ver: 0.33

Tu

(CD)

Wykonawca:
(27)
  • WideoWideo
Bestseller Patronat empik.com
39,99 zł
36,99 zł
Oszczędzasz
Wysyłamy w 24h. DARMOWA DOSTAWA do salonów empik
dostępność w salonie
Opis produktu
Posłuchaj mp3
Dane szczegółowe
Opinie klientów (11)
Dodaj recenzję
Oceń produkt:
*
*
Dodaj recenzję Powrót
W przypadku naruszenia Regulaminu, Twój wpis zostanie usunięty.
  • 5
18.04.2017
polecam!
Julia Woźniak
Płyta na wysokim poziomie. Dobre brzmienie gitary, perkusji. Dobre solówki na klawiszach czy wspomnianej gitarze. Płyta różni się od pozostałych, ale bardzo na plus. Utwory bardzo prywatne, uciekające od komercji.
  • 5
11.04.2017
Lekcja dykcji
Suisse
Uwielbiam słuchać Igora, jak wyśpiewuje świetne teksty stworzone przez niego i kolegów. Muzyka jest wciągająca, a aranżacje niepowtarzalne! Uwielbiam klimat tego krążka i nie mogę się doczekać wysłuchania ich po raz kolejny na żywo
08.04.2017
en so
Co to jest za Płyta! Co ona robi z mózgiem!? To jest Magia. Przy pierwszym spotkaniu z Nią, poczułam , że muszę zamknąć się w ciemnym pokoju z butelką wytrawnego wina. Gęstego, ciepłego i czerwonego jak istota każdej komórki mojego bytu. Tylko ja, Noc i Tu. Słuchałam. Łzy lały się ciurkiem, nie pragnęłam ich zatrzymywać. To było Katharsis. Pomyślałam : co to za chory pomysł Szaleńca, wydać taki album na Wiosnę! Mroczny, brudny, przeraźliwie smutny i ...prawdziwy. Wyłam. Dosłownie. Wokół mrok. Koniec. Nie trzeba już nic. Tylko te dźwięki , wypełniające Przestrzeń. Ale złośliwie wstało niewinne Słońce. I co teraz? Nie można przecież przełożyć tego wszystkiego na odpychająco blady Dzień...? I nagle te same kompozycje okazały się brzmieć zupełnie inaczej. Dziś , totalnie zafiksowana na punkcie tego albumu, mam go przy sobie wszędzie. Jest niebezpieczny! Niepostrzeżenie wnika w umysł. Brzmi w głowie nawet w zupełnej Ciszy. Zainstalowany w samochodowym audio, u poprawnych dotąd kierowców wywołuje overspeeding. Co się dzieje? ! To nie jest zwykła muzyka, to NIEZWYKŁA Muzyka. To prawdziwa Karma. Ścieżkę zespołu LemON śledzę od początku. Przed wydaniem drugiej płyty byłam pełna niepokoju, jak Igor poradzi sobie z tym najważniejszym dla muzyka sprawdzianem . Odechnęłam wtedy z ulgą, znów było pięknie. A dziś , mając w ręku „TU”, jestem całkowicie spokojna o przyszłość. Wielowymiarowość muzyczna , poetycka głębia tekstów, to wszystko układa się w najsmaczniejszą, intymną kompozycję. Ten album jest inny, bardzo dojrzały i bardzo przemyślany. Ale to nie jest zaskoczenie, to naturalna droga rozwoju, Szczerość, której nie da się oszukać, podrobić, to żaden marketingowy zabieg zgarnięcia nowego targetu. Jest on pełną, zamkniętą historią, ułożoną z rozmysłem w emocjonalny rollercoster. Nie można go czytać na wyrywki, chaotycznie. Jest doskonałą całością. Tak prawdziwą jak pierwszy oddech nowonarodzonego dziecka. Tu nie uda się oszustwo, wyrachowane udawanie. Tu jest magia życia. Gdy płyta milknie i odtwarzacz przełącza się automatycznie na radio, czuję nieznośny niesmak kompozycyjnego przedszkola , jakie serwują nam stacje komercyjne. Nie da się płynnie przejść od muzycznego Geniuszu, perfekcji w każdej warstwie dźwięku do prymitywnych melodyjek generowanych przez trzy guziki na keyboardzie. Wracam do „Tu”. Pięknym dopełnieniem tego albumu jest trasa koncertowa. Wyważona, świetnie dopracowana , stanowi spójną całość. I w warstwie muzycznej, technicznej, jak i wizerunkowej. Panowie mają genialny minimalistyczny image, atmosferę tworzą zaarówno perfekcyjnie użyte światła jak i odpowiednio wykorzystany Mrok. Koncert ma jedną wadę- jest zdecydowanie za krótki. Jednak z troski o aparat Wokalisty, zupełnie to rozumiem. Pozostaje niedosyt, ale jest to niedosyt smaczny, jak po ekskluzywnym posiłku w najlepszej restauracji, gdy na wielkim talerzu dostajemy kropkę na jeden kęs... ale tak pyszną że mógłby to być ostatni kęs w życiu . LemON to zdecydowanie najciekawsza propozycja na polskiej scenie. Igor Herbut jest Człowiekiem przerastającym czasy, w których żyje. Sam w wywiadach mówi, iż czuje, że jest stary. I myślę, że ma rację. Wierzę w reinkarnację i jestem pewna, że Jego Dusza odrodziła się nie po raz pierwszy. Szczypta egoizmu we mnie wskrzesza marzenie: oby nie po raz ostatni .To takie przyjemne móc być świadkiem tego Dzieła. Towarzyszący Mu Chłopcy- instrumentaliści są mistrzami swojego rzemiosła. Całość jest na wskroś szczere i tę Prawdę się czuje każdym neuronem ciała. Ona obroni się zawsze, nawet w świecie tak złym i brzydkim jak dzisiejszy.
