ver: 0.33

Tysiąc pocałunków

(okładka miękka)

Autor:
(9)
  • Czytaj fragmentFragment
39,90 zł
31,73 zł
Oszczędzasz
Wysyłamy w 24h. DARMOWA DOSTAWA do salonów empik
dostępność w salonie
Opis produktu
Dane szczegółowe
Opinie klientów (7)
Dodaj recenzję
Oceń produkt:
*
*
Dodaj recenzję Powrót
W przypadku naruszenia Regulaminu, Twój wpis zostanie usunięty.
18.06.2017
Brak słów żeby opisać jak niesamowita jest ta książka
Isabella
Trudno mi opisać co czuję po przeczytaniu tej książki. Na wstępie powiem że do przeczytania tego utworu zachęciła mnie przypiekna okladka i opisy z tylu. Już od pierwszych stron moje oczy byly zaszklone. Ta książka na pewno spodoba się wszystkim fanom ,,Szkoly uczuć" bo to podobny klimat. Historia relacji Poppy z jej babcia idealnie oddaje moją relacje z moim dziadkiem, moje przeżycia i związane z jego rakiem pluc i ogromny ból jaki czulam po jego śmierci. ,,Tysiąc pocałunkow" to książka o nadziei, wierze,walce z przeciwnościami losu, cieszeniu się każda chwilą i dostrzeganiu piekna zycia nawet w najgorszych momentach. Do tej książki idealnie pasuje motto ,,Carpe diem". Zawsze się zastanawiałam skąd chorzy ludzie czerpią siłę na walke i uśmiech. Miłość Rune'a i Poppy jest czysta i szczera choć muszę przyznać że biorąc pod uwagę ich wiek trochę wątpie czy w rzeczywistości w tym wieku coś takiego się zdarza. Jednak urzeklo mnie to że po takim uplywie czasu i pomimo tego że oboje się zmienili ich uczucie nadal przetrwalo. Mimo iż historia może się wydawać oklepana to polecam ją przeczytać wszystkim miłośnikom dramatów i romansow (ale nie tylko bo mimo iż główny wątek to miłość głównych bohaterów to dla mnie to była raczej książka o cieszeniu się każda chwilą życia ). Po przeczytaniu tej książki rollercoster emocji i kac książkowy gwarantowany ;) ja osobiście pod koniec książki doslownie wylam jak bóbr i cała się trzeslam z emocji. Szczerze polecam
  • 2
11.06.2017
Erato Czyta
Z ciężkim bólem serca zaczynam pisać tę opinię. Szkoda tylko, że ten ból spowodowany jest nie tyle smutną historią, którą serwuje nam autorka, lecz to w jak kiepskim stylu to uczyniła. Ciężko jest doszukiwać się minusów i czepiać się czegokolwiek w książce, która porusza tak trudny i bolesny temat. Gdzie przyjaźń, miłość, życie miesza się z bólem, rozłąką i chorobą. Jednak nie mogę przejść obojętnie koło rzeczy, które aż kolą w oczy. Na początek napiszę pokrótce o czym jest książka. Zaledwie 5-letni Rune wraz z rodzicami przeprowadzają się z Oslo do Georgii. Tam już pierwszego dnia pobytu w nowym domu poznaje swoją sąsiadkę i jednocześnie równolatkę – uroczą i pełną życia – Poppy. Od tamtej pory stają się nierozłączni. Razem dorastają, razem spędzają każdą wolną chwilę, wspierają się w ciężkich momentach życia i radują się tymi najwspanialszymi, aż do momentu kiedy los płata im figla i muszą rozdzielić się na pewien okres. Niestety przez ten czas wszystko ulega zmianie. Rune nie jest już tym samym chłopcem, Poppy ma nowy bagaż doświadczeń w swoim życiu i nowe problemy. Czy obietnice, które złożyli sobie wzajemnie zostaną dotrzymane? Czy wszystko wróci na swoje miejsce i dalej będą