ver: 0.33

Turkusowe szale

(okładka miękka)

Autor:
(16)
  • Czytaj fragmentFragment
  • WideoWideo
34,90 zł
26,21 zł
Oszczędzasz
Wysyłamy w 24h. DARMOWA DOSTAWA do salonów empik
dostępność w salonie
Opis produktu
Dane szczegółowe
Opinie klientów (7)
Dodaj recenzję
Oceń produkt:
*
*
Dodaj recenzję Powrót
W przypadku naruszenia Regulaminu, Twój wpis zostanie usunięty.
05.04.2017
To Read Or Not To Read
Pełna recenzja dostępna na toreador-nottoread.blogspot.com/2017/04/recenzja-bo-martwy-niemiec-nie-jest-zy.html Uwielbiam prozę Remigiusza Mroza i jestem zakochana w trylogii o Komisarzu Forście. To logiczne, że czym prędzej chciałam poznać jedną z jego pierwszych powieści, w zupełności nie patrząc na jej temat i fakt, że Ewa nie przepada za wojną, strzelankami i żołnierskimi klimatami. Postanowiłam wyjść ze swojej czytelniczej strefy komfortu i sięgnąć po coś, z czym na co dzień nie obcuję. Nie wyszło mi to do końca na dobre. Nauczyłam się za to jednej rzeczy. Jeśli autor, którego bardzo lubisz, pisze książkę zupełnie poza twoją ligą, nie musisz jej czytać mimo wszystko. Nie wyniosłam w lektury tak wiele, jak powinnam, bo po prostu jej problematyka to zupełnie nie moja bajka i nie umiałam się wczuć w opisywane wydarzenia. Literatura wojenno-sensacyjna jest niewdzięcznym gatunkiem. Najpierw trzeba zrobić rozeznanie w temacie, w który planujesz się zagłębić. Później wybrać odpowiedni aspekt, który chcesz poruszyć i wybadać go powoli, kawałek po kawałeczku, by stać się chwilowym ekspertem w tej dziedzinie. Ten fakt trzeba oddać autorowi i wspomnieć o jego pracy, jaką włożył w przeprowadzenie researchu. Żadna z postaci z Turkusowych szal nie jest realnym odwzorowaniem prawdziwej osoby. Mróz opierał się na wspomnieniach, dziennikach i fotografiach, ale dodał coś od siebie do swoich bohaterów i poprowadził ich swoimi ścieżkami. Gdy ma się gotowy konspekt, trzeba w odpowiedni sposób poprowadzić wydarzenia. Nie wszystkie opisane sceny wydarzyły się naprawdę, niektóre rzeczywiście miały miejsce, ale w większości autor dał się ponieść swojej wyobraźni i ubarwił prawdę historyczną bądź stworzył zupełnie nowe fakty. W żaden sposób nie jest to złe, bo ja na historii się nie znam i nie zamierzam rościć sobie praw do rzetelnego odwzorowywania przeszłości, co to to nie. Znawcą na pewno określać się nie mogę, wręcz odwrotnie, jestem stuprocentowym laikiem. Jednak podczas czytania nie umiałam rozróżnić prawdy od fikcji. Wszystko wydawało mi się być rzeczywiste i gdyby nie krótka notatka od autora na koniec na ten temat, nie zorientowałabym się, co się naprawdę wydarzyło a co nie. Więc wielki plus! Turkusowe szale mogą z powodzeniem uchodzić za powieść przygodową. Bardzo dobrze się to czyta, styl pisania jest nie tyle lekki, co po prostu dobrze przyswajalny. Jednak mimo łatwości w odbiorze i sposobie przekazania tekstu, mój mózg się buntował poprzez wcześniej wspomnianą tematykę. Mróz momentami sobie popłynął z przytaczaniem nazw wojennych, lotniczych i tym podobnych. Trafiały też się nudniejsze fragmenty, które w ostatecznym rozrachunku nic nie wnosiły do fabuły. Przyznam się bez bicia, że miałam ochotę pominąć kolejne opisy, bo każdy następny był coraz mniej interesujący. Akcja książki jest dziwnie zarysowana. Brakuje mi jednego głównego motywu, który łączyłby ze sobą poszczególne wątki. Wydają mi się one być oderwane od siebie i do samego końca nie wiadomo, do czego zmierza cała fabuła. Do tego dochodzą fragmenty, w których zupełnie nic się nie dzieje, przeplatające się z tymi, w których akcja pędzi i nie ogląda się za siebie. Ale dokąd? No właśnie. Nie wiem, czy autorowi przyświecał jakiś pomysł na zamknięcie tej powieści w konkretnych ramach, czy po prostu chciał pokazać historię 307 Dywizjonu na przykładzie luźnie dobranych wydarzeń. Ewidentnie widać, że Turkusowe szale były pisane jakiś czas temu. Porównując je do nowszych książek Mroza, widać duży progres, jaki autor zrobił na przestrzeni lat. Powieści nie polecam osobom, które nie obcują i nie lubią spoufalać się z historią. Będzie to dla was droga przez mękę. Za to jeśli lubicie wątki lotników i szukacie czegoś na miarę Dywizjonu 303, to śmiało możecie dać tej książce szansę. Niezaprzeczalnym plusem jest zakończenie. Nie tak porywające jak przy innych dziełach Remigiusza Mroza, ale już tutaj widać, że autor powoli zaczynał uczyć się łamać serca swoich czytelników ostatnimi stronami.