04.04.2017
Małgorzata
Lemon Tu To pełna emocji przemyślana dojrzała muzyk. Piękne brzmienie muzyki jak wokal charyzmatyczny .Igora i cała oprawa muzyczne przepiękne solówki gitarowe.Nie umiem opisać całych tych emocji po przesłuchaniu całej płyty .Każdy kawałek ma dusze i ukrytą historie zamkniętą w Łemkowskiej chacie .Każdy utwór jest na nowo odkrywany przy każdym go przesłuchaniu.
03.04.2017
Magia
zygul
Perełka, takich płyt nie spotyka się często. LemON odmieniony, bez skrzypiec, bez łemkowskiej flagi, panowie w czerni, rasowe gitary i mroczne, psychodeliczne wręcz klimaty. Igor pokazuje jak szerokim wachlarzem wokalu dysponuje, cerkiewne zaśpiewy to coś wspaniałego, wyróżniającego, między innymi dzięki nim zespół ten ma specjalne miejsce w moim serduchu. Pierwszy raz przesłuchana w bezsenną noc i już miałam ubolewać nad brakiem łemkowskiego, a tu niespodzianka na samym końcu. :) Świetna robota, trzeba też wspomnieć o pięknym wydaniu płyty i okładce (!) - zdjęcia Zuzy Krajewskiej, piękności! Co ważne, tegoroczne koncerty są niesamowitym przeżyciem zarówno dla uszu, jak i oczu, kto może, niech pójdzie, nie pożałuje. Nie rozumiem natomiast tak długiej pauzy w ostatnim utworze. A łemkowskiego ciągle mi mało, zakochałam się w tej kulturze i chcę więcej :)
  • 5
01.04.2017
Nina Jóźwicka
Pierwszym skojarzeniem po przesłuchaniu płyty było ciasne pudełko. Ciemne, zamknięte, szczelne. Dałam się w nim zamknąć już w pierwszych minutach, a z każdym utworem czułam się jak mała kulka, którą przerzuca się z kąta w kąt. Raz przy ogarku świecy, innym razem w ciemnościach. Piosenka po piosence. Jedne kopały boleśnie po żebrach, inne głaskały po policzku. Wywołanie tylu skrajnych emocji jest niełatwą sztuką. Sinusoida. Wybrałam się na przejażdżkę rollercoasterem - widziałam księżyc, słyszałam sowę, w głowie malowały mi się obrazy rodem z płótna Pollocka, a ze sprzecznościami tańczyłam Walca. Jak wiele ten krążek odkrył emocji jest ekscytujące. Spacer w nieznane z zawiązanymi oczami - z tym że nie zawsze jest ktoś obok, kto trzyma za ramię, czasem osoba znika, by niespodziewanie pojawić się znowu. Niepokój. Przeszywający ciało. Nadzieja. Może głupia, może złudna, a może radość z tego, że jest? Kiedy okazuje się, że coś co warstwą instrumentalną koi, zalepia wcześniejsze draśnięcia -w tekście okazuje się mieć dużo małych igiełek, które wbijają się powolnie jedna po drugiej raniąc, przebijając skórę. Bezdech. Kiedy o tym myślę widzę róże. Tak piękne, tak delikatne, utożsamiane z kobiecością, urodą, a jednak z kolcami. Mimo wszystko ludzie kochają te kwiaty. Relacja z tą płytą jest jak ta Małego Księcia z Różą. Wsłuchując się w warstwę tekstową, sklejam sobie historię kobiety i mężczyzny zawartą to tu, to tam - pomyślałam o Małym Księciu i Róży. Związek i to co się tam dzieje to poświęcenie, nadzieja, lepienie się od podstaw i dostosowywania ze strony mężczyzny. A kobieta... trudna, z ogromnymi wymaganiami, rani. Ciągle przewijająca się nadzieja- lecz czy nadzieja jest w stanie uratować związek? Róża przecież mimo wszystko kochała Małego Księcia, była po prostu zbyt dumna. "Gdy ktoś kocha różę, której jedyny okaz znajduje się na jednej z milionów gwiazd, wystarczy mu na nie spojrzeć, aby być szczęśliwym. Mówi sobie: „Na którejś z nich jest moja