ver: 0.33

Wszystko wina kota!

(okładka miękka)

  • Czytaj fragmentFragment
34,00 zł
26,21 zł
Oszczędzasz
Wysyłamy w 24h. DARMOWA DOSTAWA do salonów empik
dostępność w salonie
Opis produktu
Dane szczegółowe
Opinie klientów (6)
Dodaj recenzję
Oceń produkt:
*
*
Dodaj recenzję Powrót
W przypadku naruszenia Regulaminu, Twój wpis zostanie usunięty.
12.06.2017
ejotek
"Wszystko wina kota!" to teoretycznie zabawna powieść z elementami romansu. Dlaczego "teoretycznie"? Bo w praktyce obok miłości, czułości oraz humoru, nie zabrakło poważnych tematów z życia wziętych, które wzruszają, trzymają w napięciu, szokują i zaskakują. Bohaterowie są ogromnie zróżnicowani, doskonale scharakteryzowani i potrafią zyskać sympatię czytelnika podczas lektury. Ale czy wszyscy? :) To z pozoru spokojna i ujmująca komedia romantyczna, ale przecież napisana przez Lingas-Łoniewską! Zatem nie mogło zabraknąć charakterystycznego dla niej "pazura"... Autorka poprzez tę historię przekazała wiele prawd, mądrości i faktów, jakże pasujących do realnego życia. Uwypukliła problemy jakie nas spotykają na różnych etapach związku. Chemia, uniesienia i motylki w brzuchu w chwili, gdy ludzie się poznają. Odtrącenie i oddalenie małżonków, kiedy początkowa faza fascynacji przemija i nawet najbardziej wzorowe i modelowe pary szukają innych atrakcji. Jest też sytuacja, gdy mężczyznę przerastają obowiązki bycia partnerem i ojcem i oddala się od bliskich a po latach bije się w pierś i chce naprawiać błędy... Czy wtedy wybaczyć? Historie bohaterów płyną czasem po spokojnej wodzie, ale bywa tak, że napotykają na wodospad, czyli problemy postawione przez autorkę. Jak sobie z nimi poradzą? Czy będą potrafili porozumieć się i stanąć po jasnej stronie życia? Czy dostrzegą dla siebie szansę na bycie szczęśliwymi? I kiedy już myślisz, drogi czytelniku, że to koniec niespodzianek i dopłyniesz do widocznej w oddali przystani... BUM! Agnieszka Lingas-Łoniewska poczęstuje Cię sztormem... Była pierwsza w nocy kiedy natknęłam się na taką właśnie scenę i miałam mord w oczach... Podsumowując - to pozytywna i odprężająca powieść pełna tajemnic, niespodzianek, ale i sygnalizująca problemy w związkach. Nie brakuje tutaj chwil przepełnionych szczęściem, radością, ale i łzami. Autorka przekazuje w nasze ręce książkę, która jest recepturą na przetrwanie wspólnie z kimś życia. Widnieją na niej zaufanie, szczerość, poczucie humoru oraz sztuka kompromisu. Czy potrzebujesz sesji powieściowo-terapeutycznej? Sięgnij po "Wszystko wina kota!". całość recenzji: http://czytelnicza-dusza.blogspot.com/2017/05/agnieszka-lingas-oniewska-wszystko-wina.html
02.06.2017
Czytelnicza uczta
Elżbieta Durka
Jak na dilerkę emocji przystało Agnieszka Lingas-Łoniewska zafundowała nam ich sporą dawkę. "Wszystko wina kota" to fantastyczna książka, prawdziwie traktująca o życiu, o tym co w nim najważniejsze. Miłość, czasami po przejściach, trudna, o którą trzeba walczyć. Przyjaźń, ta prawdziwa, która trwa mimo, pomimo i wbrew. Rodzina, która nie zawsze jest idealna, ale razem zawsze najlepiej. Wszystkie te wartości sprawiają, że nasze życie jest lepsze, pełniejsze.W wyjątkowy sposób autorka przedstawiła cztery przyjaciółki, które są dla siebie ogromnym wsparciem, gdy trzeba potrząsną, gdy trzeba służą ramieniem. To historia, która na długo po przeczytaniu pozostanie w sercu. Prawdziwa czytelnicza uczta w wyjątkowym towarzystwie Róży Mak i Jacka Sparrowa. To była ogromna przyjemność czytania.Polecam gorąco.
