ver: 0.33

Skin Coach. Twoja droga do pięknej i zdrowej skóry

(okładka miękka)

Autor:
(46)
44,90 zł
37,49 zł
Oszczędzasz
Wysyłamy w 24h. DARMOWA DOSTAWA do salonów empik
dostępność w salonie
Opis produktu
Dane szczegółowe
Opinie klientów (8)
Dodaj recenzję
Oceń produkt:
*
*
Dodaj recenzję Powrót
W przypadku naruszenia Regulaminu, Twój wpis zostanie usunięty.
20.04.2017
Bzdury
Daria Balak
Nie polecam. Zawarte w tej książce informacje nie są rzetelne. Pełno w niej sprzecznych porad i bzdur. Stosując się do rad tej "specjalistki" na pewno nie poprawimy stanu naszej skóry, co najwyżej zrobimy sobie krzywdę. Przed zakupem radzę poczytac PRAWDZIWE szczere opinie na blogach dziewczyn, które mają w tej dziedzinie dużo większą wiedzę i przekonać się ze nie warto.
  • 1
05.04.2017
Herezje!!!
karolinatojza
poprzednia recenzja jest najlepsza i zgodna z prawdą, autorka głosi herezje i jest niekompetentna, wprowadza w błąd; ludzie nie czytajcie tego autorka sama sobie zaprzecza wielorotnie, że też takie bzdury wydają...
  • 1
30.03.2017
Aleksandra Komarowska
Normalnie nie byłabym zainteresowana kupnem tej książki, jednak skrajne emocje i opinie jakie wzbudza sprawiły, że musiałam sprawdzić o co tyle szumu. Niestety "szum" jest o co robić, bo mimo zapewnień autorki o jej wieloletnim doświadczeniu, gruntownej wiedzy i współpracy z profesjonalistami, w książce znajdziemy mnóstwo błędów merytorycznych oraz logicznych, ogólników i niedopowiedzeń, którym towarzyszy dość ciężkie pióro. Co mnie najbardziej zdziwiło po skończeniu lektury? Brak poparcia swojej wiedzy jakimikolwiek badaniami, publikacjami, itp. Skin Coach chce byśmy wierzyli jej na słowo. Rozumiem, że autorka pewnie ma bogate doświadczenie w pracy z klientkami/couchennicami, ale pojawiające się, momentami podstawowe, błędy merytoryczne nie wzbudzają zaufania do głoszonych przez nią teorii. Jedną z takich teorii jest "unikanie chemii". "Chemia w jedzeniu jest szkodliwa", "unikaj chemicznych składników w kosmetykach", itp.. Ja rozumiem, że jest moda na "eko", sama nawet jej w pewnym stopniu uległam i nie uważam tego za coś złego, ale na stwierdzenie "zła chemia" mam alergię. Wszystko jest chemią, nawet surowce kosmetyczne pochodzenia naturalnego i ekologiczna żywność. Nie rozumiem jak ktoś z taką wiedzą (w końcu pani Społowicz na swoim blogu deklaruje, że studiowała kosmetologię oraz chemię i technologię kosmetyków) może używać tak nieprofesjonalnego i jakby nie patrzeć wprowadzającego w błąd języka. Oczywiście PEG-i, emulgatory, barwniki i konserwanty to zło. Szkoda tylko, że polecane przez panią Skin Coach kremy mają emulgatory (emulgator jest z resztą niezbędny żeby krem, mleczko i każda inna emulsja mogła powstać, ale to szczegół). Takie szufladkowanie surowców kosmetycznych na "złe bo chemiczne" i "dobre bo naturalne" też nie jest za dobre i wprowadza więcej paniki niż to wszystko warte. W książce możemy również znaleźć informację o tym, że witaminy D nie możemy dostarczyć z pożywieniem ponieważ jest syntetyzowana przez światło słoneczne. Jednocześnie pani Bożena zaleca suplementację tej witaminy w okresie październik-maj. To w końcu jak? Nie można tej witaminy dostarczyć per os czy można , ale tylko przez suplementy? Oczywiście witamina D jest wytwarzana pod wpływem promieni UV, ale jest też obecna w różnych produktach spożywczych (tłuste ryby, jaja, mleko) jednak u nas zaleca się suplementacje w okresie jesienno-zimowym. Pani Bożena pisze, że ważne jest również odbudowywanie flory bakteryjnej jelita cienkiego probiotykami. Szkoda tylko, że przerost flory bakteryjne