeniu. Przeżyj 9 listopada wraz z bohaterami najnowszej powieści Colleen Hoover - właśnie tego dnia rozpoczyna się nowy rozdział w Twoim życiu. Polecam!
  • 5
17.10.2016
Książkowa Incepcja
Joanna C.
Cokolwiek robicie, czymkolwiek jesteście zajęci - przerwijcie, odłóżcie, zostawcie to, bo potrzebuję waszych cennych minut i jeszcze cenniejszej uwagi, by uświadomić każdemu z was, że koniecznie MUSICIE sięgnąć po "November 9" autorstwa niezwykłej Colleen Hoover. Kobiety do tego stopnia niesamowitej, iż potrafi burzyć i budować dokładnie w tym samym czasie...

Dziewiąty listopada to data, kiedy Fallon i Ben spotkali się po raz pierwszy, a także dzień, w którym postanowili się ze sobą spotykać, każdego kolejnego roku. I mimo że ich życia toczą się swoim rytmem, obydwoje sobie zdają sprawę, że żyją dla chwil, które spędzają ze sobą, jakkolwiek ich więź nie rozpoczęła się i rozwijała dziwacznie. Fallon jest dla młodego pisarza - Bena, inspiracją, prawdziwą muzą, natomiast on dla niej jest wybawieniem. Jedyną osobą, która zdaje się układać w niej wszystko, co na co dzień jest w chaosie. Jedyną osobą, która czuje więcej niż powinna, wie więcej niż należy i rozumie bardziej niż ktokolwiek inny na świecie... Kiedy realność i fikcja zaczynają się mieszać, serca obydwojga znajdują się na terenie zagrożonym. Mówi się, że prawda może ludzi wyzwolić. Tyle że prawda w przypadku historii Bena i Fallon.... ma szansę doszczętnie wszystko zniszczyć.

Jeśli świat literatury byłby drzewem, na gałęzi New Adult, najpełniejszym, najbardziej soczystym i pięknym owocem, byłoby "November 9". To esencja mistrzowskich zdolności CoHo, to życie podane w tak brutalnie prawdziwej postaci, że aż boli. To opowieść, w której przeplatają się dwie historie - ta w której śledzimy losy Fallon i Bena i ta, którą w swojej książce przedstawia nam Ben. Obydwie ściśle się ze sobą wiążą, obydwie są do siebie podobne, do momentu kiedy... przestają być. A my dochodzimy do wniosku, że czasami kłamstwo jest lepsze od prawdy. Tyle, że gdy ten moment następuje, jest za późno by cokolwiek zmienić - my stajemy się ofiarami talentu Colleen Hoover i równocześnie osobami, które czeka emocjonalny rollecoaster aż do ostatniej strony.

Jeśli ktoś spodziewał się, że CoHo tym razem nie napisze absolutnego arcydzieła - zawiedzie się. "November 9" to kwintesencja tego, do czego zdążyła nas już przyzwyczaić autorka. Niesamowitego stylu, który nie pozwala oderwać się od treści ani na sekundę. Absolutnie niebywałej kreacji postaci, która jest tak dobra, że czujemy jakby Fallon czy Ben, mogli wyjść zza rogu i na nas wpaść w każdym momencie. Niesamowitej historii, która jest zdecydowanie czymś więcej niż romansem, a dla czytelnika staje się centrum wszechświata. Do hektolitrów emocji.

Emocji wypływających z kolejnych stron książki. Emocji, od których pozycja wręcz bucha. Emocji, które czynią z czytelnika ofiarą okrucieństwa i hojności Colleen Hoover. Emocji sprawiających, że płakałam, chichotałam, śmiałam się wyklinałam na cały świat. Emocji, które uczyniły mnie podatną na każde pojedyncze słowo w książce - do tego stopnia, że czułam, jakby zamiast pióra, CoHo dzierżyła miecz, wbijając go we mnie coraz mocniej, z kolejnymi, mijającymi akapitami. Jeśli ktoś potrzebuje dowodu, że dla niektórych autorów, talent pisarski to równocześnie tarcza i włócznia - Colleen Hoover jest idealnym przykładem potwierdzającym tezę.

Przez te trzysta stron, czułam się tak, jakby pisarka trzymała moje serce w garści - czasami je bezlitośnie zgniatała, innym razem obdarzała najczulszymi słówkami. Burzyła i budowała. Raniła i leczyła. Zapewniając tym samym historię, o której nie da się zapomnieć - i od której z całą pewnością - nie da się uwolnić.

Chyba należy przyjąć, że na tym świecie jest kilka pewnych rzeczy. Po dniu zawsze następuje noc. Po październiku zawsze jest listopad. Colleen Hoover nie umie napisać książki, która nie byłaby absolutnie idealna.

http://sherry-stories.blogspot.com/
  • 5
26.08.2016
Piękna
Karolina Skalska
Jeżeli ktokolwiek z Was miał styczność z Twórczością Colleen to wie co chce powiedzieć, choć nie mogę tego ubrać w zbyt piękne słowa. Autorka za każdym razem przy każdej książce potrafi roztrzaskać moje serce na tysiąc kawałków, sprawić że ze strachu sięgam do ostatniej strony, żeby wiedzieć, jak to się skończy (ekhm głupota, prawda?). Nie ze strachu jak w thrillerze a ze strachu o losy bohaterów, którzy stają mi się przez tych kilka godzin podczas czytania bardzo bliscy. Poza łzami na mojej twarzy dzięki niej pojawia się też szeroki uśmiech. I dlatego kocham Colleen. Jej słowa w książkach są po prostu piękne. Bohaterowie, których wykreowała są piękni.
Sięgnijcie po November 9. To cudowna książka. Po prostu. Cudowna. Ile jeszcze można wymyślać historii miłosnych? Przeczytam dla rozluźnienia - pomyślałam, niczym mnie już Colleen nie zaskoczy - powiedziałam (dopiero co przeczytałam "It end with us" - bardzo bardzo polecam! I "Never, Never", też piękna i INNA niż dotychczasowe). A jednak zaskoczyła. I to chyba najbardziej.

  • 5
21.08.2016
😊
mlenka9112
O kurde polecam tę książkę z całego serca. Najlepsza książka jaka w ogóle czytałam. Ta autorka jest najlepsza. Polecam
Zobacz też