27.05.2017
Wszystko wina kota
Anna Piotrowska
Kilka zdań ode mnie. "Wszystko wina kota" to świetn lektura... życiowe wątki, wartka akcja... żadna tam komedia romantyczna... to świetna obyczajówka od której nie chce się oderwać... napisana oczywiście tak, że każde słowo się chłonie i każde słowo sprawia przyjemność z czytania. Jest duża dawka humoru, ale jak zwykle nie brakuje emocji i elementów zaskoczenia. Jak dla mnie BOMBA!!!!!!!!!!!!! P.S. wzruszenie tez było. #wszystkowinakota
  • 5
23.05.2017
Barbara Jabłońska-Cymara
Blog: bjcdobryfilmijeszczelepszaksiazka.blogspot.com Drugie spotkanie z twórczością autorki stało się swoistego rodzaju uzależnieniem. Nie mogłam się oderwać od książki. Mimo, że osobiście nie przepadam za kotami - nie żebym ich jakoś szczególnie nie lubiła, ale... - książka za to była fenomenalna. Ale o co tyle hałasu? Autorka znana, ale do tej pory jakoś nie mogłam się przekonać do jej romansów, czy kryminałów. Tu jednak komedia romantyczna, która bawi do łez, ale i zawiera wątki obyczajowe, które dodają szczyptę goryczy. Przy takim połączeniu nie da się nudzić. Mieszanka miłości, uśmiechu i smutku w odpowiedniej proporcji, żeby wciągnąć czytelnika i zatrzymać do ostatniej strony sprawiła, że na spotkanie z autorką jadę z ogromną nadzieją na miłą rozmowę nie tylko o książkach;) Ale co zrobił ten biedny tytułowy kot? Co narobił? Rozlał mleko? Może jednak zanim o samym kocie napiszę kilka słów o jego właścicielce Lidii. Autorka Róża Mak to nasza główna bohaterka. A może winnam napisać Lidia Makowska, bo właściwie książka jest o osobie, a nie o samej autorce, która pisze bestsellerowe powieści pod pseudonimem. Osobiście zawsze się dziwiłam i wielokrotnie zastanawiałam się dlaczego autorzy decydują się na pracę pod zmienionym nazwiskiem. Lidia po części wyjaśniła mi to, a jej uzasadnienie przyjęłam do wiadomości, ale czy ostatecznie mnie przekonała? Ona sama bowiem jako osoba jest skromna i szczera. Jako pisarka Róża zaś jest bardzo bezpośrednia, co szczególnie widać w jej e-mailach do recenzenta, za którym nie przepada. Ale może od początku... Lidię poznajemy w chwili kiedy skończyła pisać swoją najnowszą książkę. Jej przyjaciółka i zarazem agentka Karolina informuję ją, że wydawnictwo chce zorganizować wywiad na żywo w telewizji. Lidka jest przerażona, że jej skrywana tożsamość ma wyjść na światło dzienne. Co gorsza wywiad ma poprowadzić znany bloger, który wiecznie krytykuje twórczość Róży Mak. Jack Sparrow ma miliony obserwujących na instagramie i chcąc nie chcąc robi Róży dużą reklamę. "Byłem chyba jedynym męskim recenzentem, który przeczytał wszystkie powieści z dorobku tajemniczej pani Mak." Oczywiście sprawa zawodowa Lidki to jedno, ale jest też miły wieczór z przyjaciółkami, przy winie i chińskim jedzeniu, którego finał zapamiętała na bardzo długo. Może nie z własnej perspektywy, a z opowiadań pewnego sąsiada, którego James - rudy kot Lidki - upodobał sobie szczególnie. Wlazł kotek na płotek i mruga - te słowa przypominały mi się cały czas jak tylko James pojawiał się w akcji. Jego upodobanie do nieswojej poduszki było frustrujące, ale ponoć koty tak już mają ;) Wszystko wina kota! No nie dosłownie wszystko, ale biedak przyczynił się do dużego poczucia humoru jakie daje książka. Ponoć ciężko jest napisać książkę lekka, która bawi, ale Agnieszka Lingas-Łoniewska nie miała z tym żadnych problemów. Cztery przyjaciółki, a może "ciocie dobra rada" to dla Lidki jak i dla mnie osoby, przez które