jelita cienkiego jest patologią i nie trzeba jej "odbudowywać" probiotykami. Królestwem bakterii jest jelito grube. Kolejnym kwiatkemi jest stwierdzenie, że przydatki skóry to twory skóry właściwej, a nie naskórka, albo to, że peelingi do ciała nie usuwają martwego naskórka, a jedynie wygładzają i natłuszczają skórę (dlatego pani Społowicz poleca szczotkowanie). Tutaj pojawia się kolejny brak konsekwencji bo na końcu książki możemy znaleźć przepis na peeling który ten martwy naskórek usuwa. Nie rozumiem po co pisać herezje jakoby peelingi do ciała nie spełniały swojej podstawowej funkcji, a potem temu zaprzeczyć i dać przepis na ten kosmetyk zapewniając, że właśnie to robi. Identyczna sytuacja jest z balsamami do ciała, niby złe, ale przepis w książce jest. Pani Skin Coach porusza również temat filtrów. Na szczęście uważa, że "chemia" w tego typu produktach to lepsze wyjście niż ryzyko zachorowania na czerniaka. Niestety nie znajdziemy nigdzie informacji ile takiego kremu należy nakładać aby zapewnić deklarowany przez producenta stopień ochrony, a nawet możemy przeczytać, że jeśli nasz podkład lub krem ma w składzie filtry UV które chronią przed promieniowaniem UVA i UVB to nie musimy stosować już kremu z filtrem. Niestety poznałam wiele osób które tego typu myślenie i brak wiedzy doprowadziły do powstania przebarwień. Żeby krem chronił na deklarowanym poziomie musimy go nałożyć 2mg/cm^2 skóry co nam daje ok. 2-2,5 ml na samą twarz. Nie wiem jak pani Bożena, ale ja nie znam człowieka która aplikuje tyle kremy BB czy podkładu jednorazowo na buzię. Żeby było jeszcze ciekawiej nakładając połowę wymaganej ilości kremu z SPF50 (czyli 1mg/cm^2) nie otrzymamy ochrony na poziomie SPF25, tylko SPF7. Dlatego stwierdzenie, że krem BB z SPF30 wystarczy jest według mnie nieodpowiedzialne. Tego typu mądre rady u osób nieświadomych, które przeprowadzają np. kurację retinoidami lub antybiotykami, mogą skutkować przebarwieniami. Jest jeszcze kilka rzeczy do których można by się przyczepić, np. poddawanie w wątpliwość istnienie cery mieszanej, ale niestety nie zmieszczę się w limicie znaków. Krótko mówiąc, witki mi opadły po przeczytaniu tej książki. Pozycja pięknie wydana, jednak jest w niej za mało wiedzy, za dużo "coach-owej gadki" która nic nie wnosi i stanowczo za dużo błędów.
  • 1
30.03.2017
Aleksandra Komarowska
Normalnie nie byłabym zainteresowana kupnem tej książki, jednak skrajne emocje i opinie jakie wzbudza sprawiły, że musiałam sprawdzić o co tyle szumu. Niestety "szum" jest o co robić, bo mimo zapewnień autorki o jej wieloletnim doświadczeniu, gruntownej wiedzy i współpracy z profesjonalistami, w książce znajdziemy mnóstwo błędów merytorycznych oraz logicznych, ogólników i niedopowiedzeń, którym towarzyszy dość ciężkie pióro. Co mnie najbardziej zdziwiło po skończeniu lektury? Brak poparcia swojej wiedzy jakimikolwiek badaniami, publikacjami, itp. Skin Coach chce byśmy wierzyli jej na słowo. Rozumiem, że autorka pewnie ma bogate doświadczenie w pracy z klientkami/couchennicami, ale pojawiające się, momentami podstawowe, błędy merytoryczne nie wzbudzają zaufania do głoszonych przez nią teorii. Jedną z takich teorii jest "unikanie chemii". "Chemia w jedzeniu jest szkodliwa", "unikaj chemicznych składników w kosmetykach", itp.. Ja rozumiem, że jest moda na "eko", sama nawet jej w pewnym stopniu uległam i nie uważam tego za coś złego, ale na stwierdzenie "zła chemia" mam alergię. Wszystko jest chemią, nawet surowce kosmetyczne pochodzenia naturalnego i ekologiczna żywność. Nie rozumiem jak ktoś z taką wiedzą (w końcu pani