róża..." " Odniosłam wrażenie, że znam skądś tę kobietę, jakbym już kiedyś poświęciła jej czas. Czy to możliwe? Scarlett. Może nie idealnie taka sama – po przejściach, odmieniona, dojrzała. Z uśmiechniętej, zwiewnej, choć kapryśnej kobiety stała się dla swojego mężczyzny źródłem nieporozumień. Dwójka ludzi z zakłóceniami na linii kontaktu. Choć wciąż uwodzi, teraz inaczej. Dom bez uczuć zmienia się w zwykły budynek, w którym tylko mieszka dwoje ludzi, których kiedyś coś łączyło. Chatę nie traktuję tu tylko jako budynek - kojarzę ją ze związkiem, który tak jak dom ma fundamenty, całe mnóstwo cegieł. Teraz sypie się kawałek po kawałku, jak uratować dom, który nie ma cementu - miłości? Zgliszcza. Kobieta zmienną jest. Scarlett mimo wszystkich tych zmian wciąż chce być kochana, potrzebuje uwagi i miłości. Nikt nie mówił, że ma to być łatwa miłość. Widzę tę płytę jak niektórzy ludzie postrzegają życie – zataczający krąg. Zaczyna się w chacie, która jest opustoszała, a mimo wszystko tak bardzo potrzebna do życia, szczególnie kiedy poza nią wcale nie jest lepiej. Mimo chwilowych popraw nic nie daje takiego ukojenia jak powrót do początku, do wspomnień, do chaty, która okazuje się ukojeniem, a wspomnienia łagodzą rany, które szarpała podróż. I tylko wspomnienia ożywiają te miejsce, z którego niemalże nic już nie pozostało. Od początku do końca płyta rzuca emocja za emocją, niektóre są wypluwane, inne latają niczym pyłki dmuchawca, ale prawdziwe poczucie spokoju daje utwór Po, który muzycznie jest jak liść aloesu na ranę, jak gorąca kąpiel po ciężkim dniu. Nutka po nutce czuję rozluźnienie mięśni, niesamowite ukojenie. Burzy cały strach, buduje bezpieczny zakątek dla duszy, która rzucana z kąta w kąt w ciasnym, ciemnym pudełku w końcu doznaje ulgi. Kiedy jednak wsłuchuję się w tekst wracam do pudełka - jest niepokojąco. Wyobrażam sobie ten dom, widzę każdą emocje, zastanawiam się co właściwie tam się stało i czy jedyne co spłonęło to uczucia? Do tej pory chatę traktowałam metaforycznie - związek. Tekst Po poddaje wątpliwości cały mój tok myślenia. Pytanie, które nasuwa się na końcu, kiedy słucham kołysanki - czy to tylko dobranoc czy aż pożegnanie? By docenić każdą z tych emocji, dostrzec ile ich faktycznie jest, jak piękne są i bogate w nowe doznania trzeba w te pudełko wejść, zamknąć oczy i stać się tą samą piłeczką, co ja na początku tej drogi. Skupienie. Potrzeba odwagi, żeby dać sobie tak grzebać we wnętrzu. Ja czuję powywracane wnętrzności, gęsią skórkę, przeszywający chłód, który zawsze kojarzyłam ze strachem. Jednak... czy to coś złego? Odpłynęłam. Pływam, pluskam zarówno w beznadziei, smutku, strachu, niepokoju, niemym wołaniu jak i we wszystkim co dobre - głupiej nadziei, bo ona zawsze jest dobra, resztkach miłości, cieple, które momentami wytwarzają instrumenty, lepkości i sekundach ukojenia. Czy jestem masochistką? Nie wiem, ale ja pływam TU chętnie. ;)
  • 5
29.03.2017
rewelacja
Sandi Pandi
Nowa odsłona LemOn'a. Płyta jest bardzo dojrzała i przemyślana. Nic nie jest w niej przypadkowego. Każdy utwór słucha się z przyjemnością, to prawdziwa rozkosz dla ucha! Płytka warta każdej sekundy!! Dodatkowym plusem tej płyty jest wizualność. Pudełko do płyty jest wykonane z papieru. Cieszę się, że niektórzy artyści wybierają bardziej eko-produkty.