nudny wieczór zamienił się w całkiem ciekawą noc. Oczywiście noc czytelniczą. Mało kiedy zdarza mi się przeczytać książkę w dwa wieczory. Jednak tym razem Agnieszka Lingas-Łoniewska dała mi coś czego już dawno nie czułam - chęć poznania historii i jej zakończenia jak najszybciej. Dodatkowo należy zwrócić uwagę, że cała paleta uczuć jakie przechodzą z bohaterów na czytelników rozbudza wyobraźnię. Każdy rozdział opisany z perspektywy kolejnego bohatera powoduje nie tylko narastającą ciekawość, ale i dodaje pobocznych wątków. Oczywiście jeden, no może dwa wątki są główne i prowadzą całość do końca, ale są też sprawy mniejsze, nie mnie ważne. Osoby, które czytały już książki Agnieszka Lingas-Łoniewska dostaną kolejną perełkę na półkę. Osoby, które nie znały twórczości autorki - a są takie? - mogą z czystym sumieniem zakupić książkę, bez najmniejszej obawy o nudę. Szczególnie żeńskie grono będzie zadowolone ;) Nie mogę zapomnieć o blogerach, którzy są wymienieni w książce, a uwaga są to osoby z którymi udało mi się zamienić osobiście kilka zdań :) Serdecznie Was pozdrawiam - Wy wiecie :) Ale obawiam się, że to właśnie Wy mieliście ogromny wpływ na wiele z tego co się dzieje na kartach tej książki. Zainteresował mnie pewien zwrot, a mianowicie "- Straszni z was materialiści, przeliczacie wszystko strony, a liczy się treść, bohaterowie, emocje." Czy ten zarzut jest bezpośrednio związany z wydawnictwami? Każdy zdaje sobie sprawę, że autor dostaje jedną którąś tam z ostatecznej ceny książki. Więc kupujcie książkę, żeby autorka mogła coś zarobić :) "Nigdy nie wiemy, kim tak naprawdę jest ta druga osoba. Tak łatwo udawać w dzisiejszym świecie..." Powyższy cytat potwierdza wiele współczesnych wad świata wirtualnego. Jednak wiele osób stroni od fałszywych osób. Oczywiście są i takie, które wierzą w każde napisane w internecie słowo - jak odróżnić prawdę od fikcji - sprawdzić najlepiej samemu. Więc zgodnie z tym ja Wam polecam książkę, a Wy sprawdźcie sami, czy mam rację i czy warto :)
  • 4
16.05.2017
Z herbatą wśród książek
Powieści Róży Mak od lat nie schodzą z list bestsellerów, cała Polska zaczytuje się w jej romansach, na próżno jednak szukać jej na targach książki, spotkaniach autorskich czy w telewizyjnych wywiadach. Tylko niewielka grupa ludzi wie, że pod pseudonimem Róża Mak kryje się Lidia Makowska - trochę roztrzepana trzydziestopięciolatka, posiadaczka rudego kota Jamesa, lubiąca ciężką muzykę i koszulki z zabawnymi napisami, cierpiąca na lekki opad szczęki za każdym razem, kiedy jej przystojny sąsiad pojawia się na tarasie. Karolina, przyjaciółka i agentka Lidki, pod naciskiem wydawcy namawia ją na coming out - wywiad dla telewizji, ujawniający prawdziwą tożsamość uwielbianej przez Polki autorki. Lidia zgadza się, ale pod jednym warunkiem: wywiad ma przeprowadzić Jack Sparrow - bloger, który od lat z uporem maniaka recenzuje wszystkie jej powieści, chociaż w każdej znajduje coś, do czego nie omieszkuje się przyczepić. W życiu Lidki szykują się spore zmiany, nie tylko na polu zawodowym, ale i prywatnym, bo - ze sporą pomocą kota - nawiązuje bliższą znajomość ze swoim podziwianym dotąd na odległość sąsiadem, Jeremim. Każde z nich skrywa jednak własne sekrety, które prędzej czy później muszą wyjść na jaw… To było moje pierwsze spotkanie z twórczością pani Agnieszki Lingas-Łoniewskiej i oceniam je zdecydowanie na plus. Spodziewałam się lekkiej babskiej komedii ze sporą dawką humoru i właśnie to dostałam - powieść