Społowicz na swoim blogu deklaruje, że studiowała kosmetologię oraz chemię i technologię kosmetyków) może używać tak nieprofesjonalnego i jakby nie patrzeć wprowadzającego w błąd języka. Oczywiście PEG-i, emulgatory, barwniki i konserwanty to zło. Szkoda tylko, że polecane przez panią Skin Coach kremy mają emulgatory (emulgator jest z resztą niezbędny żeby krem, mleczko i każda inna emulsja mogła powstać, ale to szczegół). Takie szufladkowanie surowców kosmetycznych na "złe bo chemiczne" i "dobre bo naturalne" też nie jest za dobre i wprowadza więcej paniki niż to wszystko warte. W książce możemy również znaleźć informację o tym, że witaminy D nie możemy dostarczyć z pożywieniem ponieważ jest syntetyzowana przez światło słoneczne. Jednocześnie pani Bożena zaleca suplementację tej witaminy w okresie październik-maj. To w końcu jak? Nie można tej witaminy dostarczyć per os czy można , ale tylko przez suplementy? Oczywiście witamina D jest wytwarzana pod wpływem promieni UV, ale jest też obecna w różnych produktach spożywczych (tłuste ryby, jaja, mleko) jednak u nas zaleca się suplementacje w okresie jesienno-zimowym. Pani Bożena pisze, że ważne jest również odbudowywanie flory bakteryjnej jelita cienkiego probiotykami. Szkoda tylko, że przerost flory bakteryjne jelita cienkiego jest patologią i nie trzeba jej "odbudowywać" probiotykami. Królestwem bakterii jest jelito grube. Kolejnym kwiatkemi jest stwierdzenie, że przydatki skóry to twory skóry właściwej, a nie naskórka, albo to, że peelingi do ciała nie usuwają martwego naskórka, a jedynie wygładzają i natłuszczają skórę (dlatego pani Społowicz poleca szczotkowanie). Tutaj pojawia się kolejny brak konsekwencji bo na końcu książki możemy znaleźć przepis na peeling który ten martwy naskórek usuwa. Nie rozumiem po co pisać herezje jakoby peelingi do ciała nie spełniały swojej podstawowej funkcji, a potem temu zaprzeczyć i dać przepis na ten kosmetyk zapewniając, że właśnie to robi. Identyczna sytuacja jest z balsamami do ciała, niby złe, ale przepis w książce jest. Pani Skin Coach porusza również temat filtrów. Na szczęście uważa, że "chemia" w tego typu produktach to lepsze wyjście niż ryzyko zachorowania na czerniaka. Niestety nie znajdziemy nigdzie informacji ile takiego kremu należy nakładać aby zapewnić deklarowany przez producenta stopień ochrony, a nawet możemy przeczytać, że jeśli nasz podkład lub krem ma w składzie filtry UV które chronią przed promieniowaniem UVA i UVB to nie musimy stosować już kremu z filtrem. Niestety poznałam wiele osób które tego typu myślenie i brak wiedzy doprowadziły do powstania przebarwień. Żeby krem chronił na deklarowanym poziomie musimy go nałożyć 2mg/cm^2 skóry co nam daje ok. 2-2,5 ml na samą twarz. Nie wiem jak pani Bożena, ale ja nie znam człowieka która aplikuje tyle kremy BB czy podkładu jednorazowo na buzię. Żeby było jeszcze ciekawiej nakładając połowę wymaganej ilości kremu z SPF50 (czyli 1mg/cm^2) nie otrzymamy ochrony na poziomie SPF25, tylko SPF7. Dlatego stwierdzenie, że krem BB z SPF30 wystarczy jest według mnie nieodpowiedzialne. Tego typu mądre rady u osób nieświadomych, które przeprowadzają np. kurację retinoidami lub antybiotykami, mogą skutkować przebarwieniami. Jest jeszcze kilka rzeczy do których można by się przyczepić, np. poddawanie w wątpliwość istnienie cery mieszanej, ale niestety nie zmieszczę się w limicie znaków. Krótko mówiąc, witki mi opadły po przeczytaniu tej książki. Pozycja pięknie wydana, jednak jest w niej za mało wiedzy, za dużo "coach-owej gadki" która nic nie wnosi i stanowczo za dużo błędów.