nierozłączni? A może już nic nie będzie takie samo? Przyznam, że jestem bardzo emocjonalna i szybko się wzruszam, więc jak zapewne możecie się już domyślić, podczas lektury tej książki również uroniłam niejednokrotnie łzy. Już przy pierwszych 30 stronach musiałam sięgnąć po chusteczkę. Wtedy byłam jeszcze przekonana, że historia ta wyciśnie ze mnie całą wodę z organizmu i że będzie to jedna z najpiękniejszych historii jakie przeczytam. Niestety. Tak się nie stało. Owszem, ciężko przeczytać tę książkę bez chwili wzruszenia – i to nie jednej. Jest to smutna, pełna cierpienia i strat historia, ale mam do niej kilka poważnych zastrzeżeń. Patrząc na oceny i opinie, które zbiera ta książka, myślę że muszę podkreślić, że to moja subiektywna ocena i jestem pewna, że zdania mogą być podzielone. Przechodząc do rzeczy. Tak jak wspomniałam na samym początku, byłam oczarowana książką, ciężko było mi się od niej oderwać i pragnęłam zamknąć się z nią w pokoju i nikogo do niego nie wpuszczać, aż nie skończę jej czytać. Najgorsze jednak przyszło z czasem. Historia zaczęła się ciągnąć, dłużyć, a wręcz nudzić i irytować, bo ile można czytać dialogi i teksty, mówiące jedno i to samo? Rozumiem dramatyzm całej sytuacji, ale podkreślanie całej rozpaczy/ nadziei/ niespełnionych pragnień bohaterów w kółko i to praktycznie tymi samymi zwrotami jest lekką przesadą, zwłaszcza, że dzieje się to przez prawie połowę książki. Jak dla mnie w tej pozycji jest za dużo dramatyzmu i nie byłoby w tym nic złego gdyby autorka trochę z tym przystopowała i urozmaiciła to chociażby kilkoma dodatkowymi wydarzeniami i dialogami o innej tematyce niż miłość i smutek, lecz stało się to tak przerysowane, że ostatecznie popsuło cały odbiór książki. Sam fakt, że jedna scena (bierna, żadnych zwrotów akcji w niej nie znajdziemy) potrafiła zając kilkanaście stron już o czymś świadczy. Rozumiem również, że autorka chciała skupić się na uczuciach bohaterów i ich wewnętrznej walce z uczuciami, ale podkreślam – co za dużo to nie zdrowo. Drugą sprawą jest to, że podczas lektury miałam nieodpartą myśl, że już kiedyś to czytałam, że już znam tę historię i wręcz dam sobie głowę uciąć, iż kojarzę już te wydarzenia z innej książki. Praktycznie nie pomyliłam się ani trochę. Nie będę zdradzać Wam z jaką książka ta historia mi się kojarzy (chociaż to za delikatnie powiedziane), żeby nie zdradzać Wam całej fabuły, jednak myślę, że większość z Was gdy tylko skończy ją czytać będzie miała podobne odczucia. Od siebie dodam, że oryginalna książka, o wiele bardziej mi się podobała i styl pisania jednej i drugiej autorki to niebo a ziemia. Tamta książka po dzisiejszy dzień jest w mojej głowie tak samo jak jej bohaterzy, o tej jestem pewna że zapomnę szybko, wręcz chciałabym tego. Jestem przekonana, że gdyby pani Cole wycięła kilka monotonnych, powtarzających się do znudzenia fragmentów z samego środka książki zyskała by ona wiele i wtedy uznałabym ją za bardzo dobrą. Teraz jestem nią rozczarowana, chociaż co ważne nie żałuję, że ją przeczytałam (gdybym wiedziała to pominęłabym około 200 stron z samego środka i przeczytała tylko początek i zakończenie).