czytało mi się bardzo szybko i przyjemnie, z pewnością nie można odmówić pani Agnieszce lekkości pióra. Autorka posłużyła się narracją pierwszoosobową, ale dopuszczając do głosu kilkoro bohaterów, nie ma więc wrażenia jednostronnej relacji. Poszczególne rozdziały pisane są z perspektywy Lidki, Karoliny i ich dwóch przyjaciółek: Anety - urzędniczki, której wieloletnie małżeństwo właśnie przeżywa kryzys, i Tatiany - pani prezes, która nawiązuje romans ze swoim dziesięć lat młodszym pracownikiem. Ci, którzy preferują męski punkt widzenia, zapewne ucieszą się, że część rozdziałów przypadła także w udziale Jeremiemu i tajemniczemu Jackowi Sparrowowi, sporo jest też e-mailowych rozmów między Lidką a blogerem. Z największym zainteresowaniem śledziłam oczywiście wątek rodzącego się uczucia pomiędzy pisarką i jej sąsiadem, ale i losy pozostałych bohaterów nie były mi obojętne, w ani jednym rozdziale nie wiało nudą. Największą sympatię wzbudziła we mnie Lidka - postać nietuzinkowa, twórcza, zabawna, odrobinę ekscentryczna, a przy tym obdarzona cechami, z którymi wiele kobiet może się utożsamiać. Kolejnym jej atutem jest to, że poprzez tę postać pani Agnieszka wpuszcza czytelników za kulisy swojego zawodu, przedstawiając, jak na co dzień wygląda życie pisarki. Jedna rzecz, do której się przyczepię, to przekleństwa. Jest ich w książce dość sporo, a ja twardo obstaję przy swojej opinii, że w tego typu literaturze są one kompletnie zbędne. Odebrały mi niestety część przyjemności z lektury. “Wszystko wina kota!” obdarzona jest przez wydawcę i autorkę mianem romantycznej komedii omyłek i myślę, że jest to jak najbardziej trafne określenie, bo powieść ta zawiera wszystkie elementy komedii romantycznej. Mamy sympatycznych bohaterów, wiele zabawnych sytuacji, odpowiednią ilość trudności i tragedii, wplecionych w fabułę, no i oczywiście mnóstwo romantycznych uniesień - czasem trochę naiwnych i nierealistycznych (bądźmy szczerzy, jak często zdarza się, żeby cztery przyjaciółki znalazły idealnych facetów w tym samym czasie?), ale kto powiedział, że komedia romantyczna ma być realistyczna? Ma dostarczać odbiorcy emocji, bawić, wzruszać, pomóc oderwać się na chwilę od szarości codziennego życia i tę misję powieść pani Lingas-Łoniewskiej spełnia na piątkę z plusem.
  • 4
05.05.2017
Diane Rose
Byłam bardzo ciekawa tej książki i chociaż podeszłam do niej odrobinę sceptycznie nastawiona to nie zawiodłam się. Styl autorki jest lekki, zabawny, książkę czyta się szybko, a sama lektura jej jest naprawdę przyjemnym doświadczeniem. Nic tylko chwycić kubek mrożonej herbaty (no chyba, że za oknem nadal macie śnieg to wtedy lepiej jednak nie mrożoną) i po prostu zanurzyć się w lekturze. Lidka to autorka lubiąca mocne brzmienie, przy których wymyślała najbardziej gorące romanse z lekkim dramatem w tle. Czy ktoś widzi podobieństwo do pewnej autorki? Tak czy tak to bohaterka sympatyczna, której trudno nie polubić, chociaż nie wszystkie jej wybory dla mnie były zrozumiałe. Trudno również nie wspomnieć o Jamesie, który stał się iskrą, która roznieciła całą historię i to w spektakularny sposób. Liczyłam na książkę, która mnie odmóżdży, przy której popłaczę się ze śmiechu i miło spędzę czas, ale ta książka taka nie jest. Tak, tak przyjemnie spędziłam czas, uśmiechałam się podczas czytania, ale nie tylko. Ta powieść zdecydowanie ma drugie dno, inne, mniej wesołe, bo trochę w niej także dramatów życia codziennego i mądrych słów, które warto zapamiętać.
Zobacz też