  • 5
21.03.2017
Skin Coach - czyli podstawowa pielęgnacja dla jeszcze niewtajemniczonych
bast3t
Jeśli cierpisz na "skórzaną" przypadłość, z którą nie możesz sobie poradzić pomimo stosowania tony coraz to nowszych kosmetyków, ta książka jest dla Ciebie. Jeśli chcesz, aby Twoja skóra odzyskała blask, pozbyła się "nieproszonych gości" i zatrzymała młodość tak długo, jak to tylko możliwe - czytaj tą książkę! Skin Coach to praktyczny poradnik dla każdego, kto z niewiadomego powodu nie potrafi poradzić sobie ze skórną dolegliwością. Może nie pomóc Ci nawet dermatolog, jeśli stosujesz przypadkowo dobrane kosmetyki. Ale spokojnie, bo jest tu z nami rada Bożeny Społowicz. Polecam tę książkę zwykłym osobom, które nie są w stanie wyjść bez makijażu z domu. Większość porad to sama w sobie prostota. Większość z nich bardzo łatwo wprowadzić w życie. Jak podkreśla autorka: wszystko powoli i z umiarem, a stan cery w końcu się poprawi! Lektura bardzo przyjemna do czytania, napisana zrozumiałym językiem. Uzupełnieniem są testy, gdzie łatwo zdjagnozować swój typ cery (do czasu przestudiowania tej książki nie miałam pojęcia, jaki naprawdę mam typ skóry!). Dodatkiem są przepisy na domowe kosmetyki, które pokocha chyba każdy. Autorka zwraca uwagę na to, że to nie kosmetyki tworzą obraz naszej cery, ale wiele składników naszego życia, na co nie zwracamy codziennie uwagi myśląc, że kupimy serum młodości i będziemy piękne do końca naszych dni. Po przeczytaniu gwarantuje zawrót głowy, cały Twój kosmetyczny pogląd legnie w gruzach, a większość kosmetyków po przestudiowaniu składu wyląduje w koszu! Ale to nic złego, bo efekt uboczny to upragniona cera! ;)
  • 5
16.03.2017
Wielkie WOW
wonderwoman
Po tej lekturze zaczęłam się porządnie zastanawiać nad swoją skórą i stylem życia. Czas na zmiany! Dowiedziałam się, że w większości truję siebie i katuję swoją skórę! Jednak pani Bożena naprowadziła mnie na nową drogę.
  • 5
01.03.2017
dziękuję za tę książkę
Julia Kos
Jestem pod ogromnym wrażeniem praktycznych rozwiązań jakie opisano w książce. Napisana jakby do mnie, autorka widać, że bardzo szanuje skórę, stawia na zdrowie, na styl życia i poleca minimalizm w kosmetykach. Otwarcie mówi o makijażu i jego skutkach. Ja już wdrożyłam kilka porad i nie wydając ani złotówki moja skóra wygląda ładniej i zdrowiej a ja czuję się zadbana. Chwalę książkę głównie za nienachalność, rzeczowe porady, wiedzę i chęć dzielenia się nią z innymi. Super, że wreszcie książka o pielęgnacji skóry dla Polek i Polaków!!! POLECAM 5/5
  • 5
22.02.2017
lektura warta polecenia
mongolia
Wstydem jest zestarzeć się przed czasem z powodu lenistwa i nieuwagi” głosi motto jednego z rozdziałów słowami poczciwego Sokratesa. Wstydem jest nie dbać należycie o ten największy a zarazem najbardziej spektakularny organ naszego ciała jakim jest skóra, nie pielęgnować jej, nie karmić… Ale jak czynić to umiejętnie? Dowiemy się tego czytając jedyną w swoim rodzaju, pierwszą tak profesjonalną książkę na polskim rynku wydawniczym „Skin coach Twoja droga do pięknej i zdrowej skóry” Bożeny Społowicz- SKIN COACH Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że wstydem byłoby otrzymując taki dar nie wykorzystać go i nie przeczytać tej książki. Pozycja niezbędna dla każdej z nas, dla każdej nowoczesnej, świadomej swego ciała kobiety. Ksiązake przeczytałam nie jako zwykły uzytkownik tylko jako osoba posiadające kilkunastoletnie doswiadczenie w przemysle kosmetycznym, podeszłam do niej bardzo krytycznie i moge powiedziec ze jest to jedyna taka pozycja na rynku która profesjonalnie traktuje czytelników i skóre, nie ma zadnego bredzenia wymadrzania sie . kazdy kto dba lub chce dbac o skóre ale tak prawdziwie bez udawania powinien miec ja u siebie na póleczce
Zobacz też