  • 5
07.06.2017
Sol
Uwielbiam książki wydawnictwa Filia. Uwielbiam to, w jakich szatach graficznych wydają swoje książki (szkoda, że nie w twardych, albo chociaż ze skrzydełkami, ale co zrobić!). O książce Tysiąc pocałunków słyszałam i czytałam wiele. Same pozytywy i to, żebym przygotowała się w tony chusteczek, bo ta historia, to wyciskacz łez. Nie myślałam, że po Promyczku coś wyciśnie ze mnie tyle łez, a jednak. Wiecie... Tillie Cole potrafiła mnie wzruszyć swoją poprzednią książką Raze, tyle, że była to mocna historia okraszona sporą dawką erotyzmu. A tutaj? Bum bum i czyste uczucia, bez siły, bez przemocy, bez wulgaryzmów... Coś pięknego, ciepłego, smutnego i wzruszającego. Naprawdę jestem zakochana w tej książce. Początek mnie oczarował totalnie. Można powiedzieć, że przepadłam już od pierwszych stron. Chociaż, gdzieś tak pośrodku tejże powieści coś mi nie zagrało. Sama nie wiem co, ale było coś nie tak. Jakiś zgrzyt pomiędzy moim odbiorem a treścią. Niemniej było to chwilowe niedogranie, bowiem chwilę później oczy mi się zaszkliły, serce mocniej zabiło i wszystko wróciło do normy. Prócz moich emocji. Tillie Cole roztrzaskała moje serce... Nie sądziłam, że jej się to powiedzie, a jednak. Wszystkie słowa na temat tego, że Tysiąc pocałunków łamie serca i wyciska łzy, były prawdziwe! Chociaż w zasadzie nie wylałam potoku łez, to jednak wewnętrznie zadziało się naprawdę wiele. On: wojownik od małego. Wiking jak się patrzy, silny charakter, upartość, powaga, mroczność, tajemniczość, chęć walki o swoje. Ona: niewinna, słodka, spokojna, subtelna, urocza dziewczyna o wielkim sercu, które należy tylko do Niego. Łączy ich wszystko, a dzieli przeszłość, którą da się pokonać. Jednak jest coś, czego pokonać się nie da. Utracony czas i brak czasu - te dwa czynniki sprawiają, że kluczowy wątek tak bardzo zagra na uczuciach czytelnika. Ogarnie go pewna niemoc, żal, smutek... A może nawet nadzieja? Cholera jasna! Cole, tak się nie robi no! Nawet pisząc tę opinię serce mnie boli, kiedy przypominam sobie ostatnie strony. Tak się po prostu nie robi. Tysiąc pocałunków, to historia jakich niewiele. Historia, która jest tak prawdziwa, jakby napisało ją życie. Każda szanująca się romantyczka powinna ją przeczytać. Oczywiście przygotować się w chusteczki, bo mogą się przydać, w ramię - gdzieś trzeba się wypłakać i przygotować na pogrom emocji - to nieuniknione. Jest to cudowna, urocza i smutna historia dwojga zakochanych i oddanych sobie całkowicie osób. Historia, która mówi nam, jak wielka jest moc miłości i oddania. Jak ważne są obietnice i jak ważne jest to, by je dotrzymać. Rune i Poppy pokażą Wam jak to wszystko powinno wyglądać, tyle, że coś im przeszkodzi. Czy jest to książka z happy endem? I tak, i nie. Zależy jak odbierzecie lekcję życia, jaką da Wam autorka wraz ze swoimi bohaterami. Ja cholernie mocno Wam ją polecam! http://sol-shadowhunter.blogspot.com/
04.06.2017
Monika Szulc
Był kiedyś chłopak i dziewczyna. Połączyła ich piękna miłość, która miała trwać wieki. Los przewidział dla nich inną drogę i rozdzielił na lata. Kiedy ponownie ich serca się łączą w całość, nic nie jest już takie same. On czuję złość, żal i ból, a ona miłość i spokój. Czy serce Rune’a zostanie uleczone dzięki miłości Poppy? Poppy otrzymała od umierającej babci słoik, który ma zapełnić tysiącem pocałunków chłopaka i przyznaję, iż motyw przewodni tej powieści jest nie tylko oryginalny, ale przede wszystkim piękny i romantyczny. Od pierwszej strony, historia tej dwójki mnie oczarowała i przyssałam się do tej