  • 3
02.04.2017
Bookendorfina Izabela Pycio
"Nie ma mocniejszych więzi niż te wykształcone w walce. Czasem jedna wspólnie przeżyta chwila w powietrzu przywiązuje bardziej niż całe życie spędzone na ziemi." Jedna z pierwszych powieści Remigiusza Mroza, a dla mnie pierwsza przygoda czytelnicza z książką tego autora. Przygoda sympatyczna, miło spędza się z nią czas, jednak nie wciąga w takim stopniu jak się spodziewałam. Powieść prowadzona w dość dynamicznym rytmie, bazująca na sensacyjnych, szpiegowskich i romantycznych wątkach. Wiele opisów powietrznych walk, ponieważ fabuła inspirowana losami asy przestworzy Lwowskich Puchaczy z Dywizjonu 307 utworzonego w ramach Royal Air Force. Przenosimy się z książką do początku lat czterdziestych, opanowanej wojną Wielkiej Brytanii, gdzie polscy lotnicy patrolują niebo i aktywnie uczestniczą w operacjach wojskowych. Wszystko wskazuje na to, że w ich szeregach czai się niemiecki agent, pozyskujący tajne informacje, sabotujący, szkodzący, przyczyniający się do śmiertelnych wypadków lotników. Jak ustalić jego tożsamość? Niestety, z głównym bohaterem podporucznikiem Feliksem Esskerem nie udało mi się nawiązać bliższej więzi, mimo, że to jego przygody wiodły prym w utrzymaniu czytelnika w oczekiwaniu i niepewności, to jednak zarówno ona sam, jak i ogarniające go moralne wątpliwości, w moim odczuciu potraktowane zostały zbyt powierzchownie. Również wydarzenia na wyspie Alderney okazały się mało realne i przekonujące. Za to z niecierpliwością wyczekiwałam wszelkich wzmianek o sierżancie Leonie Merowskim. Trzeba przyznać, że profil tej postaci został intrygująco wykreowany. Zaś dialogi między Feliksem a Leonem zabarwiono doskonałym humorem, sytuacyjnymi odniesieniami, barwnym wydźwiękiem kontrastów między polską a angielską kulturową mentalnością. Bardzo podoba mi się płynność i swoboda w kreśleniu obrazów w wykonaniu autora, wyjątkowo lekki i przyjazny styl pisania. Brakowało mi za to wyjaśnień, pociągnięcia do końca kilku aspektów ze scenariusza zdarzeń, na które tak bardzo liczyłam. Szkoda, że książka nie okazała się bardziej porywająca i trzymająca w napięciu. bookendorfina.pl
  • 1
24.03.2017
Jerzy Sienicki
Intryga sensacyjno szpiegowska jest poprowadzona dość płytko. Jej rozwiązanie wprawdzie zaskakuje, ale jest to niespodzianka dla samej niespodzianki - bez wcześniejszego wsparcia fabularnego. Ot, po prostu jedna z postaci okazuje być zła, ale żadne z wcześniejszych wydarzeń jakie nasuwały podejrzenia o samym istnieniu szpiega nie zostają z tym szpiegiem powiązane. Jeśli chodzi o tło historyczne można tylko napisać, że faktycznie istniał 307 Dywizjon Myśliwski Nocny "Lwowskich Puchaczy". Jednak opierając fabułę na losach autentycznej grupy ludzi autor mógłby przeprowadzić rzetelniej hitoryczny reaserch, zwłaszcza gdy pisze o taktyce i technice. Tymczasem powieściowe postaci mogłyby równie dobrze latać na czarodziejskich dywanach walcząc z latającymi spodkami UFO. Dobrze więc, że to jedno z pierwszych dzieł Remigiusza Mroza. Mam nadzieję, że akcje kolejnych będą znacznie bardziej wciągające, zwłaszcza gdy autor oprze się o bardziej mu bliskie, współczesne realia
  • 5
23.03.2017
Joanna Sasinowska
Wyjątkowa, barwna i pełna napięcia opowieść o polskich pilotach podczas II wojny światowej z nutką szpiegowskiej intrygi. Polecam wszystkim, którzy kochają dobre kryminały. Mróz ma swój niepowtarzalny styl i świetnie się czyta jego książki.
  • 1
16.03.2017
s58
stanislaw.krolczyk@wp.pl
totalna kicha... .................................................................................................
  • 1
14.03.2017
...
andrzej wodarski
Z prawdą historyczną to nie ma to "dzieło" nic wspólnego... A autorowi przydałby się szybki kurs historii polskiego lotnictwa wojskowego w II wojnie światowej. Można porównać to "dzieło" z "dziełem" Tajemnica Westerplatte niejakiego P.Chochlewa.
  • 5
02.03.2017
Polecam!!!
FK14
Genialne! Jak wszystko spod pióra Mroza! Świetnie szybko się czyta.
Zobacz też