29.03.2017
Amalia.R
Fajny klimat jak zwykle u Lemona , fajna warstwa muzyczna
  • 5
27.03.2017
moris922
Płyta rzeczywiście się różni od dwóch pierwszych, ale jedno jest pewne: teksty, muzyka na najwyższym poziomie. Dodatkowo nagrywali w Gdańskim Studiu, gdzie jakość jest rewelacyjna. Nie zawiodłem się, do tej płyty trzeba dojrzeć. Pozdrawiam.
  • 5
25.03.2017
Imponująca
Wiktoria Melerska
Polecam wszystkim!
  • 5
24.03.2017
a_izuu
„Pokochałam gwałtowny, szarpiący niepokój...”* Kartka papieru, coś do pisania i leci z Ciebie jak krew. TU jest płytą, która rozrywa, aby móc się wykrwawić. Po ogłoszeniu charakteru płyty, bałam się i nie wierzyłam, że zabrzmi to tak cholernie dobrze. Poinstruowana, aby kupić zapas melisy – pomyślałam, czcze słowa. Jak to dobrze, że człowiek się myli, że zostaje tak zaskoczony i nie dość, że jest mi wstyd, to jeszcze nie mam melisy. A przydałaby się. Ta płyta jest ciasna. Na pozór swobodna - zamknięta w 11. introwertycznych kompozycjach. Na wskroś przecina ją strach, niepokój, smutek. I w tym całym 'ułożonym chaosie' uwodzi mnie warstwa tekstowa. To jakie autor napisał teksty, ile bije z nich poezji, przemyśleń, uniwersalizmów.. przerzutni, ileż w tym prawdy, umiejętność zabawy słowami – wyczyn tekściarzy. Jeśli utwór ma duszę – to ma moją miłość. Dopracowanie muzyczne, w którym słychać najszczerszy muzyczny talent. Słyszę. Ileż można wyrazić samą muzyką, to jak można zagrać na ludzkich uczuciach, okazuje się być szaleństwem i ukojeniem. Bardzo przemyślane wykorzystanie mickiewiczowskich Dziadów a przy okazji Listów... . To świadczy o tym, ile trzeba czasami chwil, a czasami tygodni na powstanie tak wysublimowanych słów, a myślę, nie pomylę się, jak powiem, że żadne z nich nie znalazło się tam przypadkowo. Początkowe Tu zmienia się w Po przechodząc drogę zawiłą, skomplikowaną, wielowymiarową... brudząc się od Kalki, czy wyłapując pohukiwania Sowy. Myśl nie traci wiary w ludzi, Pollock w akcie desperacji maluje tańcząc, na Papierze wypisane są słowa wdzięczności, proste słowa- Tak lub Nie, oczekują jasności, i myślę, że chcą zmieścić uzasadnienie w jednym Akapicie.. jaka szkoda, że Księżyc odbija światło akurat Ostatniego Walca. Czasami nasze bezpieczne miejsce musi ulec zawaleniu, co choć absurdalne, tylko po to, by móc iść budować nowe TU, zupełnie gdzieś indziej. A potem.. tembr wszystkich niskich głosów, zaczyna szeptać Ci do ucha. Każdy ma swoje ukryte strachy. I wróciły wraz z Tą płytą. TU budzi wszystko to o czym chciałabym zapominać. Jak ładnie można wydrzeć swój strach, wykrzyczeć, wyryczeć... To nie chodzi o to, by zrozumieć te teksty i muzykę. Chodzi o to, by je przeżyć. Zrozumienie przyjdzie z czasem, z wiekiem, z wydarzeniem. Interpretacja przyjdzie w najmniej odpowiednim momencie życia i póki co, nie musimy tego TU zrozumieć, nie trzeba go poszukiwać. Nie będę sobą, gdy nie napiszę, że w głowie mam „Proces” F. Kafki- pukasz w jedne drzwi, a otwierają się inne. Szukasz biegnąc po ciasnych, starych, brzydkich, brudnych klatkach, kamienicach, nie możesz złapać oddechu, uciekasz bojąc się własnego cienia. Surrealistyczny senny koszmar. Nie budźcie mnie. Dobrze jest się bać, to znaczy, że wciąż mamy coś do stracenia – dom, zdrowie, miłość, radość, przyjaciół... A nadzieja? Może jest na razie wszystkim co powinniśmy wiedzieć? „Ten świat słów [i muzyki] pokochałam sercem niespokojnym, w którym trwa rzeczy zmienność i myśli odmiana. Kraina już odkryta i jeszcze nieznana.”* *Pomianowska W. „...pokochałam gwałtowny szarpiący niepokój” - Wygnanie z Raju.
Zobacz też