książki jak narkoman na głodzie. Znam twórczość autorki, lecz tego się nie spodziewałam. Powinna porzuć pisanie erotyków i całkowicie oddać się pisaniu książek takich jak ta, które na lata zapadają w pamięci, do których wraca się z przyjemnością, a emocje podczas czytanie nie słabną nawet na chwilę. „Tysiąc pocałunków” to książka, którą mogłabym zaspoilerować bardzo łatwo i opisać całą fabułę jednym zdaniem, dlatego nie będę się rozpisywać. Droga Poppy i Rune’a nie należy do najłatwiejszych, lecz oboje sobie radzą. Połączyła ich miłość i głęboko wierzę, że tak czyste uczucie, które szczerze podziwiałam, jest możliwe. Oboje są młodzi, mają po siedemnaście lat, dlatego nie zawsze radzą sobie z natłokiem wrażeń. Chłopak czuję złość i potrzebuję spokoju, by ponownie pokochać życie. Książka niezwykle emocjonalna, nie można jej czytać spokojnie, bo serce wyrywa się z piersi. Płakałam niemal przez całą książkę, a ja nie lubię płakać. Choć jest to jedna z najpiękniejszych historii, jakie miałam okazję poznać, to nie uważam jej za idealną. Język jest piękny, autorka ma cudowny styl. W książce znalazłam bardzo dużo cytatów, które namiętnie zaznaczałam, by później do nich wrócić. Jeden całkowicie rozłożył mnie na łopatki, a tysięcznego pocałunku nigdy nie wymaże z pamięci. Mimo wszystko nie potrafię sobie wyobrazić, by w normalnym życiu, rozmowy były prowadzone w taki sposób, za pomocą tylu pięknych słów i porównań. Ckliwe rozmowy wyciskały łzy, bo autorka za pomocą słów silnie oddziałuję na czytelnika. Finał powieści jest przewidywalny do bólu, nie miałam żadnych wątpliwości odnośnie zakończenia, co kompletnie mi nie przeszkadzało, ale odniosłam wrażenie pewnej przesady. Wiele scen jest wyolbrzymionych i zwyczajne budzą one wątpliwości. „Tysiąc pocałunków” to książka, której nigdy nie zapomnę. Wędrówka dwójki młodych ludzi kochających życie, przygodę i pocałunki, które potrafiły rozjaśnić nawet najmroczniejsze dni. Podczas czytania, doświadczyłam całej gamy emocji, które zmiażdżyły moje serce i nie skleiły na powrót. Długo nie przeboleję historii Poppy i Rune’a! To książka dla tych, którzy potrafią kochać i tą miłością dzielą się z innymi. Polecam 5/6
  • 4
02.06.2017
Lost In My Books
Tysiąc pocałunków to historia dziewczyny, która dostała od babci słoik z tysiącem serduszek i każdy z nich ma oznaczać jeden wyjątkowy pocałunek. Pomysł przyznaję naprawdę fajny, byłam ciekawa, jak to zrobi bohaterka i co będzie działo się w jej życiu. "To nie jest nasz prawdziwy dom, maleńka. To życie... Wielkie wyzwanie, które podejmujemy. Podróż, którą cieszymy się i którą kochamy całym sercem, nim wybierzemy się w najważniejszą spośród wszystkich innych wypraw." Bohaterowie nie są jacyś zbytnio wyjątkowi, czasami wręcz potrafią nieźle wkurzyć, ale nie da się też ich nie polubić. Książka Tysiąc pocałunków jest trochę schematyczna i niestety nie różni się niczym od typowych romansów młodzieżowych, ale sama historia jest ciekawa sama w sobie. Uważam, że fajnie jest ją przeczytać i poznać. Spędzicie przy niej naprawdę mile czas. Powieść jest też bardzo, ale to bardzo emocjonalna. Już niemal od pierwszych stron narastają emocje, głównie smutek. Tak, książka jest bardzo smutna, nie znajdziecie tutaj zbyt dużo humoru, a piękną i bardzo poruszającą historię miłości dwóch młodych osób, którym życie rzuciło naprawdę wielkie kłody pod nogi. Tysiąc pocałunków to sącząca i przenikliwa powieść, przy której uronicie łezkę. Naprawdę warto ją przeczytać, ja nie wyobrażam sobie ominięcie takiej ekscytującej książki.
  • 5
23.05.2017
anna kowalska
Rzadko się zdarza, żeby książka wywoływała we mnie aż takie emocje. Pod koniec czytania musiałam ją odłożyć, żeby wytrzeć łzy. Jednak kiedy znowu po nią sięgnęłam, łzy popłynęły znowu i towarzyszyły mi do ostatniego słowa. Jednak samo zakończenie mimo, że bardzo mnie zaskoczyło i nie skończyło się tak jak lubię, to majstersztyk. Prawdziwa miłość nie ma czasu ani przestrzeni. Jest po porostu wieczna.
  • 5
22.05.2017
kogellmogell
Jestem świeżo po lekturze książki "Tysiąc pocałunków" i nadal nie mogę się pozbierać. Jak w ogóle można się pozbierać po czymś takim? Często płaczę podczas czytania, jestem bardzo emocjonalną osobą, ale pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się płakać praktycznie przez całą książkę. Nawet teraz pisząc do Was te kilka zdań mam ściśnięte gardło i łzy w oczach. Ciężko jest mi wybrać tylko jedną ulubioną książkę, szczególnie czytając jeden tytuł za drugim. Mam jednak kilka swoich faworytów, a "Tysiąc pocałunków" obecnie znajduje się na samym szczycie tej listy i ciężko będzie ją przebić. Poppy i Rune poznają się w wieku 5 lat, gdy chłopak wraz z rodzicami przeprowadza się z Norwegii do Blossom Grove w stanie Georgia i zostaje sąsiadem dziewczynki. Od tego dnia ta dwójka staje się nierozłączna, zostają najlepszymi przyjaciółmi, "Poppy i Rune, po wsze czasy i na wieki wieków". 3 lata później umiera ukochana babcia dziewczynki i najlepsza towarzyszka jej wypraw, które Poppy uwielbia. Zostawia wnuczce słoik z tysiącem papierowych serduszek, które dziewczynka ma wypełnić tysiącem pocałunków ukochanego chłopaka. Od tego dnia zaczyna się największa przygoda jej życia... Nie zdradzę Wam nic więcej, nic więcej nie musicie wiedzieć, tyle wystarczy. Początek tej historii jest bardzo słodki i uroczy, ale nie dajcie się zwieść. To nie jest kolejna przyjemna i lekka opowieść dla nastolatków. To historia, która niesie ze sobą ogromny ładunek emocjonalny, historia, która Was złamie i roztrzaska Wasze serca w drobne kawałki. To przepiękna opowieść o prawdziwej miłości, takiej, której każdy z nas pragnie zaznać w życiu. To powieść o radości z życia i czerpania z niego garściami. "Tysiąc pocałunków" bardzo przypomina mi inną książkę, ale nie powiem głośno jaką, bo nie chcę byście wiedzieli o tym, zanim sami do niej nie zasiądziecie. Miejcie jednak na uwadze, że na okładce powinno znajdować się ostrzeżenie: "Książka dla ludzi o mocnych nerwach. Zanim zaczniesz czytać, przygotuj sobie wielkie pudło chusteczek." Ta książka zapisała się w moim sercu na zawsze. Proszę Was, zaufajcie mi i przeczytajcie "Tysiąc pocałunków".
Zobacz też